Trwa ładowanie...
Heroiczna Fantasy 5-6 lat Czytanie 12 min.

Płomienny mech i most z mgły

Dargan, łowca potworów, wraz z pomocnikiem Iskrą wyrusza po leczniczy Płomienny Mech i w jaskini spotyka samotnego trolla, dzięki czemu oboje odkrywają, że odwaga i dobroć bywają delikatne.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Mężczyzna Dargan, spokojny i kojący, z krótkimi siwawymi włosami i popielatym płaszczem, delikatnie przykładł do małego skaleczenia na dłoni kawałek czerwonoświecącego mchu; na jego lewym ramieniu siedzi mały jak kot chłopiec-jaszczur Iskra ze złocistymi łuskami i ciekawym spojrzeniem, wydychający pomarańczową poświatę i patrzący na mech; po prawej na skale siedzi wielki, masywny lecz smutny i nieśmiały troll Grum o brązowej kamienistej skórze i zakorzenionej brodzie, obserwujący z czułością; jaskinia Strumień Mgły ma wilgotne antracytowe ściany, kapiące stalaktyty, dywan świecącego mchu, drobne iskry i łagodną parę unoszącą się w powietrzu; scena to czuły moment, ciepłe światło na twarzach, spokojna, zbliżona kompozycja ukazująca emocje. zgłoś problem z tym obrazem

Część I: Cytadela w sercu wulkanu

W samym środku góry, gdzie skały są ciepłe jak pieczony chleb, stała cytadela z czarnego kamienia. Nad nią unosiła się para, a w szczelinach ścian migotało czerwone światło lawy. Mówiono, że to miejsce oddycha jak wielki smok, ale dla Dargana było po prostu domem.

Dargan był łowcą potworów. Nie takim, który krzyczy i straszy. On chodził spokojnie, jak ktoś, kto zna ścieżki nawet w ciemności. Miał płaszcz barwy popiołu, miecz o srebrnym ostrzu i oczy łagodne jak wieczorne niebo.

Tego dnia nie szukał wielkiej walki. Miał drobne skaleczenie na dłoni, tuż przy kciuku. Nic strasznego, ale piekło, kiedy chwytał rękojeść miecza.

— To tylko rysa — mruknął do siebie.

Zza rogu wybiegł jego mały pomocnik, jaszczurek ognisty o imieniu Iskra. Był wielkości kota, miał złote łuski i ogon, który świecił jak świeczka.

— Dargan! — zapiszczał Iskra. — Krew! To krew! Trzeba to naprawić!

— Spokojnie — uśmiechnął się Dargan. — Potrzebuję czegoś, co ukoi ranę. Maści albo liścia.

W cytadeli mieszkali też inni: kucharka Pani Róża, rycerz Strażnik Bram i stary bibliotekarz, co znał tysiąc legend. Dargan poszedł do biblioteki, gdzie półki pachniały pergaminem i dymem z kominka.

Bibliotekarz podniósł okulary na czoło.

— Na drobne rany? — zapytał. — W dawnych czasach używano „Płomiennego Mchu” z jaskini przy Strumieniu Mgły. Ukojenie daje szybkie, a blizna znika jak cień.

— Brzmi jak coś dla mnie — powiedział Dargan. — Tylko… czy tam nie mieszka ktoś groźny?

Bibliotekarz zmrużył oczy.

— Mieszka tam Tęskniący Troll. Nie jest zły. Jest… samotny. Gdy ktoś go przestraszy, warczy. Gdy ktoś go wysłucha, robi miejsce przy ognisku.

Iskra aż podskoczył.

— Ja go wysłucham! Ale niech nie gryzie!

Dargan przyklęknął i pogładził jaszczurka.

— Ja będę obok. Ruszamy. To będzie nasza mała wyprawa.

I tak, z dłonią owiniętą czystą szmatką, wyszli z cytadeli na kamienne schody, które prowadziły w dół, w świat pełen mgieł, mostów i opowieści.

Część II: Droga przez Popiołowy Las

Zbocza wulkanu były szare, jakby ktoś posypał je mąką. Ale między kamieniami rosły czerwone kwiaty, a ich płatki drżały w ciepłym wietrze. Dargan szedł pewnie, a Iskra dreptał obok, zostawiając na ziemi małe, świecące ślady.

— Widzisz te znaki na skałach? — zapytał Dargan. — To strzałki dawnych łowców. Prowadzą do Strumienia Mgły.

— A potwory też czytają strzałki? — spytał Iskra z szeroko otwartymi oczami.

— Czasem. Ale dziś nie polujemy. Dziś dbamy o ranę.

Kiedy weszli do Popiołowego Lasu, zrobiło się chłodniej. Drzewa miały czarne pnie i srebrne liście, które brzęczały cicho, jak małe dzwonki. Nad ścieżką krążyły świetliki, zielone i niebieskie, jak drobne gwiazdy.

Nagle z krzaków wyskoczyły trzy stworki. Były to goblinki, niskie, w za dużych hełmach. Każdy trzymał drewnianą pałkę, ale wyglądało to bardziej śmiesznie niż groźnie.

— Stój! — zawołał pierwszy goblinek. — To nasza ścieżka!

— My ją sprzątamy! — dodał drugi. — I pobieramy opłatę!

Trzeci goblinek spojrzał na bandaż na dłoni Dargana i spochmurniał.

— O! On jest ranny. Może to wielki wojownik, co zaraz będzie zły.

Dargan nie podniósł miecza. Uklęknął, żeby być na ich wysokości.

— Mam tylko małe skaleczenie. Idę po mech, żeby je ukoić. Nie chcę kłótni.

Goblinki spojrzały po sobie. Jeden z nich chrząknął.

— A… mech? Ten z jaskini? Tam jest troll. Wielki. Warczy!

Iskra, choć drżał, wysunął się do przodu.

— Troll może być samotny. A samotność boli bardziej niż rana.

Goblinki zamilkły. To było dla nich nowe i dziwne zdanie, jak zagadka.

Wtedy Dargan wyjął z sakwy mały kawałek suszonego jabłka.

— Zamiast opłaty mam coś słodkiego. Podzielicie się?

Goblinki rozjaśnili twarze. Pierwszy uśmiechnął się tak szeroko, że hełm zsunął mu się na nos.

— No dobrze! — powiedział. — Przejdźcie. I… uważajcie na most.

— Na most? — powtórzył Dargan.

— Jest z mgły! — zawołał drugi goblinek. — Czasem znika!

Dargan podziękował, a goblinki, zajęte jabłkiem, machały im pałkami jak chorągiewkami.

Po chwili usłyszeli szum. Przed nimi płynął Strumień Mgły. Woda była mlecznobiała, a nad nią tańczyła para. I rzeczywiście: był tam most, ale wyglądał, jakby był utkany z chmurek.

— Nie lubię mostów z chmurek — szepnął Iskra.

— Ja też wolę kamień — przyznał Dargan. — Ale odwaga nie zawsze jest twarda. Czasem jest miękka jak mgła, a jednak niesie.

Postawił stopę. Most zadrżał, ale nie zniknął. Iskra zamknął oczy i chwycił się brzegu płaszcza. Przeszli powoli, krok po kroku. W połowie mostu mgła zakłębiła się mocniej, jakby chciała ich połaskotać. Iskra kichnął.

— Apsik! O nie, most się obrazi!

Most tylko westchnął i został na miejscu.

— Widzisz? — powiedział Dargan. — Nawet mgła czasem jest życzliwa.

Po drugiej stronie, w skale, czerniał otwór jaskini. Z wnętrza biło ciepłe światło, jak z kominka.

Część III: Tęskniący Troll i Płomienny Mech

W jaskini było wilgotno, ale przyjemnie. Krople wody spadały z sufitu i robiły „plim, plim”, jak mała muzyka. Na ścianach rosły kępki mchu, a jedna z nich świeciła ciepłą czerwienią, jakby w środku miała małe iskierki.

— To chyba on! — wyszeptał Iskra. — Płomienny Mech!

Z głębi jaskini dobiegło ciężkie stąpnięcie. Z mroku wysunął się Troll. Był wielki, miał skórę jak kamień, brodę jak korzenie i oczy ciemne jak noc przed burzą.

— Kto… tu… idzie? — warknął. Warknął, ale w tym warczeniu było więcej smutku niż złości.

Iskra schował się za nogą Dargana.

Dargan uniósł dłonie, pokazując, że nie chce walki. Bandaż na jego dłoni był już trochę zabrudzony popiołem.

— Nazywam się Dargan. Mieszkam w cytadeli wulkanu. Mam lekką ranę i szukam Płomiennego Mchu, by ją ukoić.

Troll spojrzał na jego dłoń. Powoli, bardzo powoli, opuścił ramiona.

— Rany… — mruknął. — Ja też kiedyś miałem ranę. Nie na dłoni. W środku.

W jaskini zrobiło się cicho. Nawet krople jakby spadały delikatniej.

— Jak masz na imię? — zapytał Dargan.

Troll zawahał się.

— Nikt nie pyta o imię. Mówią: „Troll! Uciekaj!” — jego głos zadrżał. — Ale ja… ja mam imię. Grum.

— Witaj, Grumie — powiedział Dargan miękko. — Czy pozwolisz nam wziąć odrobinę mchu? Tylko odrobinę.

Grum spojrzał na świecącą kępę. Potem na Iskrę, który wystawił głowę zza płaszcza.

— A ten mały? — burknął troll.

— To Iskra — odparł Dargan. — Jest odważny. Tylko czasem kicha na mgłę.

Iskra, chcąc pokazać, że nie jest strachliwy, wyszedł przed siebie.

— Dzień dobry, Grumie. Twoja jaskinia jest… ładna. Ma muzykę kropli.

Grum zamrugał. Nikt mu jeszcze nie powiedział, że jego jaskinia jest ładna.

— Muzyka kropli… — powtórzył cicho. — Tak, to prawda.

Nagle z bocznego tunelu dobiegł trzask. Coś zaszurało. Z cienia wyskoczył mały nietoperz, ale zbyt ciekawski: wplątał się w stalaktyty i zaczął piszczeć.

— Pomocy! Utknąłem!

Iskra aż podskoczył.

— Ojej! To mini-rebond! — krzyknął, bo lubił mówić dziwne słowa, których nauczył się od bibliotekarza.

Dargan podbiegł, ale jego skaleczona dłoń zapiekła. Skrzywił się.

Grum zrobił krok i jednym wielkim palcem delikatnie odsunął kamyk, który blokował skrzydełko nietoperza. Nietoperz wypadł jak liść z drzewa i zakręcił w powietrzu.

— Dziękuję! — zapiszczał, po czym odleciał.

Grum spojrzał na Dargana.

— Twoja rana… piecze.

— Trochę — przyznał Dargan.

Troll westchnął i ostrożnie, jak ktoś, kto boi się zrobić krzywdę, oderwał mały kawałek Płomiennego Mchu. Położył go na kamieniu przed Darganem.

— Weź. Ale… nie uciekaj od razu.

Dargan usiadł na głazie. Iskra usiadł obok. Grum stał przez chwilę, niepewny, a potem też usiadł, jakby pierwszy raz próbował być częścią czyjegoś ogniska, choć ognia tu nie było.

Dargan przyłożył mech do skaleczenia. Ciepło rozlało się po dłoni jak łagodna herbata. Piekło zniknęło, a skóra przestała szczypać.

— Działa — szepnął z ulgą.

Iskra klasnął łapkami.

— Ukojenie! Ukojenie!

Grum patrzył, a jego brwi, grube jak dwa kamienie, uniosły się odrobinę.

— A ja… mogę coś dostać? — zapytał cicho. — Nie jabłko. Nie miecz. Tylko… słowo.

Dargan skinął głową.

— Powiem ci prawdę, Grumie. Dziś uratowałeś nietoperza i pomogłeś mnie. To czyny bohatera.

Grum aż się cofnął, jakby to słowo było ciężkie.

— Bohatera?

— Tak — odpowiedział Dargan. — Bohater nie zawsze walczy. Czasem pomaga i słucha.

Grum wbił wzrok w ziemię. Po chwili jego usta ułożyły się w nieśmiały uśmiech.

— To… miłe słowo.

Część IV: Powrót i nowa chorągiew

Droga powrotna była lżejsza. Dargan czuł się lepiej, a jego dłoń była już prawie jak nowa. Płomienny Mech schował do małego woreczka na później.

Przy Strumieniu Mgły most z chmurek znów drżał, ale jakby bardziej pewnie. Iskra przeszedł szybciej niż wcześniej.

— Patrz, nie kicham! — pochwalił się.

W Popiołowym Lesie goblinki nadal siedziały przy ścieżce. Zobaczyły Dargana i Iskrę, a potem… wielkiego Gruma, który szedł z nimi aż do skraju lasu.

— Oooo! — pisnęły goblinki, trzęsąc hełmami.

Grum podrapał się po brodzie.

— Nie bójcie się. Idę… w gości.

Goblinki popatrzyły po sobie i nagle wyprostowały się, jak mali strażnicy.

— W gości! — powtórzył jeden z dumą. — To ważna sprawa!

Kiedy dotarli pod schody cytadeli wulkanu, powietrze znów zrobiło się ciepłe i pachniało kamieniem. Strażnik Bram otworzył wielkie wrota, a Pani Róża wychyliła się z kuchni.

— Dargan! Wracasz cały? — zawołała.

Dargan podniósł dłoń.

— Rana ukojona.

Iskra zatańczył.

— A to jest Grum! I on ma w środku ranę, ale już trochę mniej!

Pani Róża spojrzała na trolla. Przez chwilę milczała, a potem wytarła ręce w fartuch i skinęła głową.

— Kto pomaga, ten jest mile widziany. Mam zupę z dyni. Ciepłą jak dobre słowo.

Grum zrobił wielkie oczy.

— Zupa… dla mnie?

— Dla wszystkich — odparła Pani Róża.

W wielkiej sali cytadeli rozpalono ogień w kominku. Bibliotekarz przyniósł miękką poduszkę dla Iskry i starą księgę dla Gruma.

— Tu są opowieści o trollach, które budowały mosty, a nie je burzyły — powiedział. — Może znajdziesz tam siebie.

Grum ostrożnie dotknął księgi, jakby była skarbem.

Dargan usiadł obok niego.

— Wiesz, Grumie — powiedział cicho — moja rana była mała. Ale twoja… ta w środku, od samotności… ona też może się goić. Krok po kroku. Jak przejście przez most z mgły.

Grum kiwnął głową.

— A jeśli znów będę tęsknił?

— To przyjdź — odpowiedział Dargan. — Albo wyślij nietoperza z wiadomością. Mamy tu miejsce przy ogniu.

Iskra podniósł kubek wody, jakby to był królewski puchar.

— Za bohaterów, co leczą rany! Te na dłoni i te w sercu!

Wszyscy się roześmiali. Nawet Strażnik Bram parsknął, choć zwykle był poważny.

Tej nocy cytadela w sercu wulkanu nie brzmiała jak groźny smok. Brzmiała jak dom: ciepły, bezpieczny, pełen szeptów, zupy i nowych przyjaźni. A Dargan, spokojny łowca potworów, zasypiał z myślą, że największa odwaga bywa delikatna — i że czasem najwspanialsza wyprawa prowadzi po prostu do ukojenia.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Cytadela
Duży, mocny zamek lub twierdza, gdzie mieszkają obrońcy.
Lawy
Rozgrzana, płynna skała, która czasem wypływa z wulkanu.
Pergaminem
Stary, cienki papier zrobiony ze skóry, na którym pisze się opowieści.
Mgieł
Bardzo cienka, lekka chmura przy ziemi, która trochę zasłania widok.
Most
Budowla nad rzeką lub przepaścią, po której można przejść.
świetliki
Małe owady, które nocą świecą jak maleńkie latarki.
Goblinki
Małe, bajkowe stworki, często psotne i zabawne.
Hełmach
Ochronne nakrycie głowy, które noszą wojownicy.
Opłatę
Coś, co się daje w nagrodę albo jako zapłata.
Stalaktyty
Zawieszone na suficie jaskini kamienne sopelki z kropli wody.
Nietoperz
Mały ssak, który lata nocą i ma skrzydła.
Kępki mchu
Małe grupki miękkiej, zielonej rośliny rosnącej na kamieniach.
Płomienny Mech
Specjalny, ciepły mech z jaskini, który koi rany.
Ukojenie
Poczucie ulgi, gdy ból lub smutek staje się mniejszy.
Blizna
Ślad na skórze po starej ranie, która już się zabliźniła.
Westchnął
Cichy oddech wypuszczony, gdy ktoś jest zmęczony lub wzruszony.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Fantastyka bohaterska (Heroic Fantasy) dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.