Pan Gburcio miał pelerynę w groszki. Mieszkał w małym mieszkaniu nad sklepem z bananami. Był superbohaterem. Miał dziwne moce. Potrafił... kichnąć tęczę. A czasem mrugnąć chmurką. Ha!
Każdego ranka zakładał kapelusz na bakier. "Dzień dobry!" wołał do miasta. Ludzie machali ręką. Dzieci skakały. Koty mruczały. Wszystko szło spokojnie.
Pewnego dnia w parku pojawiła się wielka kałuża. Kałuża była jak małe jezioro. Samochody stawały. Ptaszki krążyły. "Och nie!" powiedział Pan Gburcio. "Trzeba pomóc!"
Biegnie. Bieg- bieg. Potknął się o własne sznurowadło. Upadł z hukiem "BUM!" Piękna plama błota na pelerynie. Ludzie patrzyli. Pan Gburcio się zaśmiał. "Ha ha!" powiedział. "Ojej, jestem śmieszny." I wstał.
Ten dzień był pełen gagów. Spróbował użyć swojego superkichu. Wciągnął powietrze. "A-CHOO!" Kich- kich. I poleciała... tęcza! TA-DA! Tęcza zawisła nad kałużą. Dzieci klaskały. "Wow!" zawołała mała Ola. Pani w kapeluszu klasnęła. Pan Gburcio zrobił ukłon.
Ale potem okazało się, że tęcza zaczęła... tańczyć. Tęcza skakała jak żabka. Przeniosła liście. Przesunęła rower. "Ups!" szepnął Pan Gburcio. Tęcza zamotała ludziom parasole. "Oj!" krzyknął listonosz. Wszyscy zaczęli się śmiać.
Pan Gburcio próbował naprawić. Spróbował mrugnąć chmurką. Puf! Chmurka urosła jak balon. "Ojej!" powiedział. Chmurka przykryła mu kapelusz. Kapelusz wpadł do fontanny. "Ha ha!" znów się śmiał. "No dobra. Ja pomogę."
Zebrała się drużyna. Dzieci, pan listonosz, pani z kapeluszem. Razem złapali końce tęczy. Razem poskładali parasole. Wszyscy śmiali się jak jeden wielki chór. "Razem!" krzyknął Pan Gburcio.
Na końcu miasto lśniło. Kałuża zmniejszyła się. Kapelusz wyschł. Peleryna trochę błotna, ale wesoła. Pan Gburcio poklepał się po sercu. "W porządku," powiedział. "Czasem się mylę. To jest w porządku."
Dzieci powtórzyły: "To jest w porządku!" I wszyscy zaśpiewali małą piosenkę klask-klask. Miasto odetchnęło. Noc przyszła cicho. Pan Gburcio położył się z uśmiechem. Śnił o tęczy, która mrugała na dobranoc.