Rozdział 1
Mała Zosia obudziła się rano. Słońce świeciło przez zasłonkę. Zosia wstała cicho. Dziś była dzień wielkiej wyprawy. "Wyprawa do kuchni" — powiedziała. Mama uśmiechnęła się i podała mapę. Mapa była rysunkiem na kartce. Były na niej schody, dywan, drzwi i stolik. Zosia poklepała mapę. "Najpierw schody" — powiedziała.
Zosia założyła miękkie kapcie. Kapcie miały zielone kropki. Każdy krok był ważny. Zosia liczyła schody: jeden, dwa, trzy. "Jeden, dwa, trzy" — powtarzała. Schody nie były wysokie. Zosia weszła wesoło. U góry czekał miś. Miś miał czerwony szalik. "Chodź z nami" — powiedziała Zosia do misia. Miś uśmiechnął się. Razem zeszli na dół.
Rozdział 2
Przed nimi był dywan. Dywan był miękki i kolorowy. Zosia przeskoczyła jedną, dwie plamy. "Skok pierwszy, skok drugi" — liczyła. Miś skakał obok. Nagle zobaczyli rzekę. Rzeka to była taśma klejąca przy drzwiach. "Jak przejdziemy?" — zapytała Zosia. Miś pokazał kratkę. Zosia pomyślała. Potrafiła znaleźć most. Wyciągnęła pudełko i zrobiła most. "Most z pudełka" — zaśmiała się. Przeszli spokojnie. Raz, dwa, trzy — i byli po drugiej stronie.
W kuchni pachniało chlebem. Na stole stał kubek z mlekiem. "Cel jest blisko" — powiedziała Zosia. Na stole była też skrzynia. Skrzynia to był kosz z zabawkami. Zosia otworzyła skrzynię. W środku znalazła latarkę. Latarka świeciła jak mała słońce. "Świecimy drogę" — zdecydowała Zosia.
Na blacie stała duża miska. W misce pływały listki sałaty, marchewka i jeden mały korzeń. Zosia nazwała każdy krok. "Krok pierwszy: schody. Krok drugi: dywan. Krok trzeci: rzeka. Krok czwarty: stolik." Mama pokiwała głową. Zosia czuła się ważna. Liczyła głośno. Liczyła powoli. Powtarzała kroki. Kroki pomagały jej pamiętać.
Rozdział 3
Nagle przy oknie pojawił się wiatr. Wiatr poruszył serwetkę. Serwetka zrobiła fale. "To morze!" — zawołała Zosia. Miś zaczął robić statek z serwetki. Zosia wzięła do ręki latarkę. Świeciła jak latarnia. Płynęli małym statkiem po morzu z bałwanków. Wszystko było bezpieczne. Wiatr nucił cicho piosenkę.
Na końcu stołu czekała nagroda. Nagrodą był talerzyk z ciasteczkiem w kształcie gwiazdki. Zosia ucieszyła się. "Udało się!" — powiedziała. Mama podała filiżankę kakao. Kakao było ciepłe i słodkie. Zosia i miś usiedli razem. Zjedli ciasteczko powoli. Smak był miękki i przyjazny.
Zosia jeszcze raz nazwała kroki. "Schody, dywan, rzeka, stolik, morze, nagroda." Powtórzyła i uśmiechnęła się. Mama objęła Zosię. "Dobrze było, mała podróżniczko" — wyszeptała mama. Zosia poczuła, że jest dzielna. Czuła też, że jest bezpieczna.
Wieczorem Zosia umyła ząbki. Ułożyła misia obok poduszki. Latarka świeciła delikatnie. Zosia zamknęła oczy. Myślała o mostach i morzach. Myślała o krokach, które nazwała. Wiedziała, że jutro też będzie wyprawa. Zasnęła spokojnie. Śniła o nowych krokach i o ciepłym kakao.