Trwa ładowanie...
Opowieść o wiośnie 11-12 lat Czytanie 12 min.

Wiosenne dowody Mai i Kuby

Maja i Kuba odkrywają pierwsze znaki wiosny w mieście — białe kwiaty przy ligustrze, mniszki na skarpie i zapach budzącej się ziemi. Razem uczą się dostrzegać drobne cuda natury i zatrzymać się, by je zauważyć.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletnia dziewczynka o półdługich kasztanowych, lekko potarganych włosach i delikatnych piegach, uśmiechnięta i pełna zachwytu, w musztardowej lekkiej kurtce i dżinsach, kucająca na trawiastej górce i delikatnie dotykająca żółtego mniszka; obok stoi około dwunastoletni chłopiec, krótko brązowe włosy, ciekawy uśmiech, niebieska bluza i trampki, lekko pochylony, patrzy na mniszka i trzyma w prawej dłoni mały zamknięty notes; miejsce: łagodny, trawiasty stok przy starym ogrodzeniu boiska, trawa z brązowymi listkami, małe kałuże odbijające niebo, krzewy z pąkami i w tle rozmyty rząd bloków; scena: dzieci eksplorują wiosnę na wzgórku pełnym żółtych mniszków przy miękkim świetle późnego popołudnia i długich cieniach, atmosfera jasna i żywa, krople na trawie, cienka błyszcząca ścieżka ślimaka, spokojne, zachwycone wyrazy twarzy, ciepła wiosenna paleta kolorów. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Pierwszy zapach ziemi

Maja miała dwanaście lat i nos po zimie trochę jak uśpiony termometr: niby działał, ale wszystko pachniało podobnie — kurtką, szalikiem i kaloryferem. Aż pewnego popołudnia, gdy wracała ze szkoły, poczuła coś zupełnie innego.

Zapach był wilgotny, ciemny i ciepły, jakby ziemia właśnie przeciągnęła się pod kocem śniegu. Maja zatrzymała się przy skwerku między blokami. Na trawniku, który jeszcze tydzień temu wyglądał jak zgnieciony dywan, teraz sterczały drobne, zielone czubki.

— No proszę… — szepnęła do siebie.

Przy krawężniku, tuż przy krzaku ligustru, zobaczyła pierwsze kwiaty. Małe, białe jak okruszki mleka, z żółtym środkiem. Przykucnęła. Płatki były delikatne, a jednak uparte — wyrosły mimo wiatru, mimo brudnego śniegu, mimo tego, że ludzie jeszcze chodzili w czapkach.

Maja dotknęła ziemi palcem. Chłodna, ale nie lodowata. Jak woda w kranie, która przestaje szczypać, gdy zima wreszcie puszcza.

W domu mama mieszała zupę i parowała szyby w okularach.

— Widziałam pierwsze kwiaty — powiedziała Maja, zdejmując buty. — Naprawdę. Takie… jakby ktoś rozsypał je na trawie.

Mama uśmiechnęła się, jakby tę wiadomość można było włożyć do kieszeni.

— To znak. Wiosna umie przychodzić po cichu.

Wieczorem Maja usiadła przy oknie. Na parapecie stał kubek z herbatą, a w głowie wciąż świeciły te drobne białe płatki, jak latarenki przy ziemi. Pomyślała, że nie chce oglądać wiosny sama. Wiosna aż prosiła się o to, żeby ją komuś pokazać.

Rozdział 2: Zaproszenie na dwór

Następnego dnia Maja wzięła do szkoły mały notes. Na pierwszej stronie napisała: „WIOSNA — DOWODY”. Pod spodem narysowała kwiatek, trochę krzywy, ale z dumą.

Na przerwie zaczepiła Kubę. Kuba siedział na parapecie korytarza i kręcił w palcach gumkę recepturkę, jakby to była sprężynka od całego świata.

— Kuba, po lekcjach idziesz od razu do domu? — zapytała.

— Raczej tak. Mam dokończyć referat. I… mama mówi, że jeszcze zimno — odpowiedział, wzruszając ramionami.

Maja pochyliła się do niego, jakby zdradzała tajemnicę.

— Zimno? To ja mam dowody. Są pierwsze kwiaty przy skwerku. I ziemia pachnie inaczej. Chodź, pokażę ci. To pięć minut. Potem możesz pisać referat o czym chcesz, nawet o pingwinach.

Kuba prychnął śmiechem.

— O pingwinach? To by było ciekawe. A jakie kwiaty?

— Nie wiem, jak się nazywają. Są małe, ale wyglądają, jakby się nie bały.

Kuba przestał kręcić gumką. Spojrzał na Maję uważniej, jakby sprawdzał, czy ona serio mówi o kwiatach, a nie o jakiejś szkolnej pułapce.

— Dobra — powiedział w końcu. — Pójdę. Ale jak zmarznę, to ty odpowiadasz za moje palce.

— Umowa — Maja wyciągnęła dłoń. — Wiosenna umowa.

Po ostatniej lekcji wyszli ze szkoły. Powietrze było rześkie, ale już nie ostre. Na chodniku leżały resztki piasku po zimie, a w kałużach odbijało się jasne niebo.

— Wiesz — powiedziała Maja, idąc szybko — zimą wszystko jest takie… uśpione. A teraz jakby ktoś podkręcał głośność.

— Ja tam zimą lubię, bo można siedzieć w domu bez wyrzutów sumienia — odparł Kuba. — Ale… no dobra, zobaczymy twoje dowody.

Rozdział 3: Skwer i małe cuda

Na skwerku było ciszej niż na ulicy. Drzewa stały jeszcze prawie nagie, ale na gałęziach pojawiły się pąki, malutkie jak zielone kropki od długopisu. Słońce świeciło miękko, bez oślepiania, jak lampka nocna, która nie przeszkadza zasnąć.

Maja zaprowadziła Kubę do ligustru.

— Tu. Patrz.

Kuba przykucnął i zmarszczył brwi. Potem jego twarz rozjaśniła się tak, jakby ktoś uchylił zasłonę.

— Okej… są. Faktycznie. Jak miniaturowe gwiazdki.

Maja poczuła dumę, ale taką cichą, nie do przechwałek. Raczej jak satysfakcja, że świat potrafi być dokładnie tak piękny, jak się go spodziewała.

— I posłuchaj — dodała.

Stali chwilę bez ruchu. Z daleka dobiegał odgłos samochodów, ale bliżej słychać było coś innego: cienkie ćwierkanie wróbli, szelest suchych liści i krople wody spadające z rynny. Jakby zimie po prostu ciekło z nosa.

Kuba roześmiał się.

„Zimie cieknie z nosa” — powtórzył. — To jest obrzydliwe i śmieszne jednocześnie.

— Wiosna tak działa — Maja wzruszyła ramionami. — Jest trochę błotnista, trochę śmieszna, ale… prawdziwa.

Zauważyli też pierwszego owada. Mały, czarny, ospały, przeszedł po brzegu chodnika, jakby dopiero sprawdzał, czy może wrócić do pracy.

— Myślisz, że on też ma notes? — zapytał Kuba. — „WIOSNA — DOWODY”?

— Pewnie — Maja się uśmiechnęła. — I wpisuje: „ludzie wreszcie nie tupią jak niedźwiedzie po lodzie”.

Usiedli na ławce. Drewno było chłodne, ale słońce ogrzewało im policzki. Maja poczuła, że wiosna to nie tylko kwiaty. To też to, że chce się siedzieć na dworze, nawet jeśli ma się jeszcze na sobie kurtkę.

— To co teraz? — zapytał Kuba. — Masz więcej dowodów?

Maja przypomniała sobie miejsce, o którym mówił dziadek: skarpę za boiskami, gdzie w maju robi się żółto od mleczy.

— Chodźmy na nasyp — zaproponowała. — Tam zawsze wcześniej rośnie wszystko. Jest taki talus… pełno mniszków. Może już coś widać.

Kuba podniósł brwi.

— Talus? Brzmi jak nazwa jakiegoś potwora z gry.

— Potwór z trawy — zaśmiała się Maja. — Spokojny. Jedyne, co robi, to pachnie.

Rozdział 4: Talus pełen mniszków

Droga do nasypu prowadziła obok boiska. Siatka bramki była jeszcze poszarpana po zimowych meczach, a na ubitym śniegu zostały szare plamy, jak ślady po kredzie. Jednak przy płocie zieleniło się już więcej trawy.

Talus był niewysoki, ale szeroki, opadał łagodnie w stronę ścieżki. Maja od razu zobaczyła żółte punkty. Nie było ich jeszcze milion, ale wystarczyło, żeby wyglądały jak rozsypane guziki.

— Są! — zawołała, a potem od razu ściszyła głos, jakby nie chciała spłoszyć wiosny.

Zeszli ostrożnie na trawę. Pod butami było miękko i trochę wilgotno. Maja poczuła, jak zapach mniszków miesza się z zapachem ziemi: słodkawy, zielony, jakby ktoś rozgniótł w palcach łodygę.

Kuba nachylił się nad kwiatem.

— One wyglądają jak małe słońca. Tylko bez promieni na twarz — powiedział.

— I bez parzenia — dodała Maja. — Zobacz, tu jest jeszcze pąk, a tu już taki całkiem rozwinięty.

Uklękli. Z bliska mniszek miał mnóstwo cienkich płatków, ułożonych tak równo, jak szczotka do włosów. Maja dotknęła jednego płatka opuszkiem palca. Był gładki i sprężysty.

— Dziadek mówił, że to roślina, która umie być pierwsza — powiedziała. — Wychodzi, jak tylko może. Bo wie, że słońce wraca.

Kuba spojrzał na skarpę. W kilku miejscach trawa była jeszcze brązowa, a obok już zielona.

— Czyli wiosna nie jest nagle. Jest… etapami — stwierdził.

Maja kiwnęła głową.

— Tak jak my wstajemy rano. Najpierw budzik, potem przewracanie się na drugi bok, potem dopiero człowiek.

— Ja zawsze mam etap „udawanie, że nie ma szkoły” — mruknął Kuba.

— To wiosna też może mieć etap „udawanie, że jeszcze jest zima” — odpowiedziała Maja i oboje się roześmiali.

Na talusie zauważyli ślimaka. Był mały i wyglądał, jakby niósł na plecach kroplę błota. Sunął wolno, zostawiając cienką, błyszczącą smugę.

— Patrz, on się nie spieszy — szepnęła Maja.

— Mądry — stwierdził Kuba. — Wszyscy się spieszą, a on robi swoją wiosnę po swojemu.

Maja poczuła, że to dobre zdanie. Takie, które można by wpisać do notesu.

Usiedli na skarpie. Słońce ogrzewało im plecy, a wiatr przynosił zapach mokrej trawy. Nad głową przeleciała para ptaków, szybko, jak przecinki w zdaniu.

— Wiesz co? — odezwał się Kuba po chwili. — Ja zawsze myślałem, że pory roku to takie hasła z podręcznika. Zima, wiosna, lato, jesień. A tu… to naprawdę się dzieje.

— Bo wiosna jest w szczegółach — powiedziała Maja. — W tym, że mniszek jest pierwszy. W tym, że ziemia pachnie. W tym, że ptaki wracają i robi się jaśniej.

Kuba wyciągnął z kieszeni telefon, ale nie zrobił zdjęcia. Popatrzył tylko na ekran, jakby się wahał.

— Możesz zrobić — powiedziała Maja. — Tylko niech to nie zastąpi patrzenia.

Kuba schował telefon.

— Właśnie. Wolę zapamiętać.

Rozdział 5: Lekcja bez tablicy

W drodze powrotnej Maja i Kuba szli wolniej. Jakby talus zostawił im w nogach trochę spokoju.

Przy przejściu dla pieszych zatrzymali się. Na asfalcie widać było drobne kamyczki i piasek. Maja zauważyła, że nawet miasto ma swoje „wiosenne porządki”, tylko robi je inaczej niż łąka.

— A skąd wiesz, że te żółte kwiaty to mniszki? — zapytał Kuba. — Babcia mówi na nie „mlecze”.

— Bo to w sumie to samo — wyjaśniła Maja. — Mniszek lekarski, a potocznie mlecz. Dziadek kiedyś robił syrop z kwiatów. Smakował jak słońce w słoiku.

Kuba skrzywił się żartobliwie.

— Słońce w słoiku brzmi jak coś, co wybucha.

— Nie wybucha — roześmiała się Maja. — Po prostu jest słodkie. I przypomina, że wiosna i lato nie trwają wiecznie. Dlatego ludzie czasem robią przetwory, suszą zioła, zbierają wspomnienia.

Kuba zamyślił się.

— Czyli pory roku uczą planowania?

— I cierpliwości — dodała Maja. — Po zimie nie dostajesz od razu gorącego lata. Najpierw są kałuże, błoto, wiatr, a potem coraz cieplej. I to jest w porządku.

Zatrzymali się jeszcze przy kałuży. Na jej powierzchni pływał żółty pyłek, a w odbiciu widać było niebo i gałąź z pąkami.

— Patrz — powiedział Kuba. — Kałuża też ma wiosnę.

Maja nachyliła się i powąchała powietrze. Pachniało wodą i świeżością, jak wyprane prześcieradło, które wyschło na dworze.

— Wiosna wchodzi wszędzie — odparła cicho.

Na rozstaju dróg Kuba przystanął.

— Dzięki, że mnie wyciągnęłaś — powiedział. — Referat może poczekać. A to… było jak przerwa dla głowy.

Maja poczuła ciepło w środku, nie od słońca.

— Jutro też możemy wyjść — zaproponowała. — Sprawdzić, czy jest więcej żółtych „guzików”.

— I czy ślimak dotarł gdzie chciał — dodał Kuba.

— Umowa — Maja znów podała mu dłoń. — Wiosenna umowa, część druga.

Rozdział 6: Obraz, który zostaje

Wieczorem Maja wzięła swój notes. Wpisała:

1) Pierwsze białe kwiaty przy ligustrze.

2) Pąki na gałęziach — zielone kropki.

3) Talus pełen mniszków — małe słońca.

4) Ślimak, który się nie spieszy.

5) Zapach ziemi, która się budzi.

Potem zgasiła górne światło i zostawiła tylko lampkę na biurku. Pokój zrobił się miękki i cichy. Za oknem migały światła ulicy, ale Maja miała wrażenie, że w środku jest łąka.

Położyła się i zamknęła oczy. Pod powiekami pojawił się obraz: skarpa, trochę krzywa, cała w żółtych kwiatach. Między nimi przebłyski zieleni. Tu i tam białe plamki innych roślin, jeszcze nieśmiałych. Nad tym wszystkim jasne niebo, jak czysta kartka.

W tym obrazie było wszystko, co chciała zapamiętać: ciepło słońca na plecach, wilgoć trawy na dłoniach, śmiech Kuby, zapach ziemi i spokojne tempo ślimaka.

Maja pomyślała, że pory roku są jak opowieść, którą natura czyta co roku, ale za każdym razem trochę inaczej. A ona może być uważną słuchaczką.

Z tą myślą zasnęła, a w jej głowie, jak w bezpiecznej kieszeni, zostały kolorowe kwiaty — małe słońca wśród świeżej zieleni.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Skwerku
Mały park lub trawnik między budynkami, gdzie można usiąść i oglądać rośliny.
Ligustru
Rodzaj krzewu często rosnącego w miastach, ma gęste liście i kwiaty.
Parapecie
Płaska część pod oknem, na której stawia się kwiaty lub przedmioty.
Talus
Niska, łagodnie opadająca skarpa lub nasyp porośnięty trawą.
Mniszek
Żółty kwiat często spotykany na łąkach, potocznie zwany mleczem.
Mniszek lekarski
Nazwa pełna mniszka, roślina o żółtych kwiatach i leczniczych właściwościach.
Mlecze
Inna nazwa mniszka; ludowe określenie tych żółtych łąkowych kwiatów.
Nasyp
Sztuczne podwyższenie terenu, często z ziemi lub kamieni, jak mały pagórek.
Przetwory
Produkty zrobione z owoców lub kwiatów, które można przechowywać dłużej.
Odgłos
Dźwięk, który coś wydaje, na przykład ptaki, samochody lub wiatr.
Pąki
Młode, zamknięte części rośliny, z których później rozwija się kwiat lub liść.
Przewracanie się na drugi bok
Ruch w łóżku rano, kiedy zmieniasz pozycję przed wstaniem.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o wiośnie dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.