Rozpoczęcie dnia z panią policjantką
Pani Marta wiązała buty i uśmiechała się do lustra. Była policjantką. Lubiła swoje zadanie. Lubiła też słuchać pomysłów dzieci i dorosłych. Jej mundur był niebieski, ale najważniejsze były jej uszy. Słuchały uważnie.
Rano miasto budziło się powoli. Ptaki śpiewały, a piekarnia pachniała chlebem. Pani Marta wyszła z posterunku z małą mapką w dłoni. Na mapce były kolorowe strzałki. Musiała pokazać najbezpieczniejszą drogę do przedszkola.
Po drodze spotkała Olę, która niosła duży rysunek. "Dzień dobry, pani policjantko!" — zawołała Ola. "Czy mogę iść z panią?"
"Chętnie," odpowiedziała pani Marta. "Chodźmy razem. Opowiedz mi o swoim rysunku."
Ola pokazała rysunek — był to plac zabaw i dużo dzieci. "Narysowałam wszystkie moje koleżanki," powiedziała. "Ale nie wiem, jak bezpiecznie przejść przez ulicę."
Pani Marta uklękła i spojrzała na rysunek. "Słucham twoich pomysłów," powiedziała. "Co myślisz, że jest najbezpieczniejsze?"
Ola wskazała na pasy. "Najpierw patrzymy w lewo, potem w prawo, a potem znowu w lewo."
Pani Marta uśmiechnęła się szeroko. "To bardzo dobry pomysł. A co, gdy nie ma przejścia?"
Ola zastanowiła się. "Może poprosić dorosłego? Albo znaleźć światła?"
"Świetnie," potwierdziła pani Marta. "Twoje pomysły są mądre. Pamiętajmy je, gdy będziemy szli do przedszkola."
I tak ruszyły. Pani Marta prowadziła za rękę. Pokazywała drogę najbezpieczniejszą, z dala od ruchliwych ulic. Kiedy trzeba było przejść przez skrzyżowanie, pani Marta pokazywała, gdzie stoją piesi i jak czekać na zielone światło.
Na rynku i zaginiony portfel
Na rynku było wielu ludzi. Stoisko z jabłkami, rowerzysta, babcia z torbą. Nagle Ola wskazała coś na ławce. Leżał portfel. "Patrz, pani Marta!" — szepnęła.
Pani Marta podeszła i uważnie obejrzała portfel. Był zamknięty i miał zdjęcie. "Sprawdzę, czy są tam jakieś informacje," powiedziała miękko. Otworzyła portfel i znalazła kartkę z imieniem: Pan Jan, numer telefonu i kilka zdjęć.
"Możemy zadzwonić do Pana Jana," zaproponowała Ola. "Albo zapytać sprzedawców."
Pani Marta zapisała numer i poprosiła Olę, by poczekała na ławce. Zadzwoniła. Głos z drugiej strony był zdenerwowany, ale też bardzo wdzięczny.
"Przyszedł po swoje rzeczy," wyjaśniła pani Marta, kiedy rozmawiali. "Powiem mu, gdzie jest ławeczka. Pamiętaj, Ola — zawsze warto słuchać i spytać, niż zgadywać."
Przyszedł Pan Jan, starszy pan z siwą brodą i dużym kapeluszem. Jego oczy zaświeciły się, gdy zobaczył swój portfel. "Dziękuję, dziękuję!" — powtarzał. "Jak trafiłam tu tak szybko?"
Pani Marta uśmiechnęła się. "Znaleźliśmy go razem," powiedziała. "Ola zauważyła. Dobrze, że słuchamy i pomagamy. To najprostsza droga do rozwiązania problemu."
Pan Jan podał pani Marcie rękę. "Jest pani bardzo uprzejma. Czy mogę zaprosić panią i Olę na ciepłą herbatę?"
Ola podskoczyła z radości. "Tak! Poproszę z cytryną!"
Pani Marta odpowiedziała: "Może innym razem. Dziś mamy jeszcze jedną drogę do pokazania."
Pan Jan skinął głową i uśmiechnął się. "Dziękuję jeszcze raz. Bądźcie ostrożne."
Mały kłopot przy placu zabaw
Kiedy dotarły do przedszkola, na placu zabaw było małe zamieszanie. Dzieci nie mogły się dogadać, kto będzie pierwszy na zjeżdżalni. Ktoś płakał, ktoś krzyczał, a piasek pod nogami skrzypiał.
"Może pomogę," powiedziała pani Marta spokojnie. Usiadła na krawędzi piaskownicy i zaprosiła dzieci do rozmowy. "Jakie macie pomysły, by każdy mógł się pobawić?"
Najpierw było cicho. Potem mały Tomek wstał i powiedział: "Możemy liczyć do dziesięciu!"
"Inny pomysł?" — spytała pani Marta.
Mała Zosia zaproponowała: "Możemy ustawić kolejkę z kamyków."
Wtedy pojawił się inny głos — pan ogrodnik, który akurat podlewał kwiaty. "A może zrobimy harmonogram? Każdy po pięć minut."
Pani Marta uśmiechnęła się. "Widzicie? Wszyscy macie dobre pomysły. Kto chce spróbować liczenia do dziesięciu, a potem pięć minut dla kogoś innego?"
Dzieci zgodziły się. Zaczęły liczyć i śmiać się. Kiedy ktoś skończył, podawał rękę następnemu. Pani Marta przypomniała o patrzeniu na innych i dzieleniu czasu. Wszystko stało się spokojne, jakby ktoś włączył miękkie światło.
"To była dobra decyzja," szepnęła Ola. "Pani Marta umie słuchać."
"Tak," odpowiedziała pani Marta. "Słuchanie pomaga znaleźć rozwiązanie, które pasuje wszystkim."
Droga bezpieczna i powrót do domu
Po zabawie przyszła pora wracać. Pani Marta pokazała Olce kilka skrótów, które były bezpieczne. "Zawsze wybieram drogę z chodnikiem," tłumaczyła. "Omijamy miejsca, gdzie samochody jeżdżą szybko. Kiedy trzeba przejść przez ulicę, stoimy na krawędzi, patrzymy i trzymamy się za ręce."
Ola zapytała: "A co, jeśli ktoś ma inny pomysł?"
"To dobrze," odpowiedziała pani Marta. "Słuchamy i rozmawiamy. Czasem połączymy pomysły i znajdziemy coś jeszcze lepszego."
Gdy minęły park i mały sklep z zabawkami, usłyszały ciche piszczenie. To był mały piesek, który utknął za płotem. Ktoś go zaadoptował, ale koty w sąsiedztwie go straszyły. Piesek patrzył smutno.
"Co robimy?" spytała Ola.
Pani Marta pochyliła się i mówiła do pieska spokojnym głosem. "Spokojnie, maluszku. Zaraz sprawdzimy, co się stało."
Najpierw zapytała sąsiadów, czy pies ma właściciela. Ktoś podał adres i pani Marta zapisała go w notesie. Potem poprosiła Olę, by została przy piesku, aby był bezpieczny. Zadzwoniła dzwonkiem i oddała psa właścicielce, która przyszła rozpromieniona. "Dziękuję, dziękuję!" — powtarzała.
Pani Marta powiedziała: "Najpierw słuchamy, potem działamy. Czasem trzeba pomóc, a czasem trzeba też poszukać właściciela."
W drodze do domu pani Marta i Ola rozmawiały o tym, co znaczy być policjantką. "Czy pani boi się czasem?" zapytała Ola.
Pani Marta zamyśliła się. "Nie zawsze. Czasem czuję się trochę zdenerwowana, ale wtedy przypominam sobie, że moim zadaniem jest pomagać i rozmawiać. Słuchanie daje siłę."
Ola uśmiechnęła się. "Chciałabym umieć tak pomagać."
"Każdy może pomagać," odpowiedziała pani Marta. "Wystarczy słuchać i pytać, kiedy nie jest się pewnym. I zawsze wybierać najbezpieczniejszą drogę."
Kiedy wróciły na ulicę z małymi latarniami, niebo zaczęło się różowić. Dzień kończył się ciepłym, miękkim zmierzchem. Pani Marta odprowadziła Olę pod drzwi domu. Mama stała w progu i czekała z otwartymi ramionami.
"Dziękujemy pani bardzo," powiedziała mama. "Ola opowiadała mi wszystko o rysunku i o piesku."
Pani Marta uśmiechnęła się i pochyliła, by przybić piątkę z Olą. "Dobrze wykonana robota," powiedziała cicho. "Pamiętaj, aby zawsze mówić dorosłym, gdzie idziesz i słuchać ich rad."
Ola wbiegła do środka. Przez szybę w kuchni widać było, jak mama przytula córkę. Potem Ola machnęła do pani Marty i zamknęła drzwi.
Pani Marta wróciła do posterunku i zdawała raport wesołym tonem. W notesie napisała: "Dziś: rysunek, portfel, plac zabaw, piesek. Dużo słuchania. Dobre pomysły."
Na posterunku była też jej ulubiona filiżanka z herbatą i miękki dywanik, na którym spał jego pies — mały Rufus. Rufus podniósł głowę, przywitał panią Martę merdając ogonem i przysunął się bliżej.
"Rufusie," powiedziała pani Marta, "dziękuję, że czekasz. Dziś było dużo rozmów."
Rufus szczeknął cicho i ułożył się na dywanie. Pani Marta przetarła ręce i usiadła obok. Wyjęła notes i zanotowała jeszcze jedno: "Słuchanie to najlepsza ścieżka do pomocy."
Kiedy zapalały się już lampki w oknach miasta, Rufus zaczął kręcić się w kółko. Najpierw przeciągnął się, potem zaczął wić swoje małe ciało, aż w końcu zwinął się w maleńką kulkę i położył na swoim dywaniku. Jego oddech stał się równy i cichy.
Pani Marta spojrzała na śpiącego psa i uśmiechnęła się. "Dobranoc, Rufusie," wyszeptała. "Dobranoc, miasto. Jutro znów będziemy słuchać i pomagać."
I w tej spokojnej chwili, gdy wszystko było na swoim miejscu, dom i miasto przygotowywały się do snu, a mały piesek zwijał się w kłębek na swoim dywanie, wszystko wydawało się bezpieczne i ciepłe.