Pan Ludwik miał wesołą brodę, kolorowe skarpetki i mnóstwo pomysłów, które wciąż hulały mu po głowie jak wesołe motylki na łące. Każdego ranka, kiedy budził się z głośnym „Dzień dobry, pomysły!”, w jego warsztacie już czekały śrubki, druciki i kawałki gumki. Pan Ludwik był wynalazcą. Ale nie byle jakim! Wynajdował rzeczy do śmiania się, do robienia placków z uśmiechu i do zakładania kapci na lewą nogę. Bardzo to lubił.
Pewnego dnia pan Ludwik westchnął: „Ach, jakby tu wymyślić coś, co zrobi kanapkę… samo!” Bo pan Ludwik często gubił chleb, a ogórek raz uciekł mu aż pod łóżko. I tak usiadł na swoim wielkim, żółtym fotelu i zaczął myśleć. Myślał i myślał. Nagle zaklaskał w dłonie: „Wiem! Zbuduję Maszynę Do Kanapek!”
Najpierw pan Ludwik znalazł stary durszlak – bo dziurki są bardzo potrzebne. Potem przyniósł miotełkę, sprężynkę i kilka patyczków od lodów. „To będą rączki do smarowania masłem!” ucieszył się. Na koniec doczepił do wszystkiego swój ulubiony różowy balonik. Maszyna była gotowa. Wyglądała jak wielka kanapka… z uszami i nosem z ogórka.
Pan Ludwik włożył chleb do durszlaka, a masło postawił na sprężynce. „Start!” zawołał radośnie. Maszyna zaczęła sapać i stukać: stuku-puk, stuku-puk! Balonik podskakiwał z radości. Nagle patyczek dotknął masła. Sruuu! Masło poleciało wysoko, prosto na nos pana Ludwika.
„Oj!” zaśmiał się pan Ludwik, „masło zamiast na kromce, jest na moim nosie!” Maszyna nie przestała pracować – spróbowała jeszcze raz. Tym razem plasterek ogórka przeleciał przez całe mieszkanie i wylądował na klamce od drzwi. „Ale psikus!” śmiał się pan Ludwik.
Maszyna cicho zachrobotała i znów podjęła próbę. Chleb podskoczył, masło się rozsmarowało, a ogórek położył się na wierzchu – prosto, jak należy! „O rety, udało się!” zawołał pan Ludwik i klasnął w dłonie. Uszy maszyny aż zadrżały z radości, a balonik wesoło się zakręcił.
„Spróbuję jeszcze raz!” postanowił pan Ludwik. Tym razem maszyna wypluła kromkę, która zatańczyła wokół stołu, aż wpadła do miski z kwiatkiem. Pan Ludwik podniósł ją i powiedział: „Nie szkodzi, kanapka z kwiatkiem też może być dobra!” I ugryzł kawałek.
Nagle do pokoju weszła sąsiadka, pani Zosia. „Panie Ludwiku, co to za hałasy?” zapytała z uśmiechem. „To moja Maszyna Do Kanapek! Raz działa, raz tańczy!” odpowiedział pan Ludwik. Pani Zosia zaśmiała się i poprosiła: „A czy mogę dostać kanapkę z ogórkiem?” Maszyna aż zatrzęsła uszami ze szczęścia i spróbowała przygotować kolejną kanapkę. Tym razem wszystko się udało. Kanapka była pyszna, a ogórek nie uciekł już nigdzie.
Pan Ludwik z panią Zosią usiedli razem i zajadali się śmiejąc do łez. „Twoje wynalazki są wspaniałe, ale trochę zabawne” powiedziała pani Zosia. A pan Ludwik tylko mrugnął okiem i dodał: „Wynalazki muszą być wesołe, wtedy smakują najlepiej!”
I tak pan Ludwik, jego szalona maszyna i balonik z ogórka przeżyli wesoły dzień pełen przygód i śmiechu. A kiedy nadszedł wieczór, pan Ludwik przykrył maszynę kocykiem i powiedział: „Dobranoc, Maszyno. Jutro wymyślimy coś jeszcze fajniejszego!” I wszyscy czuli się bardzo szczęśliwi i spokojni.