Część 1
W małym, cukierkowym domku na skraju Lasu Lśniących Liści mieszkała czarownica o imieniu Mela. Miała kapelusz jak naleśnik i miotłę, która czasem kichała. Mela lubiła żarty. Uczyła się też czarów. Uczyła się szybko. Czasem aż za szybko.
Obok niej mieszkali pomocnicy, czyli familiari. Był kot Puszek, okrągły jak bułka. Była sowa Piórka, która myliła „hu-hu” z „ha-ha”. Był też żabek Klap, który klaskał łapkami, gdy się cieszył.
Tego ranka Mela włożyła fartuszek w groszki i powiedziała:
„Dziś zrobię czar, który sprząta kuchnię sam!”
Puszek przeciągnął się i mruknął:
„Miau. A czy czar zrobi też naleśniki?”
„Może!” zaśmiała się Mela. „Najpierw sprzątanie. Potem naleśniki. Trzymamy plan!”
Na stole stał wielki garnek. W garnku było trochę kurzu, trzy okruszki i… jedna skarpetka. Nikt nie wiedział, skąd się wzięła.
Mela wyjęła różdżkę. Różdżka była różowa i miała na końcu gwiazdkę. Mela zamknęła jedno oko, jakby celowała w bańkę mydlaną, i rzekła:
„Abrakadabra, plim-plam, niech się sprząta tu i tam!”
Garnek zabulgotał: „Bulu-bulu!”
Skarpetka podskoczyła: „Hup!”
A miotła kichnęła: „Apsik!”
I wtedy… zamiast sprzątać, wszystkie rzeczy zaczęły tańczyć w kółko. Łyżka kręciła piruety. Ściereczka robiła fikołki. Okruszki skakały jak popcorn.
Piórka zrobiła wielkie oczy.
„Hu-hu… a raczej ha-ha! To sprzątanie jest bardzo wesołe!”
„To chyba nie tak miało być,” powiedziała Mela. Ale uśmiechnęła się, bo łyżka właśnie ukłoniła się jak na scenie.
Puszek wskoczył na krzesło.
„Miau! Tańczący okruszek! Patrzcie!”
Okruszek rzeczywiście tańczył. I jeszcze do tego próbował śpiewać:
„Okru-szek, okru-szek, hop-sa-sa!”
Mela klasnęła raz.
„Dobrze. Spokojnie. Poprawimy zaklęcie. Damy radę.”
Klap pokiwał głową i zaklaskał łapkami.
„Klap-klap! Jeszcze raz! Jeszcze raz!”
Mela wzięła głęboki oddech.
„Najpierw skupienie,” szepnęła. „Uczę się szybko, ale muszę też sprawdzać.”
Zajrzała do swojej książki czarów. Książka była gruba i pachniała kakao. Na stronie było napisane: „Zaklęcie Sprzątasio. Uwaga: nie mylić z Zaklęciem Tańczysio.”
Mela parsknęła śmiechem.
„Ojej! Pomyliłam! To dlatego wszystko tańczy!”
„To co teraz?” zapytał Puszek, liżąc łapkę.
„Teraz próbujemy Sprzątasio,” powiedziała Mela. „I nie poddajemy się.”
Część 2
Mela podwinęła rękawy. Piórka usiadła na oparciu krzesła. Klap stanął obok garnka jak mały trener.
Mela przeczytała powoli:
„Sprzątasio, sprzątasio, zbierz brudek w jedno miejsce, proszę grzecznie.”
Powoli. Bardzo powoli. I jeszcze raz w myślach. Mela lubiła uczyć się szybko, ale teraz ćwiczyła cierpliwość.
Podniosła różdżkę.
„Sprzątasio!” powiedziała wyraźnie.
Chwilę było cicho. A potem kurz zadrżał jak puch. Okruszki przestały śpiewać i ustawiły się w rządek. Ściereczka przestała fikać i grzecznie złożyła się na pół. Łyżka usiadła, jakby była zmęczona tańcem.
„Ooo!” powiedziała Piórka. „Hu-hu… tym razem to chyba działa!”
I działało, ale… tylko trochę. Kurz zwinął się w kulkę i poturlał pod stół. Okruszki poszły za nim jak kaczuszki: tup-tup-tup. Skarpetka też poszła. Skarpetka wyglądała na bardzo dumą.
Puszek zajrzał pod stół.
„Miau. Tam jest teraz mała górka. Górka kurzu i górka skarpetki.”
„To już prawie sukces,” powiedziała Mela. „Prawie. Jeszcze krok.”
Mela nie złościła się. Uśmiechnęła się, poprawiła kapelusz-naleśnik i powiedziała:
„Kiedy coś nie wychodzi, próbujemy jeszcze raz. Raz. Dwa. Trzy.”
Klap zaklaskał:
„Klap-klap! Raz! Dwa! Trzy!”
Tym razem Mela dodała mały, ważny dodatek:
„Sprzątasio… do wiaderka!”
W kącie stało wiaderko w kształcie dyni. Dynia miała namalowany uśmiech.
Różdżka błysnęła: „Pik!”
Kurz i okruszki podskoczyły.
„Hop!”
I… wślizgnęły się do dyni-wiaderka jak do domku. Ściereczka sama wytarła stół: raz, dwa, raz, dwa. Łyżka wskoczyła do szuflady i zamknęła ją delikatnie: „klik”.
Została tylko skarpetka.
Skarpetka westchnęła, jakby mówiła: „Och!”
I uciekła pod krzesło.
Puszek ją złapał bardzo ostrożnie.
„Miau. Skarpetka jest dzika.”
„Spokojnie,” zaśmiała się Mela. „Skarpetki też chcą zabawy. Ale teraz czas na porządek.”
Mela szepnęła do skarpetki:
„Hej, skarpetko. Chodź do kosza na pranie. Tam jest miękko.”
Skarpetka poruszyła palcami, jakby kiwała głową, i poszła. Tup. Tup. Tup.
Wskoczyła do kosza i… zrobiła fikołek na pożegnanie.
Piórka zachichotała:
„Ha-ha! To był ostatni fikołek!”
Część 3
Kuchnia lśniła. Stół błyszczał. Dynia-wiaderko mrugała zadowolone. Mela oparła się o blat i powiedziała:
„Uff. Udało się. Nie od razu, ale udało się.”
„Bo próbowałaś,” mruknął Puszek. „I nie uciekłaś przed kurzem.”
„I nie krzyczałaś na okruszki,” dodała Piórka. „To bardzo miłe.”
Klap podskoczył:
„Klap-klap! Wytrwałość! To trudne słowo, ale fajne!”
Mela uśmiechnęła się szeroko.
„Wytrwałość to takie: próbuję jeszcze raz, nawet gdy coś tańczy.”
Wszyscy roześmiali się cicho. Nawet miotła zachichotała i… kichnęła.
„Apsik!”
Z półki spadło jedno piórko. Piórka spojrzała na nie i powiedziała:
„Hu-hu… niech i ono trafi do dyni-wiaderka.”
Mela machnęła różdżką malutko, tylko odrobinkę.
„Sprzątasio… pyk.”
Piórko grzecznie poleciało do wiaderka.
„Teraz naleśniki?” zapytał Puszek z powagą.
„Teraz naleśniki,” zgodziła się Mela. „Ale bez Tańczysia.”
Rozbiła jajko do miski. Jajko zrobiło: „plask”. Mąka posypała się jak śnieg. Mela zamieszała i nuciła:
„Mieszaj, mieszaj, raz i dwa.”
Klap mieszał ogonkiem w powietrzu, jakby pomagał. Piórka wachlowała skrzydłem, żeby było szybciej. Puszek pilnował patelni jak ważny strażnik.
Naleśniki wyszły złote jak słońce. Mela podała je na talerzu z dżemem malinowym.
„Za udane sprzątanie!” powiedziała.
„Za cierpliwość!” dodała Piórka.
„Za okruszki, które już nie śpiewają!” zaśmiał się Puszek.
Zjedli spokojnie, w cieple i wesołości. A kiedy na stole został mały okruszek, Mela tylko mrugnęła.
„Sprzątasio,” szepnęła.
Okruszek grzecznie hopnął do dyni-wiaderka.
Mela pogłaskała Puszka i powiedziała cicho:
„Uczę się szybko. I żartuję szybko. Ale najważniejsze, że nie przestaję próbować.”
Za oknem liście szeleściły jak miękka kołderka. W domku było cicho i miło. I nic nie było straszne. Nawet kurz, bo teraz wiedział, gdzie jest jego miejsce.