Pierwsze ślady
Mały smok o imieniu Lulek obudził się z uśmiechem. Miał zielone łuski, małe skrzydełka i często nosił czerwony szalik. Lulek był bardzo ciekawy. Lubił obserwować i myśleć. Dzisiaj miał ważne zadanie. W przedszkolu zgubiła się przytulanka — doudou. Doudou była mięciutka, z plamką na uchu i pachniała lawendą.
Lulek wziął swój mały aparat. Aparat był zrobiony z drewna i miał duże, błyszczące oko. Lulek zawsze robił zdjęcia, żeby zapamiętać ślady. Był spokojny i uporządkowany. Najpierw zapytał panie, gdzie doudou widziano ostatnio.
— Wczoraj wieczorem była przy bramie farmy — powiedziała pani Asia. — Dzieci bawili się tam z owieczkami.
Lulek zrobił notatkę w swoim zeszycie. Najpierw miejsce. Potem pora. Potem zapach lawendy. Wszystko w uporządkowanej linii. Pakował aparat i ruszył na farmę edukacyjną. Farma była blisko. Były tam kurki, krowa o imieniu Mela, kozy i stado baranków. Były też kolorowe skrzynie i mały strumyk.
Gdy Lulek przekroczył bramę, schował aparat i rozejrzał się. Na ziemi były malutkie ślady. Ktoś chodził boso i zostawił odcisk stopy. Lulek uklęknął i zrobił zdjęcie. „Zdjęcie numer jeden” — pomyślał. Na zdjęciu widać było kawałek czerwonego szalika. Lulek dotknął swojego szalika — nie jego. Zapisał.
Przyszedł mały rolnik Franek z taczką jabłek. Lulek spytał grzecznie:
— Panie Franku, czy widział pan przytulankę?
— Widziałem coś miękkiego pod stosem siana — odpowiedział Franek. — Ale myślałem, że to ręcznik. Wyrzuciłem trochę siana.
Lulek zrobił zdjęcie stogu siana. „Zdjęcie numer dwa.” Zapiął kolejną notatkę.
Lulek poczuł pod nosem zapach. To była lawenda! Zapach prowadził w stronę obory. Lulek skradał się cicho. Wiedział, że trzeba zbierać dowody, a nie ścigać się w biegu. Spokój pomaga myśleć.
Śledztwo na farmie
W oborze było ciepło i pachniało sianem. Krowa Mela spojrzała, trzepnęła ogonem i poczęstowała Lulka butelką mleka. Lulek podziękował i zapytał krowę, czy widziała doudou. Mela mruknęła:
— Widziałam, jak mały zajączek biegał z czymś miękkim. Wyskoczył przez okienko stajni.
Lulek zapisał. Zdjął zdjęcie stogu siana i zdjęcie przy okienku. Zrobił jeszcze jedno zdjęcie małych łapek na ziemi.
Ślady prowadziły do stodoły, gdzie pasły się kozy. Kozy były ciekawskie. Jedna z nich, o imieniu Kicia, podeszła i połknęła gumkę od włosów. Lulek rozśmieszyła się i stukał palcem w notatnik. W notatniku pojawiły się kółeczka i strzałki. Po kolei. Miejsce, zapach, ślady, świadkowie.
Nagle usłyszał znajomy dźwięk — chrzęst kroków. To była Rózia, mała myszka z przedszkola. Miała w łapkach kawałek materiału. Lulek szybko sfotografował jej małe łapki. Materiał miał plamkę, taką samą jak na uchu doudou! Rózia wyglądała przestraszona.
— Co masz? — zapytał Lulek łagodnie.
— Znalazłam to. Chciałam oddać, ale boję się, że ktoś mnie skrzywdzi — wyszeptała Rózia.
Lulek pochylił się i uśmiechnął. Był cierpliwy.
— Możemy razem pójść do pani Asi. Pomożemy ci. — Rzekł.
Lulek robił zdjęcia wszystkiego. Zdjęcie numer pięć: Rózia z materiałem. Zdjęcie numer sześć: odcisk małej łapki przy oknie. Każde zdjęcie miało numer. Lulek uczył tak metodzie: najpierw obserwuj, potem zbieraj dowody, potem pytaj. Tak robił detektyw!
Przy oborze biegła kaczka Kaśka z błyszczącą kokardą na szyi. Lulek spytał:
— Kaśka, czy widziałaś coś w nocy?
— Słyszałam szelest i śmiech. Ktoś przekraczał mostek nad stawem — powiedziała kaczka.
Lulek zanotował i zrobił zdjęcie mostku. Na zdjęciu widać było małe krople wody i ślady błota. Ślady były podobne do śladów z początkowej bramy.
Wszystko zaczęło się składać. Lulek ustawił swoje zdjęcia obok siebie. Widział mapę małych dowodów. Uważnie przyjrzał się plamce na materiale z łapki Rózi i zdjęciu stogu siana. Były takie same kształty. Ktoś przetarł doudou o siano!
Lulek poszedł do robiącego najwięcej hałasu koguta. Kogut Taras zrzucił na ziemię garść piór. Lulek zapytał, czy ktoś zostawił tam coś miękkiego. Taras pokręcił głową, ale dziobnął w ziemię wskazując kierunek na pole z dyniami. Lulek znów fotografował.
Na polu z dyniami rosła mała chata z kartonów. To była kryjówka dzieci, gospodarstwa zabaw. Lulek podszedł cicho. Drzwi były uchylone. W środku słychać było ciche chrapanie. Lulek sprawdził pieszo. W kącie, pod kocem, ktoś spał — to był Bartek, chłopiec z przedszkola. Obok niego leżała... mała, brudna przytulanka! Na uchu plamka lawendy.
Lulek uśmiechnął się i zrobił zdjęcie. Zdjęcie numer dziesięć: doudou pod kocem. Bartek obudził się i otworzył oczy. Spojrzał zaskoczony.
— To moja przytulanka? — zapytał przysypiający.
— Tak — odpowiedział Lulek spokojnie. — Czy pamiętasz, jak trafiła tu?
Bartek poczuł się zawstydzony.
— Chciałem, żeby nikt mi jej nie zabrał — wyszeptał. — Schowałem ją, bo bałem się, że zgubię.
Lulek pochylił się i pokazał zdjęcia. Pokazał stóg siana, okienko, ślady i Rózię z materiałem. Bartek spojrzał na zdjęcie doudou i na swoje ręce. Zrozumiał, że jego chowanie zrobiło zamieszanie.
Rozwiązanie i powrót
Lulek wziął doudou delikatnie. Przytulanka była miękka, pachniała lawendą i miała małą łatkę. Lulek zrobił ostatnie zdjęcie — wszystkie dowody razem. Potem zaprosił Bartka, Rózię i kilka zwierząt na małe spotkanie przy stogu siana.
Lulek wyjaśnił spokojnym głosem:
— Każdy mógł pomóc. Każdy znalazł coś. Przez zdjęcia mogliśmy połączyć ślady. Dzięki temu znaleźliśmy doudou.
Dzieci klasnęły. Rózia uśmiechnęła się z ulgą. Bartek przeprosił cicho.
— Przepraszam, nie chciałem sprawiać kłopotu — powiedział.
— Ważne, że mamy doudou z powrotem — odpowiedziała pani Asia, która przyszła z przedszkola. — I że wszystko dobrze się skończyło.
Lulek oddał przytulankę właścicielce. Dziewczynka mocno przytuliła doudou i podziękowała. Jej oczy błyszczały. Pani Asia pogłaskała Lulka po głowie.
— Dziękujemy, mały detektywie — rzekła. — Byłeś bardzo uporządkowany i spokojny.
Lulek poczuł, jak robi mu się ciepło w sercu. Był dumny nie z chwały, ale z pracy dobrze wykonanej.
Na koniec Lulek pokazał dzieciom, jak robić zdjęcia i notatki. Uczył krótko i prosto:
— Najpierw patrz uważnie. Potem zrób zdjęcie. Potem zapisz, co widzisz. I nie strasz innych. Pomagaj.
Dzieci powtarzały słowa i robiły swoje notatki. Nawet kaczka Kaśka miała mały notesik!
Wieczorem, kiedy słońce chowało się za płotami, Lulek siedział na małym wzgórku. Trzymał aparat i patrzył na niebo. Wszystkie zdjęcia były już poskładane w albumie. Doudou było bezpieczne, a wszyscy byli szczęśliwi. Lulek pomyślał, że dzięki spokojowi, metodzie i współpracy można rozwiązać wiele spraw.
Zanim zasnął, pocałował swój czerwony szalik i szepnął:
— Dobra robota.
W nocy gwiazdy mrugały. W stajniach zwierzęta cicho oddychały. Wszyscy wiedzieli, że w razie czego przyjdzie mały detektyw Lulek — spokojny, z aparatem i notatnikiem. I że zawsze zapyta najpierw, a potem zrobi zdjęcie.
A doudou? Doudou zasnęło w ramionach swojej dziewczynki. Pachniało lawendą i spokojem. I odtąd nikt już nie chował zabawki bez pytania. Bo Lulek nauczył wszystkich, że metoda i rozmowa są ważniejsze niż strach.