Pani Hania miała pomysł. Pomysł skakał jej w głowie jak mały kot. „Zrobię coś bardzo potrzebnego!” mówiła. I zaraz się śmiała, bo nie do końca wiedziała, co to znaczy „potrzebne”.
Pani Hania była wynalazczynią. Lubiła śrubki, klej i kolorowe tasiemki. Lubiła też herbatę z miodem i muzykę na starym gramofonie. W swoim warsztacie miała dużo pudełek. W pudełkach były guziki, sprężyny i śmieszne nakrętki. Wszystko miało pomóc jej w wielkim planie.
„Zrobię maszynę do głaskania chmur!” mówiła do siebie. „Będzie tak miękka, jak poduszka.” I zaczęła rysować. Rysowała marchewki i parasole. Rysowała uśmiechy i guziki. Rysowała też wielką łyżkę. Bo łyżka zawsze pomaga.
Na początku zrobiła prototyp. Prototyp wyglądał jak kaczka z kółkami. Miał gripe, dwa śmigła i dzwoneczek. Pani Hania go pomalowała na turkusowo. „Będziesz się nazywać Pufek” powiedziała. Pufek prychnął i zaszeleścił taśmą.
Pani Hania testowała Pufka w ogrodzie. Pufek dmuchał bańki mydlane. Pufek śpiewał małe piosenki. Pufek... nie dosłownie głaskał chmur, bo chmury są wysoko. Ale Pufek potrafił dmuchać chmury w kształcie serc. Dzieci w okolicy podbiegły. „Ooo!” krzyknęły. „Ooo!” powtarzały.
Pani Hania miała inny plan. „Zrobię buty do chodzenia po lodach!” mówiła. Buty nie były potrzebne. Ale były bardzo zabawne. Buty miały śruby i skarpetki. Kiedy ktoś w nich chodził, słychać było ciche dzwonki. Ludzie tańczyli. Tańczyli i śmiali się. Nikt nie marzł. Bo śmiech jest ciepły.
Pani Hania próbowała dalej. Zbudowała budzik, który zamiast dzwonić, sadził kwiatek. Budzik szeptał: „Czas wstać.” I z miseczki wychodziła mała stokrotka. Sąsiedzi dostawali kwiatki i pili herbatę. Było miło.
Czasem coś szło nie tak. Raz Pufek zamienił się w prysznic baniek. Baniek było za dużo. Baniek było wszędzie. „Oj!” zawołała Pani Hania. I śmiała się. Dzieci też się śmiały. Pufek zakaszlał i przybrał formę kapelusza. Wszystko było bezpieczne i zabawne.
Innym razem buty dzwoniły aż do kuchni. Dzwoniły i dzwoniły. Pani Hania wzięła je na herbatę. Buty śpiewały piosenkę o miodzie. Ktoś śpiewał razem. Ktoś tupnął. Wszyscy byli radośni.
Na końcu Pani Hania zrobiła coś małego. Zrobiła pudełko na ciche myśli. Pudełko miało miękkie wnętrze i guziczek „przytul”. Kiedy ktoś nacisnął guziczek, pudełko wysyłało ciepły oddech i powiedziało: „Jesteś kochany.” Pani Hania uśmiechnęła się szeroko.
Mieszkańcy mówili: „Twoje wynalazki są dziwne, ale dobre.” Pani Hania odpowiedziała: „To moja praca.” I śmiała się cicho. Wieczorem Pufek siadł na parapecie. Buty leżały obok herbaty. Pudełko na ciche myśli paliło małą gwiazdkę. Wszyscy byli spokojni.
Pani Hania zamknęła warsztat. „Jutro wymyślę coś nowego” powiedziała. I zasnęła. Śniła o chmurach, które mruczą jak koty. Śniła o bańkach, które tańczą. I było to przyjemne. Wszystko było dobre i bezpieczne.