Rozdział 1: Portret, który się nie śmieje
W pewnym bardzo zwyczajnym miasteczku, gdzie nawet psy czasami ziewały z nudów, mieszkało dwóch siedmioletnich chłopców: Staś i Kacper. Obaj mieli głowy pełne pomysłów, kieszenie pełne okruchów i bardzo ważny cel na dzisiaj: rozśmieszyć portret, który nigdy się nie śmiał.
Portret wisiał w salonie u babci Kacpra, tuż nad starym fotelem, przy którym zawsze pachniało herbatą i szarlotką. Przedstawiał poważnego pana w kapeluszu, z krzaczastymi brwiami i spojrzeniem tak surowym, że nawet muchy przestawały bzyczeć, gdy go widziały.
– Ten pan wygląda, jakby połknął cytrynę i zapomniał przełknąć! – szepnął Staś, podkradając się do portretu.
– Albo jakby zobaczył kota w meloniku! – zachichotał Kacper.
– Myślisz, że naprawdę nigdy się nie śmieje? – Staś popukał palcem w ramę obrazu.
– Babcia mówi, że odkąd pamięta, portret zawsze był poważny. A przecież to niemożliwe, żeby nikt się nigdy nie uśmiechał! – Kacper wzruszył ramionami.
– Zróbmy eksperyment! – zaproponował Staś. – Ustawimy się przed nim i zrobimy coś najbardziej śmiesznego na świecie.
Chłopcy stanęli na jednej nodze, zaczęli robić dziwne miny, wywijać uszami i śpiewać o śledziach w kapuście. Obraz nawet nie drgnął.
– Może on nie lubi śledzi? – spytał Kacper.
– Albo kapusty! – Staś wzruszył ramionami. – Musimy wymyślić coś naprawdę magicznego.
Rozdział 2: Magiczne przedmioty i nieoczekiwane skutki
W domu Kacpra roiło się od dziwnych rzeczy. Babcia zbierała stare zegarki, klucze bez zamków i pióra, które nigdy nie pisały. Chłopcy postanowili wypróbować wszystkie te przedmioty.
– Zobacz, mam tu magiczne pióro! – ogłosił Kacper i zaczął łaskotać portret po ramie.
– A ja mam zegarek, który cofa czas! – Staś nakręcił zegarek i głośno policzył: – Raz, dwa, trzy… śmiech!
Portret nawet nie mrugnął.
Następnie chłopcy założyli babcine kapelusze, które były tak wielkie, że opadały im na oczy. Przebrali się za czarodziejów i wymachiwali drewnianą łyżką jak różdżką.
– Abrakadabra, portrecie, uśmiechnij się choć w lecie! – wyrecytował Kacper z poważną miną.
Nic. Tylko cisza i lekkie skrzypnięcie ramy obrazu.
– Może on jest zaczarowany? – zastanawiał się Staś.
– Albo po prostu nie lubi czarów – odparł Kacper zmartwiony.
Nagle zza drzwi rozległ się głos babci:
– Chłopcy, nie przeszkadzajcie portretowi, on lubi spokój!
– Ale babciu, chcemy go rozśmieszyć! – zawołał Staś.
Babcia weszła do salonu i uśmiechnęła się tajemniczo.
– No to spróbujcie jeszcze czegoś, tylko nie wywróćcie salonu do góry nogami – mrugnęła do nich i wyszła.
Rozdział 3: Misja specjalna – śmiech na zamówienie
Chłopcy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Skoro magiczne przedmioty nie działały, czas na magię codzienności.
– Wiem! – Staś klasnął w dłonie. – Zróbmy przedstawienie dla portretu!
– Teatrzyk? – Kacper aż podskoczył z radości. – Ja będę królem! Ty rycerzem! Albo odwrotnie!
Chłopcy zrobili z koców peleryny, z garnków korony i rozpoczęli spektakl:
– Ja jestem Król Śmiechot, a to mój wierny rycerz Staśek! – wołał Kacper.
– Przysięgam bronić radości i uśmiechu! – Staś przyłożył dłoń do serca, przewracając przy okazji garnek-koronę na oczy.
– O, potworny smok! – Kacper wskazał na poduszkę na kanapie. – Rycerzu, pokonaj go śmiechem!
Staś podskoczył do poduszki, zaczął ją łaskotać, a potem nagle... kichnął tak głośno, że aż kapelusz spadł z portretu!
Chłopcy zamarli.
– Chyba coś się ruszyło! – szepnął Kacper.
Portret rzeczywiście lekko zadrżał. Spod wąsów pana w kapeluszu jakby zamigotał cień uśmiechu.
– Jeszcze raz! – Staś zawołał.
Tym razem obaj zaczęli tańczyć śmieszny taniec „na śledziu”, wymyślony na poczekaniu. Podskakiwali, kręcili się, a końcowe salto Stasia skończyło się lądowaniem na poduszce. Portret… znów się poruszył! Tym razem z ramy spadł mały kawałek złotej farby, odsłaniając bardzo delikatnie uniesiony kącik ust pana z obrazu.
– On… on się chyba uśmiecha! – pisnął Kacper.
– Jeszcze trochę! – Staś był pewny, że lada moment portret wybuchnie śmiechem.
Rozdział 4: Tajemnica śmiechu i wartości wysiłku
Przez cały dzień chłopcy wymyślali coraz to nowe przedstawienia. Były żabie tańce, śpiewanie od tyłu piosenek o ogórkach, nawet próbowali nauczyć portret gwizdać.
– Portrecie, jeśli się zaśmiejesz, dostaniesz kawałek sernika! – przekonywał go Staś, podsuwając pod ramę talerzyk.
– A jak się nie zaśmiejesz, to i tak dostaniesz! – dodał Kacper, bo nie potrafił być surowy.
Portret jednak wciąż był poważny. Chłopcy usiedli na podłodze i westchnęli.
– Może to się nie uda – powiedział cicho Kacper.
– Ale się nie poddajemy, prawda? – Staś spojrzał na przyjaciela.
– Jasne! – Kacper się uśmiechnął. – Może portret potrzebuje więcej czasu?
– Albo musi poczuć, że się staramy – dodał Staś.
Babcia weszła do pokoju, przyniosła herbatę i usiadła obok nich.
– Wiecie, chłopcy, czasem trzeba się bardzo postarać, żeby sprawić komuś radość. Ale najważniejsze, to się nie poddawać – powiedziała cicho.
Chłopcy spojrzeli na siebie. Przecież tak bardzo się starali! Może właśnie o to chodziło?
Rozdział 5: Uśmiech w nocnej ciszy
Wieczorem, gdy niebo zrobiło się granatowe, a gwiazdy zaczęły mrugać jak światełka na choince, chłopcy postanowili pożegnać się z portretem.
– Dobranoc, panie z obrazu – powiedział Staś.
– Może jutro się pan uśmiechnie – dodał Kacper z nadzieją.
Nagle, gdy chłopcy wyszli z pokoju, w salonie zapadła cisza. Portret rozjaśnił się delikatnym blaskiem księżyca, a na twarzy poważnego pana pojawił się wyraźny, ciepły uśmiech. Pan z portretu szepnął cicho, choć tylko babcia usłyszała:
– Dziękuję, chłopcy. Daliście mi najpiękniejszy powód do uśmiechu.
Babcia uśmiechnęła się do portretu i zasunęła zasłony.
A Staś i Kacper zasnęli tej nocy spokojnie, zadowoleni, bo wiedzieli, że warto się starać, nawet jeśli efekt nie przychodzi od razu. W końcu każda próba, nawet najbardziej szalona, ma w sobie magię, która potrafi rozjaśnić nawet najpoważniejszy portret. I była to naprawdę piękna noc – pełna śmiechu, wysiłku i miękkich, ciepłych snów.