Trwa ładowanie...
Opowieści małych detektywów 9-10 lat Czytanie 12 min.

Zagadka zaginionej puszki na huśtawkę

Szop Klemens wraz z sąsiadami prowadzi śledztwo w sprawie znikniętej puszki z datkami na huśtawkę, używając logiki i drobnych wskazówek, by odkryć, kto ją zabrał i dlaczego.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Mały szop (główny bohater) skupiony i ciekawy, szare futro z wyraźną czarną maską i prążkowany ogon, czerwona szal, klęczy przy drewnianym stole, trzyma lupę i woreczek kolorowych kulek, patrząc na odciski i okruchy. Starsza gęś (Pani Gąska) zaniepokojona, ale i ulżyła, puchate białe pióra, półotwarte skrzydła, stoi przy stole z plamą i kilkoma okruchami. Borsuk (Bruno) krępy i senny, ale czujny, czarno-białe futro, ramiona skrzyżowane, stoi za szopem, patrzy na ślady. Jeż (Jeremi) zawstydzony, potargane kolce, kamizelka dozorcy z kieszenią, stoi przy drzwiach do piwnicy trzymając pęk kluczy. Sowa (Łucja) obserwuje z lampy ulicznej nad sceną, duże okrągłe oczy, złożone skrzydła. Podwórko pod wielkim kasztanem: drewniany stół piknikowy, metalowy stojak na rowery i stara szopa, zużyta brukowana posadzka z widocznymi śladami, kilka pudeł i słoików przy drzwiach do piwnicy. Główna sytuacja wizualna: błyszczące pudełko do zbiórki zniknęło ze środka stołu, widać okrągły odcisk na ziemi i okruchy miodowego ciasteczka prowadzące do piwnicy; atmosfera zaniepokojona, ale ciepła, ciepłe kolory i szczegółowe faktury futra, piór i drewna. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Zniknięcie w czasie podwieczorku

Kiedy dzieje się coś dziwnego, lubię liczyć kulki. To mnie uspokaja i pomaga myśleć. Nazywam się Klemens, jestem szopem praczem i mieszkam w bloku przy Podwórkowej 7, na trzecim piętrze. W naszym świecie zwierząt bloki wyglądają tak samo jak u ludzi, tylko na balkonach częściej suszą się małe skarpetki w paseczki.

Tego popołudnia na podwórku pachniało naleśnikami z dżemem. Sąsiadka pani Gąska urządziła „Słodki Czwartek” — każdy miał przynieść coś do wspólnego stołu pod kasztanem. Stały tam talerzyki, dzbanki z kompotem i wielka, błyszcząca puszka z napisem: „FUNDUSZ NA NOWĄ HUŚTAWKĘ”.

Puszka była ważna. Bardzo ważna. Widziałem, jak rano pani Gąska wkładała do niej pierwszą monetę i powiedziała, że dopiero wieczorem policzy całość.

Tylko że teraz… puszki nie było.

Na stole został okrągły ślad po dnie i kilka okruszków. Pani Gąska aż zatrzepotała skrzydłami.

„Ktoś ją zabrał! A tam były wszystkie datki!”

Wszyscy zaczęli gadać naraz. Ktoś krzyknął, że to na pewno wiewiórki, bo lubią świecące rzeczy. Ktoś inny, że może wiatr zdmuchnął puszkę, ale puszka ważyła tyle, co porządny kamień.

Ja nie krzyczałem. Usiadłem na ławce i wyjąłem z kieszeni woreczek z kulkami. Dostałem je dawno temu od dziadka. Lubię je liczyć, kiedy zaczynam śledztwo.

Jedna… dwie… trzy… aż do dziewięciu. Dziewięć kulek, bo mam dziewięć lat.

Spojrzałem na stół, na ziemię pod nim i na całe podwórko. Było tu wszystko, co do zagadki potrzebne: ludzie (znaczy zwierzęta), miejsce i ślady. A ja byłem gotów.

Rozdział 2: Ślady na piasku i podejrzane okruszki

Najpierw trzeba uspokoić myśli. Dziesiąta kulka byłaby idealna, ale jej nie mam, więc zrobiłem to inaczej: policzyłem oddechy. Raz, dwa, trzy. Potem wstałem.

Na piasku, przy stole, widać było odciski łap. Nie takie jak moje, bo moje są bardziej „dłoniowate”. Te odciski miały wyraźne, wąskie palce i długie pazurki.

„Wiewiórka?” — mruknął ktoś.

Ale ja zauważyłem coś jeszcze: ślady prowadziły nie prosto do drzew, tylko w stronę klatki schodowej, tam gdzie stoi wiata na rowery i stary śmietnik. A wiewiórki raczej wybierają gałęzie, nie beton.

Na ziemi leżały okruszki. Nie naleśnikowe. Bardziej… ziarniste. Jak po sucharku albo po czymś chrupiącym. Podniosłem jeden i powąchałem. Pachniał miodem.

Na ławce siedziała Łucja, sowa z parteru, która wszystko widzi, nawet w południe.

„Łucjo, co zauważyłaś?” — zapytałem.

„Widziałam, jak ktoś przechodził szybko. Niósł coś pod płaszczem. Ale miał kaptur i się garbił. Poszedł w stronę wiaty.”

To już coś. Ktoś nie chciał, żeby puszkę było widać.

Wyjąłem kulki. Jedna kulka za jedną wskazówkę. Pierwsza: ślady pazurków. Druga: okruszki miodowe. Trzecia: ktoś z kapturem do wiaty.

„Nie panikujmy” — powiedziałem głośniej, żeby wszyscy słyszeli. „Jeśli ktoś chciał ukraść pieniądze, uciekłby daleko. A jeśli poszedł do wiaty, to może… schował puszkę.”

Pani Gąska przełknęła głośno.

„Ale po co miałby ją chować?”

„Może się bał, że ktoś zobaczy. Albo chciał ją oddać później. Sprawdźmy.”

Poszedłem w stronę wiaty. Za mną dreptał Bruno, borsuk z drugiego piętra, który zawsze wygląda, jakby zaraz miał zasnąć, ale w środku jest bystry.

„Jak ty to robisz, Klemens?” — mruknął. „Ty nawet kulki liczysz podejrzliwie.”

„To pomaga” — odpowiedziałem. „Wiesz, ile już mam wskazówek?”

„Trzy.”

„Dokładnie.”

Rozdział 3: Wiata na rowery i lista podejrzanych

W wiacie pachniało gumą, smarem i trochę… starym bananem. Zawsze się zastanawiam, kto chowa banana przy rowerze. W kącie stały hulajnogi, a na półce leżały kaski.

Nie było żadnej puszki na wierzchu.

Zajrzałem pod ławkę. Nic. Za skrzynkę z piaskiem do posypywania zimą. Nic. Pod wiszący koc, którym ktoś przykrywał rower. Też nic.

„Może już jej tu nie ma” — szepnął Bruno.

„Albo jest, tylko nie patrzymy właściwie.”

Zauważyłem, że na podłodze są dwa rodzaje śladów: te z pazurkami i inne, okrąglejsze, jakby ktoś miał cięższe buty albo duże łapy. Te drugie prowadziły do drzwi piwnicy.

Piwnica. Klasyczne miejsce na tajemnice. Tylko że nasze piwnice są raczej na słoiki i stare koce, a nie na złodziei.

Wyjąłem kulki i policzyłem do czterech. Czwarta wskazówka: drugie ślady, cięższe, do piwnicy.

Zanim zeszliśmy, zrobiłem coś ważnego: listę podejrzanych w głowie. Ale prostą, dla dzieci i dla mnie.

Kto mógł przenieść puszkę?

1) Ktoś silny, bo puszka była ciężka.

2) Ktoś, kto zna podwórko i nie boi się chodzić szybko.

3) Ktoś, kto miał miodowe okruszki.

Kto w bloku lubi miód? Wszyscy trochę lubią, ale najbardziej… Pszczółka Mela z pierwszego piętra robi miodowe ciasteczka. Tylko że Mela jest mała, puszka by ją przewróciła jak wiatraczek.

Kto jest silny? Niedźwiedź Franek z czwartego — silny jak szafa, ale zawsze chodzi powoli i mówi „przepraszam”, nawet gdy to ktoś wpadnie na niego. Borsuk Bruno też jest silny, ale był cały czas ze mną.

Kto jeszcze? Jeż Jeremi, dozorca. Ma klucze do wszystkiego, nosi kamizelkę z kieszeniami i lubi porządek bardziej niż ktokolwiek. A czasem mruczy, że „to podwórko to jeden wielki bałagan”.

„Bruno” — szepnąłem. „Kto ma klucz do piwnicy?”

„Dozorca Jeremi.”

„No to idziemy.”

Schodziliśmy po schodach, a ja dla odwagi policzyłem kulki jeszcze raz, od jednej do dziewięciu. Każda była chłodna i gładka, jak mała myśl w dłoni.

Rozdział 4: Piwniczne echo i zagadka z huśtawką

W piwnicy było ciemniej, ale nie strasznie. Po prostu chłodno, trochę wilgotno i słychać było kap… kap… jakby kran miał własny metronom.

Przy drzwiach stał Jeremi. Jeż, z wąsami tak poważnymi, jakby wąsy miały dyplom.

„A wy dokąd?” — zapytał.

„Szukamy puszki na huśtawkę” — powiedziałem spokojnie. „Zniknęła ze stołu.”

Jeremi zmrużył oczy.

„Puszka nie powinna stać na stole bez opieki.”

To nie była odpowiedź na pytanie, ale było to bardzo jeremiowe.

„Widziałeś kogoś, kto schodził do piwnicy?” — dopytał Bruno.

Jeremi poprawił kamizelkę. Z kieszeni wystawał… mały zawinięty papierek. Pachniało miodem.

Miodowe okruszki. Jak te przy stole.

Poczułem, jak w głowie wskazówki ustawiają się w rządek. Ale nie wolno oskarżać bez sprawdzenia. Logika to nie strzał z procy, tylko układanie klocków.

„Jeremi” — powiedziałem. „Czy możesz otworzyć piwnicę i pozwolić nam rozejrzeć się? Jeśli puszka tu jest, szybko ją znajdziemy.”

Jeż westchnął, jakby ktoś kazał mu posprzątać cały świat. Potem wyjął pęk kluczy. Brzęk był głośny w ciszy piwnicy.

Weszliśmy. Wzdłuż ścian stały komórki lokatorskie: „Gąska”, „Franek”, „Mela”, „Bruno”, „Jeremi”. Na jednej z nich wisiała kartka: „NIE DOTYKAĆ, BO KAPIE”.

I wtedy zobaczyłem coś jeszcze: przy komórce Jeremiego leżała stara mata, a na niej… okrągłe wgniecenie, jak po puszce. Obok stała mała, pusta skrzynka po narzędziach.

„Tu coś stało” — powiedziałem.

Jeremi chrząknął.

„No stało.”

„Puszka?” — zapytał Bruno.

Jeremi spojrzał w bok, na rurę, na ścianę, na własne buty. Czyli na wszystko, tylko nie na nas.

„Chciałem… zabezpieczyć.

„Przed kim?” — zapytałem.

„Przed bałaganem. I… przed kłótnią.”

To brzmiało dziwnie, ale możliwe. Tylko gdzie jest puszka teraz?

Rozejrzałem się uważnie. W piwnicy był jeszcze jeden szczegół: przy drzwiach stał stary wózek transportowy, taki na ciężkie rzeczy. Na jego metalowej półce była świeża rysa. Jakby coś ciężkiego przesunięto niedawno.

Wyjąłem kulki.

Piąta wskazówka: wgniecenie po puszce u Jeremiego.

Szósta: wózek z rysą.

„Jeremi, dokąd ją przestawiłeś?” — zapytałem łagodnie. „Jeśli chciałeś dobrze, to po prostu powiedz. Znajdziemy najlepsze rozwiązanie.”

Jeż w końcu spojrzał na mnie. Miał minę kogoś, kto zjadł za dużo cytryny i próbuje udawać, że to był miód.

„Schowałem ją… w najbezpieczniejszym miejscu.”

„Czyli gdzie?” — dopytywał Bruno.

Jeremi wskazał korytarz piwnicy, a potem drzwi z napisem: „POMIESZCZENIE WSPÓLNE”.

„Tam jest stara szafa. Zawsze zamknięta. Nikt tam nie wchodzi.”

„A ty masz klucz” — powiedział Bruno.

Jeremi milczał.

Poczułem, że zagadka jest prawie rozwiązana. Ale jeszcze musiałem zrozumieć: dlaczego ktoś zabiera puszkę bez pytania? Przecież to wygląda jak kradzież.

„Jeremi” — powiedziałem. „Jeśli martwiłeś się o kłótnie, to… kto miał się kłócić?”

Jeż drgnął.

„Widziałem, jak dzieciaki… znaczy młode z podwórka… zaglądały do puszki. Liczyły monety i śmiały się. Bałem się, że ktoś zacznie wyciągać, dotykać, mieszać. A potem będzie: ‘to nie moja moneta, to twoja!' I będzie płacz, i będzie bałagan.”

To brzmiało jak Jeremi. On naprawdę potrafił się martwić na zapas.

„Tylko że teraz jest jeszcze większy bałagan” — westchnął Bruno.

„Wiem” — mruknął jeż.

Rozdział 5: Szafa, prawda i duma na podwórku

Poszliśmy do pomieszczenia wspólnego. Jeremi otworzył drzwi, które zaskrzypiały tak, jakby opowiadały własną historię. W środku stała wielka szafa, stara jak nasze piwniczne słoiki.

Jeż wsunął klucz. Zamek kliknął.

A tam, na półce, stała puszka. Dokładnie ta sama, błyszcząca. Nienaruszona. Nawet naklejka z huśtawką była na miejscu.

Pani Gąska, którą ktoś już zdążył sprowadzić na dół, aż usiadła na schodku z ulgą.

„Ojej… całe szczęście.”

Jeremi spuścił głowę.

„Nie chciałem nikomu zabrać. Chciałem chronić.”

„Rozumiem” — powiedziałem. „Ale w sprawach wspólnych najlepiej działa jasna zasada. Jeśli coś zabezpieczasz, mówisz o tym głośno. Inaczej ludzie myślą najgorsze rzeczy.”

Wszyscy pokiwali głowami. Nawet Franek, niedźwiedź, który właśnie przyszedł i przez chwilę wyglądał, jakby zgubił własne uszy.

Na podwórku zrobiliśmy małe zebranie. Bez krzyków. Jeremi przeprosił. Pani Gąska podziękowała, że puszka wróciła. A ja zaproponowałem coś prostego:

„Puszka może stać na stole tylko wtedy, gdy obok siedzi ktoś dorosły. A kiedy nikt nie pilnuje, puszka idzie do mieszkania pani Gąski. I wszyscy o tym wiedzą.”

„I możemy zrobić listę wpłat” — dodała Łucja sowa. „Każdy wpisze, ile dał. Prosto i logicznie.”

To było świetne. Logika nie jest tylko do zagadek. Jest też do życia.

Kiedy wszystko się uspokoiło, pani Gąska przyniosła naleśniki, a Jeremi — na znak zgody — rozdał każdemu po jednym sucharku z miodem. I wtedy zrozumiałem, skąd były te okruszki. Nie od złodzieja. Od dozorcy, który podjada w drodze, bo martwienie się jest męczące.

Usiadłem z boku, na tej samej ławce co na początku, i policzyłem kulki. Raz… dwa… trzy… aż do dziewięciu.

Dziewięć kulek. Dziewięć lat. I jedna rozwiązana sprawa.

Bruno szturchnął mnie łokciem.

„No, detektywie, ile wskazówek było?”

„Sześć” — odpowiedziałem. „A najważniejsza była taka, że zanim kogoś osądzisz, sprawdź fakty.”

Popatrzyłem na podwórko. Huśtawka była jeszcze stara, trochę skrzypiąca, ale w mojej głowie już widziałem nową — i dzieciaki, które będą się śmiały bez żadnych kłótni o monety.

W środku zrobiło mi się ciepło. To było uczucie, jakby ktoś dmuchnął w mały żar i nagle zapaliło się ognisko dumy. I pomyślałem, że liczenie kulek to nie tylko zabawa.

To mój sposób na porządek w tajemnicy. I w świecie.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Podwieczorku
Pora dnia po obiedzie, kiedy jemy coś słodkiego lub podwieczorek.
FUNDUSZ
Zbiór pieniędzy przeznaczony na konkretny cel, tu: nową huśtawkę.
Garbił
Pochylał plecy do przodu, miał zaokrąglone ramiona.
Okruszki
Małe kawałki jedzenia, które zostają po jedzeniu.
Metronom
Przyrząd, który daje równy rytm, pomaga odmierzć czas dźwiękiem.
Zabezpieczyć
Ułożyć coś tak, żeby było bezpieczne i nikt tego nie zniszczył.
Pomieszczenie wspólne
Miejsce, z którego korzysta wiele osób mieszkających razem.
Kamizelka
Krótka część ubrania bez rękawów, często z kieszeniami.
Lokatorskie
Dotyczące mieszkańców bloku, na przykład małe piwniczne schowki.
Dyplom
Papier lub dyplom potwierdzający jakąś umiejętność lub naukę.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści małych detektywów dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.