Rozdział 1: Tajemnicze ślady i śniadanie z niespodzianką
Poranek był mroźny, a na szybie sypialni pojawiły się piękne, lodowe wzory, które migotały w świetle wschodzącego słońca. Mięciutkie futerko Neli drżało z podekscytowania – dziś miała piec pierniki z mamą. Jednak zanim zeszła na dół, musiała się przeciągnąć i ogarnąć różki, które czasami przekrzywiały się na jedną stronę podczas snu.
Gdy zeszła do kuchni, od razu poczuła cudowny zapach cynamonu i miodu. Na stole czekała taca z pierniczkami, które całą noc stygnęły, ozdobione kolorowym lukrem i posypką. Ale zaraz… coś tu nie grało. Część pierniczków była nadgryziona, a na ich miejscu pojawiły się… marchewki, ogórki i nawet kawałek selera!
– Kto tu zamienił moje pierniczki na warzywa?! – zawołała Nela z oburzeniem, patrząc na stół z szeroko otwartymi oczami.
Na podłodze pojawiły się drobne, brokatowe ślady. Wyglądały jakby ktoś rozsypał śnieg, ale przecież w domu nie padało! Próbowała je powąchać – pachniały czekoladą i… dziwnie, trochę jak świąteczne skarpety po całym dniu wędrówki.
W tym momencie zza zasłony wystawił się mały, czerwony kapelusz. Przez chwilę Nela myślała, że to tylko jej wyobraźnia. Ale nie – kapelusz poruszył się, a spod niego wyjrzała para zielonych oczu i szeroki uśmiech.
– Dzień dobry, Nelo! – zawołał cicho głosik.
Nela aż podskoczyła, a jej skrzydełka (te schowane, które zawsze próbowała ukryć przed dorosłymi) zatrzepotały z nerwów.
– Kim jesteś? I dlaczego zjadłeś moje pierniczki?! – zapytała, próbując wyglądać groźnie.
– Jestem Feliks, Lutin Farceur! – odpowiedział z dumą nieznajomy, wychodząc spod zasłony. Miał czerwony nos, zielone spodnie w paski i szpiczaste uszy. – A pierniczki… cóż, musiałem sprawdzić, czy nie są zaczarowane. Gdyby były, pewnie zamieniłyby mnie w dynię!
Nela pokręciła głową, bo przecież każdy wie, że pierniczki nie zamieniają nikogo w dynię. Ale Feliks już podskakiwał po kuchni, zostawiając za sobą ślady brokatu.
– Zostawiłem ci za to coś lepszego – marchewki są dobre na skórę! – zaśmiał się złośliwie.
Nela westchnęła, ale nie zdążyła się obrazić, bo w tym samym momencie na stole pojawiła się karteczka: „Jeśli chcesz odzyskać swoje pierniczki (i dowiedzieć się, gdzie schowałem twoje ulubione gwiazdki z choinki), podążaj za śladami brokatu!”.
Rozdział 2: Gra w chowanego z magicznymi przeszkodami
Nela nie mogła się powstrzymać przed uśmiechem. Takie wyzwania lubiła najbardziej! W końcu nie każdemu dane jest gonić Lutina Farceura po własnym domu. Poza tym, jeśli Feliks naprawdę schował jej świąteczne gwiazdki, sprawa była poważna.
Ruszyła za śladami brokatu, które prowadziły z kuchni prosto do salonu. Tam zobaczyła, że choinka… stoi do góry nogami! Igły się nie gubiły, ale bombki powoli zjeżdżały po gałązkach jak na zjeżdżalni.
– Feliks! – krzyknęła, rozglądając się.
– Tutaj, tutaj! – zaśmiał się głosik spod kanapy.
Nela uklękła i zajrzała pod mebel. Zobaczyła Feliksa, który układał miniaturowe domino z orzechów włoskich.
– Jeśli chcesz odzyskać gwiazdki, musisz pokonać trzy próby. – Feliks wysunął się spod kanapy i stanął na środku salonu, dumny jak paw.
– Jakie próby? – spytała Nela, marszcząc brwi.
– Pierwsza: musisz znaleźć bombkę, która mówi! Ale uwaga, jedna z nich jest nieco… marudna.
Nela spojrzała na choinkę. Wszystkie bombki wyglądały zwyczajnie, ale nagle jedna z nich zaczęła… chrapać! Delikatnie dotknęła jej palcem, a bombka otworzyła oczka i ziewnęła szeroko.
– Dzień dobry! – powiedziała, ziewając. – Czy możesz mnie odwrócić, bo mam zawrót głowy od tego wiszenia do góry nogami?
Nela ostrożnie obróciła bombkę i usłyszała ciche „dziękuję”. Bombka zamrugała i… nagle z jej wnętrza wypadła pierwsza gwiazdka!
– To było łatwe! – zawołała Nela do Feliksa.
– Czekaj, czekaj, to dopiero początek! – zaśmiał się lutin i pomknął do łazienki.
Nela podążyła za nim, a tam czekała już druga próba.
Rozdział 3: W łazience pełnej piany i świątecznych zagadek
W łazience unosił się zapach miodu i wanilii. W wannie bulgotała piana, a na jej szczycie ktoś zbudował zamek z mydełek. Na brzegu siedział Feliks, machając nogami i śpiewając coś pod nosem.
– Druga próba! Musisz znaleźć ukrytą w pianie niespodziankę, ale uważaj, bo nie wszystko jest tym, czym się wydaje – powiedział, pokazując na bańki.
Nela zanurzyła rękę w pianie i natrafiła na coś mięciutkiego. Wyciągnęła… skarpetę w renifery!
– To nie to! – zaśmiał się Feliks, a skarpetka zaczęła tańczyć w jej dłoni.
Spróbowała jeszcze raz. Tym razem wyłowiła gumową kaczkę, która zamiauczała niczym kot.
– Chyba ktoś tu zamienił głosy! – zawołała Nela, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Zanurzyła rękę głębiej i w końcu wyczuła coś twardszego. To była druga gwiazdka, opakowana w przezroczystą folię z brokatem. Udało się!
Feliks klasnął w dłonie.
– Świetnie! Została ostatnia próba. Ale to najtrudniejsze zadanie!
– Nie boję się! – odpowiedziała Nela, wycierając pianę z nosa.
– Ostatnia gwiazdka jest tam, gdzie najmniej się jej spodziewasz… – zaszeptał Feliks i zniknął w jasnym błysku, zostawiając za sobą ślad cukrowych ciasteczek.
Rozdział 4: Trop prowadzi do… spiżarni i świątecznej niespodzianki
Nela stanęła na korytarzu, rozglądając się uważnie. Gdzie mogłaby być ostatnia gwiazdka? Przypomniała sobie, że Feliks powiedział: „tam, gdzie najmniej się jej spodziewasz”. Westchnęła i spojrzała na drzwi od spiżarni. Rzadko tam zaglądała, bo wszędzie pachniało przyprawami i czasem bała się, że coś wyskoczy z worka mąki.
Otworzyła ostrożnie drzwi. W środku było ciemno, ale z głębi dobiegało ciche chichotanie. Na półkach stały słoiki z powidłami, a na jednym z nich ktoś namalował śmieszną buzię.
– Kto tam? – spytała Nela, wchodząc ostrożnie.
– To ja, słoik z dżemem truskawkowym! – odezwał się piskliwy głosik. – Jeśli chcesz znaleźć gwiazdkę, musisz rozwiązać moją zagadkę!
– Jaka to zagadka? – zapytała Nela, gotowa na wszystko.
– Co to jest: w grudniu świeci, w nocy tańczy, a gdy ją dotkniesz, rozświetla marzenia?
Nela zamyśliła się. Słoik z dżemem podskakiwał niecierpliwie, a z półki spadł kawałek cynamonu.
– To gwiazdka! – zawołała nagle Nela, a słoik rozpromienił się z radości.
– Brawo! – krzyknął i z jego wieczka wyskoczyła ostatnia, złota gwiazdka.
W tej samej chwili cała spiżarnia rozbłysła tysiącem światełek, a Feliks pojawił się obok, tańcząc w kółko.
– Udało się! – zawołał. – Przeszłaś wszystkie próby! Masz nie tylko swoje gwiazdki, ale i nagrodę specjalną.
Rozdział 5: Kolacja przy choince i rozmowa o odwadze
Nela wróciła do salonu, trzymając gwiazdki i uśmiechając się od ucha do ucha. Feliks już czekał przy choince, która znowu stała prosto i lśniła jak nigdy dotąd.
– Dlaczego robisz te wszystkie figle? – spytała Nela, siadając na dywanie.
Feliks spojrzał na nią poważnie, co u niego zdarzało się naprawdę rzadko.
– Bo chcę sprawdzić, czy dzieci (i nie tylko dzieci!) potrafią się śmiać, myśleć i być odważne. Święta to nie tylko prezenty, ale też magia, którą samemu trzeba odkryć. Przez zabawę uczymy się najwięcej!
Nela pokiwała głową, a jej różki zaświeciły się lekko, jakby rozumiały każde słowo.
– A dlaczego wybrałeś mnie? – zapytała cicho.
– Bo masz wielkie serce i nie boisz się marzyć – odpowiedział Feliks i podarował jej ostatni kawałek pierniczka, który zostawił na sam koniec.
Późnym wieczorem, gdy cała rodzina zebrała się przy stole, Nela opowiedziała o swoich przygodach. Nikt nie wiedział, że pod stołem siedzi Feliks i mruga do niej porozumiewawczo.
Gdy wszyscy już poszli spać, Nela spojrzała na choinkę. Na jej gałęzi błyszczały trzy uratowane gwiazdki, a na szczycie, wśród igieł, siedział maleńki lutin, gotów do kolejnych figlów.
I tak, w ciepłej, świątecznej atmosferze, Nela wiedziała już, że czasami najważniejsze są nie rzeczy, które dostajemy, ale wspomnienia i odwaga, by podążać za własnymi marzeniami – nawet jeśli prowadzą prosto w ślady brokatu zostawione przez lutina.