Trwa ładowanie...
Opowieść o dziwacznych wynalazkach 11-12 lat Czytanie 12 min.

Klapka kanapkowa i gadatliwe pieczywo

Młody wynalazca Marek tworzy „Klapkę Kanapkową”, urządzenie do robienia idealnych kanapek, które niespodziewanie nadaje im osobowość, co razem z jego przyjaciółką Olą prowadzi do zabawnych i pouczających przygód.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Mężczyzna wynalazca, okrągła twarz, za duże okulary, rozczochrane kasztanowe włosy, zaskoczony i zachwycony, trzyma długą drewnianą dźwignię z żółtą piankową rękojeścią i patrzy na małą drewnianą maszynę na stole, obok po lewej dziewczynka około 9 lat z krótkimi brązowymi włosami, z rozbawionym uśmiechem i skrzyżowanymi rękami, lekko pochylona jak ciekawski detektyw; antropomorficzny kanapek na desce, złocista kromka, widoczny ser, okrągłe oczy i otwarte usteczka mówiące „Apsik”, nieśmiały i uroczy, lekko przechylony jak po kichnięciu; warsztat na poddaszu — znoszony drewniany stół z słoikami, śrubami i kluczami, wisząca lampa, naszkicowane schematy na ścianie, ciepłe światło przez okno dachowe; główna scena: komiczny test maszyny „Klapka Kanapkowa”, kanapek właśnie przemówił, wszyscy zaskoczeni, rozsypane papierki i okruchy, zabawna lekko chaotyczna atmosfera. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Pomysł, który pachniał kanapką

W warsztacie na poddaszu Marek miał wszystko: śrubki w słoikach po dżemie, taśmę klejącą zwiniętą jak naleśnik i śrubokręt, który zawsze znikał dokładnie wtedy, gdy był potrzebny.

Tego popołudnia Marek siedział nad zeszytem w kratkę i rysował coś, co wyglądało jak połączenie tostera z parasolem.

— Okej — mruknął do siebie. — Dość tych wielkich wynalazków. Czas na coś… skromnego, ale genialnego.

Do drzwi zajrzała jego młodsza sąsiadka, Ola, z miną osoby, która przyszła popatrzeć na katastrofę w bezpiecznej odległości.

— Znowu budujesz robota, który będzie sprzątał, a potem zje wszystkie skarpetki? — zapytała.

— Tym razem nie. Buduję „Klapkę Kanapkową” — oznajmił Marek dumnie. — Urządzenie, które robi idealną kanapkę jednym ruchem. Bez bałaganu. Bez góry naczyń. Bez przesady.

Ola zmrużyła oczy.

— Jednym ruchem? Jakim?

Marek podniósł długą dźwignię z drewna.

Ergonomicznie. Dźwignia musi być wygodna, żeby ręka się nie męczyła. Tu będzie miękka rączka z gąbki. A kąt nacisku… taki, żeby nawet babcia mogła złożyć kanapkę bez walki z grawitacją.

— A co z serem? — Ola podeszła bliżej. — Ser zawsze ucieka.

— Właśnie! — Marek aż klasnął. — Dlatego będzie „serowy ogranicznik”. Mała ramka, żeby plaster nie robił ucieczki w bok.

Ola parsknęła śmiechem.

Serowy ogranicznik brzmi jak ochrona VIP dla goudy.

Marek narysował ramkę i dopisał: „VIP dla sera”.

— W świecie wynalazków — powiedział — ser zasługuje na szacunek.

Rozdział 2: Montaż i ważne sprawy ergonomii

Następnego dnia Marek rozłożył na stole deseczkę, dwie sprężyny, starą klapkę od pudełka na buty i coś, co wyglądało jak miniaturowy pas bezpieczeństwa.

— To do czego? — Ola wskazała pas.

— Do trzymania składników. Żeby nie wyskoczyły przy zamykaniu. Ergonomia to nie tylko wygoda dłoni, ale też… bezpieczeństwo kanapki.

— Brzmi poważnie.

— Bo jest poważnie — Marek włożył na nos okulary ochronne, które były trochę za duże i zsuwały mu się jak zjeżdżalnia. — Kanapka to odpowiedzialność.

Przymierzył rączkę z gąbki.

— Za twarda — stwierdził po chwili i zamienił ją na kawałek pianki z fotela, który uratował z wystawki.

— Teraz jest jak chmurka — oceniła Ola, ściskając.

— Właśnie o to chodzi. Ręka ma mówić: „Dziękuję, Marku”, a nie: „Au, dlaczego mnie to spotyka”.

Kiedy wszystko było już skręcone i zaskakująco proste, Marek postawił na deseczce dwie kromki chleba, plaster pomidora, sałatę i ser, który faktycznie wyglądał, jakby planował ucieczkę.

— Gotowe? — Marek uniósł dźwignię.

— Gotowe — powiedziała Ola i cofnęła się o pół kroku, tak na wszelki wypadek.

Marek nacisnął.

Klapka opadła miękko, sprężyny zadziałały, ogranicznik przytulił ser jak ochroniarz, a pas bezpieczeństwa zrobił „klik”.

— Ha! — Marek uniósł klapkę.

Kanapka wyglądała idealnie. Tak idealnie, że aż podejrzanie.

— Jest piękna — szepnęła Ola.

— Skromna, praktyczna, bez fajerwerków — Marek uśmiechnął się szeroko. — Oto moja radosna oszczędność.

Wtedy kanapka… kichnęła.

— Apsik! — powiedziała wyraźnie, jakby miała bardzo uprzejme maniery.

Ola zamarła.

— Czy… twoja kanapka właśnie powiedziała „apsik”?

— To na pewno sprężyny — stwierdził Marek szybko. — Sprężyny czasem… hm… przeziębiają się.

Kanapka kichnęła drugi raz, a plaster pomidora podskoczył jak trampolina.

— Apsik! Przepraszam! — dodała kanapka.

Marek spojrzał na Olę, a Ola na Marka, a potem oboje spojrzeli na kanapkę, która wyglądała na zawstydzoną.

— No dobrze — Marek westchnął. — To jest… wynik nieprzewidziany.

Rozdział 3: Kanapki z osobowością

Marek zawsze mówił, że jest wynalazcą wiarygodnym. I rzeczywiście: gdy coś szło nie tak, nie udawał, że to „tak miało być”. Tylko wyciągał notes i pisał: „Zjawisko: kanapka gada. Poziom paniki: umiarkowany. Poziom śmieszności: wysoki.”

— Jak to się stało? — Ola nachyliła się nad urządzeniem, jak detektyw.

— Dodałem moduł „uprzejmego domykania” — przyznał Marek. — Żeby klapka nie trzaskała. Wziąłem mały głośniczek ze starego dzwonka rowerowego, podłączyłem do czujnika nacisku… i chyba… eee… połączyłem z dyktafonem.

— Po co dyktafon?

— Żeby nagrywać moje genialne myśli, kiedy mam ręce w kleju. Wczoraj powiedziałem na głos: „Niech ta kanapka będzie miła”. No i… jest miła.

Kanapka drgnęła.

— Miło mi! — powiedziała. — Czy ktoś ma chusteczkę?

Ola wybuchnęła śmiechem.

— Marek, to jest najlepsze i najdziwniejsze, co widziałam. Co teraz?

Marek podrapał się po głowie.

— Teraz testy. Wynalazek musi być powtarzalny. I… ergonomiczn… — urwał, bo druga kanapka właśnie zjechała z deseczki jak pingwin i wylądowała na talerzu. — O! Kolejna.

— Dzień dobry — powiedziała druga kanapka. — Jestem wersją z ogórkiem. Proszę mnie nie ściskać zbyt mocno, mam delikatną naturę.

Marek nie wytrzymał i parsknął.

— Nie planowałem kanapek z osobowością. Planowałem… oszczędność czasu.

— To nadal oszczędność czasu — zauważyła Ola. — Bo teraz kanapki same mówią, co im dolega.

— Prawda — Marek zanotował: „Zaleta: kanapka zgłasza potrzeby. Wada: kanapka ma zdanie.”

Wtedy z urządzenia wyskoczyła trzecia kanapka, jakby chciała pobić rekord.

— Hej! — krzyknęła. — Kto tu rządzi, co? Ja na ostro!

— Skąd „na ostro”? — zdziwiła się Ola.

— Marek ma musztardę w szufladzie — powiedziała kanapka z dumą. — Czuję to.

Marek spojrzał na swoje urządzenie, jak na psa, który nagle nauczył się śpiewać.

— Dobra. Trzeba to opanować. Bo jak zaniosę to do szkoły na kółko techniczne i kanapka zacznie dyskutować o sensie życia… to pani od fizyki dostanie migreny.

Rozdział 4: Próba generalna w kuchni i mały bunt sera

Postanowili przenieść „Klapkę Kanapkową” do kuchni, gdzie było więcej miejsca i mniej śrubek w herbacie (Marek twierdził, że to „przyprawa inżynierska”, ale nikt mu nie wierzył).

Na stole ustawili składniki jak na pokazie: chleb, masło, ser, pomidor, sałata, ogórek i — ku radości kanapki „na ostro” — musztarda.

— Zasada numer jeden — powiedział Marek. — Minimalizm. Tylko tyle, ile trzeba. Kanapka ma być radosna, nie przytłoczona.

— Czyli nie piętnaście dodatków? — zapytała Ola.

— Dokładnie. Kanapka to nie walizka na kolonie.

Marek sprawdził rączkę.

— Ergonomia: nadgarstek prosto, łokieć luźny, nacisk płynny. Jakbyś zamykała książkę, a nie przygniatała komara.

— Komary są ważne… chyba — mruknęła Ola.

Zrobili pierwszą kanapkę. Wyszła miła.

— Dzień dobry! — powiedziała i grzecznie poczekała na talerzu.

Druga wyszła delikatna.

— Proszę o łagodny transport — poprosiła.

Trzecia wyszła ostra.

— Musztarda! Musztarda! — skandowała.

Marek odetchnął.

— Okej. Da się żyć.

Wtedy ser, który leżał obok, zaczął się niebezpiecznie wyginać, jakby ćwiczył ucieczkę.

— Serowy ogranicznik działa? — Ola stuknęła ramkę.

— Działa… powinien — Marek poprawił śrubkę.

Ser nagle wysunął się spod palców Marka jak mydło i… wskoczył prosto do urządzenia.

— O nie — Marek otworzył szeroko oczy. — To był plaster „super elastyczny”, kupiłem w promocji.

Urządzenie zamknęło się samo, jakby było bardzo zadowolone z niespodzianki.

— Klik.

Chwila ciszy.

A potem z klapki wysunęła się… kanapka, która wyglądała jak elegancka teczka. Idealnie złożona, równa, z serem ułożonym w geometryczny wzór.

— Witam — powiedziała spokojnie. — Jestem Kanapka Formalna. Proszę o porządek i ciszę w kolejce.

Ola złapała się za brzuch ze śmiechu.

— Kanapka formalna! Marek, to już nie jest kuchnia, to jest biuro!

Kanapka formalna chrząknęła.

— Wnioskuję o segregator na okruszki.

Marek spojrzał na urządzenie z mieszaniną dumy i lekkiej rozpaczy.

— Wynalazłem… fabrykę nastrojów w chlebie.

Rozdział 5: Plan ratunkowy, czyli jak ujarzmić gadatliwe pieczywo

Marek usiadł z notesem, jak dowódca przed mapą.

— Potrzebuję prostego rozwiązania — powiedział. — Bez prądu, bez aplikacji, bez kosmosu. Sobriety, Marek. Sobriety.

„Sobriety”? — Ola uniosła brew.

— No, w sensie: prosto, radośnie, bez przesady. Wynalazek ma pomagać, a nie robić kabaretu w plecaku.

Z kuchni odezwała się kanapka ostra:

— Kabaret jest super!

— Cicho, kabaret — syknęła kanapka formalna. — Tu się pracuje.

Marek odchrząknął.

— Wiem! Zrobię pokrętło „Tryb Ciszy”. Ergonomicznie: duże, łatwe do chwycenia, z wyraźnym klikiem. I bez baterii: mechaniczny przełącznik, który odłącza głośniczek.

Ola przytaknęła.

— I może jeszcze „Tryb Uprzejmy”, bo ta pierwsza jest naprawdę miła.

— Dwa tryby. Minimum — Marek zaznaczył w notesie grube kółko. — Cisza i Uprzejmy. Koniec z ostrymi przemówieniami i formalnymi wnioskami.

Kanapka formalna westchnęła.

— A mój segregator?

— Segregator zostaje w sercu — odpowiedział Marek, serio i nie-serio jednocześnie.

Zmontował przełącznik z klipsa do bielizny (który, jak twierdził, „ma idealną sprężystość ergonomii”) i kawałka korka od soku.

— Test — ogłosił.

Przełączył na „Cisza”, zamknął klapkę i wyjął świeżą kanapkę.

Kanapka poruszyła sałatą, jakby chciała coś powiedzieć… po czym tylko kiwnęła „głową” i była cicho.

Ola klasnęła.

— Udało się!

Marek uśmiechnął się z ulgą.

— Świetnie. A teraz „Uprzejmy”.

Przełączył. Zrobił kolejną.

— Dzień dobry, miło mi — powiedziała kanapka łagodnym głosem. — Życzę smacznego i miłego popołudnia.

— Idealnie — Marek oparł dłonie o stół. — Wynalazek wrócił do roli pomocnika. Bez szaleństw.

Kanapka ostra próbowała jeszcze coś krzyknąć, ale Marek spojrzał na nią tak, że sama z siebie zamilkła. Chociaż, przysięgłby, że cicho szeptała: „Musztarda…” jak marzenie senne.

Rozdział 6: Prezentacja i „brawo dnia”

Następnego dnia Marek zabrał „Klapkę Kanapkową” do szkolnej pracowni na spotkanie kółka technicznego. Urządzenie wyglądało niepozornie: deseczka, klapka, rączka z pianki, przełącznik z korka. Nic kosmicznego. I właśnie o to chodziło.

Koledzy i koleżanki otoczyli stół.

— To ma robić kanapki? — zapytał Kuba. — Przecież ręce też potrafią.

— Ręce potrafią — zgodził się Marek. — Ale to robi je równo i szybko. I ergonomicznie: mniejszy nacisk, wygodny chwyt, ser nie ucieka. To jest wynalazek dla ludzi, którzy nie chcą robić bałaganu.

Pani od techniki przyjrzała się rączce.

— Dobra pianka. Miękka, a nie śliska. Pomyślałeś o ergonomii, brawo.

Marek przełączył na „Uprzejmy”.

— Demonstracja. Chleb, sałata, pomidor, ser. Minimum. Radosna oszczędność.

Nacisnął. Wyjął kanapkę.

— Dzień dobry, życzę smacznego — powiedziała kanapka.

Zapadła cisza, taka „czy my to usłyszeliśmy?” po czym klasa wybuchnęła śmiechem.

— Ona mówi! — zawołał Kuba.

Marek szybko przełączył na „Cisza”.

— To… dodatkowa funkcja, całkowicie kontrolowana — powiedział, czerwieniejąc tylko odrobinę. — Można ją wyłączyć.

Pani od techniki uśmiechnęła się pod nosem.

— Najlepsze wynalazki czasem robią psikusy. Ważne, że umiesz je opanować i nie dokładasz niepotrzebnych bajerów. Prosto, sprytnie, z sensem.

Po prezentacji Marek i Ola usiedli na ławce przed szkołą, jedząc kanapki w trybie ciszy. Były zwyczajne, pyszne i wcale nie potrzebowały przemawiać.

— Wiesz — powiedziała Ola, przeżuwając. — Najśmieszniejsze jest to, że twoje urządzenie nauczyło cię… żeby nie przesadzać.

Marek skinął głową.

— Sobriety joy. Radość bez nadmiaru. Dźwignia miękka, składniki proste, a gadanie… tylko gdy ma sens.

Ola uniosła dłoń.

— To co, robimy rytuał?

Marek odłożył kanapkę, wyprostował się jak mistrz ceremonii i powiedział:

„Brawo dnia” za: opanowanie gadatliwego pieczywa i wynalazek, który pomaga, a nie przeszkadza.

Ola przybiła mu piątkę.

— Brawo dnia!

A gdzieś w pudełku, bardzo cicho, kanapka ostra szepnęła z uznaniem:

— …brawo. I odrobinka musztardy.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Warsztacie
Miejsce do pracy, gdzie ktoś naprawia lub tworzy rzeczy, zwykle z narzędziami.
Poddaszu
Górna część domu pod dachem, często używana jako pokój lub miejsce do pracy.
śrubki
Małe metalowe elementy z gwintem do łączenia części za pomocą śrubokręta.
Taśmę klejącą
Przezroczysty lub kolorowy pasek klejący, używany do łączenia lub napraw.
Ergonomicznie
Zrobione tak, żeby było wygodne i nie męczyło ciała podczas używania.
Serowy ogranicznik
Część urządzenia, która trzyma plaster sera, żeby nie wypadł na bok.
Sprężyny
Metalowe zwoje, które się ściskają i rozciągają, dając siłę sprężystą.
Dyktafon
Małe urządzenie do nagrywania dźwięku, jak mówią lub śpiewają ludzie.
Czujnika nacisku
Część, która wyczuwa dotyk lub nacisk i wysyła sygnał do maszyny.
Tryb Ciszy
Ustawienie, które wyłącza dźwięki lub sprawia, że urządzenie jest ciche.
Tryb Uprzejmy
Ustawienie, w którym urządzenie mówi łagodnie i grzecznie.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o zwariowanych wynalazkach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.