W małej piekarni na rogu mieszkała pani Basia. Budziła się, gdy jeszcze było ciemno. Słońce dopiero się przeciągało. Pani Basia ubierała ciepły fartuch. Myła ręce. Uśmiechała się.
W piekarni pachniało mąką. Pachniało także masłem i ciepłym mlekiem. Pani Basia mówiła cicho do składników. „Witajcie”, szeptała. „Dziękuję wam.” Dbała o każdego ziarenka mąki. Szanowała wodę i sól. To były jej przyjaciółki w pracy.
Najpierw mieszała mąkę i drożdże. Również sól i odrobinę cukru. Ręce pani Basi zaginały ciasto. Ciasto było miękkie. Ciasto było ciepłe. Pani Basia klepała je delikatnie. „Ciii,” mówiła. „Musisz odpocząć.” Ciasto rosło powoli. Pani Basia zakrywała je ściereczką. Była to jak kołderka dla ciasta.
Dzieci lubiły patrzeć przez szybę. Widzieli, jak pani Basia tworzy chlebki. Małe bułeczki. Duże bochny. Rogaliki z czekoladą. Pani Basia pokazywała ręką. „Szanujemy składniki”, mówiła. „Mąka to skarb. Drożdże to pomocnicy. Woda to życie.” Dzieci słuchały z oczami jak dwa groszki.
Pewnego ranka mały kotek przyszedł do piekarni. Mruczał. Skakał na niski stolik. Pani Basia uśmiechnęła się. „Cześć, kotku”, powiedziała. Kotek powąchał mąkę. Kaszelki! Pani Basia kazała mu usiąść na miękkiej poduszce. „Tu nie wolno,” mówiła łagodnie. Kotek zrozumiał i położył się grzecznie. Wszyscy w piekarni czuli się bezpiecznie.
Pani Basia uczyła dzieci. Pokazywała, jak robić bułeczki z paluszków. „Naciśnij lekko. Nie za mocno.” Śpiewała prosty refren: „Miękko, delikatnie, z szacunkiem do chleba.” Dzieci powtarzały. Śmiech cicho pękał jak bąbelki w cieście.
Gdy piekarnik delikatnie grzał, zapach rozchodził się po całej ulicy. Sąsiedzi przychodzili kupić chleb. Płatki migdałów tańczyły na rogalikach. Para z pieca przypominała pocałunek słońca. Ludzie mówili „dziękuję” i dawali uśmiechy. Pani Basia oddawała uśmiech większy. Wiedziała, że praca daje radość.
Raz jeden mały chłopiec zgubił swoją skarpetkę przy drzwiach. Pani Basia schowała ją bezpiecznie. „Znalezione, zostaje z nami do wieczora”, powiedziała. Tak dbała o rzeczy i o ludzi. To był sposób, w jaki okazywała szacunek.
Kiedy dzień się kończył, pani Basia liczyła bułeczki. Umyła blaty. Odłożyła mąkę w pudle i przykryła. Mówiła cicho: „Dziękuję wam za pracę.” Wyszła na próg sklepu. Spojrzała na niebo. Gwiazdy zaczynały mrugać.
Pani Basia zamknęła drzwi. Popatrzyła na klientkę, która trzymała ciepły chleb. „Do zobaczenia jutro,” powiedziała po francusku i uśmiechnęła się: „à demain.” Miękko zamknęła drzwi za sobą.
W domu położyła kapcie obok łóżka. Zdjęła fartuch i powąchała jeszcze raz świeży chleb w pamięci. Ciepło w sercu. Spokój w głowie. Zasnęła głęboko. Śniła o pachnących bochenkach i wesołych dzieciach. Noc była miękka. Sen był naprawczy i spokojny.