Trwa ładowanie...
Opowieść detektywistyczna 11-12 lat Czytanie 18 min. Dostępne w opowieści audio

Tajemnica zaginionej księgi i tropów spod kamiennych lwów

W bibliotece znika rzadka księga, a detektywka Lena z wolontariuszem Igorem podążają za tajemniczymi wskazówkami — cyfrą 7, hasłem „most” i śladami świadków — by odkryć, co się naprawdę stało.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dorosła kobieta (detektyw) w jaskrawożółtym płaszczu przeciwdeszczowym stoi na starym kamiennym moście, skupiona i ciekawa, trzyma w jednej ręce małą białą kopertę przemoczoną deszczem, w drugiej latarkę; obok nastoletni chłopak Igor (~14) w niebieskiej bluzie z kapturem i zabłoconych butach, zafascynowany i nieco zaniepokojony, dyskretnie wskazuje na kopię biletu wsuniętą do koperty; nieobecny fizycznie dozorca Roman sugerowany przez breloczek z kluczami wiszący na balustradzie; miejsce: mokry brukowany most z ciężkimi kamiennymi lwami o wilgotnych łapach, ciemna lśniąca rzeka, delikatny deszcz, rozmyte żółte latarnie w tle i zielony mech w spoinach; sytuacja: koperta znaleziona przy łapie lwa, latarka oświetla bilet z napisem «Olek S.», nastrój łagodnej tajemnicy, wyraźny kontrast ciepłych ubrań i chłodnych wieczornych tonów; styl: nasycone lecz miękkie kolory, łagodne cienie w gradientach, szczegółowe tekstury kamienia i tkaniny, kompozycja skupiona na detektywce i kopercie. zgłoś problem z tym obrazem

Wersja audio jest dostępna za darmo dla tej opowieści:

Czas trwania opowieści audio: 19:33

Pobierz pliki MP3

Rozdział 1: Zniknięcie w bibliotece

W Bibliotece Miejskiej zwykle słychać było tylko szelest kartek i ciche westchnienia, kiedy ktoś znajdował dokładnie to, czego szukał. Tego popołudnia ciszę przerwał jednak krótki, zduszony okrzyk.

— Nie ma! — bibliotekarka, pani Celina, chwyciła się za okulary tak, jakby mogły uciec razem z tym, co zniknęło. — Zniknęła „Księga Map Zaginionych Szlaków”!

Detektywka Lena Wróbel stała przy wejściu, jeszcze z wilgocią deszczu na płaszczu. Nie była policjantką. Była tą osobą, do której dzwoniono, gdy sprawa była niby drobna, a jednak zostawiała w powietrzu dziwny zapach: nie strachu, tylko pytania.

Lena rozejrzała się po czytelni. Stoły ustawione równo jak linijki, lampy rzucające jasne kręgi światła, w nich twarze pochylone nad książkami. Wszystko wyglądało normalnie. I właśnie dlatego coś tu nie pasowało.

— Kiedy widziała pani książkę ostatni raz? — zapytała spokojnie.

— Rano, przy zwrocie. Leżała na wózku do odkładania. Potem… — pani Celina zawahała się. — Potem miałam szkolną wycieczkę, tłok. A teraz miała trafić do gabloty, bo to rzadki egzemplarz.

Lena nie oceniała. Nie mówiła „jak można było”. Patrzyła. Wózek stał przy regale z atlasami. Na metalowej półce zostało jasne prostokątne miejsce, jakby ktoś wyjął książkę i nawet nie próbował udawać, że jej nie było.

— Kto dziś tu był? — Lena wskazała krzesła przy stolikach.

— Uczniowie z klasy szóstej, kilka osób dorosłych. I… — pani Celina przyciszyła głos. — Pan Olek, nasz konserwator, kręcił się koło gabloty. Mówił, że zamek się zacina.

Lena prześlizgnęła wzrokiem po gablocie. Szyba czysta. Zamek wyglądał na stary, ale nienaruszony.

— Dobrze. Zacznijmy od faktów — powiedziała. — Nie od podejrzeń.

I wtedy zauważyła coś na podłodze, tuż przy kółku wózka: kawałek cienkiego papieru, jak miniaturowy bilet. Podniosła go pęsetą z zestawu, który nosiła w torebce.

Na papierku był tylko jeden znak, zapisany ołówkiem: „7”.

Rozdział 2: Trop numer siedem

„7” samo w sobie mogło znaczyć wszystko: numer półki, strony, godziny, klasy, dowolny przypadek. Lena lubiła takie drobiazgi, bo nie kłamały. Trzeba je było tylko dobrze usłyszeć.

— Czy w bibliotece coś jest oznaczone siódemką? — zapytała.

Pani Celina zmarszczyła brwi.

— Regały mamy ponumerowane… O, tak. Atlasowy to regał numer siedem. — Wskazała rząd wysokich półek. — Ale wózek stał przy nim, więc to może nic.

„Może”. Lena nie wyrzucała „może” do kosza, tylko odkładała na półkę w głowie.

Podeszła do regału nr 7. Pomiędzy atlasami a przewodnikami ktoś wcisnął cienką broszurę. Niby zwykła, ale wystawał z niej róg kartki, jak język, który chce coś powiedzieć.

Lena ostrożnie wysunęła broszurę. Na okładce: „Spacerem po Starym Mieście”. W środku, między stronami, była druga karteczka. Tym razem z jednym słowem: „most”.

— Most? — powtórzyła pani Celina.

— Ktoś zostawia wskazówki — odparła Lena. — Pytanie: dla kogo? I czy to gra, czy zasłona dymna.

W czytelni pojawił się chłopak w sportowej bluzie, z plecakiem, który wyglądał, jakby mieścił cały świat. Zatrzymał się, gdy zobaczył Lenę.

— Pani jest… tą detektywką? — zapytał z mieszaniną ciekawości i ostrożności.

— Zależy, kto pyta.

— Igor. Pomagam w bibliotece czasem, wolontariat. Widziałem zamieszanie. Mogę… no, mogę się przydać.

Lena przyjrzała mu się uważnie: czyste buty, ale na podeszwie ślad błota, jakby przechodził po mokrej trawie. Paznokcie krótko obgryzione, wzrok ucieka na drzwi.

— W porządku, Igor. Przydasz się, jeśli będziesz mówił prawdę i patrzył uważnie. Umiesz obserwować?

— Um… w grach tak. Szukam ukrytych rzeczy.

— To prawie to samo, tylko tu nie ma przycisku „restart”.

Igor uśmiechnął się nerwowo.

— Most… — mruknął. — W mieście jest Stary Most. Tam są kamienne lwy.

Lena skinęła głową.

— Najpierw przesłuchamy tych, którzy byli najbliżej wózka. Potem sprawdzimy most.

Pani Celina poprawiła okulary.

— Ale proszę, bez oskarżeń. To dzieci. I… ludzie.

— Bez oskarżeń — potwierdziła Lena. — Tylko pytania.

Rozdział 3: Osoba, która się bała

Lena zaczęła od wycieczki. Klasa szósta siedziała teraz w salce warsztatowej obok czytelni, rysując mapy wymyślonych krain. Nauczycielka, pani Marta, wyglądała na wyczerpaną.

— Przepraszam — powiedziała Lena cicho. — Potrzebuję kilku odpowiedzi. Krótko.

Dzieci podniosły głowy, zainteresowane jak koty, które usłyszały otwierane pudełko.

Lena nie pytała: „kto ukradł?”. Pytała: „co widzieliście?”.

— Kto stał przy wózku z książkami? — zapytała.

Jedna dziewczynka podniosła rękę.

— Pan w zielonej kurtce. Coś naprawiał przy gablocie.

— Olek — szepnęła pani Celina.

Chłopiec z piegami dodał:

— I taki facet z czapką. Stał i… udawał, że czyta tabliczkę, ale patrzył na pana Olka.

— Jaką czapkę? — Lena od razu.

— Granatową, z daszkiem. I miał… — chłopiec zawahał się, jakby szukał słowa. — Taki długi kluczyk na smyczy.

Klucz. Lena zanotowała w notatniku. Obok: „czapka + klucz na smyczy”.

Gdy wychodzili z sali, Igor szepnął:

— U nas w bibliotece klucze na smyczy mają tylko pracownicy.

— Albo ktoś, kto chce tak wyglądać — odpowiedziała Lena.

W korytarzu, przy automacie z napojami, stała kobieta. Trzymała telefon tak mocno, że bielały jej knykcie. Jej wzrok był wbity w podłogę, jakby ta mogła udzielić odpowiedzi.

Lena podeszła bez pośpiechu.

— Dzień dobry. Wszystko w porządku?

Kobieta drgnęła.

— Ja… ja tylko czekam na córkę. — Głos jej zadrżał. — Przepraszam, nie powinnam tu stać.

Lena zauważyła mokrą plamę na rękawie kobiety, jakby otarła się o świeżo malowaną powierzchnię. I jeszcze coś: wystający z kieszeni skrawek papieru z narysowanym… lwem.

— Widzę, że się pani martwi — powiedziała Lena miękko. — Nie oceniam. Ale jeśli coś pani widziała, może to pomóc.

Kobieta wzięła oddech.

— Widziałam chłopaka. Wyszedł tylnymi drzwiami, tam gdzie magazyn. Miał plecak i… i coś płaskiego pod kurtką. Bałam się powiedzieć, bo… bo to mógł być mój sąsiad. Nie jestem pewna. — Spojrzała na Lenę z prośbą, żeby jej nie wciągać w kłopoty.

— Dziękuję. To uczciwe, że pani mówi, nawet jeśli nie jest pani pewna. — Lena podała jej wizytówkę. — Jeśli pani sobie przypomni szczegół, proszę zadzwonić.

Gdy Lena się odwróciła, kobieta wyszeptała:

— Na jego kurtce było coś… naszywka. Napis „MOST”.

Lena zatrzymała się na sekundę. Słowo z karteczki nagle stało się cięższe.

Igor spojrzał na nią szeroko.

— To nie przypadek, co?

— To zaproszenie — odparła Lena. — Albo pułapka.

Rozdział 4: Stary Most i kamienne lwy

Deszcz przestał padać, ale powietrze było wilgotne i pachniało mokrym asfaltem. Lena i Igor dotarli na Stary Most, gdzie dwa kamienne lwy patrzyły na rzekę z miną znudzoną jak strażnicy, którzy widzieli już wszystko.

Pod jednym lwem ktoś przykleił taśmą małą kopertę. Nie było to subtelne. Było prawie bezczelne.

— To dla pani? — Igor spojrzał na Lenę.

— Raczej dla tego, kto szuka — odpowiedziała.

Otworzyła kopertę. W środku był kolejny skrawek papieru i… bilet biblioteczny. Na nazwisko: „Olek Sowiński”.

Na karteczce: „Oddaj przed 17:00. Inaczej wszyscy się dowiedzą.”

Igor gwizdnął cicho.

— Czyli ktoś szantażuje pana Olka?

— Albo chce, żebyśmy tak myśleli — odparła Lena. — W kryminałach dla dorosłych to się nazywa „wrobienie”. U nas nazwijmy to „próba zwalenia winy”.

— Ale czemu Olek? — Igor marszczył czoło. — On jest miły. Naprawia krzesła i czasem daje nam cukierki.

— Miły też może popełniać błędy. Ale na razie nie wiemy, czy zrobił cokolwiek.

Lena spojrzała na zegarek. 16:12.

— Mamy mniej niż godzinę. Jeśli to prawda.

Wrócili szybkim krokiem. Po drodze Lena nie przestawała patrzeć: na błoto na chodniku, na ślady opon, na ludzi. Detektyw nie poluje na winnego, tylko na sens.

Przy bibliotece, obok wejścia dla dostaw, Lena zauważyła świeży ślad farby na murku. Taki sam kolor jak plama na rękawie zaniepokojonej kobiety. Zielonkawy.

— Igor, widzisz to? — zapytała.

— Farba? Ktoś malował?

— Ktoś ocierał się o świeżo malowaną barierkę. A barierkę maluje się zwykle przy magazynie.

Weszli od tyłu. Drzwi do magazynu były uchylone. W środku pachniało papierem, kurzem i… czymś metalicznym.

Lena nie weszła od razu. Najpierw spojrzała na klamkę: była czysta, ale na krawędzi widać było smugę, jakby ktoś dotknął jej rękawiczką.

— Ktoś nie chciał zostawić odcisków — mruknęła.

W magazynie stały kartony. Na jednym ktoś markerem napisał: „7”. Lena poczuła, jak wszystkie drobne znaki układają się w niepokojącą mozaikę.

Rozdział 5: Słowo, które zmieniło wszystko

W kartonie oznaczonym „7” nie było książek. Były stare plakaty z wydarzeń bibliotecznych i rolka taśmy. Ale na dnie leżał notes w kratkę.

Lena otworzyła go. Na pierwszej stronie widniało jedno słowo, zapisane starannie, jakby ktoś ćwiczył kaligrafię: „uczciwość”.

Igor uniósł brwi.

— To… dziwne hasło na notatniku złodzieja.

— Właśnie — powiedziała Lena. — Złodziej nie zostawia słowa, które go oskarża. Ale ktoś, kto chce kogoś nauczyć… albo przestraszyć, już tak.

Przekartkowała kilka stron. Były tam daty, godziny i krótkie zdania:

„12:05 — wózek przy regale 7.”

„12:18 — Olek przy gablocie.”

„12:22 — czapka z daszkiem przy wejściu tylnym.”

„12:24 — farba na barierce świeża.”

— Ktoś prowadził obserwacje — szepnął Igor. — Jak pani.

Lena kiwnęła głową.

— I ktoś chce, żebyśmy rozwiązali to jak zagadkę. Ale jest tu coś ważniejszego.

Na kolejnej stronie był dopisek: „Nie oceniaj. Sprawdź.”

Lena odetchnęła powoli. To brzmiało jak zasada, którą sama sobie powtarzała.

— Kto mógł to napisać? — zapytał Igor.

— Ktoś, kto zna bibliotekę, wie o regale 7, o tylnych drzwiach i o farbie. Ktoś, kto ma dostęp, albo udaje, że ma.

W tej chwili do magazynu wszedł pan Olek. Twarz miał ściągniętą, jakby ktoś zwinął mu dzień w ciasny kłębek.

— Pani detektyw… — zaczął. — Ja nic nie…

Lena uniosła dłoń.

— Nie pytam, czy pan „nic nie”. Pytam: czy ktoś pana straszy?

Pan Olek zbladł.

— Znalazłem dziś rano karteczkę w skrzynce narzędziowej. „Oddaj, co wziąłeś, albo…” — przełknął ślinę. — Ale ja nic nie wziąłem! Tylko… kiedyś, dawno temu, spóźniłem się ze zwrotem książki. Głupie, wiem. Wstyd.

— Spóźnienie to nie kradzież — powiedziała Lena. — Ważne, że pan to mówi.

Pan Olek spojrzał na notes w jej rękach.

— To nie moje pismo.

— Wiem — odparła Lena.

Igor zrobił krok w stronę drzwi.

— Kto miał czapkę z daszkiem i klucz na smyczy… — mruknął, jakby układał puzzle na głos. — To może być… pan Roman z ochrony! On zawsze ma klucze.

Lena poczuła, jak napięcie układa się w jedną linię.

— Roman. Gdzie jest teraz? — zapytała.

Pan Olek wskazał korytarz.

— W portierni. Ale… to dobry człowiek.

— Dobry człowiek może robić złe rzeczy, a zły może robić dobre — odpowiedziała Lena. — My sprawdzimy. Bez wyroków.

Rozdział 6: Portiernia, klucz i prawda

Portiernia była mała, z oknem na wejście i kubkiem z długopisami. Pan Roman siedział na krześle i oglądał coś w telefonie. Na smyczy przy pasku wisiał pęk kluczy.

Gdy Lena weszła, Roman od razu schował telefon.

— Coś się stało? — zapytał z przesadną obojętnością.

Lena usiadła naprzeciwko, tak żeby widzieć jego ręce.

— Zniknęła rzadka książka. Ktoś zostawia wskazówki: „7”, „most”, szantaż. — Mówiła spokojnie, jakby opowiadała o pogodzie. — Widziano pana w czapce z daszkiem.

Roman parsknął.

— Czapkę nosi pół miasta.

— To prawda. — Lena pochyliła się minimalnie. — Ale nie pół miasta nosi klucze na smyczy.

Roman zacisnął usta.

Igor, stojący z boku, wypalił:

— Po co panu ten notes z „uczciwością”?

Roman spojrzał na niego ostro.

— Jaki notes?

Lena wyjęła notes z torby i położyła na stoliku.

— Ten.

Roman milczał zbyt długo. Potem westchnął, jakby powietrze przestało mu służyć.

— To miała być lekcja — powiedział w końcu cicho. — Dla Olka.

— Lekcja? — powtórzyła Lena.

Roman potarł czoło.

— Olek kiedyś… pożyczył z magazynu kilka narzędzi do domu bez wpisu. Potem oddał. Nikt nie ucierpiał, ale… takie „po cichu” rzeczy się rozchodzą. A ja… ja nie lubię, gdy ktoś omija zasady. Biblioteka to zaufanie. — Spojrzał na notes. — Napisałem mu karteczkę. Potem pomyślałem… że zrobię próbę. Ukryję książkę na godzinę, zostawię tropy, pokażę, jak łatwo coś zniknęło. Żeby zrozumiał.

— Ukrył pan „Księgę Map Zaginionych Szlaków”? — Lena nie podniosła głosu, ale każde słowo było wyraźne.

Roman skinął głową, jak uczeń przyłapany na czymś głupim, nie na czymś okrutnym.

— Tylko na chwilę. W magazynie, za kartonami. A potem… przyszła wycieczka, zrobił się chaos, pani Celina zadzwoniła po panią i… spanikowałem. Uznałem, że skoro już pani jest, to… zobaczę, czy pani to rozwiąże. Głupie, wiem. I… trochę ekscytujące.

Igor otworzył usta.

— Czyli to pan zrobił zagadkę?!

— Tak — przyznał Roman. — Ale przysięgam, książka jest bezpieczna. I chciałem, żeby zakończyło się śmiechem, a nie… — urwał.

Lena wstała.

— Pokaże pan, gdzie książka jest. Teraz. A potem porozmawiamy o odpowiedzialności.

Roman podniósł się pospiesznie.

— Już.

W magazynie, za rzędem kartonów, stała metalowa szafka. Roman otworzył ją kluczem z tej samej smyczy. W środku, owinięta w papier, leżała „Księga Map Zaginionych Szlaków”.

Lena obejrzała okładkę. Brak zagięć, brak uszkodzeń.

— Dobrze — powiedziała. — Teraz najważniejsze: co pan zrobi dalej?

Roman spuścił wzrok.

— Przyznam się pani Celinie. I przeproszę Olka. To ja… przekroczyłem granicę.

— To jest uczciwość — odparła Lena. — Nie słowo w notesie, tylko decyzja.

Rozdział 7: Zwrot, rozmowa i lekkie śmiechy

W gabinecie pani Celiny było ciepło, pachniało herbatą i starym papierem. Lena położyła odzyskaną księgę na biurku, jakby kładła na miejscu brakujący kamień w moście.

Pani Celina zamrugała szybko.

— Jest! — wyrwało jej się. — Gdzie…?

Roman stanął obok, czerwony jak lampka kontrolna.

— To ja. Ukryłem ją. Chciałem… — urwał i wziął oddech. — Chciałem kogoś nauczyć, a sam zachowałem się nieuczciwie. Przepraszam.

Pan Olek, który stał w progu, wyglądał jak człowiek, któremu ktoś zdjął z ramion worek kamieni.

— A ja myślałem, że ktoś mnie wrabia… — mruknął. — Roman, mogłeś po prostu pogadać.

— Wiem — odpowiedział Roman. — Bałem się, że rozmowa nie zadziała. A wyszło… gorzej.

Lena popatrzyła na nich po kolei.

— Rozmowa działa częściej, niż nam się wydaje — powiedziała. — A jeśli nie działa, to i tak jest uczciwsza niż sztuczki.

Pani Celina odchrząknęła.

— To była bardzo… nietypowa sytuacja. Ale książka wróciła. Roman, porozmawiamy z dyrektorką. Olek, dziękuję za cierpliwość. Lena… dziękuję.

Igor stał z boku, wyraźnie rozczarowany i jednocześnie pod wrażeniem.

— To nie była prawdziwa kradzież — powiedział.

— Nie — zgodziła się Lena. — Ale była prawdziwa lekcja. Tylko nie ta, którą Roman planował.

Igor zmarszczył nos.

— Mogę coś powiedzieć?

— Jeśli to uczciwe — odparła Lena.

— Następnym razem, jak ktoś będzie robił zagadki w bibliotece… to niech chociaż nie zostawia koperty pod lwem. To było takie oczywiste.

Pan Olek parsknął śmiechem.

— O, proszę! Ekspert od tropów.

Roman też się uśmiechnął, nieśmiało.

— Przyznaję. Lwy to był przesadzony dramat.

Pani Celina, choć próbowała zachować powagę, w końcu się roześmiała cicho, jakby bibliotekarska cisza miała swoje własne, delikatne echo.

Lena schowała notes do torby.

— Igor — powiedziała, kierując się do wyjścia. — Widziałeś dziś, jak ważne jest „sprawdź, zanim osądzisz”.

— Tak — odpowiedział. — I że uczciwość… to nie hasło, tylko coś, co się robi.

— Dokładnie.

Gdy wyszli na korytarz, gdzie deszczowe światło odbijało się w kałużach jak w małych lustrach, Igor dodał:

— A pani? Pani naprawdę myślała, że to pułapka?

Lena spojrzała na niego i wzruszyła ramionami.

— W mojej pracy wszystko jest albo pułapką, albo pytaniem. Dziś na szczęście skończyło się… — zawiesiła głos.

— Lekkimi śmiechami? — podpowiedział Igor.

— Lekkimi śmiechami — potwierdziła Lena.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Gablocie
Przezroczysta szafka z szybą, w której pokazuje się cenne przedmioty.
Konserwator
Osoba, która naprawia rzeczy i dba o sprzęt w budynku.
Smyczy
Krótki pasek lub linka, na której często zawiesza się klucze.
Szantażuje
Grozi komuś ujawnieniem czegoś, żeby zmusić do działania.
Portiernia
Małe pomieszczenie przy wejściu, gdzie stoi osoba pilnująca budynku.
Uczciwość
Zachowywanie prawdy i postępowanie bez oszukiwania innych.
Odcisków
Ślady pozostawione przez palce lub dłonie na jakiejś powierzchni.
Magazyn
Pomieszczenie, gdzie przechowuje się zapas przedmiotów lub książek.
Kartonów
Pudełka z tektury, w których trzyma się różne rzeczy w magazynie.
Notes
Mały zeszyt, w którym ktoś zapisuje krótkie notatki i listy.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub) Pobierz pliki MP3

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.