Trwa ładowanie...
Opowieści cyrkowe 11-12 lat Czytanie 16 min.

Gwiazdkę proszę! Przygoda Mai i przyjaciół pod wielkim namiotem

Czwórka przyjaciół wkrada się za kulisy cyrku, by pomóc przy pokazie, rozwiązując zadania, stawiając czoła tremie i odkrywając odwagę oraz wartość przyjaźni.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Jest pięć postaci: Maja, dziewczynka ~10 lat, jasnobrązowe włosy w kucyku, niebieska frędzlasta kurtka, trzyma w obu dłoniach małą drewnianą świecącą gwiazdkę i wyciąga ją w prawo, na pierwszym planie lekko kucając; Leon, chłopak ~22 lata, szczupły linoskoczek, czarne rozczochrane włosy, czerwony błyszczący kostium i miękkie buty, stoi na linie nad ziemią pośrodku obrazu, jedna ręka wyciągnięta ku gwiazdce; Kuba, chłopiec ~11 lat, blond, okrągłe okulary, pasiowana kamizelka, ręce podniesione gotowe pomóc, za Mają po lewej, patrzy na gwiazdkę; Iga, dziewczynka ~10 lat, krótkie czarne włosy, prostokątne okulary, beżowy praktyczny strój, kuca po prawej obok skrzyni z kostiumami, gotowa złapać gwiazdkę; koza, dorosła, kremowe futro, krótkie rogi, figlarne spojrzenie, stoi obok Igi i zwrócona jest pyszczkiem ku gwiazdce. Miejsce: wnętrze dużego cyrkowego namiotu z jasnobrązową ściółką na podłodze, czerwonymi frędzlowymi kurtynami, ciepłym żółto-pomarańczowym światłem reflektorów, stosami klatek i skrzyń w tle oraz rozmytą publicznością i unoszącymi się konfetti. Sytuacja: dynamiczny, czuły moment — Maja podaje świecącą gwiazdkę Leonowi idącemu po linie; lekki wiatr unosi frędzle i kapelusz, wszyscy skoncentrowani i zachwyceni, iskierki wokół gwiazdki i pył ściółki w powietrzu. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Pod wielkim namiotem i wielkie marzenie

Pod wielkim namiotem pachniało watą cukrową, trocinami i czymś jeszcze — jakby samą przygodą. Lampki wokół areny mrugały jak oczy kota, kiedy udaje, że nie widzi, że ktoś niesie kiełbasę.

Czwórka przyjaciół — Maja, Kuba, Iga i Bartek — wcisnęła się między skrzynie z rekwizytami, bo “tylko na chwilkę, tylko zobaczyć kulisy”. W praktyce oznaczało to: wcisnąć nosy tam, gdzie nie trzeba.

— Patrzcie! — szepnęła Maja, wskazując na ogromny trapez zwisający z sufitu. — Jakbym mogła tam polecieć…

— Ty? Polecieć? — Kuba parsknął. — Ty masz lęk wysokości nawet na krześle w stołówce.

— To nie lęk, tylko szacunek do grawitacji — obruszyła się Maja.

Iga poprawiła okulary i rozejrzała się jak detektyw w serialu. — Ciii. Słyszycie? Ktoś ćwiczy.

Z korytarzyka za kotarą dobiegało przeciągłe: — Mmmmm… maaa… miii… mooo…

Bartek wytrzeszczył oczy. — To brzmi jak krowa, która uczy się śpiewać.

— Albo ktoś rozgrzewa głos! — Maja aż podskoczyła. — Jak prawdziwy artysta!

Wtedy z drugiej strony przejechał wózek z kostiumami i coś z niego zwisało — czerwony frak z brokatem, który wyglądał, jakby miał własne zdanie.

— Nie dotykajcie niczego — powiedziała Iga poważnie.

— Jasne, nie dotykamy… tylko podziwiamy rękami — mruknął Kuba.

Nagle kotara poruszyła się i wysunęła się głowa chłopaka w pasiastych spodniach, z włosami w nieładzie artystycznym.

— Hej! Wy tu… zgubiliście się czy szukacie sensu życia? — zapytał z uśmiechem.

— Szukamy… cirku — odpowiedział Bartek, jakby to było najtrudniejsze słowo na świecie.

Chłopak ukłonił się przesadnie. — W takim razie trafiliście idealnie. Jestem Leon, funambule. Czyli chodzę po linie, a ludzie udają, że oddychają.

Kuba spojrzał w górę, gdzie cienka lina przecinała przestrzeń jak kreska narysowana przez odważnego długopisu. — Serio tam chodzisz?

— Serio. I czasem nawet wracam — mrugnął Leon.

Maja poczuła, jak w brzuchu robi jej się ciepło. Pod wielkim namiotem wszystko wydawało się możliwe. Nawet to, że ona — Maja, dziewczyna, która wchodziła na drabinę jak na Mount Everest — kiedyś zagra na arenie.

— Możemy… zostać na chwilę? — zapytała cicho.

Leon spojrzał na nich, potem na zegarek, jakby mierzył ryzyko w minutach. — Na jedną. Ale jak zobaczy was dyrektor, zrobi z was numer “Znikające Dzieci”. I nie będzie to magia.

Rozdział 2: Rozgrzewka, która uciekła spod kontroli

Leon zaprowadził ich do małej salki za areną. Było tam lustro, kilka krzeseł i stojak z piórami, które wyglądały, jakby zaraz miały wystąpić w balecie. W rogu stała pani w cekinowej pelerynie i rozgrzewała głos.

— Mmmm… miiim… mooom… — nuciła, a jej policzki drżały jak galaretka na przyjęciu.

— To pani Dżesika, konferansjerka — szepnął Leon. — Ogłasza numery i potrafi krzyczeć “Proszę państwa!” tak, że nawet popcorn staje na baczność.

Maja wpatrywała się w nią jak w czarownicę od dźwięków. — Ja też chcę umieć tak rozgrzać głos.

— Proszę bardzo — powiedziała nagle pani Dżesika, jakby usłyszała jej myśli. — Każdy może. Tylko trzeba się nie wstydzić.

Kuba natychmiast się zawstydził, więc schował się za Bartka.

— Powtarzaj za mną — ciągnęła pani Dżesika. — “Maaa, meee, miii, mooo, muuu!”

Maja zaczęła odważnie: — Maaa, meee, miii—

— Mooo! — wrzasnął Bartek za głośno, bo pomyślał, że im głośniej, tym lepiej.

Z półki z rekwizytami spadł stos sztucznych wąsów i zasypał Kubę. Kuba wynurzył się z czarnej chmury włosia jak pirat z krzaków.

— Jestem Wąsaty Mściciel! — zawołał, bo skoro już ma wąsy, trzeba je wykorzystać.

Iga próbowała nie śmiać się na głos, ale jej okulary zaczęły jej skakać na nosie.

— Ciszej, bo dyrektor— — Leon nie dokończył, bo drzwi się otworzyły.

W progu stanął dyrektor cyrku, pan Bryk, z wąsem tak poważnym, że mógłby nim podpisywać dokumenty. Spojrzał na czwórkę dzieci, na Kubę z dziesięcioma wąsami i na Bartka, który nadal mruczał “muuu” jak wyjątkowo ambitny gołąb.

— Co to ma znaczyć? — zapytał pan Bryk.

Kuba odruchowo zasalutował. Wąsy mu opadły.

Maja zrobiła krok do przodu. Serce biło jej jak bęben w paradzie. — Przepraszamy. My tylko… marzymy.

Dyrektor uniósł brew. — Marzenie to nie przepustka do kulis.

Pani Dżesika podeszła, uśmiechając się jak ktoś, kto potrafi z tragedii zrobić żart. — Panie dyrektorze, oni ćwiczą głos. Słyszał pan? Prawie jak… krowa w operze.

Bartek poczerwieniał. — To było… ćwiczenie artystyczne.

Dyrektor westchnął, ale kącik jego wąsa drgnął. — Dobrze. Skoro już tu jesteście, to pomożecie. Dzisiaj wieczorem mamy pokaz. Brakuje nam… młodych asystentów.

— Naprawdę?! — Maja aż zapomniała oddychać.

— Naprawdę — powiedział pan Bryk. — I jeśli się sprawdzicie, nikt nie będzie musiał znikać.

Rozdział 3: Misja: odnaleźć zaginioną gwizdkę

Zanim jednak zdążyli poczuć się jak gwiazdy, pan Bryk wręczył Idze małą karteczkę.

— Lista zadań. Bez tego pokaz się posypie jak suchy herbatnik — oznajmił.

Iga przeczytała: “1) Zanieść świecące piłki do żonglera. 2) Nie wypuścić kozy z garderoby. 3) Znaleźć gwizdkę trenera psów. PILNE.”

— Koza? — Kuba przełknął ślinę. — Czy ta koza jest… współpracująca?

Jak na zawołanie zza drzwi garderoby dobiegło: “Meee!” i dźwięk czegoś, co ewidentnie próbowało przegryźć zamek.

— Zaczynamy od gwizdki — zdecydowała Iga. — “Pilne” ma trzy wykrzykniki w mojej głowie.

Leon szedł z nimi, bo, jak stwierdził, “funambuli lubią równowagę, a tu równowagi będzie mało”. Korytarze w kulisach były jak labirynt. Co chwilę ktoś przebiegał: klaun z wiadrem konfetti, akrobatka z bananem w zębach, a raz nawet mężczyzna niosący… gumową ośmiornicę.

— To rekwizyt? — zapytał Bartek.

— W cyrku wszystko jest rekwizytem, jeśli masz dość odwagi — odparł Leon.

W końcu dotarli do miejsca, gdzie trenowały psy. Trenerka, pani Zula, chodziła w kółko, machając rękami jak wiatrak.

— Bez gwizdki one nie wiedzą, kiedy zrobić salto! — lamentowała. — A ja nie mogę gwizdać palcami. Próbowałam. Wyszło mi kichnięcie.

Maja rozejrzała się. Na ziemi leżały smakołyki, piłeczki i jedna… podejrzanie błyszcząca kieszeń w spodniach klauna, który właśnie przechodził obok.

— Przepraszam! — zawołała Maja do klauna. — Czy to nie… gwizdka?

Klaun zatrzymał się i spojrzał na nich z miną niewiniątka. Z kieszeni wystawało coś metalowego.

— Gwizdka? Ja? Nigdy w życiu! — powiedział i… z kieszeni zadźwięczało “fiut!” jakby sama gwizdka miała dość kłamstw.

Kuba skrzywił się. — No to się sama przyznała.

Klaun westchnął. — Dobra, dobra. Wziąłem, bo myślałem, że to nowy dźwięk do mojego numeru. Chciałem zrobić “orkiestrę kieszonkową”. Tylko że zamiast muzyki wyszło: “Fiut! Fiut!” i pies mi uciekł z godności.

Oddał gwizdkę, a pani Zula przytuliła ją, jakby to było zagubione dziecko.

— Uratowaliście pokaz! — powiedziała. — A teraz… kto z was potrafi udawać słupek? Potrzebuję przeszkód.

Bartek od razu stanął na baczność. — Jestem najlepszym słupkiem w promieniu pięciu kilometrów.

Kuba go obszedł dookoła. — Faktycznie. Nawet nie mruga.

— Nie przesadzajmy, mrugam w przerwach reklamowych — odparł Bartek.

Maja czuła, że w środku rośnie jej coś miękkiego i jasnego. Nadzieja. Skoro udało im się znaleźć gwizdkę, to może uda się jej też kiedyś stanąć na arenie i nie zemdleć z emocji.

Rozdział 4: Funambule, lina i bardzo uparty wiatr

Kiedy wszystkie zadania zaczęły się układać, pan Bryk zawołał ich na próbę generalną. Leon miał przejść po linie podczas finału, a dzieci miały podać mu rekwizyt: małą, świecącą gwiazdkę na patyku. Proste. W teorii.

— Lina to jak zdanie — tłumaczył Leon, rozciągając ręce. — Jak się zagapisz na kropkę, zapomnisz o sensie.

— Ja się gapię na przecinki — powiedziała Iga. — Są spokojniejsze.

Maja trzymała świecącą gwiazdkę. Migotała jak świetlik, który dostał energii po coli.

— Gotowa? — zapytał Leon.

— Gotowa… chyba — przyznała Maja. — A jak upuszczę?

— To będzie spadająca gwiazda. Publiczność pomyśli, że to specjalny efekt — uspokoił ją Leon.

Próba zaczęła się świetnie. Leon wszedł na platformę, postawił stopę na linie… i wtedy ktoś otworzył tylne wejście namiotu. Wpadł podmuch wiatru, który porwał kurz, piórka i jedno samotne konfetti, które przykleiło się Kubie do czoła jak medal.

Lina delikatnie zadrżała.

— Oho — mruknął Leon. — Wiatr postanowił też wystąpić.

Maja poczuła, że jej dłonie robią się wilgotne. Nie ona na linie, a i tak serce miała jak sprinter.

Leon przeszedł dwa kroki, trzy… po czym nagle jego kapelusz uniósł się i poleciał w dół jak leniwy ptak. Bartek rzucił się, żeby go złapać, ale wpadł w skrzynię z gumowymi kurami. Zaskrzeczały chórem.

— To było… zamierzone! — zawołał Bartek spod kur.

Kuba chwycił kapelusz w ostatniej chwili. — Mam! Jestem bohaterem nakryć głowy!

— Podaj Leonowi! — krzyknęła Iga.

Kuba zamachnął się… za mocno. Kapelusz poleciał nie do Leona, tylko prosto na głowę pana Bryka, który właśnie wszedł. Kapelusz osiadł mu na wąsie, jakby wąs był wieszakiem.

Zapadła cisza. Nawet gumowe kury przestały skrzeczeć z szacunku do sytuacji.

Pan Bryk zdjął kapelusz bardzo powoli. — Czy to… nowy numer?

— Tak — wypaliła Maja, zanim ktoś zdążył panikować. — Numer “Wąs w kapeluszu”. To… komedia z elementami zaskoczenia.

Dyrektor spojrzał na nią długo. Potem na Leona, który balansował na linie i uśmiechał się, jakby to była najlepsza próba w życiu.

— Hm. — Pan Bryk odchrząknął. — Może być. Ale na pokazie żadnych kur w skrzyni bez zapowiedzi.

Bartek wyszedł spod skrzyni, z jedną gumową kurą pod pachą. — A ta? Ona się przywiązała emocjonalnie.

— Zostaje w kulisach — uciął dyrektor, ale jego wąs drgnął drugi raz. To był prawie uśmiech.

Maja poczuła, że nadzieja nie tylko rośnie. Ona robi akrobacje w jej brzuchu.

Rozdział 5: Wieczór pokazu i gwiazdka, która prawie uciekła

Wieczorem wielki namiot wypełnił się ludźmi. Słychać było śmiechy, rozmowy, szelest programów i głośne “mamo, chcę jeszcze watę!”. Światła odbijały się w oczach publiczności jak małe fajerwerki.

Za kulisami czwórka dzieci stała w jednakowych kamizelkach asystentów. Kuba wyglądał, jakby za chwilę miał ogłosić wybory prezydenckie, Iga jak dowódca misji kosmicznej, Bartek jak ktoś, kto wciąż marzy o karierze słupka, a Maja… Maja czuła, że zaraz wyskoczy jej serce w cekinach.

— Pamiętajcie — szepnęła pani Dżesika. — Oddychacie, uśmiechacie się i nie wpadacie na klauna. Klaun zawsze wygrywa z grawitacją w najbardziej nieuczciwy sposób.

— A jak się zestresuję? — zapytała Maja.

— Zrób rozgrzewkę głosu — poradziła pani Dżesika. — To działa na wszystko. Nawet na tremę.

Maja przyłożyła dłoń do brzucha, jak uczyła pani Dżesika, i cichutko zamruczała: — Mmmm… maaa… meee… miii…

Kuba dołączył szeptem: — Mooo…

Bartek: — Muuu…

Iga: — I proszę, mamy kwartet “Krowy z Nadzieją”.

Maja prychnęła śmiechem i napięcie trochę odpłynęło, jakby ktoś spuścił powietrze z balonika… ale tak delikatnie, żeby balonik dalej był ładny.

Na arenie numery szły jeden po drugim. Żongler podrzucał świecące piłki jak planety, klaun potykał się o własne buty w sposób tak precyzyjny, że wyglądało to jak matematyka, a psy pani Zuli robiły salta, jakby miały sprężyny zamiast łap.

W końcu nadszedł czas na funambulę.

Leon wszedł na platformę w skupieniu, ale gdy zobaczył dzieci w kulisach, mrugnął do nich porozumiewawczo. Maja ścisnęła świecącą gwiazdkę. To był ich moment.

— Teraz — wyszeptała Iga.

Maja podbiegła do miejsca, gdzie miała podać rekwizyt. I wtedy… gwiazdka zaczepiła się o frędzle jej kamizelki.

— Nie teraz! — syknęła Maja do własnego stroju.

Kuba próbował pomóc, ale zahaczył palcem i gwiazdka wystrzeliła z jej dłoni, potoczyła się po podłodze kulis, błyskając jak uciekający świetlik.

— Gwiazdka uciekła! — wyszeptał Bartek dramatycznie, jakby właśnie ogłaszał koniec świata.

Iga rzuciła się za nią. Gwiazdka wturlała się pod skrzynię z rekwizytami. Obok stała… koza.

Koza spojrzała na nich mądrze i spokojnie, po czym wzięła gwiazdkę do pyska.

— Oddaj! — syknął Kuba.

Koza przeżuwała powoli, jakby zastanawiała się, czy gwiazdka pasuje do jej stylu.

Maja uklękła. — Proszę… To ważne. Leon czeka. Publiczność czeka. A ja… ja też czekam.

Koza zamrugała i zrobiła coś niespodziewanego: delikatnie wypluła gwiazdkę prosto w dłonie Mai. Potem powiedziała: — Meee.

— Ona… nam kibicuje — szepnęła Iga z powagą naukowca odkrywającego nowy gatunek.

Maja pobiegła i podała gwiazdkę w idealnym momencie. Leon chwycił ją jedną ręką, stojąc na linie, i uniósł wysoko. Publiczność westchnęła, a potem wybuchła oklaskami tak głośnymi, że nawet konfetti pewnie się wzruszyło.

Maja spojrzała w górę. Leon przeszedł jeszcze kilka kroków, pewny jak ktoś, kto zna swoje miejsce na świecie. A ona poczuła, że jej własne marzenie też staje się pewniejsze. Nie od razu na linie. Może najpierw na małym podwyższeniu. Ale już nie tylko w wyobraźni.

Rozdział 6: Ukłon, taniec i nadzieja w cekinach

Kiedy pokaz dobiegł końca, pani Dżesika ogłosiła finał tak donośnie, że aż trociny zadrżały:

— Proszę państwa! Wielki salut!

Artyści wyszli na arenę: klaun, żongler, pani Zula z psami, akrobatki i Leon, który wyglądał, jakby zszedł z gwiazdy prosto na ziemię. Pan Bryk stanął na środku, wąs miał dumny jak sztandar.

— Asystenci też! — rzucił dyrektor w stronę kulis.

Czwórka dzieci spojrzała po sobie. Maja poczuła, jak gardło jej się ściska — ale nie ze strachu. Z radości.

— Idziemy — powiedziała Iga, jakby prowadziła wyprawę na biegun, tylko że tu zamiast lodu były światła i śmiech.

Wyszli na arenę. Publiczność klaskała, a Maja czuła, że każdy dźwięk jest jak mała obietnica: “Możesz. Dasz radę. Jeszcze nie dziś, ale kiedyś.”

Leon nachylił się do nich i szepnął: — W cyrku najważniejsze są dwa kroki. Pierwszy na arenę. Drugi… w siebie.

Kuba szturchnął Bartka. — Pamiętasz, że mamy salut?

— Tak… ale jaki? — Bartek spanikował.

Pani Dżesika mrugnęła i zrobiła mały krok taneczny — lekki, sprężysty, jakby podłoga była trampoliną. Artyści podchwycili. Leon dodał elegancki obrót, klaun podskoczył w bok i udawał, że potknął się… ale tym razem w rytmie.

— Taniec! — zrozumiała Maja. — Salut tancerza!

Zrobili prosty układ: krok w prawo, klaśnięcie, krok w lewo, ukłon. Kuba dodał machnięcie jak prezenter, Iga obrót jak kompas, Bartek pozował jak słupek, a Maja — Maja pozwoliła, by radość poprowadziła jej stopy.

Publiczność roześmiała się i klaskała jeszcze głośniej, bo taniec był trochę nierówny, trochę szalony, ale szczery jak świeże światło.

Na końcu wszyscy ukłonili się razem. Maja poczuła, że pod wielkim namiotem jej marzenie nie jest już tylko chmurą. Ma kształt, dźwięk, krok i śmiech.

A kiedy schodzili z areny, koza z kulis wychyliła łeb i powiedziała cicho: — Meee.

— Też ci dziękuję — szepnęła Maja.

I w tej jednej chwili wiedziała: nawet jeśli czasem coś ucieka pod skrzynię, nawet jeśli wiatr kradnie kapelusz, nawet jeśli wąsy spadają na głowy dyrektorów — nadzieja zawsze znajdzie drogę na światło.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Kulisy
Miejsce za sceną, gdzie przygotowują się aktorzy i przechowuje rekwizyty.
Trocinami
Małe kawałki drewna, które zostają po cięciu drewna lub pracy stolarskiej.
Funambule
Osoba, która chodzi lub występuje na cienkiej linie wysoko nad ziemią.
Trapez
Metalowa poprzeczka zawieszona na linach, po której bujają się akrobaci.
Rekwizytami
Przedmioty używane podczas przedstawienia, które pomagają opowiadać historię.
Konferansjerka
Osoba, która zapowiada numery i mówi do publiczności w trakcie pokazu.
Rozgrzewała
Przygotowywała ciało lub głos przed występem, robiąc ćwiczenia lub dźwięki.
żonglera
Artysta, który podrzuca i łapie kilka przedmiotów naraz, na przykład piłki.
Próba generalna
Ostatnia próba przed prawdziwym pokazem, robiona tak jak na występie.
Asystentów
Ludzie, którzy pomagają artystom podczas występu, robią drobne zadania.
Salut
Uprzejmy ukłon lub gest powitania i podziękowania na scenie.
Cekinowej
Opis materiału ozdobionego małymi błyszczącymi płatkami, które świecą się.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o cyrku dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.