Trwa ładowanie...
Fantastyczny humorystyczny 7-8 lat Czytanie 16 min.

Mostek, który chciał usłyszeć dziękuję

Czterech chłopców — Rycerze z Kieszeni — odkrywa skrzypiący most i, używając mydła, śmiechu i wdzięczności, próbuje go rozluźnić, poznając przy tym jego małe tajemnice.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Czterech chłopców na starym drewnianym moście nad czystym strumieniem: ok. 10-letni z rozczochranymi brązowymi włosami w pasiastym t‑shircie, trzymający białą kredę i pochylony nad poręczą; ok. 9‑letni blondyn w zielonej bluzie, aplikujący kroplę mydła o zapachu jabłka na deskę; ok. 8‑letni rudy w okrągłych okularach robiący przesadną minę, stojący na desce; ok. 7‑letni z czarnymi włosami na sportowym wózku trzymający mały metalowy dzwoneczek; stary most z widocznymi deskami i gwoździami, poręcz z naklejonym uśmiechem, drzewa i wysoka trawa w tle, ciepła zachodząca poświata, scena przedstawia humorystyczny rytuał „odskrzypienia” mostu: kreda rysuje uśmiech, kropla mydła błyszczy zielono, miny wywołują śmiech, dzwoneczek jako dowód, przyjazna, wspólną akcję podkreślająca atmosfera i kontrastowe, żywe kolory. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Most, który mówi „iiiiik!”

W miasteczku Brzęczewo był mostek tak zwyczajny, że aż podejrzany. Leżał nad strumykiem, łączył dwie ścieżki i udawał, że nie zwraca na siebie uwagi. A jednak zwracał. Głównie dlatego, że przy każdym kroku mówił głośno: „iiiiik!”.

„On nie skrzypi, on śpiewa” — stwierdził Franek, który zawsze miał w kieszeni coś przydatnego: gumkę recepturkę, kredę albo okruszek bułki na czarną godzinę.

„Nie śpiewa. On narzeka” — odparł Olek i szturchnął deskę czubkiem buta. Most od razu odpowiedział: „IIIIIK!”, jakby ktoś mu nadepnął na honor.

„Może ma łaskotki” — zaśmiał się Bartek, który siedział w swoim wózku i kręcił kółkami tak energicznie, jakby wózek był wyścigowym rydwanem.

„Może ma w środku skrzypka” — dodał Julek, a jego oczy świeciły, bo Julek kochał wszystkie rzeczy, które miały „w środku” jakieś tajemnice.

Chłopcy tworzyli bandę czterech. Mówili o sobie „Rycerze z Kieszeni”, bo nigdy nie mieli mieczy, ale zawsze mieli kieszenie pełne drobiazgów. Ich misje były ważne: uratować latawiec z drzewa, znaleźć zaginioną piłkę, rozśmieszyć panią od matematyki. A dziś? Dziś mieli cel bardzo poważny.

„Trzeba go rozluźnić” — powiedział Franek. — „Ten most jest cały spięty. Jak tata, gdy szuka kluczy i one są w jego ręce.”

Most skrzypnął jeszcze raz, jakby potwierdzał: „Tak! Jestem spięty!”.

„Mosty też się stresują?” — zapytał Bartek.

„Pewnie. Cały dzień ludzie po nim chodzą i nikt nie mówi ‘dziękuję'.” — Olek zrobił minę znawcy.

Julek przyłożył ucho do poręczy. „Słyszę… on mówi ‘nie naciskajcie mnie tak!'.”

„To łatwe” — Franek uśmiechnął się z takim sprytem, jakby zaraz miał wyciągnąć z kieszeni plan świata. — „Zrobimy mu dzień spa.”

„Mostowe spa?” — Olek aż klasnął. — „Z ogórkiem na deskach?”

„Z czymś lepszym.” Franek wyciągnął kredę. „Narysujemy mu uśmiech.”

Bartek parsknął śmiechem. „A jak się nie zmieści, to mu narysujemy dwa. Jeden na zapas.”

I tak, na środku mostku, pojawił się kredowy uśmiech. Szeroki, krzywy i bardzo szczery.

Most odpowiedział: „…ik?”

To było skrzypnięcie zaskoczone, trochę mniejsze.

„Widzicie?” — Franek cmoknął z dumą. — „Działa. Ale potrzebujemy czegoś więcej. Magii codzienności.”

Gdy wypowiedział te słowa, wiatr przewiał przez most i poniósł ze sobą zapach świeżego chleba z piekarni. Jakby świat sam mówił: „No dobrze, bawcie się.”

Rozdział 2: Mapa z okruszków i zaklęcie na luz

„Magia codzienności to taka, co udaje, że jej nie ma” — wyjaśnił Julek. — „Na przykład, gdy babcia znajduje zgubiony guzik, mówiąc: ‘A był tu przed chwilą!' To czary.”

„Albo gdy mama mówi: ‘Za pięć minut wychodzimy', a to znaczy ‘za minutę'.” — dorzucił Olek.

„A najpotężniejsza magia jest w kieszeniach” — podsumował Franek i potrząsnął swoją. Coś zadźwięczało, coś zaszurało, a coś kichnęło. Wszyscy spojrzeli na kieszeń.

„Kichnęło?” — Bartek uniósł brwi.

Z kieszeni Franka wysunął się maleńki, pomarszczony listek i… sam się wyprostował, jakby był żołnierzem na warcie.

„To jest Liściasty Posłaniec” — powiedział Franek, jakby to było oczywiste. — „Zebrałem go wczoraj spod ławki. Wtedy był tylko liściem. Ale dziś… wygląda na pracownika poczty.”

Listek ukłonił się i wskazał łodyżką na most.

„On chce coś powiedzieć!” — Julek aż podskoczył.

„Uwaga, tłumaczę z liściowego na ludzki” — Olek odchrząknął teatralnie. — „Most prosi o… hm… o ‘masło'?”

„Masło?” — Bartek roześmiał się. — „Chce kanapkę?”

„Może chce, żeby go posmarować, żeby nie skrzypiał!” — Franek aż przyklasnął. — „To ma sens. Most jest jak zawias. Zawias lubi smar. Most lubi… mosto-smar.”

„Tylko że nie mamy masła” — zauważył Julek.

„Mam coś lepszego.” Olek wyciągnął z plecaka małą buteleczkę z mydłem w płynie. — „Zostało po wycieczce. Pachnie jabłkiem. Jak damy mu jabłkowy luksus, będzie się czuł jak w sadzie.”

„Most w sadzie, brzmi spokojnie.” — Bartek zakręcił kółkami i podjechał bliżej. — „Ale nie lejmy za dużo, bo się zrobi ślizgawka i most będzie miał nagle balet.”

„Balet mostowy!” — Julek zachichotał. — „Deski w piruecie!”

Zanim jednak wylali choć kroplę, z poręczy wysunęła się mała, niebieskawa iskierka i usiadła na gwoździu. Wyglądała jak miniaturowa ważka zrobiona z błysku.

„Cześć!” — powiedziała iskierka głosem, który brzmiał jak dzwoneczek w kieszeni. — „Jestem Pstryk. Jestem opiekunem drobnych skrzypnięć.”

„Opiekunem?” — Franek zmrużył oczy. — „Czyli… to ty skrzypisz?”

„Ja tylko pilnuję, żeby skrzypienie miało sens artystyczny” — odparła Pstryk z dumą. — „Ale ten mostek przesadza. Jest spięty. Ma w sobie za dużo ‘muszę'.”

„A my chcemy mu dać więcej ‘możesz'.” — Bartek powiedział to tak spokojnie, że nawet strumyk jakby popłynął ciszej.

Pstryk machnęła skrzydełkami. „W takim razie potrzebujecie trzech rzeczy: czegoś śliskiego, czegoś śmiesznego i czegoś miłego. To klasyczny przepis na rozluźnienie.”

„Śliskie mamy: mydło jabłkowe.” — Olek potrząsnął buteleczką.

„Śmieszne mamy: Julka.” — Franek pokazał na Julka.

„Hej!” — Julek udał oburzenie. — „Ja mam też inne talenty! Na przykład umiem robić minę, gdy zjem cytrynę.”

Od razu zrobił taką minę, że nawet Pstryk zachichotała i zgasła na sekundę ze śmiechu, po czym znów zapaliła.

„Miłe?” — zapytał Bartek. — „Miłe… to może ‘dziękuję'?”

„Tak!” — Pstryk klasnęła. — „Mosty bardzo lubią ‘dziękuję'. One dźwigają i nikt nie zauważa.”

Chłopcy ustawili się jak do poważnego rytuału. Franek trzymał kredę, Olek mydło, Julek szykował minę cytrynową, a Bartek był dowódcą od spokojnego tonu.

„Zaklęcie będzie krótkie” — oznajmił Franek. — „Bo most nie ma czasu na długie.”

Pstryk podsunęła im rym, który brzmiał jak skakanka:

„Desko, nie spinaj się tak,

niech skrzyp zmieni się w śmiech i znak!

Kap, kap — jabłkowy ślad,

dziękujemy, mostku, za każdy kład!”

„Co to jest ‘kład'?” — szepnął Olek.

„Krok!” — syknął Julek. — „Nie psuj poezji!”

Najpierw Olek wcisnął odrobinkę mydła na palec i posmarował nim bok jednej deski, jakby smarował tost dla niewidzialnego giganta. Pachniało jabłkiem i wakacjami.

Potem Julek zrobił swoją minę cytrynową, ale tak przesadzoną, że aż sam wybuchnął śmiechem. Śmiech popłynął po deskach i odbił się od poręczy.

Na końcu wszyscy czterej powiedzieli razem, głośno i wyraźnie:

„Dziękujemy, mostku!”

Most zadrżał. Ale nie jak ze strachu. Bardziej jak ktoś, kto właśnie usłyszał komplement i nie wie, gdzie schować zadowolenie.

„…iik?” — odezwał się, tym razem jakby pytał: „Naprawdę?”.

„Naprawdę.” — Bartek poklepał poręcz dłonią. — „I możesz przestać narzekać. My cię rozumiemy.”

Pstryk zakręciła kółko w powietrzu. „Jeszcze jeden test. Przejdźcie.”

Rozdział 3: Próba Kroków i Wielka Pomyłka

Franek postawił stopę na pierwszej desce bardzo ostrożnie, jakby stąpał po śpiącym kocie.

„Iiii…” — zaczęło się.

Chłopcy zamarli.

„…k!” — dokończył most, ale to „ik” było krótkie i ciche, jak kichnięcie mrówki.

„To prawie nic!” — Olek aż podskoczył.

„Jeszcze raz.” — Pstryk była surowa jak nauczycielka od ciszy.

Tym razem poszedł Julek. Krok, drugi krok…

„…ik.” — most odpowiedział grzecznie, jakby mówił: „Przepraszam, to odruch.”

„On ma jeszcze skrzyp w gardle” — zachichotał Bartek. — „Jak ja, gdy udaję, że nie chcę iść spać.”

„Nie udajesz?” — Franek spojrzał podejrzliwie.

„Ciii.” — Bartek mrugnął. — „To tajna sprawa.”

Olek postanowił zrobić coś „profesjonalnego”. Wyciągnął z kieszeni małą szczoteczkę do paznokci. Nikt nie wiedział, skąd ją ma. Olek twierdził, że „rzeczy same wchodzą do plecaka, gdy czują przygodę”.

„Wyczyszczę szczeliny między deskami. Może tam siedzi skrzyp.” — powiedział i zaczął szorować.

Wtedy wydarzyła się Wielka Pomyłka.

Ze szczeliny wypadł… mały metalowy dzwoneczek. Taki od roweru. Zakręcił się, zadzwonił i poturlał w stronę strumyka.

„O nie!” — krzyknął Julek. — „Dzwonek ucieka!”

Bartek ruszył pierwszy, bo miał najlepsze koła. Podjechał do krawędzi mostku i złapał dzwoneczek tuż przed tym, jak wpadł do wody.

„Uratowany.” — oznajmił spokojnie, jakby ratował dzwonki codziennie przed śniadaniem.

Pstryk przysiadła na poręczy i spojrzała na dzwoneczek ze zdziwieniem. „O! To dlatego most skrzypiał tak głośno. Ten dzwonek był w środku i robił ‘dzyń' razem ze skrzypem. Duet. Bardzo ambitny.”

„Most miał w sobie instrument?” — Franek otworzył usta. — „To jednak był skrzypek w środku, tylko… dzwonkowy.”

Most wydał dłuższe „iiiiik”, ale tym razem brzmiało to bardziej jak zawstydzone: „No co? Lubiłem muzykę.”

„Nie musisz się wstydzić” — powiedział Julek łagodnie. — „Muzyka jest fajna. Tylko że mieszkańcy myśleli, że narzekasz.”

„A ja tylko… ćwiczyłem.” — most skrzypnął cichutko. „…ik.”

Olek uniósł dzwoneczek. „To co, oddamy go właścicielowi?”

Pstryk pokiwała. „Dzwonek należy do roweru pani listonoszki. Jeździ tędy rano i wieczorem. Zgubiła go, a mostek go połknął… to znaczy, zatrzymał z troski.”

„Most jest opiekuńczy!” — Bartek uśmiechnął się. — „Jak ja, gdy chowam ostatniego cukierka, żeby nikt go nie zjadł… przypadkiem przeze mnie.”

„To nie jest opiekuńcze, to jest… sprytne.” — Franek zaśmiał się.

„Dobrze.” — Pstryk klasnęła. — „Plan: oddajecie dzwonek, a most dostaje coś w zamian. Coś, co może mieć w środku, ale co nie robi hałasu.”

„Może… piórko?” — zaproponował Julek.

„Albo gumkę recepturkę.” — Franek już wyciągał jedną. — „Ona trzyma rzeczy razem. Most lubi, gdy coś go trzyma razem.”

Bartek spojrzał na swoje kieszenie. „Mam naklejkę z uśmiechem. Taka żółta. Mogę mu przykleić na poręczy.”

Most zadrżał z radości, a strumyk zachichotał bąbelkami.

„Zróbmy to wszystko!” — zdecydował Olek, bo Olek zawsze lubił „wszystko naraz”, dopóki nie dotyczyło to sprzątania pokoju.

Przywiązali gumkę do małego gwoździa (tak, żeby nikomu nie przeszkadzała), włożyli piórko w szczelinę jak miękką poduszeczkę, a Bartek przykleił naklejkę na poręczy. Uśmiech błysnął jak małe słońce.

Most powiedział: „…” i nic więcej.

„On… nie skrzypnął!” — szepnął Julek, jakby bał się spłoszyć ciszę.

Pstryk skinęła. „Teraz jest rozluźniony. I szczęśliwy.”

Rozdział 4: Dzwonek, listonoszka i zwycięstwo bez fanfar

Pani listonoszka nadjechała chwilę później. Jej rower wyglądał, jakby miał za sobą tysiąc przygód: koszyk z przodu, wstążka na kierownicy i torba pełna listów, które szeleściły jak plotki.

„Dzień dobry, Rycerze z Kieszeni!” — zawołała. — „Znowu ratujecie świat?”

„Dzisiaj tylko most.” — odpowiedział Franek skromnie, co u niego było oznaką wielkiej dumy.

Olek podał dzwonek jak skarb. „Zguba pani. Most go… przechował.”

Pani listonoszka przyjrzała się. „Ojej! Szukałam go. Bez dzwonka musiałam mówić ‘przepraszam!' tak często, że aż mi się skończyły ‘przepraszamy' na dziś.”

Bartek zachichotał. „Teraz będzie pani dzwonić?”

„Będę dzwonić grzecznie.” — obiecała i zamontowała dzwonek. Zadzwoniła próbnie: „Dzyń-dzyń!”

Most nawet nie jęknął. Tylko poręcz jakby wyprostowała się z dumy.

„Co mu zrobiliście?” — zapytała pani listonoszka, bo dorośli zawsze chcą znać „co” i „jak”, jakby to była instrukcja do tostera.

„Powiedzieliśmy ‘dziękuję'.” — Julek wzruszył ramionami. — „I trochę jabłkowej magii.”

Pani listonoszka uśmiechnęła się szeroko. „To najlepsza magia. Mam dla was coś w zamian.”

Z torby wyjęła cztery małe koperty. Na każdej było narysowane coś innego: uśmiech, mostek, piórko i mała iskierka.

„To są listy od… kogo?” — Franek zmarszczył brwi.

„Od Mostu.” — pani listonoszka mrugnęła. — „Mosty nie mają długopisów, więc rysują myślami. Te listy pojawiły się dziś rano w mojej torbie. Trochę się bałam, że to rachunki, ale na szczęście nie.”

Chłopcy otworzyli koperty. W środku były karteczki, a na nich proste zdania, jakby napisane przez kogoś, kto dopiero uczy się pisać, ale bardzo się stara:

Dla Franka: „Dziękuję za plan i uśmiech.”

Dla Olka: „Dziękuję za czyszczenie i odwagę.”

Dla Julka: „Dziękuję za śmiech, co leczy deski.”

Dla Bartka: „Dziękuję za spokój. Spokój jest mocny.”

Bartek przeczytał swoją karteczkę dwa razy. Za drugim razem uśmiechnął się ciszej, ale głębiej.

„Mosty są mądre.” — powiedział.

Pstryk usiadła na ramieniu Franka, lekka jak pyłek. „Mądre są też dzieci, które zauważają skrzypnięcia, zanim staną się krzykiem.”

Olek wsunął list do kieszeni. „To co teraz? Kolejna misja? Może… rozśmieszyć latarnię?”

„Nie.” — Franek spojrzał w stronę domu, gdzie już czekał wieczór i zapach herbaty. — „Teraz misja: wrócić, opowiedzieć i nie zasnąć w połowie opowieści.”

„To najtrudniejsza misja.” — Julek westchnął dramatycznie.

„Nie dasz rady.” — Olek szturchnął go łokciem.

„Dam!” — Julek odparł. — „Ja jestem czujny jak… jak sowa!”

„Sowy zasypiają w dzień.” — zauważył Bartek.

„To będę czujny jak… łyżka!” — Julek wymyślił szybko.

„Łyżki też zasypiają w szufladach.” — Olek już się śmiał.

Most milczał, dumny i rozluźniony. Tylko naklejka z uśmiechem świeciła na poręczy, jakby mówiła: „Udało się.”

Rozdział 5: Dodo bez zmartwień

Wieczorem każdy z chłopców wrócił do siebie, ale ich myśli spotkały się jeszcze raz, jakby usiadły razem na niewidzialnym mostku.

Franek leżał w łóżku i obracał w palcach gumkę recepturkę. „Trzyma rzeczy razem” — szepnął do siebie. — „A zaufanie też trzyma.”

Olek pod kołdrą szeptał do poduszki: „Jak coś skrzypi, to może nie jest złe. Może tylko chce, żeby go wysłuchać.” Potem dodał: „Ale jeśli to moja szafa zacznie śpiewać, to proszę bardzo, niech śpiewa cicho.”

Julek zasypiał z szerokim uśmiechem. Wyobrażał sobie mostek w kapciach, jak siedzi nad strumykiem i mówi: „Dzisiaj było miło.” W jego wyobraźni Pstryk tańczyła na kroplach rosy i udawała dyrygenta ciszy.

Bartek ułożył karteczkę od mostu na stoliku obok lampki. Spojrzał na nią jeszcze raz. „Spokój jest mocny.” To brzmiało jak tajne hasło, które działa zawsze, nawet gdy zgubi się skarpetka albo jutro jest sprawdzian z ortografii.

A mostek? Mostek w nocy też odpoczywał. Słuchał strumyka, który opowiadał wodne dowcipy, i czuł na poręczy naklejony uśmiech. Deski nie były już spięte. Były jak po masażu, tylko bez ogórków.

Gdzieś obok, na gwoździu, Pstryk zamrugała. „Dobra robota” — szepnęła do ciemności. — „Zaufanie działa. Nawet na mosty.”

I kiedy ostatnia myśl dnia przeszła przez ich głowy jak cichy krok, wszyscy czterej zasnęli bez zmartwień. W ich snach mostek nie skrzypiał ani trochę. Co najwyżej mruczał z zadowolenia, jak kot, który wreszcie znalazł idealne miejsce do drzemki.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Spięty
Gdy coś jest bardzo napięte i nie może się swobodnie poruszać.
Poręczy
Część mostu, po której ludzie trzymają się, gdy idą.
Liściasty Posłaniec
Mały listek, który w historii przynosi wiadomość lub wskazówkę.
Opiekunem
Ktoś, kto pilnuje i troszczy się o coś lub kogoś.
Zaklęcie
Krótka formułka lub rym, który ma zmienić coś lub pomóc.
Rozluźnić
Sprawić, by coś przestało być napięte i stało się luźniejsze.
Rozluźniony
Stan, gdy coś jest już mniej napięte i bardziej swobodne.
Skrzydełkami
Małe skrzydła, którymi ktoś się rusza, by latać lub machać.
Szczeliny
Wąskie przerwy między deskami lub innymi częściami.
Gwoździu
Metalowy przedmiot, który trzyma deski razem, wbity w drewno.
Kład
Słowo użyte w rymowance; tu znaczy 'krok', którym ktoś przechodzi.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Fantazyjna komedia (light fantasy) dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.