Początek śledztwa
Słońce grzało przyjemnie. Hania, Lila i Zosia biegały po plaży z wiaderkami i łopatkami. Nad brzegiem morza stał czerwony wiatraczek. Miał trzy skrzydełka i kręcił się w wietrze jak mały wir. Dziewczynki postawiły go obok zamku z piasku.
– Zobaczcie, jaki ładny wiatraczek! – zawołała Hania.
– On zrobi, że cały zamek będzie tańczył – śmiała się Lila.
– A może stanie się stróżem zamku? – dodała Zosia.
Wszystkie trzy zapracowały nad fosą i wieżyczkami. Potem poszły na chwilę do wody, pluskały się i śmiały. Kiedy wróciły, wiatraczka nie było. Zamek stał taki sam, ale czerwonego kolorowego skrzydła brakowało.
– Gdzie wiatraczek? – wyszeptała Zosia.
Dziewczynki spojrzały wokół. Na piasku były stopy, ślady kółka od rowerka i małe podkopy od pazurków krabika. Ale czerwonego wiatraczka nigdzie.
Wtedy pojawił się Olek. Miał na imię Olek i nowo poznany byłszy chłopiec, który bardzo lubił zagadki. Olek jechał na małym wózku na kółkach i miał w plecaku lupę.
– Hej! Co się stało? – zapytał. Zobaczył puste miejsce przy zamku i zainteresował się.
– Mój wiatraczek zniknął – powiedziała Hania. – Szukamy.
Olek przyklęknął, wyjął lupę i zaczął patrzeć po piasku. Dziewczynki patrzyły z nadzieją. Tak zaczęło się małe śledztwo.
– Najpierw poszukajmy śladów – powiedział Olek. – Może ktoś zaniósł wiatraczek gdzie indziej.
Hania wskazała palcem. – Tam są małe odciski buta i kółko.
Lupa pokazała: jedno odciśnięcie buta było większe, drugie mniejsze. Ślady kółek prowadziły w stronę pomostu. Dziewczynki zaczęły iść za nimi razem z Olkiem.
Ślady i podejrzenia
Po drodze spotkali pana rybaka, który naprawiał sieć.
– Dzień dobry! – zawołał. – Czy coś się stało?
– Zaginął wiatraczek – powiedziała Lila. – Może pan coś widział?
Pan rybak pokręcił głową, ale wskazał dłonią dalszą część plaży.
Szli dalej. Przy kolorowym parawanie zobaczyli małego psa, który merdał ogonem i miał w pysku kawałek czerwonej wstążki. Nie była to jednak cała rzecz.
– Czy widziałeś, gdzie poszedł pan z czerwonym wiatraczkiem? – zapytał Olek psa, bo lubił udawać detektywa. Pies zaszczekał i pobiegł w stronę wydm.
Wydmy pachniały trawą i piaskiem. Na piasku były teraz ślady łap i odcisk jednego bucika, a obok leżał kolorowy papier. Lila podniosła kawałek papieru.
– To jest fragment mojego opakowania – powiedziała cicho. – Ktoś mógł go wziąć i zostawić okruchy.
Olek ukląkł i przyłożył lupę do śladów. – Są ślady małych kółeczek, a potem dwa razy ślady pazurków, jakby ktoś szarpał. Może ktoś próbował zabrać wiatraczek i coś mu wypadło.
Dziewczynki spojrzały na siebie. Hania nagle zobaczyła coś czerwonego za wydmą. To była sama śmigiełka wiatraczka, trochę przysypana piaskiem.
– Tutaj! – zawołała.
Wzięły śmigiełko. Było czyste, tylko delikatnie porysowane. Ale jeszcze brakowało reszty. Postanowili szukać dalej. Olek miał pomysł.
– Zrobimy plan. Każdy opowie, co widział i gdzie. Potem wybierzemy dwie najmocniejsze wskazówki – powiedział spokojnie.
Hania pamiętała stopy. Lila pamiętała psa i fragment opakowania. Zosia pamiętała redki dźwięk, jakby coś chrupnęło. Olek dodał ślady kółek. Razem wyciągnęli wniosek: ktoś mógł podnieść wiatraczek, przewieźć go na kółkach, pies mógł go pogryźć, a potem ktoś porzucił część.
Odsłonięcie zagadki
Idąc dalej, zobaczyli mały sklepik z zabawkami przy wejściu na plażę. Przed sklepikiem stał chłopiec z czerwonym wiatraczkiem w ręku. Był to mały Julek, uśmiech miał zawstydzony.
– To mój wiatraczek – powiedział Hania i podbiegła. – Gdzie go znalazłeś?
Julek spuścił głowę.
– Znalazłem coś czerwonego na kółkach przy pomostku – powiedział szeptem. – Pomyślałem, że jest zgubione. Wziąłem, ale pies sąsiada pogryzł je trochę. Potem chciałem zapytać czyje, ale bałem się, że ktoś mnie nie polubi.
Dziewczynki i Olek spojrzeli na siebie. Ślady pasowały. Kółeczka, psie szczeknięcia i kawałek opakowania – wszystko pasowało do historii Julka.
– Mogłeś nam powiedzieć – powiedziała Lila życzliwie.
Julek popatrzył z żalem.
– Bałem się, że mnie posądzą. Myślałem, że tylko naprawię.
Olek wyjął z plecaka małą taśmę i kolorowe naklejki. – Nie szkodzi. Wszyscy pomagamy. Możemy naprawić wiatraczek razem.
Hania uśmiechnęła się. – I możesz zostać naszym pomocnikiem detektywa, jeśli chcesz.
Julek zarumienił się i skinął głową. Razem przynieśli trochę wosku, patyczków i taśmy ze sklepiku. Pies wrócił machając ogonem, a jego właściciel przeprosił i podarował cukierek dla dzieci. Naprawa była prosta: Olek docisnął śmigiełko do patyczka, Lila owinęła taśmą, a Zosia przyczepiła naklejkę – mały czerwony kwiatek.
Powrót i nagroda
Kiedy wiatraczek znów kręcił się na wietrze, wszystkie dzieci klasnęły. Zamek wyglądał dumnie. Hania wzięła wiatraczek i postawiła go z powrotem na fosie.
– Dziękuję wam – powiedziała cicho. – Dzięki wam znalazł się cały.
Olek uśmiechnął się szeroko.
– Śledztwo zakończone. Najważniejsze, że wszyscy są mili i pomagamy sobie.
Julek podziękował i oddał mały cukierek Julii, a pies otrzymał przysmak od pana rybaka. Dziewczynki poczuły się ważne i odważne. Uczyły się, że pytać i pomagać to dobra droga. Olek był dumny, że mógł pomóc i że miał nowych przyjaciół.
Na koniec wszystkie dzieci usiadły w kręgu i podzieliły się opowieściami. Morze szumiało spokojnie, a wiatraczek kręcił się wesoło. Tajemnica została rozwiązana dzięki śladom, rozmowie i wspólnej pracy. I choć przygoda była mała, każdy poczuł się jak prawdziwy detektyw.
Kto wie, może jutro znajdą kolejną zagadkę?