Trwa ładowanie...
Opowieść o niemożliwym wyzwaniu 11-12 lat Czytanie 15 min.

Misja: cicha mediateka i znaczek czytelnika

Czterech chłopców podejmuje w mediatece wyzwanie przejścia całkowicie bezgłośnie, używając sprytu, min i prowizorycznych tłumików, by pokonać zabawne przeszkody.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są czterej chłopcy: Bartek (11 lat) — krótkie brązowe włosy, okrągła twarz, plamka kurzu na czole, siedzi przy kontuarze zwrotów trzymając nieśmiało metalową pękatkę owiniętą starą czapką i patrzy z ulgą na innych; Kuba (11 lat) — blond włosy w nieładzie, chudy, stoi w środku, udaje „brak dźwięku”, ręka w geście uspokajającym, w pogniecionej błękitnej kurtce; Olek (11 lat) — proste czarne włosy, okrągłe okulary, lekko pochylony w lewo, trzyma notes i ołówek, patrzy na pękatkę jak strateg; Michał (11 lat) — jasnobrązowe włosy, piegi, stoi po prawej, ręka przy nosie jakby powstrzymywał śmiech, z małym śladem zakładki na rękawie, winny i rozbawiony zarazem. Miejsce: jasna mediateka malowana farbą, jasne drewniane regały, kolorowe plakaty, miękki dywan, wypolerowany kontuar zwrotów z małym okienkiem i robot sprzątający w tle. Sytuacja: chłopcy wykonali ciche wyzwanie — dyskretnie odłożyli metalową pękatkę owiniętą czapką na kontuar zwrotów, wymienili porozumiewawcze spojrzenia i niemy „high-five”, zamrożone gesty, wstrzymane oddechy — komiczno-uspokajająca atmosfera zwycięstwa. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Tablica „NIE DA SIĘ”

W mediatece pachniało papierem, plastikiem od okładek i czymś jeszcze — jakby kakao próbowało udawać encyklopedię. Między regałami krążyły szeptane rozmowy, kliknięcia klawiatur i groźne spojrzenia pani Ireny, która pilnowała ciszy jak smok skarbu. Tylko że zamiast złota miała pieczątkę „ZWROT”.

Czterech jedenastolatków stało przy tablicy ogłoszeń, na której ktoś przykleił kartkę z wielkim napisem:

„WYZWANIE NIEMOŻLIWE: PRZEJDŹ PRZEZ MEDIATEKĘ, NIE WYPUSZCZAJĄC ANI JEDNEGO DŹWIĘKU. NAGRODA: LEGENDARNY ZNACZEK CZYTELNIKA.”

— Kto to wymyślił? — syknął Bartek, który miał minę, jakby właśnie przełknął kostkę lodu.

— Ktoś, kto nie ma rodzeństwa — odparł Kuba i od razu uśmiechnął się szeroko, bo słowo „niemożliwe” działało na niego jak przycisk „start”.

Olek przyglądał się kartce tak poważnie, jakby analizował plan napadu na skarbiec… tyle że skarbcem był automat do zwrotów.

— A znaczek jest naprawdę legendarny? — spytał Michał. — Czy to jak „legendarna” sałatka w szkolnej stołówce, czyli wszyscy o niej mówią, ale nikt nie widział?

W tym momencie spod biurka pani Ireny wyjrzała pani Zosia, bibliotekarka od multimediów, zawsze z okularami na łańcuszku i z uśmiechem, który wyglądał, jakby właśnie usłyszała najlepszy żart świata.

— Znaczek istnieje — powiedziała cicho, ale tak, że chłopcy usłyszeli. — I dodaje prestiżu. Taki… błyszczący prestiż.

— Oho — mruknął Olek. — To jest pułapka.

— To jest wyzwanie! — szepnął Kuba. — Dobra, wchodzimy. Zero dźwięków. Ani kichnięcia, ani chrupnięcia, ani… — spojrzał na Bartka — ani twojego „ups”.

— Ja nie mówię „ups” — obruszył się Bartek.

W tym samym momencie jego plecak stuknął o regał. „TUK”.

Wszyscy zamarli. Pani Irena podniosła głowę.

Bartek zrobił minę niewinnego aniołka, który przypadkiem spowodował trzęsienie ziemi.

— To… było… w myślach — wyszeptał.

Kuba przyłożył dłoń do ust, jakby trzymał w środku śmiech na sprężynie.

— Dobra — szepnął. — Pierwsza zasada: nie udajemy, że dźwięk był w myślach. Druga: prosimy o pomoc, zanim zaczniemy robić głupoty.

— A trzecia? — spytał Michał.

— Trzecia: jak zaczniemy robić głupoty, to przynajmniej cicho — odparł Olek.

Rozdział 2: Kociołek Ciszy i Niewidzialne Szelesty

Pierwszy odcinek trasy prowadził przez dział komiksów, czyli miejsce, gdzie nawet cisza brzmiała jak „BAM!” i „POW!”, bo każdy miał to w głowie.

Kuba wysunął z kieszeni małą karteczkę i ołówek. Napisał: „MÓWIMY NA PAPIERZE”. Pokazał reszcie.

Bartek skrzywił się, ale przytaknął. Michał ucieszył się, bo zawsze lubił pisać, tylko nie na sprawdzianach. Olek natomiast spojrzał na ołówek jak na narzędzie bardzo niepewne.

— (na kartce) „Ołówek skrzypi” — napisał Olek i podkreślił dwa razy.

Kuba od razu wpadł na pomysł. Wyciągnął z kieszeni gumkę do mazania w kształcie małego krokodyla.

— (na kartce) „Oto KROKODYL TŁUMIK” — napisał.

Wcisnął gumkę pod ołówek i zaczął pisać, opierając grafit o gumkę. Efekt? Nadal było słychać, ale jakby mrówka miała kapcie.

Bartek podniósł kciuk… ale nie mógł powiedzieć „super”, więc zrobił minę, jakby właśnie zobaczył latającego pingwina.

Wtem Michał nieszczęśliwie przewrócił koszyk z zakładkami. Zakładki rozsypały się po podłodze jak kolorowe liście w jesiennym huraganie. Jedna z nich, w kształcie kota, wylądowała na jego nosie.

Michał bezgłośnie zbladł. Wszyscy spojrzeli na panią Irenę.

Pani Irena… nawet nie drgnęła. Była zajęta wlepianiem pieczątki w kartę czytelnika z takim skupieniem, jakby stemplowała paszport do innej galaktyki.

— (na kartce) „ZBIERAĆ JAK NINJA” — napisał Kuba.

Zaczęli zbierać zakładki. Problem był taki, że zakładki były śliskie jak ryby i chętnie uciekały, kiedy się je łapało. Bartek próbował chwycić jedną, ale ta uciekła mu spod palców i poleciała prosto pod wózek z książkami.

Bartek wpełzł pod wózek. Z drugiej strony wózka wyjechał… robot sprzątający, który wyglądał jak naleśnik na kółkach.

Robot stanął, piknął i zaczął jechać w stronę Bartka.

Bartek szeroko otworzył oczy. Bez dźwięku krzyknął tak mocno, że prawie było to słychać.

Kuba błyskawicznie napisał: „NIE PANIKUJ”.

Olek dopisał: „PANIKA JEST GŁOŚNA”.

Michał uniósł zakładkę-kota, jakby to była karta przetargowa. I wtedy zrobił coś genialnego: położył zakładkę na drodze robota. Robot wjechał na nią, zakładka przykleiła się do jego szczotki i robot zaczął ją obracać, jakby tańczył walca z papierowym kotem.

Wózek ani drgnął. Bartek wyczołgał się z triumfalną miną, ale też z kurzem na czole.

— (na kartce) „JESTEM NINJA, TYLKO TROCHĘ KURZOWY” — napisał Bartek.

Kuba ledwo powstrzymał śmiech. Wyszło mu z nosa krótkie „pff”.

Czterech chłopców znów zamarło.

Pani Irena spojrzała w ich stronę.

Kuba szybko udawał, że kaszle w myślach.

Pani Irena zmrużyła oczy, ale wróciła do stemplowania. Napięcie opadło jak balon, z którego ktoś wypuścił… ciszę.

Rozdział 3: Zadanie z Półki „Najbardziej Skrzypiąca”

Kolejny etap wyzwania wisiał na małej strzałce z napisem „DALEJ”. Strzałka prowadziła do półek z audiobookami i płytami.

Na końcu alejki stała pani Zosia, jakby czekała specjalnie na nich. W dłoniach trzymała pudełko z napisem: „Test niemożliwy: ZRÓB COŚ, CO NORMALNIE ROBI HAŁAS, ALE TAK, ŻEBY NIKT NIE USŁYSZAŁ”.

Podsunęła im pudełko i szeptem, który brzmiał jak piórko spadające na dywan, powiedziała:

— W środku jest „głośny przedmiot”. Macie go przetransportować na ladę zwrotów. Bez dźwięku. I bez biegania, bo bieganie też brzmi.

Chłopcy spojrzeli na siebie. Kuba przytaknął, jak dowódca misji. Olek zrobił minę: „to się źle skończy”. Michał był ciekawy jak detektyw. Bartek… wyglądał, jakby już miał na języku „ups”.

Kuba otworzył pudełko.

W środku leżała… metalowa pękatka na wodę. Taka, którą można przypadkiem uderzyć i wtedy robi „DING!”, jakby ogłaszała rozpoczęcie turnieju rycerzy.

— (na kartce) „TO DZWON” — napisał Olek.

— (na kartce) „TO PUŁAPKA NA PALCE” — dopisał Bartek.

Michał spojrzał na gumkę-krokodyla, potem na swoją bluzę z kapturem.

I napisał: „OPAKOWAĆ”.

Kuba od razu zrozumiał. Zdjęli bluzy (każdy po trochu się pocił ze stresu), owinęli pękatkę w trzy warstwy materiału jak w naleśnika z nadzieniem „cisza”. Olek dołożył jeszcze chusteczkę higieniczną, bo uznał, że chusteczka jest jak poduszka dla dźwięku.

— (na kartce) „TERAZ TO JEST CICHY BURRITO” — napisał Kuba.

Bartek niósł „burrito” ostrożnie, jakby w środku spało bardzo wrażliwe stworzenie. Zrobili pierwszy krok.

I wtedy… podłoga zaskrzypiała. „KRRR”.

Wszyscy spojrzeli w dół. Płyta w podłodze była luźna i skrzypiała jak stara huśtawka.

— (na kartce) „PÓŁKA NAJbardziej SKRZYPIĄCA” — napisał Michał i dorysował czaszkę.

Kuba rozejrzał się. Obok stał regał z poduszkami do czytania, które mediateka wypożyczała „dla komfortu”. Poduszki leżały jak kolorowe chmury.

Kuba napisał: „DROGA Z PODUSZEK”.

Zaczęli układać poduszki na skrzypiącej części podłogi, tworząc cichą kładkę. Olek testował każdą poduszkę palcem, jak naukowiec badający grzyby.

Bartek przeszedł po poduszkach z „burrito”. Ani jednego „ding”. Michał podążał za nim, robiąc miny, które wyglądały jak pantomima w zwolnionym tempie. Kuba zamykał pochód.

W połowie drogi jedna poduszka uciekła, bo była śliska jak ryba. Zsunęła się i zaczęła wolno spadać z kładki.

Kuba rzucił się, żeby ją złapać.

Złapał.

Tylko że jego łokieć dotknął regału z płytami.

„BRZDĘK”.

Płyty zatrzęsły się. Jedna wysunęła się o milimetr. Ten milimetr brzmiał jak alarm w głowie Kuby.

Pani Irena podniosła głowę.

Kuba znieruchomiał, trzymając poduszkę jak tarczę.

Pani Irena spojrzała, po czym… odchrząknęła cichutko.

— Chłopcy — powiedziała półgłosem. — To mediateka, nie poligon. Ale… poduszki na podłodze są… zaskakująco sprytne.

I wróciła do pieczątek.

Kuba wypuścił powietrze nosem, prawie jak balonik, który próbuje być kulturalny.

Rozdział 4: Prośba o Pomoc i Słownik Min

Na końcu kładki czekała kolejna kartka: „BEZ POMOCY NIE DASZ RADY. POPROŚ.”

Kuba uniósł brwi.

— (na kartce) „KOGO?” — napisał Bartek.

Olek pokazał dyskretnie na panią Zosię, która akurat ustawiała w komputerze playlistę „dźwięki lasu”.

Kuba podszedł do niej i napisał na kartce: „POTRZEBUJEMY CICHYCH WSKAZÓWEK”.

Pani Zosia uśmiechnęła się tak, jakby właśnie dostała rolę w filmie szpiegowskim.

— Oczywiście — szepnęła. — Ostatni etap jest najtrudniejszy. Musicie dostarczyć „ciche burrito” na ladę zwrotów… ale po drodze miniecie „Strefę Prób Mikrofonu”.

— (na kartce) „CO TO?” — napisał Michał.

Pani Zosia wskazała salę obok. Przez szybę widać było klasę, w której ktoś testował sprzęt: mikrofon, głośniki, kable. Na stole leżał plakat „Warsztaty podcastu: Twój głos ma moc!”.

— Dzisiaj uczą się nagrywania — szepnęła pani Zosia. — Jeśli coś zadzwoni, zadźwięczy albo… jeśli ktoś kichnie, mikrofon to wyłapie, a potem puści na głośniki. Będzie… bardzo słyszalnie.

Bartek przełknął ślinę tak ostrożnie, jakby to była operacja chirurgiczna.

— I tu jest moja pomoc — dodała pani Zosia. — Macie przejść obok sali, używając… słownika min. Bez słów. Jeśli instruktor spyta, co robicie, odpowiadacie twarzą.

— Twarzą? — wyszeptał Kuba, ale szybko zorientował się, że to też jest dźwięk, więc zrobił minę „to był wiatr”.

Pani Zosia podała im kartkę z narysowanymi buźkami: „Przepraszam”, „To nie ja”, „Jestem statuetką”, „Zgubiłem dźwięk”, „Proszę nie pytać”.

— Wybierzcie po dwie miny na osobę — szepnęła.

Chłopcy ćwiczyli. Bartek wyszło „Jestem statuetką” tak dobrze, że wyglądał jak pomnik ziemniaka. Michał miał świetne „Przepraszam”, bo potrafił robić oczy jak szczeniak. Olek opanował „To nie ja” do perfekcji — jego twarz krzyczała „to na pewno kosmici”. Kuba wziął „Zgubiłem dźwięk” i „Proszę nie pytać”, bo to były miny lidera, który wie, że sytuacja jest absurdalna, ale idzie w to.

— (na kartce) „JESTEŚMY GOTOWI NA TEATR CISZY” — napisał Kuba.

Pani Zosia kiwnęła głową.

— Powodzenia. I pamiętajcie: autoironia to najlepszy tłumik.

Olek spojrzał na Kubę i napisał: „CO TO ZNACZY?”

Kuba dopisał: „ŻE JAK COŚ PÓJDZIE ŹLE, TO ŚMIEJESZ SIĘ Z SIEBIE, ZANIM ŚWIAT ZACZNIE.”

Bartek dopisał: „ALE CICHO.”

Rozdział 5: Strefa Mikrofonu i Najgroźniejszy Bąbel

Zbliżyli się do sali podcastowej. Drzwi były uchylone. W środku instruktor mówił do mikrofonu:

— Test, test. Czy słychać? Raz, dwa, trzy…

Głośniki odpowiedziały: „Raz, dwa, trzy…” i zabrzmiało to tak, jakby sala mówiła sama do siebie.

Chłopcy ruszyli na palcach. Bartek trzymał „burrito” na wyciągniętych rękach. Wyglądał jak kelner niosący królewską zupę, której nie wolno rozchlapać.

Nagle Michał zatrzymał się i zrobił minę, jakby zobaczył ducha. Wskazał na swój brzuch.

— (na kartce) „BĄBEL” — napisał.

Kuba spojrzał. Michał miał w brzuchu bąbla śmiechu, który próbował uciec, bo cała sytuacja była zbyt komiczna: ninja na poduszkach, burrito z butelki, słownik min… To było jak film, który ktoś puścił bez dźwięku.

Michał zacisnął usta. Jego policzki nabrzmiały.

Olek napisał błyskawicznie: „NIE WYPUŚĆ!”

Bartek dopisał: „TRZYMAJ W ŚRODKU JAK SEKRET!”

Michał kiwnął głową. A potem… bąbel postanowił zrobić salto.

Z jego nosa uciekło ciche „hyk”.

W tej samej chwili głośniki w sali podcastowej złapały to jak rybak wielką rybę.

„HYK!” — powtórzyły głośno, nienaturalnie donośnie.

Instruktor zamilkł.

— Co to było? — spytał.

Chłopcy zamarli.

Kuba natychmiast zastosował minę „Zgubiłem dźwięk”. Wyglądał, jakby szukał swojego głosu pod butem.

Bartek zrobił „Jestem statuetką” tak mocno, że prawie zamienił się w mebel.

Olek dał „To nie ja” z taką mocą, że winę poczuł nawet robot sprzątający w innym dziale.

Michał, sprawca „hyk”, zrobił minę „Przepraszam” i jednocześnie wskazał na… stojący obok kosz z balonami promocyjnymi (mediatka miała dzień otwarty). Kosz był pełen balonów, które ocierały się o siebie cichutko.

Instruktor spojrzał na balony.

— Pewnie balon trzasnął o kosz — mruknął. — Dobra, test dalej.

Chłopcy powoli ruszyli, a Michał napisał na kartce: „MÓJ NOS MA GŁOŚNIKI”.

Kuba dopisał: „MÓJ PLAN TEŻ PRAWIE MIAŁ GŁOŚNIKI”.

Olek: „NIE ŚMIEJĘ SIĘ. TYLKO USTA MI UCIEKAJĄ.”

Bartek: „JAK WYGRAMY, TO MÓJ POMNIK ZIEMNIAKA DOSTAJE ZNACZEK.”

Doszli do lady zwrotów. Został ostatni metr.

I wtedy „ciche burrito” nagle zaczęło się wysuwać z materiału, bo bluza Bartka była śliska od stresu. Metal błysnął jak oko robota.

Bartek zrobił oczy jak spodki. „DING” wisiało w powietrzu, niewidzialne, gotowe skoczyć.

Kuba nie mógł krzyknąć. Nie mógł nawet szepnąć.

Zrobił więc coś, co wyglądało głupio, ale działało: podstawił pod „burrito” swoją czapkę, którą nosił w kieszeni (bo w mediatece czapka na głowie oznaczała „pirat”, a piraci byli podejrzani).

Czapka złapała pękatkę jak hamak. Metal uderzył w materiał i… nie wydał prawie żadnego dźwięku. Tylko miękkie „puf”, jakby ktoś przytulił chmurę.

Bartek bezgłośnie opadł na krzesło.

Michał napisał: „CZAPKA URATOWAŁA ŚWIAT”.

Olek: „CZAPKA JEST BOHATEREM”.

Kuba: „A MY JESTEŚMY… W MIARĘ.”

Rozdział 6: Znaczek, Śmiech i High-Five

Pani Zosia podeszła do nich z tajemniczym pudełkiem. Otworzyła je i wyjęła cztery małe znaczki. Błyszczały, jakby ktoś zamknął w nich kawałek złotego popołudnia.

— Gratulacje — szepnęła. — Przeszliście „niemożliwe”.

Wszyscy spojrzeli na znaczki jak na trofea, ale też jak na dowód, że czasem „niemożliwe” ma słabą kondycję i łatwo się męczy.

Pani Irena podeszła bliżej. Zamiast groźnego spojrzenia miała kącik ust uniesiony o milimetr, co u niej było jak wybuch fajerwerków.

— Widziałam wasze poduszki — powiedziała cicho. — I wasze… miny. Szczególnie pomnik ziemniaka.

Bartek zrobił półukłon, nadal bez słów.

Kuba wziął kartkę i napisał: „PRZEPRASZAMY ZA… WSZYSTKO, CO PRAWIE BRZMIaŁO”.

Pani Irena przeczytała, a potem odpowiedziała szeptem:

— Autoironia. Bardzo dobrze. Kto umie się z siebie śmiać, temu łatwiej nie narobić hałasu.

Michał napisał: „JA SIĘ ŚMIAŁEM NOSEM”.

— Zauważyłam — odparła pani Irena i tym razem uśmiech był już wyraźny.

Chłopcy przypięli znaczki do plecaków. Metalowe, błyszczące kółeczka wyglądały jak małe medale za „Przetrwanie Ciszy”.

Kuba spojrzał na resztę.

— No to co? — wyszeptał odruchowo, po czym natychmiast zrobił minę „to był wiatr”.

Olek napisał szybko: „OSTATNI ELEMENT: HIGH-FIVE”.

Bartek uniósł dłoń. Michał uniósł dłoń. Olek uniósł dłoń. Kuba uniósł dłoń.

Zamachnęli się bardzo ostrożnie, żeby nie zrobić „KLAP”.

Uderzyli więc… palcami w palce, superdelikatnie, jak cztery motyle przybijające piątkę.

Wyszło cichutkie „tik”.

Wszyscy popatrzyli na siebie.

— Najcichszy high-five świata — wyszeptał Bartek.

I tym razem nawet pani Irena pozwoliła sobie na krótkie, kontrolowane parsknięcie śmiechu.

„Pff.”

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Mediatece
Miejsce z książkami, płytami i komputerami, podobne do biblioteki multimediów.
Encyklopedię
Książka z informacjami o wielu tematach, ułożona zazwyczaj alfabetycznie.
Pieczątkę
Mały przedmiot do stemplowania znaku na kartce papieru.
Niemożliwe
Coś, co wydaje się nie dać się zrobić lub bardzo trudno wykonać.
Pękatka
Okrągły, trochę gruby metalowy pojemnik o zaokrąglonym kształcie.
Tłumik
Przedmiot lub część, która zmniejsza dźwięk lub stłumia hałas.
Autoironia
śmiech z samego siebie, patrzenie na własne błędy z humorem.
Pantomima
Opowiadanie historii tylko ruchem ciała, bez użycia słów.
Salto
Obrót lub przewrót ciałem w powietrzu, do przodu lub do tyłu.
Prestiżu
Szacunek i poważanie, które ktoś lub coś budzi u innych ludzi.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

przyjaźń współpraca pomoc wyzwanie robot biblioteka

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o niemożliwych wyzwaniach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.