Rozdział 1 — Zegar w szafie
Był ciepły poranek. Cztery dziewczynki biegały po podwórku. Miały po sześć lat. Nazywały się Hania, Zosia, Lila i Maja. Lubiły bawić się w badaczki. Każda miała mały plecak z kolorowymi przypinkami.
W domu Hani był stary zegar w szafie. Nie tykał od dawna. Hania go otworzyła. W środku leżał mały, błyszczący mechanizm z trzema wskazówkami i jedną niebieską lampką.
— Co to? — zapytała Zosia.
— Wygląda jak zegarek dla zabawy — powiedziała Lila. — Albo jak radio dla mrówek.
Maja dotknęła lampki. Zaiskrzyła delikatnie. Zegar zaczął tykać głośniej. Wskazówki zakręciły się w tył. Dziewczynki poczuły, że powietrze robi się chłodniejsze.
— To chyba magiczne — wyszeptała Hania.
Lampka zmieniła kolor na zielony. Wokół nich pojawiła się miękka mgiełka. Zegarek zaczął mówić głosem, który brzmiał jak mały dzwonek.
— Proszę wcisnąć zielony guzik raz, by zobaczyć przeszłość. Dwa razy — by zobaczyć lekcję. Trzy razy — powrót do domu.
Dziewczynki spojrzały na siebie. Były ciekawe. Ale też pamiętały, że mama Hani zawsze mówi: bądźcie ostrożne.
— Ustalmy zasady — powiedziała Maja poważnie, chociaż miała uśmiech. — Trzymamy się razem. Nie dotykamy niczego, co wygląda niebezpiecznie. Gdy będziemy chciały wrócić, naciskamy trzy razy.
Zgodziły się. Hania delikatnie nacisnęła zielony guzik raz. Mgła zabłysła. Wszystko zawirowało. W jednej chwili znalazły się w miejscu, które wyglądało inaczej niż podwórko Hani.
Rozdział 2 — W przeszłości jest inaczej
Stały na brzegu rzeki. Woda była przejrzysta i miała kolor malin. Wokół rosły wielkie paprocie i drzewa o liściach jak wachlarze. W oddali widziały domek z gliny. Ludzie nosili inne ubrania. Było cicho, ale nie pusto. Ptaki śpiewały dziwne melodie.
— Gdzie my jesteśmy? — zapytała Lila.
— W przeszłości! — zawołała Zosia z zachwytem.
Dziewczynki podeszły bliżej. Z daleka ktoś machał do nich ręką. To była mała dziewczynka w podobnym wieku. Miała w ręku słoik z miodem.
— Cześć! — przywitała się. — Jesteście nowe? Tu rzeka daje owoce.
Hania przypomniała zasady. Uśmiechnęła się i odpowiedziała:
— Dziękujemy, ale tylko patrzymy. Nie będziemy dotykać niczego.
Dziewczynka potakła. Wyglądała zdziwiona, że ktoś chce tylko obserwować.
Przechadzały się po brzegu rzeki. Zobaczyły maleńkie wagony ciągnięte przez roboty-płazy. Był tam mały mechanik, który naprawiał kółka. Dziewczynki podeszły dalej niż powinny. Lila natrafiła na drzwi do jaskini. Wejście wyglądało jak uśmiech kamienia.
— Chodźmy z powrotem — szepnęła Maja. — Pamiętasz nasze zasady?
Lila skinęła, ale ciekawość bolała ją w brzuchu. Wsunęła tylko głowę do jaskini. W środku było ciemno. Nagle coś zabłysło. Był tam stary zegarek podobny do tego w szafie. Jednak miał jedną wskazówkę za długą. Lila nie mogła jej dotknąć, ale palec musnął metal. Zegarek zadzwonił i wypluł małą chmurkę pary.
— Uważaj! — krzyknęła Hania. — Wycofaj się!
Lila cofnęła się szybko, ale jej koronkowa spinka odpadła i wpadła do jaskini. Spinka była ulubioną pamiątką od babci. Dziewczynki zamarły.
— Musimy ją odzyskać — powiedziała Zosia.
— Ale nie wchodzić tam po raz drugi — dodała Maja. — To byłoby nieostrożne.
Hania miała pomysł. Zobaczyła, że mechanik naprawia kółko robota-płaza. Poprosiła go o cienką rączkę, taką jak długi patyk. Mechanik podarował im metalową szczypczykę z uśmiechem. Lila delikatnie wsunęła szczypczykę do jaskini i wyciągnęła spinkę. Wszystkie westchnęły z ulgą.
Wtedy pojawił się mały problem. Gdy spinka dotknęła powietrza z tamtej epoki, zaczęła świecić. Na chwileczkę pojawiła się inna Lila. Miała krótsze włosy i inne ubranie. Spojrzała zdziwiona, uśmiechnęła się do siebie i zniknęła. Dziewczynki zrobiły wielkie oczy.
— To mały paradoks! — wyszeptała Zosia. — Przeszłość widziała swoją przyszłość.
Hania pomyślała szybko. Zegarek w szafie mówił o zasadach. Trzeba było być ostrożnym, ale nie bać się nauki. Ułożyły plan. Położyły spinkę bardzo delikatnie na brzegu rzeki, by nie zmieniać niczego ważnego. Potem podziękowały mechanikowi.
— Pamiętajcie — powiedziała Maja — jeśli coś się zmieni, to wrócimy i naprawimy to razem.
Dziewczynki były gotowe wrócić. Hania nacisnęła zegarek dwa razy. Lampka zabłysła niebiesko. Mechanik machnął im na pożegnanie.
Rozdział 3 — Lekcja i powrót
Mgła zawirowała. Znów znalazły się w szafie Hani. Wszystko wyglądało tak, jak przedtem. Spinka leżała w dłoni Lili. Dziewczynki odetchnęły.
— Udało się — szepnęła Lila, tuląc spinkę. — Ale co z paradoksem?
Zegar z uśmiechem zabrzęczał ponownie. Jego głos był miękki.
— Małe zmiany, które są bezpieczne, nie niszczą historii. Ale duże rzeczy mogą. Pamiętajcie zasady. Zawsze wracajcie razem. Wciśnijcie trzy razy, gdy chcecie do domu.
Dziewczynki postanowiły sprawdzić jeszcze jedną rzecz. Hania nacisnęła zielony guzik dwa razy. Lampka zrobiła się złota. Chciały zobaczyć, czego nauczyły się w tej podróży.
Trafiły do tego samego miejsca, do brzegu rzeki. Jednak teraz widziały drobne znaki swojej wizyty. Na gałęzi przyczepił się mały kawałek koronki od spinki. Mechanik machał im, przypominając o szczypczyku, który zostawiły. Dziewczynki uśmiechnęły się. Widziały, że ich zachowanie było ostrożne i mądre. Nie zrobiły wielkich zmian. Nie zabrały niczego ważnego. Zostawiły mały ślad, który nikomu nie przeszkadzał.
Wtem poczuły chmurkę ciepła. Było tam jeszcze coś — mała dziewczynka, która machała spinką. To była Lila z innego czasu, ale tym razem spokojna i szczęśliwa. Uśmiechnęła się szeroko do Lili i pokazała kciuk w górę.
— Dobra robota — powiedziała Hania. — Jesteśmy ostrożne i ciekawskie.
Nadszedł czas powrotu. Hania nacisnęła zegarek trzy razy. Lampka zamrugała jak gwiazdka. Mgła zabłysła po raz ostatni.
W jednej chwili były znów w szafie Hani. Dzieci spojrzały na siebie zmęczone, ale wesołe. Maja sięgnęła do plecaka i wyciągnęła mały karteczkę samoprzylepną. Napisała na niej zwykłym, dziecięcym pismem: „bien rentré”. Przyczepiła ją na zegar w szafie, prosto na drzwiczki.
— To taka umowa — powiedziała Maja. — Jeśli wrócimy i wszystko będzie w porządku, zostawimy karteczkę.
Dziewczynki uśmiechnęły się szeroko. Zegar zamrugał zielono i ucichł.
Rozdział 4 — Co zostało po przygodzie
Tego wieczoru rodzice wezwali dziewczynki na kolację. Każda miała świeży zapach rąk i opowieść w sercu. Opowiedziały o mechaniku, o rzece malin, o spince, która świeciła i o małej Lili z przeszłości. Rodzice słuchali z zaciekawieniem.
— Ważne, że wróciłyście bezpiecznie — powiedziała mama Hani i ucałowała każdą w czoło.
Dziewczynki położyły się spać z poczuciem dumy. Wiedziały, że były ostrożne. Wiedziały też, że ciekawość jest dobra, jeśli idzie z rozumem.
Rano Hania otworzyła szafę. Karteczka „bien rentré” kleiła się na drzwiczkach. Dziewczynki dotknęły ją palcem. Była ciepła, jakby zegar mówił: „Dobrze, że wróciłyście”.
— Może pewnego dnia znowu — mruknęła Lila.
— Ale najpierw zrobimy listę zasad — dodała Zosia.
— I poprosimy o pomoc dorosłych, jeśli będzie trzeba — powiedziała Maja.
Tak zakończyła się ich mała podróż w czasie. Nauczyły się, że przeszłość jest fascynująca, że nauka jest pełna cudów, ale najważniejsze są zasady. Być razem, być ostrożnym i wracać do domu, gdzie czeka mama z ciepłym obiadem.
Na drzwiczkach szafy zegar nadal spał. Kartek „bien rentré” nie zdjął nikt. Leżała tam jako znak, że przygoda skończyła się dobrze. I że zawsze można wrócić bezpiecznie.