Trwa ładowanie...
Opowieść Bożonarodzeniowa 11-12 lat Czytanie 13 min.

Kędzior i płatek, który bał się światła

Mały Kędzior, strażnik zimy, otrzymuje misję obserwowania płatków śniegu pod latarnią i uczy się zauważać ich różnorodność oraz pomagać tym, które są ciche lub zagubione.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Główny bohater: mały antropomorficzny zimowy strażnik, pluszowy i okrągły, z oczami jak kasztany, długim ogonem o pędzlowym kształcie, łagodnym i zdeterminowanym wyrazem twarzy, przykucnięty w śniegu i dmuchający cienkim strumieniem powietrza z futrzanej kieszonki, aby odczepić utknięty płatek; postać druga: wysoka czarna żeliwna latarnia z dużym okrągłym szkłem, ciepłe żółte światło skierowane ku scenie, pochylona za strażnikiem; płatek o imieniu Puk: większy i bardziej szczegółowy, złożona struktura krystaliczna, przyklejony do ciemnej kulki lodu, nieśmiały potem ulżony, unoszony powoli przez oddech; tło: kilka różnorodnych małych płatków wirujących wokół latarni, brzeg zaśnieżonej wioski nocą z teksturowaną białą pokrywą, śladami stóp, głębokie niebieskie niebo z gwiazdami, odległe domki z ciepłymi oknami, latarnia na kopcu śniegu; sytuacja: scena ratunkowa skupiona na odczepianiu i przywróceniu Puka do koła światła, łagodna kontra-plongée, ciepłe światło w centrum i chłodne brzegi, czuła, magiczna świąteczna atmosfera. zgłoś problem z tym obrazem

Rozkaz spod latarni

Śnieg sypał jak cukier puder, a wiatr gwizdał w rynnach, jakby ćwiczył kolędę na flecie. Na skraju miasteczka stała latarnia — wysoka, czarna, z okrągłą szybą, w której tańczyło żółte światło. Wokół niej wirowały płatki śniegu, wpadały w blask, błyskały i znikały w ciemności.

Pod latarnią przysiadł Kędzior — mały, puchaty strażnik zimy o oczach jak dwa kasztany. Nie był ani ptakiem, ani kotem, ani niczym, co dałoby się łatwo opisać w szkolnym zeszycie. Miał ogon jak pędzel do malowania śnieżnych wzorów i uszy, które łapały nawet szept mrozu.

Kędzior lubił porządek. Nie taki nudny, tylko sprawiedliwy: żeby każdy dostał tyle samo ciepła, każdy miał szansę pobłyszczeć, a nikt nie był spychany w cień.

Tego wieczoru z lampy wysunął się cieniutki promień światła i zawiązał w powietrzu węzełek, jakby światło umiało robić kokardy. Węzełek zamienił się w kopertę zrobioną z lodowego papieru.

— Dla mnie? — Kędzior podrapał się za uchem, ale tak delikatnie, żeby nie rozsypać śniegu z futerka.

Koperta sama się otworzyła. Z jej wnętrza wyskoczyły srebrne literki i ułożyły zdanie:

„MISJA: OBSERWOWAĆ PŁATKI ŚNIEGU POD LATARNIĄ. ZAUWAŻYĆ KAŻDY. ŻADNEGO NIE POMINĄĆ.”

— Każdy? To brzmi jak… dużo — mruknął Kędzior, po czym uśmiechnął się pod nosem. — Dobrze. Skoro tak, to będzie uczciwie.

Wtedy z wnętrza latarni odezwał się ciepły, bulgoczący głos:

— Pamiętaj, Kędziorze. Płatki lubią, gdy się je traktuje z szacunkiem. Nawet jeśli spadają szybko.

— Rozumiem — odparł. — Będę patrzył tak, jakby każdy był najważniejszy.

I już pierwsze płatki, zachęcone, zaczęły wirując zbliżać się do światła, jak do sceny.

Płatki, które chcą być zauważone

Kędzior wyjął z kieszonki przy futerku mały notatnik z kory brzozowej i patyczek do pisania, który nigdy nie łamał się od mrozu. Usiadł na zaspie jak na pufie i zaczął liczyć.

— Jeden: gwiazdka z sześcioma ramionami. Dwa: jak koronka. Trzy: o, ty jesteś krzywy jak rogalik!

Płatek-rogalik obraził się i poleciał bokiem.

— Ej, ej! — Kędzior machnął ogonem. — To nie było obraźliwe. Rogaliki są pyszne.

Płatek zawrócił i, udając, że wcale nie zależało mu na pochwałach, wpadł w światło, błysnął i zniknął w śnieżnej miękkości.

Z ciemności wysunęła się cała gromadka płatków. Jedne leciały prosto jak strzały, inne kręciły piruety. Był płatek, który wyglądał jak maleńka drabinka, i taki, co przypominał pajęczynę. Kędzior starał się nie przegapić żadnego.

— Ja! — zapiszczał płatek, który spadał wprost na czubek latarni.

— Widzę cię — powiedział Kędzior.

— A mnie? — zawołał drugi, chowając się za pierwszym.

— Też cię widzę. Nie pchaj się, bo wszyscy się zmieścicie — odparł spokojnie.

To było trudniejsze, niż się wydawało. Płatki były jak myśli: pojawiały się nagle, migały i znikały. Kędzior mrugał szybko, ale nie z pośpiechu — z zachwytu.

W pewnym momencie zauważył, że część płatków nie zbliża się do latarni. Kręciły się dalej, w ciemniejszym powietrzu, jakby bały się światła.

— Hej, czemu trzymacie się z tyłu? — zapytał.

Odpowiedziało mu ciche chrobotanie, jakby śnieg rozmawiał ze śniegiem:

— Bo my jesteśmy… zwyczajne.

Kędzior zmarszczył nos.

— Zwyczajne? Pod latarnią nie ma zwyczajnych. Są tylko te, które już zauważyłem, i te, które zaraz zauważę.

Płatki zadrżały. Jeden odważył się podejść bliżej i wpadł w światło. I wtedy Kędzior zobaczył coś dziwnego: płatek miał w środku maleńką iskierkę, jak uśmiech ukryty w kieszeni.

— O! — szepnął. — W każdym jest coś wyjątkowego.

Latarnia mruknęła z zadowoleniem.

Zagubiony błysk

Noc gęstniała, a śnieg sypał coraz śmielej. Kędzior liczył, notował, witał płatki krótkimi słowami, żeby żaden nie poczuł się jak numer w kolejce.

Nagle zobaczył, że w świetle nie pojawia się jeden szczególny błysk. Zwykle co jakiś czas przelatywał płatek, który robił „ping!” — cichutko, jak pstryknięcie palcem. Ten dźwięk był jak sygnał, że w powietrzu jest odrobina magii więcej.

Teraz „ping!” nie było.

— Latarnio, czy ty też to czujesz? — zapytał Kędzior.

— Czuję — odpowiedziała latarnia. — Jeden błysk zniknął. A bez niego płatki mogą stracić odwagę.

I rzeczywiście: płatki zaczęły spadać ciszej, jakby ktoś przykręcił im wesołość. Wirowały mniej, a te „zwyczajne” znów trzymały się z dala.

Kędzior wstał.

— Skoro mam misję obserwowania, to muszę obserwować też… brak. Brak też jest czymś, co się zauważa.

— Mądrze — powiedziała latarnia. — Tylko pamiętaj o szacunku. Nie przepychaj się przez burzę.

— Ja się nie przepycham. Ja proszę o miejsce — odparł Kędzior i ruszył.

Podskakiwał po zaspach, zostawiając ślady jak małe przecinki. Wiatr próbował go zdmuchnąć, ale Kędzior trzymał ogon jak ster. Wkrótce dotarł do miejsca, gdzie światło latarni już nie sięgało. Tam śnieg miał kolor granatowego atramentu.

W tej ciemności coś błysnęło słabiutko, jakby ktoś zgubił okruszek gwiazdy.

— Halo? — zawołał Kędzior. — Czy to ty, „ping”?

Odpowiedziało mu cichutkie:

— Piiing…? Raczej… „puk”. Jest mi zimno.

W śnieżnym zagłębieniu leżał płatek, który wyglądał na cięższy od innych. Nie umiał wirować; przykleił się do lodowej grudki.

— Utknąłem — przyznał płatek. — Wszyscy tańczą, a ja… ja tylko leżę. Wstyd mi.

Kędzior przykucnął, tak żeby ich oczy były na tej samej wysokości.

— Wstyd jest jak mokry śnieg — powiedział łagodnie. — Zbiera się i ciąży. Ale wiesz co? To, że utknąłeś, nie znaczy, że jesteś gorszy. Potrzebujesz tylko pomocy.

— A jeśli inni się będą śmiać? — płatek zadrżał.

— Jeśli ktoś się śmieje, to znaczy, że zapomniał o szacunku. A ja pamiętam — odparł Kędzior. — Poza tym… ja potrafię robić wiatr w kieszeni.

— Wiatr w kieszeni? — płatek zabrzmiał, jakby pierwszy raz od dawna go coś rozbawiło.

Kędzior otworzył małą kieszonkę przy futerku i wypuścił z niej cienki podmuch — własnoręcznie schowany wcześniej, na „kiedyś”. Podmuch był ciepły jak oddech.

Płatek uniósł się od grudki, najpierw niepewnie, potem śmielej.

— Udało się! — zapiszczał. — Ale… ja nie umiem wrócić sam.

— To wrócimy razem — powiedział Kędzior. — Równo, spokojnie. Jak para w tańcu.

Śnieżny taniec i zasady fair

Droga powrotna była jak przejście przez wirującą zasłonę. Płatki kręciły się wokół nich ciekawskie.

— Kto to? — szeptały. — Czemu jest taki… inny?

— To jest Puk — przedstawił go Kędzior. — I zasługuje na miejsce w świetle jak każdy.

— Ale on nie robi „ping”! — pisnęła jedna drobna gwiazdka.

Puk skulił się.

Kędzior uniósł ogon jak nauczyciel wskaźnik, tylko dużo bardziej miękki.

— Posłuchajcie. Są płatki, które brzmią „ping”, są takie, które brzmią „fiu”, i takie, co milczą. Każdy spada tak, jak umie. To nie zawody na głośność.

— A jeśli ktoś nie tańczy? — spytała „koronka”.

— To mu się robi miejsce. Tak działa szacunek — odpowiedział Kędzior. — Nie odpycha się słabszych łokciem. Nawet jeśli nie ma się łokci.

Płatki popatrzyły po sobie, trochę zawstydzone. Jeden płatek-drabinka podsunął się bliżej.

— Ja mogę mu pokazać, jak zrobić półobrót — powiedział.

— A ja, jak wpaść w światło bez strachu — dodał rogalik, który pamiętał, że rogaliki są pyszne.

Puk spojrzał na Kędziora.

— Naprawdę mogę?

— Naprawdę — odparł Kędzior. — I to nie dlatego, że jesteś wyjątkowy. Tylko dlatego, że jesteś.

Wreszcie dotarli pod latarnię. Światło objęło ich jak ciepły szal. Latarnia zabujała się delikatnie, jakby kiwała głową.

— Witaj z powrotem, błysku — powiedziała.

Puk spróbował wydać dźwięk. Wyszło z tego nieśmiałe:

— Puk!

— To brzmi świetnie — stwierdził Kędzior. — Każdy ma swój instrument.

Płatki zaczęły tańczyć znów odważniej. I wtedy stało się coś niezwykłego: kiedy Puk wpadł w sam środek światła, jego cichy „puk” zamienił się w krótkie, radosne „ping!” — jakby światło podarowało mu małą nutkę.

Płatki aż zatrzepotały z zachwytu.

— Widzicie? — powiedział Kędzior. — Czasem magia działa wtedy, gdy ktoś dostanie życzliwe miejsce.

Gwiazda z lodu

Śnieg sypał dalej, ale już nie był ciężki. Był lekki, świąteczny, jak konfetti z zimy. Kędzior wrócił do notatnika, ale tym razem nie pisał numerów. Rysował małe znaki: spiralki, kreski, gwiazdki. To była jego mapa płatków — mapa uważności.

Latarnia rozświetlała drogę dla wszystkich, nawet dla tych, które spadały daleko i tylko przez sekundę zahaczały o blask.

W pewnej chwili światło zamigotało trzy razy. To był znak, że zbliża się coś ważnego. Z nieba spłynął płatek większy od innych, tak misterny, że wyglądał jak lodowa gwiazda wycięta cierpliwymi nożyczkami.

Płatki ucichły.

— Oho — szepnął Kędzior. — Ty jesteś… świąteczny.

Gwiazda płynęła powoli, jakby miała czas na podziwianie świata. Zatrzymała się dokładnie w środku blasku latarni i rozwinęła jak kwiat z lodu. Z jej wnętrza wysunęły się malutkie iskierki, które nie parzyły, tylko łaskotały.

Iskierki ułożyły się w powietrzu w napis, ale tym razem nie był to rozkaz. Było to proste zdanie, które wchodziło prosto do serca:

„DZIĘKUJĘ ZA UWAŻNOŚĆ.”

Kędzior poczuł, że futerko robi mu się jeszcze bardziej puszyste. Puk kręcił się w kółko, a rogalik udawał, że wcale nie jest wzruszony, tylko mu wiatr wpadł do oka.

— To ja… to my… — Kędzior zawahał się.

— To ty zacząłeś — powiedziała latarnia miękko. — Sprawiedliwość jest jak światło. Nie dzieli, tylko świeci.

Gwiazda z lodu opadła na śnieg u stóp latarni i nie stopiła się. Zamiast tego zamieniła się w mały dzwoneczek, przezroczysty i cichy. Kiedy wiatr go musnął, zadźwięczał tak delikatnie, że trzeba było naprawdę słuchać, żeby go usłyszeć.

Kędzior spojrzał na płatki.

— Słyszycie?

— Tak! — zaszeptały.

— To teraz pamiętajcie — powiedział. — Kiedy ktoś jest cichy, nie znaczy, że jest nieważny. Czasem ciche rzeczy są najpiękniejsze.

Płatki zatańczyły, jakby przytakiwały ruchem.

Mrugnięcie na koniec

Noc zbliżała się do końca, ale wciąż pachniała świętami: żywicą z dalekiego lasu, mrozem i czymś słodkim, czego nie dało się nazwać. Kędzior siedział pod latarnią i obserwował dalej, już bez napięcia. Teraz wiedział, że nie musi „złapać” każdego płatka jak w grze. Wystarczy, że będzie obecny i uważny.

Puk krążył w świetle, robiąc „ping” i „puk” na zmianę, jakby ćwiczył nowe słowa.

— Dziękuję — powiedział nagle.

— Za co? — zdziwił się Kędzior.

— Za to, że nie potraktowałeś mnie jak grudki lodu. Tylko jak… płatek.

Kędzior kiwnął głową.

— To działa w obie strony. Ty też mnie czegoś nauczyłeś.

— Czego? — Puk przekrzywił się, jakby chciał zobaczyć odpowiedź z innego kąta.

— Że warto zauważyć nawet to, czego na początku nie widać — odparł Kędzior. — I że „puk” potrafi być tak samo ważny jak „ping”.

Latarnia rozjaśniła się odrobinę, jakby się uśmiechnęła.

— Kędziorze — powiedziała. — Twoja misja została spełniona.

— To już? — Kędzior poczuł lekkie ukłucie, jak zawsze, gdy coś miłego się kończy.

— Misje mają to do siebie, że kończą się wtedy, gdy człowiek… — latarnia zawahała się, po czym poprawiła: — gdy ktoś staje się trochę lepszym obserwatorem świata.

Kędzior zamknął notatnik. Śnieg wciąż padał, ale teraz każdy płatek, który wpadał w światło, wyglądał jak małe „cześć”.

Na koniec Kędzior podniósł wzrok i zobaczył w szybie latarni swoje odbicie: puchaty kształt, czujne oczy i ogon, który nieświadomie rysował w powietrzu znak zapytania.

— Wiesz co, latarnio? — szepnął. — Chyba będę obserwował płatki nawet bez rozkazu.

Latarnia mrugnęła raz, dokładnie raz.

A Kędzior przysiągłby, że w tym mrugnięciu było ukryte ciche, świąteczne „ho-ho…”, tylko bardzo dyskretne, żeby nie spłoszyć żadnego płatka.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Rynnach
Rury przy dachu, przez które spływa deszcz albo topniejący śnieg
Kasztany
Twarde, brązowe owoce drzew, często błyszczące i gładkie
Zaspie
Duży kopiec śniegu, który zbiera się na ziemi
Kory brzozowej
Zewnętrzna biała warstwa pnia brzozy, cienka jak papier
Bulgoczący
Robiący dźwięk jak gotująca się woda, burczący i nieco ciepły
Zawiązał
Połączył końce czegoś, tworząc supeł lub pętlę
Notatnik
Mały zeszyt do zapisywania myśli, liczb lub rysunków
Przecinki
Małe znaki w zdaniu lub krótkie ślady, tu: na śniegu
Skulił się
Zwinął ciało, schował się w kłębek, często z zimna lub strachu
Konfetti
Małe kolorowe kawałeczki papieru używane przy świętowaniu

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści bożonarodzeniowe dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.