Trwa ładowanie...
Opowieść o wiośnie 11-12 lat Czytanie 14 min.

Szepty wiosny pod murem z bluszczem

Kacper i Zosia prowadzą wiosenny patrol w ogrodzie, ucząc się słuchać i zauważać drobne dźwięki oraz stworzenia wokół starego muru porośniętego bluszczem.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletni chłopiec, wzruszony i skupiony, okrągła twarz z piegami, rozczochrane brązowe włosy, stara zielona kurtka i jeansowe szorty, kuca przy starym kamiennym murze porośniętym bluszczem, trzyma beżowy notes i ołówek, niewielki uśmiech; około jedenaścieletnia Zosia, jasnobrązowe warkocze, czerwona kurtka w kropki i oblane błotem botki, stoi kilka kroków za nim, pochylona, ręce na kolanach, ciekawa i niepewna; mur z szarych, chropowatych kamieni z ciemnozielonym bluszczem i jasnymi pędami, krople wody na liściach; wiosenny ogród wokół — pączkujące czerwone i żółte tulipany, skrzynka z sadzonkami, stary niebieski metalowy konewka, wilgotna trawa i kilka owadów (pszczoła i biedronka) na liściach; scena patrolu nasłuchowego o porannej, złotej świetle, spokojna atmosfera; styl: miękka akwarela, jasne nasycone kolory, lekkie kontury i kontrolowane opryski sugerujące świeżość powietrza i krople, kompozycja skupiona na dzieciach i murze z bluszczem. zgłoś problem z tym obrazem

1. Szept w ogrodzie

Wiosna przyszła cicho, jakby nie chciała nikogo obudzić gwałtownie. Kacper miał jedenaście lat i lubił takie poranki, kiedy dom jeszcze ziewał, a on już siedział na schodku przy tarasie w bluzie narzuconej na piżamę. Powietrze pachniało mokrą ziemią i czymś zielonym, świeżym — jakby ktoś otworzył okno w lesie.

Kacper miał wrażliwe uszy. Słyszał rzeczy, które innym umykały: trzask pękającej łupinki nasiona, ciche „pyk” kropli spadającej z rynny do konewki, szelest trawy, która dopiero uczyła się rosnąć. To nie były głośne dźwięki. Raczej jak sekrety.

— Słyszysz? — szepnął do mamy, gdy wyszła z kubkiem herbaty.

Mama przystanęła, wsłuchała się chwilę i uśmiechnęła.

— Słyszę… ciszę.

Kacper parsknął cichym śmiechem.

— No właśnie nie ciszę. Tam, przy krzaku porzeczki… coś chrupie.

Mama przechyliła głowę, jakby stroiła radio.

— Może ślimak robi śniadanie?

— Ślimaki nie chrupią — powiedział Kacper z powagą, ale zaraz dodał: — Chyba że jedzą chipsy z liści.

Mama szturchnęła go lekko ramieniem.

— Jeśli chcesz, możesz dziś zrobić „patrol wiosenny”. Tylko nie zapomnij o śniadaniu. Nawet wiosna ma plan dnia.

Kacper zsunął się ze schodka i wciągnął powietrze nosem. Pachniało jak obietnica. Ziemia była jeszcze chłodna, ale słońce już próbowało ją ogrzać, dotykając plamami światła.

W kieszeni miał mały notes i ołówek. Lubił zapisywać, co usłyszał albo zobaczył, żeby potem, wieczorem, przypominać sobie te drobiazgi jak kolekcję.

Na trawniku coś zaszeleściło. Kacper przystanął. To była tylko wróblowa rodzina kłócąca się o okruszek.

— Dzień dobry — powiedział do nich, choć wiedział, że wróble i tak mają własne sprawy.

Wiosna w ogrodzie dopiero się rozkręcała, ale Kacper już czuł, że będzie miał co notować.

2. Patrol i mur z bluszczem

Najbardziej tajemnicze miejsce w ogrodzie było przy starym murze. Nie był wysoki, ale miał w sobie coś poważnego, jak dziadek, który pamięta dawne czasy. Cały mur obrastał bluszcz. Zimą bluszcz wyglądał trochę jak gruby, zielony płaszcz. Teraz, wiosną, między liśćmi pojawiały się jasne, młode przyrosty, a pnącza wydawały się poruszać, choć to pewnie wiatr robił swoje.

Kacper podszedł powoli. Bluszcz szeleścił delikatnie, jak papier w książce, kiedy przewraca się stronę bardzo ostrożnie.

— Słyszę cię — mruknął Kacper, jakby rozmawiał z murem.

Wsunął palce w liście, ostrożnie, żeby niczego nie zgnieść. Pod bluszczem było chłodniej, pachniało wilgocią i cieniem. Nagle usłyszał ciche „bzzzt”, jak miniaturowy silniczek.

— O! — szepnął.

Na jednym z liści siedziała pszczoła. Ruszała skrzydełkami, jakby rozgrzewała się przed lotem. Kacper wstrzymał oddech, żeby jej nie przestraszyć.

Z drugiej strony muru, od ulicy, doszedł go śmiech. To była Zosia z sąsiedztwa, rówieśniczka Kacpra. Przeskoczyła małą kałużę i stanęła przy furtce.

— Hej! Co robisz? Podsłuchujesz bluszcz? — zawołała.

Kacper udawał oburzenie.

— Nie podsłuchuję. Prowadzę obserwacje naukowe. Wiosenne.

Zosia weszła do ogrodu, jakby była u siebie. Miała kolorową czapkę i policzki czerwone od wiatru.

— Nauka, jasne. A co słychać u… liści?

— Pszczołę — powiedział Kacper, pokazując palcem. — Siedzi tu jak królowa.

Zosia nachyliła się i pisnęła.

— Ale fajna! Tylko ja nie lubię, jak coś bzyczy przy uchu. To takie… łaskocząco-straszne.

Kacper spojrzał na nią zdziwiony.

— Ja lubię. Ten dźwięk jest jak znak, że zimy już nie ma.

Zosia wzruszyła ramionami.

— Ja wolę, jak ptaki śpiewają. Bzyczenie brzmi jak „uważaj”.

Kacper zapisał w notesie: „Zosia woli ptaki. Nie każdy lubi te same dźwięki”. Zrobił to szybko, ale starannie, bo lubił, kiedy litery układały się równo.

— Chcesz iść ze mną na patrol? — zapytał.

— Jasne, ale jak coś zacznie bzyczeć za blisko, to uciekam z godnością — odparła Zosia.

— Z godnością? — Kacper uniósł brwi.

— No! Z piskiem, ale eleganckim — powiedziała i oboje się roześmiali.

Poszli wzdłuż muru. Bluszcz szurał lekko o ich rękawy, a z jego zakamarków dobiegały drobne stuki, jakby ktoś pukał w mikroskopijne drzwi.

— Może tam jest cały blok mieszkalny — szepnęła Zosia. — Bluszczowe mieszkania dla owadów.

Kacper wyobraził sobie windę dla mrówek i listonosza-ślimaka. Uśmiechnął się. Wiosna potrafiła robić takie filmy w głowie.

3. Lekcja słuchania

W południe zrobiło się cieplej. Słońce ogrzało ścieżkę z kamieni, które zaczęły pachnieć jak nagrzany pył i woda naraz. Zosia i Kacper usiedli przy rabacie, gdzie z ziemi wystawały pierwsze zielone czubki tulipanów.

— Słyszysz to? — Kacper zamknął oczy.

Zosia też spróbowała, choć na jej twarzy widać było, że to trudniejsze niż skakanie po kałużach.

— Słyszę… że sąsiad wierci. To się liczy?

W oddali faktycznie warczała wiertarka. Kacper skrzywił się.

— To nie jest wiosenne. To jest… domowe.

— Ale prawdziwe — Zosia uśmiechnęła się przekornie. — Życie nie ma tylko ptaków i kwiatów.

Kacper przyznał jej rację skinieniem głowy. Znowu skupił się na bliższych dźwiękach. W krzakach coś zaszurało. Potem „tik-tik-tik”, jakby ktoś stukał paznokciem w drewno.

— Dzięcioł? — zgadła Zosia.

— To chyba kos w suchych liściach — odpowiedział Kacper. — Szuka robaków. Kosy są głośne, ale inaczej niż wiertarka.

Zosia rozejrzała się.

— Ja wolę śpiew. Taki, że aż człowiekowi robi się lżej w brzuchu.

Kacper przetarł dłonią kamień, ciepły i chropowaty.

— A ja lubię też te małe dźwięki. Jak kropla. Jak liść. Jak pszczoła. One są jak wskazówki, że coś pracuje, rośnie.

Zosia przekrzywiła głowę.

— Czyli ty lubisz, jak ogród ma swoje „szeptanie”.

— Dokładnie! — Kacper ożywił się. — W zimie wszystko było jak przykryte kocem. Teraz koc się zsuwa.

Zosia pomyślała chwilę.

— Dobra, to naucz mnie. Jak się słucha szeptów?

Kacper poczuł dumę, ale nie taką, co pcha do przechwałek. Raczej ciepłą, jak herbata po spacerze.

— Najpierw trzeba przestać mówić — powiedział.

— O nie, to najtrudniejsze — jęknęła Zosia teatralnie.

— Potem oddychasz wolno. I nie szukasz od razu „sensacji”. Po prostu pozwalasz dźwiękom przyjść — wyjaśnił Kacper.

Usiedli cicho. Wiatr przesunął się po bluszczu przy murze — szszsz. Gdzieś daleko przejechał samochód, ale bliżej brzęknęło coś metalowego: łańcuszek huśtawki poruszony wiatrem. I nagle, w tej ciszy pomiędzy, Zosia zmarszczyła brwi.

— Słyszę… takie cieniutkie „iiiii” — szepnęła. — Jakby ktoś pocierał palcem o balon.

Kacper uśmiechnął się.

— To komar? — zapytał z udawaną grozą.

Zosia pacnęła go lekko w ramię.

— Nie strasz. Ale serio, to może jakiś owad.

— Widzisz? Już słyszysz rzeczy, których wcześniej nie zauważałaś — powiedział Kacper.

Zosia otworzyła oczy i popatrzyła na niego.

— Może. Ale nadal nie polubiłam bzyczenia.

Kacper wzruszył ramionami.

— Nie musisz. Chodzi o to, żeby zauważyć.

Ta myśl usiadła między nimi jak spokojny ptak: że można być różnym, a i tak razem patrzeć na to samo drzewo.

4. Małe zadanie, wielkie oczy

Po obiedzie mama poprosiła Kacpra, żeby podlał młode sadzonki w skrzynce. Woda w konewce była chłodna i ciężka, a kiedy lał ją na ziemię, unosił się intensywny zapach mokrego podłoża — jak świeżo rozpakowana torba z grzybami, tylko przyjemniejsza.

Zosia pomagała, trzymając w ręku małą łopatkę.

— To jest praca ogrodowa, a nie patrol — oznajmiła, jakby ogłaszała zmianę programu w telewizji.

— Patrol też ma obowiązki — odparł Kacper.

Kiedy podlewali, zauważyli, że przy murze z bluszczem ziemia jest bardziej wilgotna. Z liści kapały krople po wczorajszym deszczu, choć dziś świeciło słońce.

— Jak to możliwe? — Zosia dotknęła liścia. Kropla spadła jej na palec, zimna jak mały szkiełek.

— Bluszcz trzyma wodę — powiedział Kacper. — Jest jak gąbka.

W tej chwili z bluszczu wysunęła się biedronka. Powoli, jak ktoś, kto nie chce się spóźnić, ale też nie chce biec. Jej czerwone skrzydełka wyglądały jak lakierowane.

— O, to lubię! — Zosia rozpromieniła się. — Biedronki są ciche i ładne.

— Ja też je lubię — przyznał Kacper. — Ale wiesz, ona pewnie lubi coś, czego my nie lubimy. Na przykład mszyce.

Zosia skrzywiła się.

— Fuj. Mszyce.

Kacper roześmiał się krótko.

— Widzisz? Każdy ma swoje „fuj” i swoje „wow”.

Pracowali dalej. W pewnym momencie Kacper usłyszał cichutkie „chrup-chrup” spod listków przy skrzynce. Zatrzymał konewkę.

— Jest! Ten dźwięk z rana!

Zosia przysunęła się ostrożnie.

— To na pewno ślimak z chipsami?

Kacper delikatnie odsunął liść. Pod spodem był mały, brązowy chrząszcz, który skubał coś na powierzchni ziemi.

— Chrząszcz — szepnął. — Taki pracownik od sprzątania.

Zosia patrzyła z zaciekawieniem, ale bez zachwytu.

— Dla mnie wygląda jak okruszek, który ożył.

Kacper znów poczuł to przyjemne zdziwienie: jak różnie można widzieć to samo. Dla niego każdy owad był jak wiadomość z ukrytego świata. Dla Zosi część z nich była po prostu… owadem.

Mama podeszła i spojrzała na nich z uśmiechem.

— Co znaleźliście?

— Dźwięk — powiedział Kacper.

Mama uniosła brwi.

— Dźwięk?

— Chrupanie — wyjaśniła Zosia. — Kacper poluje na chrupanie.

Mama roześmiała się cicho.

— Wiosna to sezon na chrupanie i bzyczenie. I na zauważanie.

Kacper spojrzał na bluszcz, na krople, na biedronkę. Pomyślał, że „zauważanie” brzmi jak supermoc, która nie hałasuje.

5. Wieczorne światło i rozmowa

Pod wieczór ogród zrobił się złoty. Cienie wydłużyły się jak przeciągane koty, a powietrze miało smak chłodu zmieszanego z czymś słodkim — może z kwitnących gdzieś drzew owocowych.

Zosia musiała wracać do domu, ale jeszcze na chwilę stanęli przy murze. Bluszcz był teraz ciemniejszy, a między liśćmi migotały drobne refleksy.

— Wiesz co? — powiedziała Zosia, kopiąc kamyczek. — Ja chyba rozumiem, czemu lubisz te małe dźwięki.

Kacper spojrzał na nią uważnie.

— Czemu?

— Bo jak się je słyszy, to człowiek ma wrażenie, że jest… bliżej wszystkiego — wybrała słowa ostrożnie. — Jakby świat nie był tylko tłem.

Kacper przytaknął.

— Dokładnie. I nie trzeba robić wielkiej wyprawy. Wystarczy podejść pod mur.

Zosia uśmiechnęła się.

— Ale ja nadal wolę ptaki.

— A ja nadal lubię bzyczenie — odpowiedział Kacper. — I to jest okej.

Zosia spojrzała na bluszcz.

— Może następnym razem przyniosę lornetkę. Będziemy patrzeć na ptaki, a ty będziesz słuchał owadów. Dwa programy w jednym.

— Umowa — powiedział Kacper i podał jej rękę jak dorosły, co rozśmieszyło ich oboje.

Kiedy Zosia odeszła, Kacper jeszcze chwilę został. Oparł dłoń o mur. Kamienie były chłodne i szorstkie. Bluszcz muskał mu palce. Z oddali dochodził śpiew kosa — prosty, czysty, jak gwizdanie kogoś, kto wraca do domu bez pośpiechu.

Kacper pomyślał o tym, że ogród ma swoje warstwy: dźwięki duże i małe, zapachy ukryte w ziemi, kolory, które pojawiają się dzień po dniu. I że warto je zbierać w głowie jak kamyki z kieszeni.

W domu umył ręce. Pachniały zielenią i wodą. Zjadł kolację, a potem, gdy leżał już w łóżku, słyszał przez uchylone okno delikatne szuranie wiatru. Jakby wiosna przewracała kartki kolejnego dnia.

6. Obraz, który zostaje

Następnego ranka Kacper obudził się wcześniej niż budzik. Wstał, podszedł do okna i zobaczył, że na rabacie rozwinęły się pierwsze kwiaty. Tulipany otworzyły się jak kolorowe lampiony: czerwone, żółte, różowe. Obok, przy ziemi, pojawiły się drobne niebieskie kwiatuszki, które wyglądały jak rozsypane okruszki nieba.

Wyszedł na dwór i podszedł do nich powoli, jak do czegoś ważnego. Powietrze było chłodne, ale już nie zimne. Słońce dopiero wspinało się po niebie.

— Ojej… — powiedział sam do siebie, bo czasem „ojej” pasuje najlepiej.

Zbliżył twarz do kwiatów. Pachniały lekko, świeżo, trochę jak woda i trochę jak miód, choć miodu tu jeszcze nie było widać. Usłyszał pszczołę — tak, to „bzzzt”, które dla Zosi brzmiało jak ostrzeżenie, a dla niego jak powitanie. A obok, w tle, zaszczebiotały ptaki, jakby ktoś rozsypał garść dźwięków po gałęziach.

Kacper przypomniał sobie wczorajszą rozmowę: że nie wszyscy lubią to samo. I że to nie przeszkadza, jeśli umie się słuchać i patrzeć uważnie. Pomyślał też o chrząszczu, o biedronce, o kroplach na bluszczu przy murze. O tych wszystkich drobnych rzeczach, które robią dzień bogatszym, nawet jeśli nikt o nich nie opowiada na głos.

Wyjął notes i zapisał jedno zdanie: „Wiosna jest w szczegółach”.

Potem schował notes i jeszcze chwilę patrzył na rabatę. Kolory kwiatów były tak wyraźne, że aż chciało się je zapamiętać jak obraz. Kacper wiedział, że wieczorem, kiedy zgasi lampkę, ten widok wróci do niego w ciemności: czerwienie, żółcie i róże, jak ciepłe plamy światła na zamkniętych powiekach. I ta spokojna myśl, że świat zmienia się powoli, a radość można znaleźć nawet w szeptach ogrodu.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pękającej
Coś, co się rozrywa na części; tu o łupince, która pęka.
Konewka
Naczynie z dziobkiem do podlewania roślin.
Bluszcz
Roślina pnąca z zielonymi liśćmi, która wspina się po murach.
Przyrosty
Nowe, małe części rośliny, które dopiero zaczynają rosnąć.
Sadzonki
Młode roślinki posadzone, żeby dorosły.
Skrzynce
Drewniane lub plastikowe pudełko używane do sadzenia roślin.
Mszyce
Małe owady ssące sok z roślin, mogą im szkodzić.
Chrząszcz
Owad z twardą skorupą i skrzydłami pod osłoną.
Biedronka
Mały czerwony owad z czarnymi kropkami, często pomaga w ogrodzie.
Rabacie
Miejsce w ogrodzie, gdzie rosną kwiaty lub krzewy.
Szeptanie
Bardzo ciche dźwięki lub mówienie ledwo słyszalne.
Obietnica
Słowo lub znak, że coś ma się wydarzyć w przyszłości.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o wiośnie dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.