Rozdział 1 — Pomysł, który nie powinien się narodzić
Kuba miał dwanaście lat i nie bał się żadnego wyzwania. Jego tata powtarzał, że Kuba nawet z kamienia potrafiłby zrobić naleśnik! Ale tego popołudnia, gdy wokół bloku pachniało majowym deszczem, Kuba wymyślił coś naprawdę… niemożliwego.
— Kto z was widział kiedyś, żeby cegła pływała? — zapytał z błyskiem w oku, kiedy spotkał się z Julią i Patrykiem na podwórku.
— Tylko w bajkach — prychnęła Julia, poprawiając okulary.
— Albo jak ktoś wrzuci cegłę do zupy — dodał Patryk, łapiąc się za brzuch. — Ale wtedy to nie zupa pływa, tylko wszyscy uciekają!
Kuba rozejrzał się konspiracyjnie.
— Zakład, że sprawię, żeby cegła pływała na wodzie? — szepnął.
Zapadła cisza, którą przerwał śmiech Julki.
— Jeśli ci się uda, zjem własną skarpetę! — zadeklarowała.
Patryk tylko jęknął:
— Kuba, błagam, nie każ nam szukać węża wodnego do pomocy!
Ale Kuba już miał plan. Wyzwanie zostało rzucone.
Rozdział 2 — Laboratorium domowe Kuby
Kuba zabrał swoje "laboratorium" ze schowka na korytarzu: starą wannę, dwa kije od miotły, piankę montażową, siatkę po warzywach, taśmę klejącą i… cudowny worek pomysłów.
Jego mama spojrzała spod byka, kiedy dzieciaki wędrowały przez kuchnię z cegłą i naręczem balonów.
— Dziwię się, że nie przebieracie się jeszcze za astronautów — mruknęła, ale w oczach błyszczał śmiech.
— Cicho, mamo, jesteśmy na tropie rewolucji technicznej! — Kuba puścił do niej oko.
W wannie w ogrodzie chlupotała woda. Kuba zaprezentował swój pierwszy patent:
— Okleimy cegłę warstwą balonów, to musi działać — zadecydował.
Patryk nadął policzki:
— Czyli cegła w balonie to łódź podwodna?
Julia podsumowała z powagą:
— A Kuba to kapitan Nemo.
Balony pękały jeden po drugim, a cegła nawet nie drgnęła. Za to pianka montażowa przykleiła Patrykowi buta do chodnika.
— Cudownie, jestem przyrośnięty do miejsca zbrodni! — kwiknął Patryk. — Kuba, wymyśl coś szybciej, bo zamienię się w kwiat doniczkowy!
Rozdział 3 — Kłopoty rosną niczym drożdże
Po kilku nieudanych próbach (cegła w siatce, cegła na pontonie z plastikowych nakrętek, cegła podwieszana na patyku nad wodą), nastroje w ekipie spadały.
— Chyba jednak twoja cegła zostanie podwodnym mieszkańcem na zawsze — sapnęła Julia, wycierając ręce z taśmy klejącej.
— Nigdy nie mów nigdy! — Kuba rozglądał się za nową inspiracją.
Nagle jego wzrok padł na coś niezwykłego pod krzakiem. Wysunął rękę i wyciągnął… dziwaczny, srebrny gwizdek z napisem "Szeptuś". Był tak lekki, że prawie nie czuł go w dłoni.
— Skąd masz ten gwizdek? — szepnęła Julia.
— Może to magiczny szeptuś, który zna sposoby na niemożliwe? — Patryk zagrał konspiracyjnie.
Kuba uśmiechnął się zawadiacko.
— Nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy!
Rozdział 4 — Szeptuś i tajemnicza instrukcja
Kuba przyłożył gwizdek do ust i spróbował zadąć. Zamiast dźwięku, gwizdek wydał cichy… szept:
— Czynić niemożliwe możliwym, wystarczy myśleć wspólnie i… słuchać uważnie.
Dzieci spojrzały po sobie.
— Może chodzi o to, żeby zamiast upierać się przy jednym rozwiązaniu, wymyślić coś razem? — zaproponowała Julia.
Patryk pstryknął palcami:
— A co, jeśli zrobimy tratwę z patyków i położymy cegłę na środku? Trzyma się na wodzie, ale sama cegła nie pływa…
Kuba rozpromienił się:
— Ale jeśli stworzymy coś, co połączy nasze pomysły? W końcu, kto powiedział, że cegła ma pływać… sama?
I tak zaczęło się wielkie budowanie.
Rozdział 5 — Flota z wyobraźni
Dzieciaki przyniosły podwórkowe skarby: kawałki styropianu, butelki po napojach, deseczkę, która została po karmniku dla ptaków.
— Trzeba równowagi! — tłumaczył Kuba, układając "ponton" z butelek.
Julia wstawiała swoje trzy grosze:
— Zadbajmy o komfort pasażera — cegła dostanie nawet poduszkę z gąbki!
Patryk zadumał się:
— A co, jeśli przypniemy gwizdek? Może będzie szeptał, jak nie zatonąć.
W końcu powstała najdziwniejsza tratwa świata: butelkowy katamaran z deską, poduszką z gąbki i cegłą na środku. Całość spięta była taśmą, sznurkiem i dziecięcym entuzjazmem.
Ostrożnie spuścili tratwę do wanny. Uniosła się! Cegła bujała się dumnie, a cała trójka tańczyła wokół wanny w radosnej krzątaninie.
— PŁYWIE! — ryknął Patryk jak kapitan na okręcie.
— Raczej dryfuje jak pałac z marzeń — stwierdziła Julia.
Szeptuś zamruczał z satysfakcją.
Rozdział 6 — Niespodziany kibic i trudna decyzja
Z okna wychyliła się babcia Kuby.
— Co wy tam za czary robicie? Chcecie mi podkraść cegłę spod prania? — zaśmiała się.
— Babciu, ja tylko sprawdzam, czy twoja cegła będzie pływać, żebyś się nie martwiła, jak kiedyś wpadnie do rzeki! — odkrzyknął Kuba.
Babcia machnęła ręką.
— Tylko mi z tej wanny nie zróbcie basenu!
Zbliżało się podsumowanie wyzwania: Julia miała zjeść skarpetę, jeśli cegła popłynie. Spojrzała na Kube z niepokojem.
— Kuba, myśmy w sumie… trochę oszukali? Przecież cegła sama nie pływa.
Kuba przez chwilę był poważny, po czym puścił oko.
— Ale czy nie najważniejsze jest, że razem daliśmy radę? I nikt nie musiał poświęcić skarpety!
Patryk dodał rozbrajająco:
— Za to zrobiliśmy podwórkowy statek… A gwizdek? Może powinniśmy go zostawić dla innych genialnych pomysłów?
Wszyscy zgodzili się, że Szeptuś zamieszka w skrzynce „znalezisk specjalnych”.
Rozdział 7 — Replay w wersji pantomimy
Gdy zapadł zmierzch, cała trójka siedziała na schodkach, a Kuba wpadł na ostatniego psikusa dnia.
— Zróbmy replay — ale w wersji pantomimy! — zarządził.
Patryk wyciągnął ramiona jak baloniki, Julia udawała dudniącą wannę, a Kuba stał z miną pełną powagi, trzymając wyimaginowaną cegłę. Udawali, jak przekradali się przez kuchnię, jak cegła chlupnęła w wodzie, jak balony pękały jeden po drugim — wszystko bez słowa, ale z śmiechem większym niż podczas całej akcji. Replay sceny z Patrykiem przyklejonym do chodnika rozśmieszył nawet kota sąsiadów.
Na koniec Julia położyła „cegłę” na „tratwie”, wszyscy triumfalnie unieśli ręce, a Patryk dyskretnie zgryzł z nóg wyimaginowaną skarpetę, udając kwaśną minę.
— To była najlepsza misja niemożliwa w naszym życiu! — powiedział Kuba, a w oczach błyszczał mu blask kolejnej przygody.
I chociaż gwizdek szeptał cicho o kolejnych wyzwaniach, Kuba wiedział, że najcenniejsze w całej wyprawie było to, że wszyscy razem… naprawdę się słuchali.