Rozdział 1: Tajemnica zamienionych skarpetek
Maja obudziła się wcześnie, czując dziwną szorstkość na stopie. Zdziwiona, zerknęła pod kołdrę i... aż przetarła oczy ze zdumienia. Zamiast swojej czerwonej, wełnianej skarpety z reniferem, miała na nodze malutką, zieloną skarpetkę z dzwoneczkiem przy palcach. Z szuflady wystawała druga, jeszcze mniejsza — w paski i z pomponem, który wyglądał, jakby zaraz miał kichnąć od kurzu.
— Co tu się dzieje? — mruknęła, zerkając na swoje skarpety, a potem na podłogę, gdzie jej brat Antoś właśnie próbował wciągnąć gigantyczną, czerwoną skarpetę, która sięgała mu aż po kolano.
— Moja skarpeta się rozciągnęła?! — śmiał się Antoś, skacząc na jednej nodze. — A ty masz chyba skarpetę dla krasnala!
Maja spojrzała na brata, potem na swoje stopy, aż nagle coś zaszeleściło pod łóżkiem. Zajrzała pod spód i... zobaczyła małą czapeczkę z dzwoneczkami! Obok czapeczki leżał zrolowany jak ślimak świstek papieru. Maja pociągnęła go i odczytała tajemniczy list: „Witajcie na Skarpetkowej Zamianie! Skarpetkowo Pozdrawia Was — Lutin Figlus, mistrz psikusów! Szukajcie mnie wśród świątecznych tajemnic... Paka!”.
Maja zawołała Antosia, a ten, zachwycony zagadką, zaproponował:
— Musimy go znaleźć! Nie dam się Lutinowi Figlusowi wkręcić!
Rozdział 2: Poszukiwania Lutina
Dzieci postanowiły przeszukać dom w poszukiwaniu dowodów działalności świątecznego psotnika. Na schodach znaleźli ślady mąki, prowadzące do kuchni, gdzie w cukiernicy zamiast cukru pojawiły się... konfetti i gwiazdki.
— Ten Lutin chyba lubi świecidełka jak choinka! — roześmiała się Maja, zgarniając garść konfetti i podrzucając je nad głową.
W salonie, na stole, czekał kolejny ślad: talerz pierniczków, z których każdy miał namalowaną śmieszną minę z lukru, a niektóre zamiast noska miały orzeszek. Na fotelu w kącie siedział... Nikt! Ale zaraz! Coś mignęło pod zasłoną! Żółta czapeczka z zielonym pomponem.
— Lutinie Figlusie! Wiemy, że tu jesteś! — zawołał Antoś.
Nagle zza choinki wyskoczył mały jegomość, z nosem jak czerwony guzik, w ubranku ze świątecznych wzorków. Przeturlał się po dywanie, łapiąc się za brzuch ze śmiechu.
— A kuku! To ja, Figlus! I to dopiero początek zabawy!
Maja i Antoś patrzyli na niego z otwartymi buziami. Lutin Figlus mrugnął do nich, po czym przeskoczył przez kapcie Antosia i wskoczył na parapet.
— Macie ściśle do wykonania zadanie! — zaświergotał. — Magiczne skarpety nie wrócą, dopóki nie rozwiążecie mojej świątecznej zagadki!
— Ale jaka to zagadka? — zapytał Antoś.
Lutin przewrócił się śmiechem na parapecie.
— Musicie sprawić, żeby te święta były NAJŚMIESZNIEJSZE w historii! — zawołał i zniknął... zostawiając za sobą ślady brokatu.
Rozdział 3: Psikusy na wesoło
Dzieci szybko zrozumiały, że muszą wciągnąć całą rodzinę do zabawy. Antoś wymyślił, że można podmienić wszystkie bombki na choince na... pomalowane orzechy i mandarynki z narysowanymi buźkami. Maja natomiast przygotowała świąteczne zagadki, w których odpowiedzią zawsze była „piernik z czapką”.
Przy śniadaniu dzieci ukryły w bułeczkach karteczki z zabawnymi życzeniami. Tata, zamiast normalnych okularów, znalazł na stole okulary z plastikowym nosem renifera, a mama w kompotowej łyżce odnalazła... żółtą galaretkę, która zamiast się jeść, drżała i podskakiwała.
— Co tu się dzieje? — śmiała się mama. — Czy to psotny anioł, czy może jakiś świąteczny duch figluje?
Maja i Antoś tylko się uśmiechnęli, a Figlus — niewidoczny dla dorosłych — kręcił się pod stołem, zacierając ręce.
— To dobrze, że śmiech słychać aż w kominie! — mruknął Figlus.
W ciągu dnia wymyślali kolejne zabawy — przygotowali konkurs na najdziwniejszy świąteczny taniec oraz bitwę na papierowe śnieżki w salonie. Nawet babcia, która zwykle była bardzo poważna, zaczęła śpiewać kolędy na melodię... „Sto lat!”.
Wieczorem, gdy wszyscy byli już zmęczeni od śmiechu, Figlus zakradł się do pokoju dzieci z kolejną niespodzianką.
Rozdział 4: Świąteczny problem do rozwiązania
Figlus wyciągnął zza ucha małe lusterko.
— Jest jeszcze jedna rzecz, którą musicie zrobić — powiedział poważnie, choć jego nos podskakiwał ze śmiechu. — W waszej miejscowości w tym roku zniknęła świąteczna gwiazda ze szczytu ratusza! Bez niej nie rozpocznie się coroczna parada na rynku!
Maja z Antosiem spojrzeli na siebie z powagą.
— Przecież bez tej gwiazdy święta będą jakieś... niepełne! — szepnęła Maja.
— Pomożesz nam ją znaleźć, Figlusie? — zapytał Antoś.
— Oczywiście! — powiedział Lutin, podskakując. — Ale gwiazda ukryła się tam, gdzie ludzie najgłośniej się śmieją! Musicie zbadać, gdzie w świąteczny wieczór radość jest największa.
Dzieci ruszyły na poszukiwania. Najpierw zajrzały do sąsiadów, gdzie dzieciaki grały w świąteczne kalambury i pokładały się ze śmiechu na dywanie. Potem poszli do domu kultury, gdzie odbywał się konkurs na „Najśmieszniejszego Mikołaja”.
Z każdą odwiedzoną rodziną śmiech stawał się coraz głośniejszy, a Figlus podskakiwał wyżej i wyżej. Wreszcie, na rynku, przy wielkiej choince, zebrał się tłum. Wszyscy grali w świąteczne gry, śmiali się i tańczyli.
— To tutaj! — zawołał Figlus.
Maja zauważyła, że na czubku choinki, zamiast zwykłej gwiazdy, siedzi... żółty balonik w kształcie gwiazdy, który ktoś przez przypadek podmienił!
— To musi być nasza gwiazda — szepnął Antoś. — Musimy ją zawiesić z powrotem na ratuszu!
Rozdział 5: Magiczne zakończenie i nowe skarpetki
Dzieci we wspólnym śmiechu z dorosłymi poprosiły strażaków o pomoc. Zawieszono gwiazdę na szczycie ratusza, a tłum wybuchł radosnym okrzykiem. Świąteczna parada mogła wreszcie się rozpocząć!
Figlus zatupał nóżkami ze szczęścia.
— Wspaniale się spisaliście! Zasłużyliście na skarpetkową nagrodę! — zawołał i klasnął w dłonie.
W tej samej chwili dzieci znów miały na nogach swoje ulubione skarpety: Maja — czerwone z reniferem, a Antoś — wesołe w bałwanki. Figlus za to naciągnął na głowę swoją własną, zieloną czapkę z dzwoneczkami.
— Teraz już wiecie, że prawdziwy duch świąt to nie tylko prezenty i choinka — szepnął Figlus, zerkając na Maję i Antosia. — To wspólna zabawa, śmiech i bycie razem.
Nagle wszyscy zobaczyli, jak Figlus robi śmieszną minę, tańczy wokół choinki i... po chwili zniknął w obłoku świątecznego brokatu.
Antoś i Maja długo potem opowiadali o swoich przygodach, a co roku, gdy tylko zbliżały się święta, znajdowali pod poduszką jedną, bardzo malutką skarpetkę z dzwoneczkiem — na szczęście, żeby nigdy nie zapomnieć, jak ważne są wspólne śmiechy i psikusy podczas Bożego Narodzenia.