Trwa ładowanie...
Opowieść o wiośnie 11-12 lat Czytanie 11 min.

Fruzia i pierwsza zielona kropka w szkolnym ogródku

Fruzia i jej przyjaciele sadzą nasionko w szkolnym ogródku, ucząc się cierpliwości, współpracy i dostrzegania małych znaków wiosny.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Fruzia, mała skrzydlata istotka przypominająca słodkiego liska, delikatnie się uśmiecha i patrzy na malutki zielony pęd; złociste futerko, duże okrągłe orzechowe oczy, małe przezroczyste skrzydła, kuca trzymając delikatnie mini metalową konewkę jasnoniebieską. Gromek, drugoplanowa postać jaszczurki o krępej budowie, ma zaintrygowany, lecz powściągliwy wyraz, szaro-niebieskie łuski, siedzi po lewej stronie Fruzi, ogon zwinięty, obserwuje pęd. Pipi, drugoplanowa kulista puchata postać bladoróżowa, z iskrzącymi zielonymi oczami, po prawej Fruzi, pochylona do przodu trzyma duży zielony ołówek, zachwycona. Melon, drobny okrągły miś o kremowej sierści, uśmiechnięty spokojnie, trzyma starą drewnianą tabliczkę z rysunkiem marchewki, stoi za resztą. Miejsce: szkolny ogród o wilgotnej brązowej ziemi z rzędami żwiru i małymi rowkami z wodą, zużyte drewniane skrzynie, słupek z ręcznie malowaną tabliczką i pastelowe poranne niebo różowo‑żółte w tle. Główna scena: zwierzęce dzieci świętują pierwszy zielony kiełek przebijający ziemię, spokojna atmosfera, żywe kolory w stylu pop-art, wyraźne kontrasty, miękkie poranne światło, kompozycja skupiona na pędzie i zachwyconych twarzach. zgłoś problem z tym obrazem

1. Zapach mokrej ziemi

Wiosna przyszła cicho, jakby na palcach. Śnieg zniknął z zakamarków szkolnego podwórka, a powietrze pachniało wodą po roztopach i świeżą ziemią. Na parapecie w korytarzu stały doniczki, a w nich brązowe grudki, które wyglądały jak czekoladowe okruszki.

Fruzia, mały skrzydlaty stworek o futerku w kolorze miodu, przysiadła na brzegu jednej z doniczek i poruszyła wąsikami.

— Czujecie? — szepnęła do roślinnych etykietek, jakby to były jej stare znajome. — To jest zapach „zaraz coś się obudzi”.

W środku, w wielkiej sali, gdzie zwykle słychać było skrzypienie krzeseł i szelest kartek, panowała teraz inna muzyka: kapanie z rynny i świergot, który co chwilę wpadał przez uchylone okno. Fruzia lubiła, gdy świat zmieniał się powoli, a ona mogła zauważyć każdy drobiazg: jak kałuża ma inną barwę w słońcu, jak mech robi się bardziej zielony, jak wiatr niesie pyłek i obietnicę.

Najbardziej jednak lubiła to, co miało się wydarzyć w szkolnym ogródku warzywnym. Tam ziemia była najprawdziwsza: ciepła, lekko wilgotna, szorstka pod pazurkami.

— Dzisiaj sadzę nasionko — powiedziała do siebie z dumą. — I zrobię to porządnie.

2. Nasionko w kieszeni

Fruzia miała w kieszeni płóciennej torebki małe, gładkie nasionko. Nie było ani złote, ani świecące. Zwykłe, brunatne, niepozorne. A jednak dla Fruzi było jak tajemnica w miniaturze.

W szkolnym ogródku czekały już jej koleżanki i koledzy: łuskowaty Gromek, który zawsze udawał, że nic go nie zachwyca, puchata Pipi o oczach jak dwa zielone groszki oraz Melon, okrągły i ciężkawy, ale za to niezwykle delikatny w ruchach.

— Co tam masz? — zapytał Gromek, zadzierając pysk.

— Nasionko. Będę je sadzić — odparła Fruzia i uniosła brodę, jakby mówiła o wielkim wynalazku.

Pipi podskoczyła.

— Ja też chcę! Ale… ja się boję, że je zgniotę.

— Nie zgniatasz, tylko prosisz ziemię, żeby je przyjęła — wyjaśniła Fruzia. — Patrzcie.

Podreptała do grządki, gdzie ciemna ziemia była już przekopana. Dotknęła jej palcami. Była chłodna, ale nie lodowata. Miękka jak ciasto, tylko pachniała bardziej prawdziwie.

— Najpierw robisz dołek, nie za głęboki — mówiła spokojnie, jakby prowadziła powolną lekcję. — Taki, w którym nasionko będzie miało ciszę.

Melon pochylił się i z powagą słuchał.

— Ciszę? — powtórzył.

— Tak. W ciemności rośnie odwaga — uśmiechnęła się Fruzia.

Włożyła nasionko, przysypała je ziemią i delikatnie ugnietła, jakby przykrywała śpiące dziecko kocem. Potem podlała odrobiną wody z małej konewki. Woda zabrzmiała cicho: plip, plip, plip.

— I gotowe — oznajmiła. — Teraz trzeba cierpliwości.

Gromek prychnął, ale jego ogon poruszył się z zainteresowaniem.

— Cierpliwości mam… — mruknął. — Tyle co nic.

— To się ćwiczy — odpowiedziała Fruzia. — Jak skrzydła.

3. Kredki jak promienie

Po sadzeniu przyszła pora na coś, co wiosną pasowało jak ciepła herbata do chłodnego poranka: rysowanie. W sali plastycznej na stołach leżały kartki, a na środku — pudełko kredek. Fruzia miała własne, pięknie poukładane: od cytrynowej żółci po szmaragdową zieleń.

Pipi rozłożyła przed sobą pustą kartkę i westchnęła.

— Ja nie mam zielonej. Tylko szare.

— Szare też się przydają — powiedziała Fruzia i wysypała swoje kredki na stół. — Ale weź, proszę. Zieloną, jasną i tę… o, tę trawiastą.

Gromek spojrzał na kredki, jakby to były skarby.

— A ja potrzebuję niebieskiej, bo chcę narysować niebo takie, jak po zimie. Takie czyste.

— Proszę — Fruzia podała mu kredkę. — Tylko nie gryź jej końcówki.

— Nie gryzę! — oburzył się Gromek, a potem dodał ciszej: — No… czasem.

Melon poprosił o brąz.

— Brąz jest ważny — stwierdził. — Bez brązu nie ma ziemi, a bez ziemi nie ma nic.

Fruzia roześmiała się krótko, miękko.

— Wiosna to naprawdę głównie ziemia i cierpliwość.

Zaczęli rysować. Kartki zapełniały się krokusami, pękającymi pąkami, śladami łap w błocie, gałązkami z kroplami. Fruzia rysowała szkolny ogródek: grządki w równych liniach, konewkę, a nad wszystkim lekkie słońce, jeszcze nie gorące, ale już przyjazne.

— Jak wiosna pachnie? — zapytała Pipi, nie odrywając kredki od papieru.

— Jak mokra kora i świeże listki — odpowiedziała Fruzia. — I trochę jak woda, która długo była uwięziona.

Gromek dorysował na niebie ptaka.

— A brzmi? — spytał, zaskakująco spokojnie.

Fruzia przymknęła oczy, jakby słuchała.

— Jak „kap” z rynny i jak „trrr” w krzakach. I jak śmiech, kiedy nikogo nie trzeba poganiać.

W sali było ciepło. Kredki skrzypiały, papier szeleścił, a każdy kolor zdawał się nie tylko barwą, ale też dotykiem: gładkim, suchym, miękkim.

Fruzia patrzyła na swoje kredki rozrzucone po stole i czuła przyjemne ciepło w środku. Dzielenie się nie zmniejszało ich. Wręcz przeciwnie — jakby dodawało im blasku.

4. W ogródku dzieją się małe rzeczy

Następnego dnia powietrze było jeszcze bardziej lekkie. W ogródku warzywnym ziemia miała na wierzchu cienką skorupkę, a pod spodem była pulchna, jak poduszka.

Fruzia podeszła do miejsca, gdzie zasadziła nasionko. Grządka wyglądała tak samo jak wczoraj: ciemna i spokojna.

— No i? — Gromek stanął obok, udając znudzenie. — Widać już coś?

— Nie zawsze widać — odparła Fruzia. — Ale można poczuć.

Przyłożyła dłoń do ziemi. Była troszkę cieplejsza niż poprzednio. Jakby ktoś z dołu dmuchnął delikatnym oddechem.

Pipi nachyliła się.

— Ja nic nie czuję.

— To też jest w porządku — uspokoiła ją Fruzia. — Wiosna nie robi pokazów na zamówienie. Ona pracuje.

Melon przyniósł konewkę. Woda była chłodna, przezroczysta, i miała smak… no właśnie, smak wody. Fruzia lubiła ten prosty smak, kiedy nie trzeba go nazywać.

Podlali grządkę. Krople wsiąkały i znikały, zostawiając na chwilę ciemniejsze plamki.

— Czasem myślę — powiedział Melon — że rośliny piją jak my. Tylko wolniej.

— Bo mają czas — odparła Fruzia.

Gromek usiadł w trawie, która dopiero zaczynała się podnosić.

— A skąd wiesz, że umiesz sadzić? — zapytał nagle.

Fruzia uniosła brwi.

— Bo próbowałam. I pamiętam: dołek, nasionko, przykryć, podlać, nie przeszkadzać.

„Nie przeszkadzać” jest najtrudniejsze — mruknął Gromek.

Fruzia popatrzyła na ogródek. Na płocie wisiała stara drewniana tabliczka z narysowaną marchewką. Ktoś dawno temu pomalował ją pomarańczową farbą, która teraz była trochę spłowiała. To ją też cieszyło. Nawet kolory potrafią być cierpliwe.

Przez chwilę wszyscy milczeli. Słychać było tylko wiatr i miękkie tupnięcia ich łapek w ziemi.

— Wiesz co? — odezwała się Pipi. — Lubię, jak nic nie musi się dziać szybko.

— Ja też — powiedziała Fruzia. — To jest właśnie spokój.

5. Pierwsza zielona kropka

Trzeciego dnia słońce przysiadło na grządkach jak kot: ciepłe, leniwe, obecne. Fruzia przyszła do ogródka wcześniej niż inni. Lubiła być pierwsza, kiedy świat jeszcze nie zdążył się rozgadać.

Pochyliła się nad swoim miejscem. Ziemia była lekko spękana. I wtedy to zobaczyła: maleńką zieloną kropkę, tak drobną, że łatwo byłoby ją pomylić z okruszkiem listka.

Fruzia wciągnęła powietrze. Pachniało jak nadzieja, tylko bardziej ziemiście.

— Jest! — wyszeptała, jakby nie chciała spłoszyć kiełka.

Kiedy reszta przyszła, Fruzia nie skakała i nie krzyczała. Stała spokojnie, ale jej skrzydełka drżały jak cienkie płatki.

— Popatrzcie — powiedziała.

Pipi podbiegła i aż przysiadła z wrażenia.

— To takie… takie małe!

— Tak zaczynają wielkie rzeczy — odparła Fruzia.

Gromek przyglądał się długo.

— To naprawdę wyszło z tego brązowego ziarenka? — zapytał cicho, jakby pierwszy raz uwierzył w coś niewidzialnego.

— Wyszło, bo miało wodę, ciepło i spokój — powiedziała Fruzia. — I bo nikt go nie pospieszał.

Melon uśmiechnął się, a jego policzki zrobiły się jeszcze bardziej okrągłe.

— Czyli… my też możemy tak rosnąć? — zapytał.

Fruzia skinęła głową.

— Możemy. Kiedy dajemy sobie czas, kiedy oddychamy i kiedy nie porównujemy się do innych grządek.

Pipi roześmiała się.

— Innych grządek!

— No co? — Gromek też się uśmiechnął. — Ja czasem porównuję się do… do wielkich drzew. I potem czuję się jak patyczek.

— A patyczek też ma swoje zadanie — powiedziała Fruzia. — Może być podpórką. Albo może się stać początkiem ogniska… ale spokojnie, nie tutaj.

Zaśmiali się cicho, tak, żeby nie przestraszyć wiosny.

Tego dnia Fruzia znów wyjęła kredki. Po lekcjach usiedli w sali i dorysowali na swoich obrazkach nowy szczegół: zieloną kropkę, pierwszy kiełek. Fruzia podała Pipi najjaśniejszą zieleń.

— Tę lubię najbardziej — przyznała Pipi.

— Ja też — odpowiedziała Fruzia. — Bo to kolor, który mówi: „jestem, choć jeszcze mnie prawie nie widać”.

6. Wieczór, który układa myśli

Kiedy dzień zaczął się kończyć, szkolne korytarze ucichły. W oknach odbijało się różowe niebo, jakby ktoś delikatnie przejechał pędzlem po chmurach. Fruzia wracała wolnym krokiem do swojej małej kryjówki na strychu, gdzie pachniało suchym drewnem i starymi kartkami.

Po drodze zatrzymała się na chwilę przy parapecie z doniczkami. Dotknęła palcem jednej z etykietek, jakby mówiła dobranoc.

W kryjówce rozłożyła swój rysunek. Był prosty: ogródek, słońce, grządka i maleńka zielona kreska. Obok narysowała kredkę, bo chciała pamiętać, że wiosna to nie tylko rośliny, ale też wspólne chwile.

Położyła kredki w pudełku, jedna przy drugiej. Lubiła ten porządek. Brzmiał jak spokój.

Fruzia usiadła, oparła się o belkę i wsłuchała w noc. Z zewnątrz dochodził cichy szum wiatru. Gdzieś kapnęła woda. W oddali zaszeleściły gałęzie, jakby drzewa przeciągały się po długim śnie.

Pomyślała o nasionku. O tym, że zrobiła dołek, przykryła, podlała, a potem pozwoliła mu być w ciszy. I o tym, że dzisiaj zobaczyła pierwszą zieloną kropkę.

— Dobrze — powiedziała do siebie. — Wszystko idzie swoim tempem.

Pod powiekami miała obraz ogródka: mokra ziemia, chłodne krople, ciepłe słońce. Czuła jeszcze na palcach miękkość grządki i słyszała śmiech przy rysowaniu.

Wciągnęła powoli powietrze nosem, a potem wypuściła je jeszcze wolniej.

Jej serce było spokojne, jak gładka tafla wody bez fal. Fruzia wsunęła się pod kocyk i zamknęła oczy. Wiosna mogła sobie rosnąć dalej, cicho i pewnie, a ona była gotowa zasnąć.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Parapecie
Płaska listwa pod oknem, na której można postawić doniczki lub rzeczy.
Doniczki
Naczynia z ziemią, w których sadzi się rośliny lub kwiaty.
Grudki
Małe, zbite kawałki ziemi lub gleby, twarde i nierówne.
Korytarzu
Długi, wewnętrzny przejście w budynku, prowadzące do klas i sal.
Kapanie
Dźwięk, gdy krople wody spadają jedna po drugiej.
Uchylone
Trochę otwarte, na przykład okno otwarte na małą szczelinę.
Grządka
Mały kawałek ziemi w ogródku, gdzie sadzi się warzywa lub kwiaty.
Przekopana
Ziemia, która została rozgrzebana łopatą, żeby lekko ją napowietrzyć.
Dołek
Niewielkie wgłębienie w ziemi, gdzie można wsadzić nasionko.
Przysypała
Delikatnie przykryła czymś, na przykład ziemią albo piaskiem.
Ugnietła
Lekko przycisnęła i wyrównała coś palcami lub dłonią.
Konewki
Naczynia z dziobkiem używane do podlewania roślin wodą.
Pulchna
Miękka i lekko puchata, na przykład dobrze napowietrzona ziemia.
Skorupkę
Twarda, cienka warstwa na powierzchni, tu: sucha warstwa ziemi.
Kiełek
Maleńka roślinka, która właśnie wyrasta z nasionka.
Kryjówce
Ukryte, małe miejsce, gdzie można się schować i odpocząć.
Belkę
Długi, prosto ułożony kawałek drewna w stropie lub konstrukcji.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o wiośnie dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.