Początek
W mieście Szumne Wieżowce rano było gładkie jak naleśnik. Autobusy mruczały „brum-brum”, a światła na przejściach mrugały „pik-pik”. Na dachu bloku stał młody chłopak, Olek. Miał pelerynę w kolorze soku malinowego i uśmiech szeroki jak banan.
Olek był superbohaterem. Nazywał się… Kapitan Porządek. Jego moce były dziwne, ale bardzo przydatne. Potrafił sprawić, że rzeczy same trafiały na swoje miejsce. Skarpetka do pary? „Fiuu!” i już. Klocek pod łóżkiem? „Hop!” i w pudełku.
Tego dnia Kapitan Porządek miał ważną misję. Nie ratował świata przed smokiem. Nie gonił wielkiego robota. O nie! On miał schować rolki.
Rolki stały w przedpokoju i wyglądały, jakby mówiły: „Jedziemy? Jedziemy?”. Kółka błyszczały, a sznurówki robiły ósemki, jak wesołe wężyki.
Olek pogłaskał kask.
„Spokojnie, kasku. Dziś odpoczywasz.”
Pochylił się i powiedział do rolek:
„Dobra, rolki. Czas do pudełka. Porządek daje spokój. TA-DA!”
Tylko że… rolki nie chciały. One chciały jeszcze „wrrruuum!”.
Środek
Olek uniósł dłoń. Jego palce błysnęły, jak małe lampki.
„Moc Układania! Szuu!”
I wtedy stało się coś śmiesznego. Moc zadziałała… ale za mocno. Rolki zrobiły „TRRATATATA!” i same ruszyły. Po podłodze. Prosto do windy.
„Ej, ej, ej!” zawołał Olek i pobiegł. Peleryna zrobiła „flap-flap”.
Winda była już prawie zamknięta. Rolki wślizgnęły się jak dwa mydła.
„Dzyń!” Winda pojechała w dół.
Olek wskoczył w ostatniej chwili.
„Uff. Spokojnie. To tylko rolki” powiedział do siebie. „Tylko rolki, które uciekają windą.”
Na parterze drzwi się otworzyły. Rolki zrobiły „pyk!” i wyjechały na chodnik. W mieście było pełno ludzi: pani z psem, pan z gazetą, dzieci z plecakami. Wszyscy patrzyli, jak dwie rolki jadą same, bez nóg, jakby miały własny plan.
„Patrzcie! Buty na kółkach!” zaśmiała się dziewczynka.
„To chyba nowy autobus!” zażartował pan.
Rolki skręciły przy kiosku i zrobiły „Skrzyp!” Olek biegł za nimi, ale delikatnie. Nie chciał nikogo przestraszyć.
„Proszę państwa, spokojnie!” wołał. „To moje rolki. One mają… energię!”
Z okna kawiarni wychyliła się baristka.
„Kapitanie Porządku!” zawołała. „U mnie w kubkach też jest energia. Tylko kawa!”
Olek mrugnął.
„Kawa też jest supermocą!”
Rolki przejechały obok fontanny. Woda robiła „plusk-plusk”. A rolki nagle wjechały na mokry kafelek i… „ŁUP!” Zrobiły piruet. Jeden, drugi, trzeci.
„Oho!” westchnął Olek. „Cyrk w mieście.”
Na szczęście piruet był śmieszny, nie groźny. Rolki tylko zakręciły się jak bączki i poturlały dalej, „tur-tur-tur”.
Olek wyciągnął swój super-gadżet: Mały Gwizdek Spokoju. Był niebieski jak niebo po deszczu.
„Gwizdku, działaj łagodnie” szepnął.
„Fiu-fiuuu!” zagwizdał.
Dźwięk był miękki, jak kocyk. Ludzie od razu zwolnili kroki. Pies przestał szczekać i zrobił „hau… hau?” po cichutku. Nawet samochód na rogu zamrugał światłami, jakby mówił: „Dobra, luz.”
Rolki też zwolniły. Ale tylko na sekundę.
„Hehe!” jakby chichotały, i znów: „Wrrr!”
„No dobrze” powiedział Olek. „To ja też mam plan. Plan Porządek-plus.”
Wbiegł na skwerek, gdzie stały kolorowe pachołki do zabawy. Dzieci ćwiczyły slalom.
„Mogę na chwilę pożyczyć pachołki?” zapytał.
„Tak!” krzyknęły dzieci. „Ale zrób coś fajnego!”
Olek ustawił pachołki w kształt wielkiej strzałki. Strzałka pokazywała prosto do jego klatki schodowej.
„TA-DA!” zawołał. „Autostrada do pudełka!”
Rolki dojechały i… zobaczyły pachołki. Jakby pomyślały: „Ooo, slalom!” Zaczęły jechać między nimi: „zig-zag, zig-zag”.
„Dobrze, dobrze” szeptał Olek. „Spokojnie. W prawo. W lewo. Pięknie.”
Wszyscy kibicowali.
„Ziiig!” wołał chłopiec.
„Zaaag!” wołała dziewczynka.
A Olek dodawał:
„I hop! I siup!”
Rolki, zmęczone wygłupami, dotarły pod drzwi budynku. Tu było cicho. Bez klaksonów, bez pośpiechu. Tylko schody i znajomy zapach mydła z korytarza.
„No” powiedział Olek łagodnie. „Już wystarczy. Czas na odpoczynek.”
Wyciągnął pudełko na rolki. Było duże i miało naklejkę z uśmiechniętą gwiazdką.
„Pudełko, bądź przytulne” poprosił.
Pudełko odpowiedziało ciszą, ale wyglądało przyjaźnie. Olek znów użył mocy, tym razem malutkiej, jak okruszek.
„Moc Układania… mini. Pyk.”
Rolki zrobiły „ciu-ciu” i same wskoczyły do środka. Sznurówki ułożyły się w równe pętelki, jak dwa serduszka.
„Uff” westchnął Olek. „Misja prawie zakończona.”
Koniec
Wszedł do mieszkania i postawił pudełko na półce. Obok stał kask, ochraniacze i mała latarka.
„Witajcie w domu” powiedział Olek. „Tu jest wasze miejsce. Tu jest spokojnie.”
Rolki nie protestowały. Jakby wreszcie zrozumiały.
„Dziś jeździłyśmy. Teraz śpimy” mówiły bez słów.
Olek usiadł na dywanie. Oddychał powoli. Wdech… wydech. Wdech… wydech.
Za oknem miasto nadal robiło „brum-brum”, ale jakby ciszej.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
„Dzyń-dzyń!”
Olek otworzył. To były dzieci ze skwerku, z jednym pachołkiem w rękach.
„Kapitanie Porządku!” powiedziały. „Twoje rolki były superśmieszne. Ale fajnie, że już są w pudełku.”
Olek uśmiechnął się.
„Ja też się cieszę. Kiedy rzeczy są na swoim miejscu, serce robi ‘mmm'.”
Dzieci pokiwały głowami.
„Mmm!” powtórzyły.
Baristka z kawiarni pomachała z dołu.
„Kapitanie! Następnym razem przyjdź po kakao. Kakao też uspokaja!”
„Przyjdę!” zawołał Olek. „Ale najpierw… porządek.”
Zamknął drzwi i spojrzał na półkę. Pudełko stało równo. Kask też. Wszystko było gotowe na jutro.
Olek szepnął:
„Dobranoc, rolki. Dobranoc, miasto.”
A miasto odpowiedziało spokojnym „pik-pik” świateł i cichutkim „szszsz” wiatru między blokami. Olek poczuł, jak w brzuchu robi się miękko i ciepło. I już wiedział: nawet gdy coś zrobi „TRRATATATA!”, można to spokojnie poukładać. TA-DA.