Rozdział 1. Skrzypiące podłogi i cień w oknie
Szymon miał jedenaście lat i najczęściej powtarzał, że nie boi się niczego, oprócz pająków i... dziwnych dźwięków w nocy. Mieszkał razem z mamą i starszą siostrą w starym, drewnianym domu na skraju lasu. Dom był pełen zakamarków, szafek, wąskich korytarzy i – co najważniejsze – skrzypiących podłóg.
Pewnego wieczoru, kiedy zapadła już głęboka ciemność, Szymon leżał w łóżku, słuchając, jak deszcz uderza w szybę. Wtedy właśnie znów to usłyszał: skrzypienie, ciche, jakby ktoś powoli stąpał po korytarzu. Pomyślał, że to pewnie siostra wraca z łazienki, ale po chwili do jego pokoju dotarł szept:
— Szymonie… słyszysz to?
To była Zosia. Przyszła cicho jak kot i usiadła na brzegu łóżka.
— Słuchaj… — wyszeptała. — Od kilku dni słyszę, jak coś chodzi po domu, kiedy wszyscy śpią. Myślisz, że to duchy?
Szymon uśmiechnął się niepewnie.
— Duchy nie istnieją. Może to wiatr, albo podłoga… — Przerwał, bo nagle, tuż pod ich pokojem, coś zaskrzypiało wyjątkowo głośno.
Oboje zamilkli.
— Może sprawdzimy, co to? — zaproponował Szymon, chcąc ukryć własny strach.
Zosia skinęła głową. Razem, na palcach, ruszyli w stronę drzwi. Po drodze Szymon zabrał latarkę – na wszelki wypadek.
Rozdział 2. Hipoteza i stare portrety
Korytarz był ciemny jak smoła, a każda deska zdawała się skrzypieć głośniej niż zwykle. Szymon, mimo lęku, próbował zachować zdrowy rozsądek.
— Musimy to zbadać, Zosiu. Myślę, że jeśli podłoga skrzypi tylko w nocy, to może temperatura sprawia, że drewno się rozszerza albo kurczy. To tylko nauka! — wyjaśniał, choć w głębi duszy nie był tego taki pewien.
— Albo to ktoś, kto nie chce, żebyśmy spali spokojnie — wyszeptała Zosia, przytulając się do brata.
Zeszli schodami na dół. Latarka oświetliła ścianę, na której wisiały stare, lekko wyblakłe portrety przodków. Ich oczy wydawały się śledzić każdy krok rodzeństwa.
— Babcia mówiła, że ten dom skrywa tajemnice — przypomniała sobie Zosia.
Wtem latarka zamigotała i światło padło na drzwi prowadzące do piwnicy. Były lekko uchylone.
Szymon poczuł, jak serce wali mu jak młot. Zosia ścisnęła go za rękę.
— Może tam ktoś jest… — szepnęła.
— Albo coś — dodał Szymon, próbując się nie trząść.
Wzięli głęboki oddech i razem podeszli do drzwi.
Rozdział 3. Tajemnica piwnicy
Schody do piwnicy były strome i skrzypiące. Powietrze pachniało starością i kurzem. Szymon oświetlił latarką zagracone półki, puste słoiki i… stare skrzynie.
Nagle coś zaszeleściło w kącie. Zosia schowała się za plecami brata.
— Kto tu jest? — zapytał Szymon głośniej, niż zamierzał.
Cisza.
Tylko krople wody spadające do miski i… cichy płacz?
— Słyszysz? — szepnęła Zosia.
Szymon skinął głową. Zbliżyli się do skrzyni, z której dobiegał dziwny dźwięk. Ostrożnie otworzyli wieko. W środku, wśród starych zabawek, leżała porcelanowa lalka o potarganych włosach. Jej oczy były szeroko otwarte, a usta rozchylone, jakby zatrzymała się w półkrzyku.
I wtedy Szymon zauważył, że pod lalką leży stara kartka. Podniósł ją i przeczytał na głos:
— „Nie pozwólcie odejść światłu. Tu, gdzie cień rośnie, budzi się to, co zapomniane”.
Zosia zadrżała.
— Może powinniśmy wrócić do łóżka… — zaproponowała.
Ale Szymon wyczuł, że to dopiero początek zagadki.
Rozdział 4. Cień za drzwiami
Tej nocy nie udało im się zasnąć. Szymon nie mógł przestać myśleć o tajemniczej kartce. Był pewien, że musi być jakiś logiczny powód tych wszystkich dziwnych wydarzeń.
Nad ranem, gdy dom cicho skrzypiał w półśnie, Szymon usłyszał kolejny dźwięk. Tym razem był inny – jakby ktoś pazurami drapał podłogę pod jego łóżkiem.
Usiadł, nasłuchując. Zosia spała, zwinięta w kłębek. Szymon poczuł, że musi sprawdzić, co się dzieje.
Delikatnie podniósł koc i zajrzał pod łóżko. Nic. Ale wtedy usłyszał trzask drzwi na strych.
— Muszę to sprawdzić — postanowił.
Z latarką w dłoni, powoli wspiął się po schodach na strych. Drzwi były otwarte na oścież, a w środku panował gęsty, zimny mrok.
W samym rogu stała stara szafa. Nagle jej drzwi drgnęły.
— Halo? — Szymon ledwo powstrzymał drżenie głosu.
Nic. Tylko zimny powiew i cień, który poruszył się tuż za nim.
Rozdział 5. Oko w szafie
Szymon zebrał się na odwagę i podszedł do szafy. W środku, pośród starych ubrań, zobaczył… błyszczące oko. Przez chwilę był pewny, że to potwór, ale po chwili zdał sobie sprawę, że to tylko odbicie światła w starym, pękniętym lustrze.
Ulga była jednak krótka. W lustrze odbijało się coś jeszcze: ciemna postać stojąca za jego plecami. Odwrócił się gwałtownie, ale nikogo nie było.
Zadrżał, ale wtedy zauważył leżący na podłodze zeszyt. Otworzył go. Na pierwszej stronie, dziecięcym pismem, ktoś napisał: „Jeśli znajdziesz ten zeszyt, nie jesteś sam. Cień boi się światła, ale też samotności”.
Szymon poczuł, że łamigłówka zaczyna mieć sens.
Wrócił do pokoju i obudził Zosię.
— Musimy rozwiązać tę zagadkę. Myślę, że cień, który się pojawia, szuka kogoś, z kim mógłby być. Może dlatego wszystko dzieje się, kiedy czujemy się samotni i boimy się ciemności?
Zosia spojrzała na niego z powątpiewaniem, ale wiedziała, że Szymon ma rację.
Rozdział 6. Próba odwagi
Kolejnej nocy rodzeństwo postanowiło przeprowadzić eksperyment. Zostali w pokoju, ale nie gasili światła. Usiadły razem na łóżku, trzymając się za ręce.
— Jeśli cień boi się światła i samotności, to może wystarczy, że będziemy razem? — zastanawiał się Szymon na głos.
Nagle na ścianie pojawił się długi, czarny cień. Przypominał postać człowieka, ale był rozmazany i nierealny.
— Nie bój się — zwrócił się do niego Szymon, czując, jak serce bije mu szybciej. — Nie jesteś sam.
Cień zatrzymał się i przez chwilę wydawało się, że zadrżał. Zosia, mimo strachu, powiedziała:
— Możesz zostać z nami, jeśli chcesz.
Cień powoli zbliżył się do nich i… przytulił ich swoimi chłodnymi ramionami. W tej samej chwili dom ucichł, a skrzypiące podłogi przestały jęczeć.
Rozdział 7. Światło nadziei
Następnego ranka dom wydawał się inny. Cichszy, jakby odpoczywał po długiej, nieprzespanej nocy. Szymon i Zosia spojrzeli na siebie z ulgą.
— Myślisz, że cień już nie wróci? — zapytała Zosia.
— Może wróci, ale już się go nie boję. Wiem, że nie chce nam zrobić krzywdy. On po prostu nie chce być sam — odpowiedział Szymon.
Mama weszła do pokoju i przytuliła oboje mocno.
— Coś się zmieniło w tym domu, prawda? — zapytała z uśmiechem.
— Tak, mamo. Już się nie boimy — powiedział Szymon, odwzajemniając uścisk.
Tego dnia dom był pełen światła – nie tylko tego z okien, ale też tego, które płynęło z ich serc.
Rozdział 8. Echa przeszłości
Wieczorem rodzeństwo jeszcze raz zeszło do piwnicy. Lalka leżała spokojnie w skrzyni, a kartka, którą znaleźli, stała się jakby mniej straszna. Szymon schował ją do kieszeni.
— Myślisz, że cień był kiedyś kimś, kto mieszkał w tym domu? — spytała Zosia.
— Może. Ale teraz wie, że nie jest sam, bo mamy siebie — odpowiedział Szymon.
Wrócili na górę, gdzie mama czekała z kakao i kocem. Przytulili się wszyscy razem na kanapie. Deszcz już nie stukał w szybę tak groźnie, a skrzypiące podłogi brzmiały jak melodia bezpieczeństwa.
I choć cień czasem jeszcze zatańczył na ścianie, Szymon wiedział, że nie ma się czego bać. Bo dopóki byli razem, żaden mrok nie był zbyt straszny.