Rozdział 1: Góry, które rosną w nocy
Pewnego ranka na środku pokoju Marysi pojawiła się niezwykła góra. Była miękka, kolorowa i tak wysoka, że sięgała aż do sufitu. Marysia przecierała oczy ze zdziwienia.
— Skąd się tu wzięła ta poduszkowa góra? — zapytała jej mama, próbując przejść przez pokój.
Marysia pokiwała głową z powagą. — Na pewno to sprawka magii! Albo... mojego brata Stasia, który w nocy szukał drugiego skarpetka pod łóżkiem i wszystko przewrócił.
Góra była zrobiona z każdej poduszki, jaką można sobie wyobrazić: wielkich, małych, puchatych i nawet tych z dziwnymi frędzelkami. Obok Marysi do pokoju zakradł się Staś, a tuż za nim weszła ich sąsiadka Zosia.
— Ojej, ta góra chyba naprawdę urosła sama! — Zosia ściszyła głos, jakby bała się ją obudzić. — Albo poduszki mają jakieś tajemnicze sprawy do załatwienia.
— Cicho, ona chyba nas słyszy! — szepnął Staś.
Poduszki, jakby rzeczywiście słyszały dzieci, lekko się poruszyły i jedna z nich — najfioletowsza w całej kolekcji — sturlała się na dywan.
Marysia podniosła ją i powiedziała teatralnie: — Obiecuję solennie, że dziś aplatam tę górę, choćbym miała ślizgać się po niej jak na lodowisku!
Rozdział 2: Magiczne metody na poduszkową górę
Zadanie okazało się trudniejsze, niż myśleli. Próbowali wszystkiego. Najpierw Staś próbował wdrapać się na sam szczyt i głośno zawołał:
— Witaj, jestem pogromcą poduszek! Oddajcie mi swoje puszyste tajemnice!
Odpowiedziało mu tylko donośne “PUFF!”. Góra była stanowczo za wysoka.
Zosia wyciągnęła różdżkę. Co prawda była to różdżka zrobiona z patyczka do lodów, ale dziewczynka wierzyła, że działa.
— Hokus-pokus, poduszki w proszek! — szepnęła.
Poduszki zadrżały lekko, ale zamiast znikać, zaczęły się śmieć. Przez chwilę dzieci odniosły wrażenie, że naprawdę coś się dzieje, bo jedna poduszka zaczęła się turlać w ich stronę.
Marysia wpadła na pomysł: — Może je przekonamy, żeby chciały być płaskie? W końcu kto nie chciałby przeobrazić się w maglowaną naleśnikową poduszkę?
Staś kiwnął głową i oparł się na górze, żeby ją trochę wygładzić. Nagle wszyscy usłyszeli cichutki głosik:
— Łaskotki! Łaskotki!
To była poduszka z haftowanym kotkiem. Marysia zaczęła ją łaskotać po brzuchu, a wtedy poduszka spłaszczyła się jakby sama z siebie z radości.
— To działa! — wykrzyknęli razem.
Rozpoczęło się największe łaskotanie poduszek w historii! Każda z nich, gdy tylko poczuła łaskotki, leniwie się rozpłaszczała.
Rozdział 3: Armia płaskich poduszek i niespodzianki
Cała trójka biegała po pokoju, a Marysia wypowiadała zaklęcie:
— Na lewo! Na prawo! Poduszki na płasko!
Przez chwilę wyglądało na to, że wszystko idzie dobrze. Niestety, ogromna granatowa poduszka z frędzlami postanowiła nie współpracować. Napuszyła się tak, że aż Staś stracił równowagę i upadł na dywan.
— Nie dam się spłaszczyć! — zadudniła poduszka niskim głosem.
— Mamy do czynienia z szefową! — szepnęła Zosia. — Szanowna Pani Poduszko, dlaczego nie chce być płaska?
Pani Poduszka westchnęła głęboko. — Bo wtedy nie mogę marzyć o lataniu! Kiedy jestem puszysta, unoszę się w snach dzieci!
Staś spojrzał na nią poważnie:
— Możemy cię czasem nadmuchać przed snem, tylko dziś pomóż nam trochę. Musimy aplatować górę, żeby mama się nie potknęła.
Poduszka zastanowiła się chwilę i uśmiechnęła (jak na poduszkę przystało, czyli bardzo miękko). — Zgoda! Ale pod warunkiem, że każdy mnie przytuli trzy razy.
Zosia, Marysia i Staś rzucili się, by spełnić tę prośbę. Poduszka zrobiła się tak płaska jak naleśnik… ale oczywiście bardzo miękki naleśnik.
Kiedy już prawie skończyli, usłyszeli znajomy trzask — to był Franek, ich sąsiad z dołu.
— Co tu się wyprawia? Słychać was aż na mojej kanapie! — zawołał przez okno.
— Ratujemy pokój przed poduszkową górą! — odkrzyknęła Marysia.
Franek postanowił dołączyć. Wpadł do mieszkania i rzucił się do łaskotania. Wkrótce poduszki śmiały się jeszcze głośniej niż dzieci.
Rozdział 4: Szczyt wyprawy i wielkie dziękuję
Po kilku kwadransach, podczas których przez pokój przewinęły się dziesiątki przytuleń i łaskotek, a nawet jeden nieudany pokaz jazdy na poduszkowym “snowboardzie”, na podłodze została płaska, kolorowa łąka.
— Wygląda jak miękka mapa świata! — powiedział Staś, z miną badacza.
Każda poduszka leżała w swoim wyznaczonym miejscu — zgodnie z ważnym i zupełnie wymyślonym planem.
Zosia roześmiała się: — Teraz możemy grać w “przemierzanie kontynentów poduszkowych”!
Franek dodał: — Albo urządzić pokaz mody poduszkowej dla naszych pluszaków!
Cała czwórka zaczęła szaleć na poduszkowej łące, aż nareszcie zirytowany pies Puszek próbował ułożyć się w samym środku “mapy świata”.
Mama Marysi zajrzała do pokoju. Spojrzała na dzieci, potem na poduszki i zaśmiała się.
— Cóż, przynajmniej teraz nie potknę się o żadną górę… Ale chyba będę musiała się poślizgnąć po tej łące!
Dzieci były dumne ze swojego dzieła. Każde z nich poczuło, że wspólnie potrafią nawet góry wygładzić, jeśli tylko będą współpracować.
Marysia spojrzała na przyjaciół, na mamę i na wielką, zadowoloną “szefową” poduszek leżącą pośrodku.
— Dziękuję wam wszystkim! Za łaskotki, za śmiechy i za przyjaźń. Bez was nigdy nie udałoby się aplatować tej góry — powiedziała cicho, ale wszyscy ją usłyszeli.
Zosia, Staś i Franek kiwnęli głowami.
— I za poduszki, które znają się na żartach! — dodał Staś.
Poduszki zatrzęsły się z rozbawienia, a nawet te najbardziej leniwe zaśmiały się jeszcze raz leciutko, jak tylko poduszki potrafią.
I tak właśnie zakończyła się wielka poduszkowa przygoda, choć w sercach dzieci i poduszek wiadomo było, że jeszcze niejeden dzień przyniesie kolejne śmiechy i nowe, miękkie, przyjacielskie czary.