Rozdział 1: Wielki Namiot i Jeszcze Większe Oczy
Kiedy Basia i Zuzia pierwszy raz stanęły przed wejściem do cyrku „Wesoły Słoń”, ich oczy były szerokie jak talerze – i to nie byle jakie, tylko takie talerze, na których mama podaje rosół w niedzielę. Basia, która zawsze miała głowę pełną pomysłów, ścisnęła Zuzię za rękę.
– Zobacz, Zuza! – szepnęła podekscytowana. – On jest naprawdę OGROMNY!
– Namiot czy słoń? – zapytała Zuzia, marszcząc czoło.
– Namiot. Ale jak będzie słoń, to chyba padnę z wrażenia – odpowiedziała Basia.
Obie dziewczynki miały jedenaście lat, mnóstwo energii i jeszcze więcej wyobraźni. Do cyrku przyszły pierwszy raz w życiu i nie wiedziały, czego się spodziewać, ale już czuły, że to będzie dzień, który zapamiętają na zawsze.
Przed wejściem do namiotu powitał je starszy pan w muszce, który miał na nosie okulary tak wielkie, że można by przez nie obserwować zaćmienie słońca.
– Witamy, młode damy! Czy chcecie zobaczyć świat, który stoi na głowie? – zapytał z uśmiechem.
– Tak! – odpowiedziały chórem.
Basia i Zuzia weszły do środka namiotu, który pachniał popcornem, watą cukrową i... lekko cyrkiem. Wszędzie coś się działo: klauni żonglowali ciastkami, pies w krawacie uczył się skakać przez obręcz, a w tle słychać było dźwięk trąbki, jakby ktoś pomylił ją z dzięciołem.
Rozdział 2: Magiczne Spotkanie
Gdy dziewczynki podziwiały kolorowe światła i rozstawione wokół namiotu stragany, nagle przed nimi wyrosła postać w pelerynie obszytej gwiazdkami. Miał cylinder tak wysoki, że ledwo mieścił się pod sufitem, a jego wąsy wyglądały, jakby żyły własnym życiem.
– Jestem magik Zefir! – przedstawił się z teatralnym ukłonem, z którego niemal wypadły mu królicze uszy z kieszeni.
Zuzia spojrzała z niedowierzaniem na Basie.
– Czy to jest prawdziwy magik? – szepnęła.
Zefir, jakby słyszał ich szept, uśmiechnął się tajemniczo i wyciągnął zza ucha... marchewkę.
– O, przepraszam, to dla królika na lunch – mruknął. – A teraz... abrakadabra, hokus-pokus, niech się stanie coś na opak!
Zefir zamachał różdżką i nagle... Basia poczuła, że coś ją łaskocze po nosie. Spojrzała w dół – z jej butów wyrastały kolorowe kwiatki!
– Ojej! – roześmiała się Basia, podskakując na jednej nodze.
Zuzia nie mogła przestać się śmiać.
– To najlepszy początek cyrku, jaki mogłam sobie wymarzyć!
Magik Zefir spojrzał na dziewczynki poważnie (choć trudno być poważnym, mając na głowie cylinder z plastikowym kurczakiem).
– Dziewczynki, szukam pomocników do przygotowania wielkiego wieczornego pokazu. Potrzebuję kogoś, kto ma wyobraźnię, spryt i nie boi się... śmiechu. Chcecie pomóc?
Basia i Zuzia spojrzały na siebie. Oczywiście, że chciały!
Rozdział 3: Przygotowania w Cyrkowym Stylu
Zefir zabrał dziewczynki na zaplecze namiotu. Tam czekał na nie cały zespół artystów: akrobaci rozciągali się jak gumki recepturki, klaun Albert ćwiczył żonglowanie tortami (jeden już wylądował na jego głowie), a treserka kotów prowadziła dyskusję z kotką Matyldą, która uparcie odmawiała założenia cyrkowego kapelusza.
– Waszym zadaniem, dziewczynki, będzie pomoc przy przygotowaniach. Cyrk to nie tylko magia i śmiech, ale też praca zespołowa! – oznajmił Zefir.
Najpierw Basia dostała misję: pomalować tablicę z napisem „Wielki Pokaz Dziś Wieczorem!”. Dostała farby, pędzle i... przypadkiem zamalowała też kawałek własnej ręki na niebiesko.
– Zuza, patrz! Teraz mam rękę jak Smerf! – zawołała, a Zuzia popłakała się ze śmiechu.
Zuzia miała inne zadanie: pomóc klaunowi Albertowi w przygotowaniu balonowych zwierzątek. Albert wyjaśnił jej, że z balona można zrobić wszystko, nawet... teściową. Po pięciu minutach Zuzia miała balonowego psa, kota i coś, co przypominało bardzo zaskoczonego ziemniaka.
Nagle do środka wpadł słoń Bonifacy, ozdobiony kolorowymi wstążkami i... kapeluszem z napisem „Szef”.
– Uwaga! – zaryczał klaun Albert. – Szef idzie!
Bonifacy zatrąbił trąbą, a Zefir ukłonił się nisko.
– Szefie, przedstawiam nasze nowe pomocnice!
Słoń podszedł do dziewczynek i... podał im trąbą wielką marchewkę.
– To na szczęście! – wyjaśnił Zefir.
Basia i Zuzia uśmiechnęły się szeroko. Cyrk był coraz bardziej niezwykły.
Rozdział 4: Kłopoty z Klaunem i Niesforny Kapelusz
Gdy dziewczynki szły przez zakulisowy labirynt, nagle zza rogu wyskoczył klaun Albert, a na jego głowie zamiast peruki siedział... kapelusz treserki kotów, który właśnie uciekał na małych kocich łapkach.
– Złapać kapelusz! – zawołała treserka, a Basia z Zuzią rzuciły się w pogoń.
Kapelusz śmigał między nogami akrobatów, przeskakiwał przez obręcze, a nawet wskoczył do miski z popcornem. Wreszcie Zuzia złapała go za piórko, ale wtedy okazało się, że w środku siedzi... kotka Matylda, która urządziła sobie w nim drzemkę.
– Matylda, no przecież mówiłam, żebyś nie spała w kapeluszu! – westchnęła treserka.
– To jest cyrk czy dom wariatów? – zaśmiała się Basia.
– A może jedno i drugie! – odpowiedział magik Zefir, który właśnie pojawił się z nowym trikiem: próbował zamienić wodę w lemoniadę, ale zamienił ją w... galaretkę.
Cała ekipa cyrkowa śmiała się do łez, a Basia i Zuzia poczuły, że w tym miejscu wszystko jest możliwe, nawet jeśli czasem coś pójdzie nie tak.
Rozdział 5: Magia, która się Wymyka spod Kontroli
Po południu Zefir poprosił dziewczynki, żeby pomogły mu przygotować magiczne rekwizyty. Basia miała zająć się różdżkami, a Zuzia – magicznymi kartami.
– Tylko uważajcie! – ostrzegł Zefir. – Niektóre z nich mają swoje humory.
Basia wyciągnęła pierwszą różdżkę – ta zaczęła ją łaskotać po nosie. Druga różdżka nagle wystrzeliła konfetti, które zasypało pół namiotu.
– Zefir! Twoje różdżki są groźniejsze niż kot Matylda! – zawołała Basia.
Zuzia tymczasem próbowała poukładać magiczne karty. Kiedy dotknęła jednej z nich, ta zamieniła się w czekoladowy batonik. Zuzia nie mogła się powstrzymać i... ugryzła kawałek.
– Ej, Zuza! Można jeść rekwizyty? – zaśmiała się Basia.
– Jeśli są z czekolady, to chyba można – odpowiedziała Zuzia z buzią pełną słodkości.
Nagle do namiotu wbiegł pies w krawacie, szczekając coś niezrozumiale. Za nim podążał klaun Albert, cały w balonach.
– Szybko, dziewczyny! Trzeba napompować balony na wieczorny pokaz! – zawołał.
Basia i Zuzia złapały się za głowy. Cyrk był pełen niespodzianek, ale jeszcze nigdy nie musiały pompować balonów... nosami.
Rozdział 6: Wielkie Balonowe Zamieszanie
Dziewczynki wraz z klaunem Albertem rozpoczęły balonową produkcję. Basia próbowała napompować balon ustami, ale balon wystrzelił jej z rąk i wylądował na głowie Zefira, który właśnie trenował zaklęcie „znikający kapelusz”.
– O, teraz to naprawdę zniknął... – westchnął Zefir, próbując ściągnąć balon z głowy.
Zuzia miała jeszcze lepszy pomysł – zaczęła pompować balony przy pomocy słonia Bonifacego, który z każdym dmuchnięciem robił balonowe zwierzątka tak wielkie, że jeden z nich prawie zablokował wyjście z namiotu.
– Bonifacy, ty jesteś cyrkową maszyną do balonów! – śmiała się Zuzia.
Nagle jeden balon pękł z hukiem, a Basia aż podskoczyła.
– Myślałam, że to wystrzałowa impreza, ale nie aż tak! – żartowała.
Po godzinie pracy namiot był pełen balonów, z których każdy miał inny kształt: były psy, koty, dinozaury, a nawet... balonowy magik Zefir z różdżką (która też była z balonu).
Rozdział 7: Czas na Wielki Pokaz
Wieczorem, kiedy słońce powoli chowało się za horyzontem, namiot cyrkowy rozbłysnął tysiącami światełek. Goście zajmowali miejsca na trybunach, a Basia i Zuzia czuły w brzuchach motyle – takie wielkie, jakby połknęły całą hodowlę.
Zefir podszedł do nich z poważną miną.
– Dziewczynki, dziś wieczór to wasz debiut! Chcecie spróbować swoich sił na scenie?
Basia i Zuzia spojrzały na siebie. Strach mieszał się z ekscytacją.
– Zróbmy to razem! – powiedziała Basia.
Gdy rozległa się muzyka, dziewczynki weszły na arenę, trzymając się za ręce. Publiczność biła brawo, a one czuły się jak prawdziwe artystki.
Najpierw zaprezentowały balonowe zwierzątka, które rozdawały dzieciom na widowni. Potem Basia zrobiła magiczny trik z kwiatkami w butach, a Zuzia zamieniła kartę w czekoladowy batonik (który od razu zjadła, wywołując salwy śmiechu).
Zefir zaprosił je do wspólnego numeru. Dziewczynki stanęły po obu stronach wielkiej skrzyni.
– A teraz... dziewczynki sprawią, że zniknę! – ogłosił magik.
Basia i Zuzia zamknęły wieko skrzyni, wypowiedziały zaklęcie (trochę się przy tym poplątały), a kiedy otworzyły skrzynię... Zefira nie było!
Nagle z góry spadł na linie... pies w krawacie z przyczepionym do ogona balonem z napisem „Abrakadabra!”. Publiczność ryczała ze śmiechu.
Po chwili zza kulis wybiegł Zefir, cały w konfetti.
– O, chyba coś poszło nie tak! – roześmiał się.
Rozdział 8: Niespodzianka po Finale
Po pokazie wszyscy artyści wyszli na arenę. Słoń Bonifacy zatańczył walca, klaun Albert żonglował tortami (z których jeden znowu wylądował mu na głowie), a kotka Matylda... wreszcie założyła kapelusz, choć tylko na chwilę.
Basia i Zuzia dostały od Zefira specjalne medale z napisem „Najlepsze Cyrkowe Pomocnice”.
– Bez was ten pokaz nie byłby tak zabawny i magiczny – powiedział Zefir, wręczając im medale.
Dziewczynki były szczęśliwe. Okazało się, że w cyrku można nie tylko się śmiać, ale też przeżywać prawdziwe przygody, poznawać niesamowitych ludzi (i zwierzęta) i... próbować rzeczy, o których wcześniej nawet się nie śniło.
Rozdział 9: Pożegnanie z Magią
Po wszystkim, gdy namiot powoli pustoszał, a artyści sprzątali rekwizyty, Basia i Zuzia usiadły na trawie przed cyrkiem.
– To był najlepszy dzień w moim życiu – westchnęła Zuzia, patrząc na rozgwieżdżone niebo.
– Chciałabym tu wrócić – dodała Basia. – Może kiedyś zostaniemy cyrkowcami?
– Albo magikami! – śmiała się Zuzia.
Nagle obok nich pojawił się Zefir. Usiadł na trawie, wyjął z kieszeni magiczną różdżkę i wyczarował dwa lody – jeden malinowy, drugi czekoladowy.
– Magia jest wszędzie, dziewczynki – powiedział, puszczając do nich oko. – Wystarczy tylko się rozejrzeć i... uwierzyć.
Basia i Zuzia zjadły lody, śmiejąc się i wspominając wszystkie cyrkowe przygody. Wiedziały, że to nie był ich ostatni magiczny dzień. Bo w ich sercach cyrk „Wesoły Słoń” zostanie już na zawsze.
A kiedy wróciły do domu, jeszcze długo opowiadały rodzicom o balonowych słoniach, kapeluszach z kotami i magii, która czasem wymyka się spod kontroli – ale zawsze kończy się śmiechem.