W Mieście Świetlików wieczory były miękkie jak koc. Latarnie mrugały, a na dachach błyszczały małe antenki. Nad ulicami cicho sunęły mini-drony, jak kolorowe ważki.
Mira Neonowa była młodą superbohaterką. Miała krótki, fioletowy płaszcz, srebrne buty i rękawice, które świeciły jak gwiazdy. Na plecach nosiła plecak z baterią „Słońce-Na-Zapas”. Kiedy się uśmiechała, w jej oczach tańczyły iskierki.
Tego dnia Mira jadła lody pistacjowe, gdy usłyszała „Bip! Bip!”. Jej bransoleta komunikacyjna mrugnęła na zielono.
„Mira, tunel pod Parkiem Komet zgasł!” powiedział spokojny głos pana Burmistrza. „Dzieci wracają z placu zabaw. Potrzebują światła.”
Mira kiwnęła głową. „Jasna sprawa. Światło to moja specjalność!”
Pobiegła. Hop, hop, hop! Jej płaszcz fruwał jak flaga. Po drodze pomachał jej robot-listonosz.
„Uważaj na kałuże!” zawołał.
„Kałuże też lubią blask!” zaśmiała się Mira.
Przy tunelu zebrało się kilka osób. Mama z wózkiem, pan z psem i dwoje dzieci w kaskach. W środku było szaro, jak w pudełku.
Mała dziewczynka szepnęła: „Czy to bezpieczne?”
Mira przykucnęła. „Bezpieczne. Jestem tu. Zrobimy dzień w nocy.”
Weszła do tunelu. „Tryb: Latarnia Bohaterki!” powiedziała. Jej rękawice zapaliły się miękkim, złotym światłem. Mira uniosła dłonie i ściany zaczęły lśnić. Na betonie pojawiły się świetlne obrazki: uśmiechnięte planety, rakiety i kot w hełmie.
„Miau, kosmos!” zażartowała Mira, a echo powtórzyło: „Kosmos… osmos…”
Nagle z sufitu zwisał czarny kabel. Iskry robiły „cyk-cyk”. Tunel mrugał jak zmęczone oko.
„Oho. Kabel ma czkawkę,” powiedziała Mira. Wyjęła z plecaka mały magnetyczny klips. „Trzymaj się, kabelku. Raz… dwa… klik!”
Iskry zniknęły. Światło wróciło, równe i ciepłe. Mira dodatkowo dotknęła ściany, zostawiając jasną ścieżkę jak świetlny dywan.
Na końcu tunelu czekał pan z psem.
„To było szybkie!” powiedział.
Pies zaszczekał: „Hau!” jakby mówił „Dziękuję!”
Dzieci przejechały rowerkami przez tunel. „Ale super! Jak w komiksie!” wołały.
Mira zrobiła bohaterską pozę. „Pamiętajcie: gdy coś gaśnie, nie panikujemy. Szukamy światła. Albo wołamy mnie.”
Burmistrz znów zadzwonił. „Tunel świeci. Miasto dziękuje.”
Mira spojrzała na swoje rękawice. „To miasto jest jak kosmiczny statek. A ja pilnuję, żeby nikt nie zgubił drogi.”
Wróciła na ulicę. Latarnie mrugały wesoło. Mira usiadła na ławce, dokończyła lody i cicho powiedziała: „Dobranoc, Mieście Świetlików. Śpij jasno.”