Trwa ładowanie...
Opowieść Bożonarodzeniowa 11-12 lat Czytanie 14 min.

Puszka z ciasteczkami i krąg ciepła

Wiewiórka Nela ma rozplanować miejsca na Wigilię w Leśnej Dziupli, lecz niesforna puszka ciastek, ciekawska sroka i mały Pikuś wprowadzają nieoczekiwane zamieszanie, zmuszając ją do pomysłowego rozwiązania.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Mała wiewiórka Nela, zdeterminowana i skupiona, skacze po błyszczącą metalową puszkę ciastek — ruda futerko, puszysty ogon, zielony szalik unoszący się na wietrze, duże wyraziste oczy, diagonalna trajektoria i śnieg tryskający spod łap; za nią sroka Lolka, żywa i zachłanna, częściowo rozpostarte skrzydła, czarno-białe upierzenie z niebieskimi refleksami, otwarty dziób, nieco w tle po lewej, postawa ruchowa i niezdarna; po prawej lśniąca rzeźba renifera z lodu ozdobiona gałązkami i girlandami z suszonych jabłek, odbijająca światło słoiczków; drewniane domki leśnej wioski, choinki udekorowane wstążkami i światełkami, wiszące słoiki z świetlikami, zaśnieżona ścieżka przy kępach mchu i kamyczkach, czyste zimowe niebo z padającymi płatkami; główna scena — dynamiczne pościg wokół toczącej się puszki, zaznaczone linie ruchu, wybuchy śniegu i komiczne miny, ciepła świąteczna atmosfera mimo zimna. zgłoś problem z tym obrazem

Rozsypane miejsca

Śnieg skrzypiał jak cukier pod łapami, a całe Leśne Miasteczko pachniało igliwiem i cynamonem. Wiewiórka Nela szła ostrożnie po oblodzonej gałęzi, ale jej ogon sterczał dumnie jak chorągiewka. Była z tych, którzy trzy razy sprawdzają, czy w kieszeni jest sznurek… a potem i tak potrafią wskoczyć w nieznane, jeśli sprawa jest ważna.

A sprawa była bardzo ważna: Wigilia w Wielkiej Dziupli. Co roku zwierzęta spotykały się przy długim stole z kory, żeby śpiewać, dzielić się orzechami i opowiadać historie. W tym roku Nela dostała zadanie, które brzmiało prosto, ale było groźniejsze niż ślizgawka na zamarzniętym stawie.

— Masz zrobić plan sali — oznajmiła Pani Sowa, marszcząc pióra jak koronkową chustę. — Żeby każdy siedział tam, gdzie trzeba. Bez kłótni o miejsce przy świeczce. I bez przygód.

— Bez przygód? — powtórzyła Nela, mrużąc oczy. — Spróbuję… ale nic nie obiecuję.

Wielka Dziupla była już przystrojona: szyszki wisiały jak lampiony, mchy wyglądały jak zielone dywany, a nad wszystkim migotały świetliki w małych słoiczkach. Nela rozłożyła na podłodze ogromny liść łopianu i zaczęła szkicować.

Wtedy rozległ się trzask. Z samej góry, z półki na ścianie, spadła blaszana puszka z napisem „Kruche—nie otwierać przed świętami!” i potoczyła się jak bębenek. Zatrzymała się tuż przy łopianie, a wieczko drgnęło podejrzanie.

— O nie — westchnęła Nela. — Jeśli ciasteczka się wysypią, to wszyscy będą chcieli siedzieć… w środku puszki.

Puszka, która lubi uciekać

Nela przykucnęła i delikatnie dotknęła puszki. Ta odpowiedziała cichym „klik”, jakby była zadowolona z uwagi.

— Stój spokojnie — szepnęła. — Ja tu rysuję poważne rzeczy.

— Poważne? — odezwał się skrzekliwie ktoś z kąta.

To była sroka Lolka, która miała talent do pojawiania się tam, gdzie błyszczało cokolwiek. A puszka błyszczała bardzo.

— Ależ jaka śliczna! — Lolka zrobiła krok. — Na pewno nikt nie zauważy, jak tylko… powącham?

Nela zasłoniła puszkę łapą.

— To na Wigilię. A ja mam zrobić plan sali, żeby nikt nie siadał na czyjejś dumie.

— Duma jest miękka? — zainteresowała się Lolka.

Zanim Nela odpowiedziała, puszka znów drgnęła. I nagle, zupełnie jakby miała własne łapki, zaczęła toczyć się w stronę wyjścia z dziupli.

— Hej! — Nela skoczyła, ostrożnie, ale szybko. — Wróć!

Puszka wyturlała się na śnieg i nabrała prędkości na lekkim spadku. Lolka, oczywiście, popędziła za nią.

— To moja nowa przyjaciółka! — wołała sroka.

— To nasza wspólna katastrofa! — odkrzyknęła Nela i ruszyła w pogoń.

Toczyły się przez śnieżną alejkę, mijały choinki przystrojone suszonymi jabłkami i wstążkami z trawy. Puszka mknęła w stronę placu, gdzie stała wielka lodowa rzeźba renifera z patyków. Nela widziała już, jak puszka uderza, otwiera się i… pięćdziesiąt ciasteczek robi śnieżne aniołki.

Zebrała oddech, obliczyła odległość i wykonała skok, którego nie powstydziłby się zając na zawodach.

— Łap! — krzyknęła do siebie, bo w takich chwilach najłatwiej dogadać się z własnym sercem.

Chwyciła puszkę w locie i wylądowała na miękkiej zaspie. Puszka zadzwoniła cicho, jak dzwoneczek.

— Uratowana — wyszeptała Nela, a potem dodała z westchnieniem: — Teraz tylko muszę uratować plan sali.

Mapa miejsc i kłopotliwe charaktery

Wróciły do Wielkiej Dziupli, otrzepując śnieg z piór i futra. Pani Sowa spojrzała na Nelę tak, jak patrzy się na kogoś, kto obiecał „bez przygód” i już zdążył pobrudzić obietnicę.

— Widziałam z okna — powiedziała spokojnie. — Renifer lodowy wyglądał na przestraszonego.

— To nie ja, to puszka — bąknęła Nela i położyła ją na półce, tym razem między dwoma ciężkimi kamieniami.

— Dobra. Rysuj.

Nela rozłożyła liść łopianu. Tym razem użyła cienkiego patyczka zanurzonego w soku z jagód, żeby linie były wyraźne. W głowie układała plan: przy wejściu ciepłolubne zwierzęta, dalej te, które lubią przeciągi, a najbliżej świeczek ci, którzy mają wąsy i ciągle je przypalają.

Pierwsi przyszli jeże bliźniaki: Julek i Frania. Oboje w czapkach z liści.

— My chcemy siedzieć obok siebie — oświadczyli jednocześnie.

— To akurat proste — uśmiechnęła się Nela i narysowała dwa małe krzesełka obok siebie.

Wpadły też wydry, rozgadane jak strumień. Chciały siedzieć blisko miski z kompotem, bo „kompot ma uczucia i nie powinien być samotny”.

— Kompot nie będzie samotny — zapewniła Nela. — Będzie miał przyjaciół… i łyżkę.

Następnie przyszły zające, które zawsze siadały na skraju, żeby „w razie czego” móc uciec.

— W razie czego czego? — zapytała Nela.

— W razie nagłego braku marchewki — odparł najstarszy zając z powagą profesora.

Nela zanotowała: zające przy koszu z warzywami.

Kiedy wydawało się, że plan zaczyna mieć sens, do dziupli wszedł borsuk Bazyli, w czerwonym szaliku, który wyglądał jak świąteczny cukierek.

— Ja siadam przy kominku — oznajmił. — Bo moje wspomnienia lubią ciepło.

— A ja też — wtrąciła lisica Maja, która miała ogon jak pędzel do malowania śniegu. — Przy kominku jest najlepsze światło. W takim świetle nawet ja wyglądam… jeszcze bardziej ja.

— Kominek ma tylko dwa miejsca bardzo blisko — powiedziała Nela, ostrożnie jak ktoś, kto niesie pełną miskę.

— To zrób trzy — stwierdziła Maja.

— Nie da się — odparła Nela. — Chyba że posadzimy kogoś na… polanie w kominku.

Borsuk prychnął, lisica uniosła brwi, a atmosfera zaczęła przypominać zamarzający staw: jeszcze spokojnie, ale już trzeszczy.

Nela przełknęła ślinę i przypomniała sobie, po co to robi: żeby było radośnie. Żeby nikt nie wyszedł z Wigilii z noskiem spuszczonym jak mokra gałązka.

— Mam pomysł — powiedziała. — Zrobimy „krąg ciepła”. Najbliżej kominka usiądą ci, którzy najbardziej marzną… i ci, którzy najbardziej lubią opowiadać historie, bo ciepło niesie się w słowach. A potem miejsca będą się zmieniać po każdej piosence. Wtedy każdy dostanie swoją chwilę przy ogniu.

Borsuk zamrugał.

— Zmieniać się? Ja… ja nie lubię zmian.

— A ja uwielbiam — uśmiechnęła się Maja. — Borsuk, nawet ty możesz raz wstać. To nie ucieczka, to taniec krzeseł.

Jeże zachichotały. Wydry klasnęły łapkami.

Pani Sowa skinęła głową.

— Mądre. Plan sali nie musi być więzieniem. Może być zaproszeniem.

Nela dopisała na łopianie: „Krąg ciepła — rotacja po piosence”.

I wtedy usłyszała z półki ciche „klik… klik…”.

Świetliki, sroka i tajemniczy szelest

Puszka z ciasteczkami stała między kamieniami jak przykład poprawnego zachowania. A jednak wieczko drżało, jakby w środku ktoś ćwiczył step.

Lolka, która kręciła się obok, udawała niewinność tak intensywnie, że aż to było podejrzane.

— Ty coś zrobiłaś? — zapytała Nela.

— Ja? Nic! — sroka spojrzała w sufit. — Tylko raz… raz dotknęłam. Delikatnie. Bardzo delikatnie. Prawie myślą.

— Lolka.

— Dobrze! — sroka poddała się teatralnie. — Włożyłam do środka jedną błyszczącą rzecz, żeby puszka była szczęśliwsza. Bo ona wyglądała na… smutną.

— Co włożyłaś?

Lolka wyciągnęła spod skrzydła małą kulkę z lodu, w której uwięziony był świetlik. Świetlik mrugał, jakby chciał powiedzieć: „To nie ja planowałem tę wycieczkę”.

— Chciałam, żeby puszka miała lampkę — szepnęła sroka. — Święta, rozumiesz.

Neli zrobiło się miękko w środku. To był absurdalny pomysł, ale w nim było coś… ciepłego.

— Świetlik nie może siedzieć w puszce — powiedziała łagodnie. — On ma latać i świecić wszystkim, nie tylko ciasteczkom.

Lolka spuściła dziób.

— Ja tylko… lubię, jak rzeczy są piękne.

— Ja też — przyznała Nela. — Ale piękno nie powinno być zamknięte na zatrzask.

Podniosła kulkę ostrożnie, ogrzała ją w łapkach. Lód zaczął topnieć, świetlik wyskoczył i zatańczył w powietrzu jak złota iskra. Zrobił kółko nad ich głowami, a potem usiadł na brzegu puszki.

W tym samym momencie puszka zachrobotała i… znów spróbowała się przesunąć. Kamienie zatrzymały ją, ale dźwięk był wyraźny: w środku coś się przesuwało.

— To nie świetlik — mruknęła Nela. — Co tam jest?

— Ciasteczka — odpowiedziała Lolka szybko.

— Ciasteczka nie robią „chrob-chrob”, chyba że mają zęby.

Z wnętrza puszki dobiegło cichutkie kichnięcie.

— Apsik!

Nela zamarła.

— Kto tam?

— Ja… tylko ja… — odezwał się głos cienki jak nitka pajęczyny. — Nie krzyczcie, bo mi posypie się cukier na nos.

Nela spojrzała na Panią Sowę, która podeszła bliżej, a jej oczy błysnęły w świetle świetlików.

— Otwórz — poleciła.

Nela podważyła wieczko. Z puszki wysunął się mały, biały ryjek. To był popielica Pikuś, znany z tego, że potrafi zasnąć w najmniej odpowiednim momencie… i obudzić się w najbardziej.

Pikuś był cały w cukrze pudrze, jakby sam stał się ciasteczkiem.

— Ja tylko… sprawdzałem, czy są świeże — wymamrotał. — I… zasnąłem. W świeżości.

Lolka zakryła dziób skrzydłem, tłumiąc śmiech.

Nela westchnęła, ale w jej oczach zatańczyły iskierki.

— Dobrze, Pikusiem. Wyjdź. I oddychaj nie-ciasteczkowo.

Pikuś wyturlał się z puszki, otrzepał i znów kichnął.

Apsik! Przepraszam. Czy ja… zepsułem święta?

— Jeszcze nie — powiedziała Nela. — Ale prawie zepsułeś plan sali, bo puszka z tobą w środku ma własną wolę.

Pikuś zawstydził się tak, że aż jego uszy zrobiły się różowe.

— Ja mogę pomóc! W czymkolwiek! Nawet… nawet w siedzeniu tam, gdzie każecie.

Nela spojrzała na swój łopian.

— W takim razie pomożesz mi w najtrudniejszym: przekonasz tych, którzy kręcą nosem, że zmiana miejsc to zabawa.

Pikuś wyprostował się, jakby nagle stał się generałem.

— Zrobię to. Jestem… specjalistą od zmiany pozycji. Zawsze zasypiam w jednej, budzę się w innej.

Wigilia w kręgu ciepła

Nadszedł wieczór. Na dworze śnieg sypał cicho, jakby ktoś przesiewał mąkę przez sitko. W Wielkiej Dziupli zapłonęły świeczki z wosku pszczelego, a świetliki krążyły nad stołem jak żywe gwiazdy.

Nela przyczepiła swój plan sali — liść łopianu — do ściany. Każde miejsce miało mały symbol: żołądź dla wiewiórek, kropla dla wydr, marchewka dla zajęcy, piórko dla ptaków. Przy kominku widniał napis: „Krąg ciepła — po piosence zmiana”.

— A jeśli ktoś się zgubi? — zapytał jeden z jeży.

— To znaczy, że znalazł przygodę — odparła Nela. — A przygoda w święta powinna kończyć się śmiechem.

Zwierzęta zaczęły siadać. Było kilka min: borsuk Bazyli mruknął, że jego szalik nie lubi wędrówek, a lisica Maja stwierdziła, że jej ogon ma własne zdanie. Zające zerkały na wyjście, jakby sprawdzały, czy nie zniknęło.

Wtedy Pikuś wskoczył na stołek, odchrząknął i powiedział:

— Uwaga! Ogłaszam konkurs: kto najładniej zmieni miejsce po piosence, dostaje tytuł „Złotego Skoczka”!

— Co to znaczy „najładniej”? — zapytała wydra.

— Z wdziękiem! — Pikuś rozłożył łapki. — Można się ukłonić. Można obrócić. Można zrobić krok, który wygląda jak płatek śniegu.

Lolka aż zapiszczała.

— Ja umiem obrót! I ukłon! I jeszcze jeden obrót!

Pani Sowa chrząknęła, ale w jej oczach czaiło się rozbawienie.

— Bez przewracania stołu — zaznaczyła.

Pierwsza piosenka popłynęła jak ciepła herbata. Po niej Nela skinęła na wszystkich.

— Zmiana!

I stało się coś dziwnego: zamiast marudzenia pojawił się ruch jak w tańcu. Zające przeskoczyły dwa miejsca, śmiejąc się z własnej odwagi. Borsuk wstał powoli, ale lisica podała mu łapę, a on… uśmiechnął się pod wąsem.

— To nawet… przyjemne — przyznał.

— Widzisz? — mruknęła Maja. — Światło jest dobre wszędzie, jeśli ktoś obok świeci życzliwością.

Nela poczuła, jak w jej piersi rozlewa się radość. Plan sali działał. Nie był sztywny jak zamarznięty patyk — był sprężysty jak gałąź, na której można się huśtać.

Wreszcie nadszedł moment na ciasteczka. Puszka została przyniesiona uroczyście, jak skarb. Nela spojrzała na nią podejrzliwie.

— Tym razem bez ucieczek — szepnęła.

Puszka, jakby zrozumiała, zadźwięczała posłusznie. Pani Sowa otworzyła wieczko. Zapach maślanych ciastek rozlał się po sali, miękki i złoty.

— Dla każdego po jednym — ogłosiła. — A dla tych, którzy zmieniali miejsca bez narzekania… po półtora.

— Półtora? — powtórzył zając, licząc w myślach, jak się je półtora.

— Po prostu dostaniesz większe — uśmiechnęła się Nela.

Śmiech zabrzmiał jak dzwonki. Świetliki zatańczyły szybciej. Nawet lodowaty wiatr za ścianą wydawał się grzeczniejszy.

Kiedy ostatnie okruszki zostały zebrane, Nela wytarła brzegi puszki czystym kawałkiem mchu. Pikuś pomógł, bardzo starannie, choć co chwilę oblizywał łapkę i udawał, że to „kontrola jakości”.

— Gotowe — powiedziała Nela. — Teraz najważniejsze.

Wszystkie oczy skierowały się na puszkę. Nela zamknęła wieczko powoli, aż zabrzmiało kojące „klik”. Puszka z ciasteczkami została refermowana, spokojna i bezpieczna, jakby zasnęła wreszcie w odpowiednim miejscu.

Nela odsunęła się, a w Wielkiej Dziupli wciąż krążyło ciepło, radość i to delikatne uczucie, że nawet plan sali może być małą magią.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Skrzypiał
Robił cienki, suchy dźwięk przy nacisku lub chodzeniu, jak śnieg pod butem.
Igliwiem
Zdrobnienie igiełek choinki; zapach i wygląd igieł drzew iglastych.
Chorągiewka
Mała flaga lub ozdoba przypominająca flagę, często na końcu patyczka.
Blaszana puszka
Metalowe pudełko z pokrywką, często na ciasteczka lub drobiazgi.
Wieczko
Górna część puszki lub pojemnika, którą się otwiera i zamyka.
łopianu
Liść rośliny łopianu; tu: duży liść użyty jak papier do rysowania.
Drgnęło
Poruszyło się nagle i lekko, mały, szybki ruch.
Krąg ciepła
Miejsce najbliżej ognia, gdzie jest najcieplej i gdzie siadają ludzie na zmianę.
Rotacja
Zmienianie miejsc lub kolejności; przesuwanie się osób po określonym czasie.
Nitka pajęczyny
Bardzo cienka, delikatna nić jaką robi pająk, łatwa do zerwania.
Apsik!
Dźwięk lub słowo opisujące kichnięcie.
Refermowana
Ponownie zamknięta lub zabezpieczona, tak żeby coś zostało na swoim miejscu.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści bożonarodzeniowe dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.