Odprawa Zosi
Zosia miała sześć lat i lubiła porządek w głowie. Rysowała plany, robiła listy i lubiła słowo: odprawa. Dziś chciała je powiedzieć głośno.
– Czas na odprawę! – klasnęła. – Zbieramy ekipę!
Jej ekipą byli Jaś, Mela i… nowy chłopiec z podwórka, Olek. Olek dopiero się wprowadził. Miał uśmiech jak słońce i nieco za długą niebieską nitkę wystającą z rękawa.
– Mogę z wami? – zapytał.
– Jasne! – odpowiedziała Zosia. – Patrzymy, pytamy, myślimy!
Chcieli pójść do muzeum na rodzinny dzień. Zosia narysowała w notesie prostą mapkę: wejście, sala z bębenkiem, kącik czytelniczy, szatnia. Pod spodem wpisała trzy kroki: patrzeć, pytać, myśleć. Lubiła wiedzieć, co po kolei.
Przy drzwiach muzeum przywitała ich pani Ewa, edukatorka. Była wesoła i miała czerwony szal.
– Cześć, mali badacze! O, widzę nową twarz. Cześć, Olku!
– Dzień dobry – powiedział Olek i schował wystającą nitkę do rękawa. Nitka jednak znów wyszła.
W środku pachniało drewnem i starym papierem. Dzwon zegara w wieży zrobił – dong! – i wszystko brzmiało uroczyście.
Nagle pani Ewa spochmurniała.
– Ojejku. Był tu na bębenku piękny czerwony sznur z kokardą. Potrzebny na pokaz. Nie ma go.
Zosia spojrzała na mapkę. To był moment, na który czekała.
– Ekipo, robimy odprawę! – powiedziała szeptem. – Cel: znaleźć czerwony sznur. Plan: Patrzymy, pytamy, myślimy!
– Super! – ucieszyła się Mela.
– A ja mam dobry wzrok – dodał Jaś.
– Ja umiem robić supełki – pochwalił się Olek.
W Muzeum Tropów
Podeszli do gabloty z bębenkiem. Na drewnie został mały ślad pyłu w kształcie litery V, jakby ktoś zdjął kokardę. Zosia zapisała w notesie: ślad V.
– Kto mógł ją wziąć? – szepnęła Mela.
– Najpierw pytamy – przypomniała Zosia. – Panie strażniku, czy ktoś tu był?
Pan strażnik uśmiechnął się.
– Przechodziły przedszkolaki. I była pani od teatru lalek. Niosła pudełko.
– Dziękujemy – powiedziała Zosia i dodała do listy: przedszkolaki, pani od lalek.
Przeszli do kącika czytelniczego. Były tu miękkie poduchy i książki. Na dywanie leżała błyszcząca zakładka z folii, złożona w strzałkę. Kiedy Jaś ją poruszył, zakładka zamigotała w słońcu i błysk wskoczył na podłogę.
– O! – zawołał. – Jak latarka!
Błysk zatrzymał się przy półce z albumem o paradach. W środku była strona o węźle paradnym. Zakładka była wsunięta właśnie tam. Obok strony ktoś stawiał malutkie kreski ołówkiem, jakby liczył kroki.
– Ktoś szukał sposobu na kokardę – szepnął Olek. – Może pani od lalek?
Zosia dodała: wskazówka – zakładka, strzałka, węzeł.
Nagle Mela schyliła się przy drzwiach do zaplecza.
– Spójrzcie! – zawołała. – Nitka!
Z pod progu wystawała niebieska nitka. Była podobna do tej z rękawa Olka, tylko dłuższa.
– To nie nasz sznur. Nasz był czerwony – zauważył Jaś.
– Ale nitka może należeć do osoby, która brała czerwony sznur – pomyślała Zosia. – Patrzymy, pytamy, myślimy!
Dotknęła lekko nitki. Ciągnęła się jak cieniutki ogonek przez korytarz. Poprosili pana strażnika o pozwolenie. Machnął ręką.
– Tylko ostrożnie.
Szli powoli, jak pociąg. Nitka prowadziła obok sali z obrazami, przez szatnię, gdzie zawisła na haczyku, jakby ktoś zahaczył swetrem, i dalej, do małej sali teatralnej.
– Teatr lalek! – szepnęła Mela.
W środku stała scena. Na krześle leżało pudełko, a na pacynce – piękna, czerwona kokarda. Taka sama jak ta z bębenka.
– Czy to nasz sznur? – spytał Olek.
Zosia porównała go z rysunkiem w notesie. Kolor, węzeł, połysk – wszystko się zgadzało.
– Chyba tak – powiedziała. – Ale najpierw zapytajmy.
Weszła pani od teatru. Miała niebieski sweter. Z rękawa zwisała jej… niebieska nitka.
– Szukamy czerwonego sznura z bębenka – powiedziała Zosia grzecznie. – Czy pożyczyła go pani?
Pani teatralna zarumieniła się.
– Ojej, rzeczywiście. Wzięłam na próbę kokardę dla lalki. Chciałam oddać przed pokazem. W kąciku czytelniczym uczyłam się węzła. I chyba zahaczyłam swetrem o klamkę. Przepraszam!
– Wszystko w porządku – uśmiechnęła się Zosia. – Znaleźliśmy trop. Zakładka błysnęła i wskazała książkę, a nitka zaprowadziła nas do pani.
– Macie bystre głowy – pochwaliła pani. – Oddajmy kokardę na bębenek. A ja zrobię dla lalki nową wstążkę.
Wielki Finał i Śmiech
Wrócili do bębenka. Pani Ewa odetchnęła z ulgą.
– Uratowaliście pokaz! – powiedziała. – Jak to zrobiliście?
Zosia zrobiła mini-odprawę przy wszystkich.
– Najpierw patrzyliśmy: ślad w kształcie V i błyszcząca zakładka. Potem pytaliśmy: o panią z teatru i przedszkolaki. A potem myśleliśmy: zakładka przy węźle, niebieska nitka, niebieski sweter, kokarda u lalki. Patrzymy, pytamy, myślimy!
– I poszliśmy za nitką jak za pociągiem – dodał Jaś.
– A ja znam supełki – pokiwał głową Olek.
– A ja lubię poduchy w kąciku – roześmiała się Mela.
Pani Ewa zawiązała kokardę na bębenku. Zagrał miękko: bum-bum. Dzieci z przedszkola klasnęły.
– Macie dla mnie radę? – spytała pani od teatru.
Zosia chwilę pomyślała.
– Może warto zrobić listę: co pożyczone, co oddane. I można mieć własną wstążkę do ćwiczeń. Zapiszę pani prosty plan.
Zosia szybko narysowała trzy kroki i podała kartkę. Pani uśmiechnęła się szeroko.
Wtedy Olek spojrzał na swój rękaw. Niechcący nadepnął na własną nitkę. Pociągnęła się… i pociągnęła… i hop! Z rękawa wyskoczył malutki kłębuszek.
Wszyscy zrobili wielkie oczy. Przez sekundę było cicho. A potem wszyscy wybuchnęli śmiechem. Śmiała się pani Ewa, pani od teatru, pan strażnik, przedszkolaki, Jaś, Mela, Zosia i Olek, aż zegar w wieży też jakby się uśmiechnął.
– Dzisiaj tropy były jak nitki – powiedziała Zosia, gdy już ochłonęli. – Jedna wystawała z drzwi, druga z rękawa. A zakładka błysnęła jak gwiazdka i pomogła nam zobaczyć, gdzie spojrzeć.
– Lubię takie zagadki – przyznał Olek. – Mogę zostać w ekipie?
– Jasne – odpowiedziała Zosia. – Jesteśmy drużyną. Patrzymy, pytamy, myślimy!
Pokaz się udał. Dzieci wspólnie bębniły rytm, a Zosia w notesie postawiła małe serduszko obok słowa ciekawość. Bo ciekawość, gdy jest delikatna i mądra, prowadzi do dobrych odkryć. A czasem także do wielkiego, wspólnego śmiechu.