Trwa ładowanie...
Opowieść o dziwacznych wynalazkach 11-12 lat Czytanie 15 min.

Uciszator Ali, czyli wielki wynalazek na hałas

Ala, młoda wynalazczyni, konstruuje coraz to dziwniejsze urządzenia, by ujarzmić hałas w domu i na podwórku, odkrywając po drodze, jak skomplikowane i zabawne potrafią być dźwięki.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Główna: 12-letnia Ala, brązowe włosy w kucyku, dumny radosny wyraz twarzy, trzyma małe prostokątne urządzenie z dużym czerwonym suwakiem, kawałkami taśmy i etykietą Uciszator 3.0; drugorzędna: 12-letnia Maja, blond bob, psotny uśmiech, klaska łagodnie stojąc po prawej stronie Ali; dorosła: mama (~35 lat), kasztanowe włosy, zrelaksowana, siedzi na kanapie za dziewczynkami z parującą filiżanką herbaty; zwierzę: szary pręgowany kot Rurka o ciekawych okrągłych oczach wąchający urządzenie na stoliku; miejsce: przytulne warsztatowo-sypialne, drewniane biurko z częsciami, notatkami i skrzynką narzędziową, delikatne lampki i plakaty robotów; sytuacja: spokojna, zaczarowana demonstracja — suwak urządzenia wizualnie tłumi fale dźwiękowe (malejące kolorowe fale), świetlista pastelowa atmosfera i widoczne elementy majsterkowania. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Potrzeba, która buczy

Ala Kędziorek miała dwanaście lat, włosy wiecznie związane gumką i kieszenie pełne śrubek, które znajdowała „zupełnie przypadkiem” w tramwaju, na dywanie i w kieszeniach kurtek całej rodziny. Nazywała siebie wynalazczynią, a jej pokój wyglądał jak skrzyżowanie warsztatu z muzeum dziwnych skarbów: sprężyny w słoiku po ogórkach, stare piloty, łopatka do ciasta udająca antenę i notes, w którym pisała wielkimi literami: „NIE DOTYKAĆ. CHYBA ŻE WIESZ, CO ROBISZ”.

Tego dnia siedziała przy biurku i słuchała, jak z salonu płynie koncert dźwięków.

— Bzzzz! — zawył odkurzacz.

— Plim-plim-plim! — zadzwonił telefon.

— ŁUP! — ktoś zamknął szafkę.

— A teraz włączę blender! — zawołała mama, jakby zapowiadała pokaz sztucznych ogni.

Ala wstała, podeszła do drzwi i powiedziała do siebie:

— Świat potrzebuje ciszy. Takiej prawdziwej. Nie „ciszej proszę”, tylko „pstryk i spokój”.

Wróciła do biurka, otworzyła notes i napisała: „Wynalazek odpowiadający na potrzebę: MODEM CISZY”. Potem skreśliła „modem”, bo przypomniało jej się, że to raczej do internetu, i dopisała: „Tryb cichy dla domu”.

— Zrobię urządzenie, które włącza tryb cichy we wszystkim! — oznajmiła na głos.

Jej kot Rurka uniósł łeb znad miski i spojrzał tak, jakby pytał: „A dla ludzi też?”

Ala narysowała wielki przycisk z napisem „CIII...”, bo nie była pewna, ile „i” ma cisza. Dorysowała też chmurkę z podpisem: „bezpieczne, bo nie chcę latać na sufit”.

I tak zaczęło się polowanie na ciszę.

Rozdział 2: Zestaw do uciszania rzeczy

Wynalazki Ali zawsze zaczynały się od zbierania elementów, czyli od grzecznego pytania, a potem od mniej grzecznego szukania.

— Mamo, mogę wziąć stary pilot? — zapytała.

— Ten, który nie działa od trzech lat? Proszę bardzo. Tylko nie ożywiaj nim telewizora. — Mama mrugnęła.

— Spokojnie. Ożywię ciszę.

Z kuchni wzięła gumowe rękawiczki (na wypadek, gdyby cisza była śliska), z łazienki rolkę taśmy, a z szuflady taty… nie, z szuflady taty nie wzięła nic, bo tata miał tam porządek jak w aptece i potrafił wyczuć brak jednej podkładki z odległości dwóch pokoi.

Zamiast tego wyciągnęła z plecaka mały głośniczek, który kiedyś wygrała w konkursie na najgłośniejsze „KUKURYKU” na szkolnym festynie. Był zbyt głośny jak na swoje rozmiary, więc idealny do eksperymentów.

Przez godzinę łączyła wszystko na biurku, mrucząc pod nosem jak profesor od rzeczy niepotrzebnych.

— Jeśli głośnik robi hałas, to może da się go odwrócić… tak, żeby hałas zjadał? — mówiła do Rurki.

Kot ziewnął, jakby właśnie zjadł cały hałas świata.

Ala włożyła baterie, przylutowała kabel (trochę krzywo, ale z charakterem), przykleiła przycisk z pilota i na koniec przyczepiła do całości tabliczkę: „Uciszator 1.0”.

— Dobra. — Wzięła głęboki oddech. — Test.

Nacisnęła przycisk.

Uciszator wydał dźwięk „PIP!”, który wcale nie był cichy, tylko taki, jakby ktoś kichnął w trąbkę.

— To… to tylko sygnał startowy — skłamała Ala do kota.

W tej samej chwili blender w kuchni… przestał być blenderem. Zamiast warkotu słychać było delikatne „młask-młask”, jakby mieszał koktajl językiem.

— Mamo! — zawołała Ala. — Czy blender… mlaszcze?

— Nie wiem! — odkrzyknęła mama. — Ale jeśli on właśnie próbuje mnie zagadać, to ja wychodzę!

Ala zakryła usta dłonią, żeby nie parsknąć.

— Działa! Trochę… inaczej… ale działa!

Rozdział 3: Tryb cichy, który robi dziwne rzeczy

Następnego dnia Ala postanowiła dopracować wynalazek. Potrzebowała prawdziwego trybu cichego, nie „mlaskającego”.

Po lekcjach zaprosiła do siebie przyjaciółkę Maję, która miała talent do mówienia „co ty znowu wymyśliła?” w dwudziestu odmianach.

— Ala, twoja mama napisała mi, żebym nie dotykała niczego, co świeci — powiedziała Maja, stając w progu.

— Spokojnie, dziś nic nie świeci. Dziś… tylko ucisza. — Ala podniosła Uciszator 1.0, owinięty taśmą jak prezent od kogoś, kto nie cierpi papieru.

Maja podeszła bliżej.

— Wygląda jak pilot po przejściach.

— Bo to jest pilot po przejściach. Przeszedł na stronę ciszy.

Ala kliknęła. „PIP!” znów zabrzmiał jak kichnięcie w trąbkę.

— Musimy to też uciszyć — mruknęła.

W salonie zegar tykał zawsze jak mały, zdeterminowany dzięcioł: tik-tak, tik-tak. Po kliknięciu… zaczął szeptać.

— tik… tak… tik… tak… — jakby opowiadał tajemnicę o tym, gdzie chowa czas.

Maja przysunęła ucho do zegara.

— On plotkuje! Słyszę, jak mówi „tik”, a potem „tak”, jakby się z czymś zgadzał.

— Cicho, bo jeszcze się zawstydzi — szepnęła Ala.

Wtedy rozległo się coś jeszcze. Telefon, który zwykle dzwonił „trrrr”, teraz dawał znać delikatnym:

— Puk-puk? Puk-puk?

— Halo? — odebrała mama, po czym spojrzała na słuchawkę podejrzliwie. — Kto puka do telefonu?

Ala zanotowała w notesie: „Tryb cichy zmienia dźwięki na wersje uprzejme”. I dopisała: „Miłe, ale ludzie myślą, że sprzęty mają własne zdanie”.

Maja zaśmiała się tak, że aż zakryła usta.

— To jest cudowne i przerażające jednocześnie.

— Dziękuję. To dokładnie mój styl.

Ala weszła na krzesło i ogłosiła:

— Potrzebuję prawdziwego, totalnego trybu cichego. Takiego, który nie robi „puk-puk” ani „mlask”.

— Może cisza nie lubi być całkiem cicha? — zapytała Maja.

— Cisza ma być dumna z siebie, nie rozgadana! — odparła Ala.

I wtedy wpadł jej do głowy nowy pomysł: nie uciszać dźwięku, tylko… schować go.

Rozdział 4: Kieszonka na hałas

Ala zbudowała Uciszator 2.0. W centrum umieściła „kieszonkę na hałas”: pudełko po herbacie wyłożone gąbką i folią bąbelkową (bo folia bąbelkowa, jej zdaniem, rozumie życie). Do środka prowadziła rurka od starego długopisu, a na końcu była klapka z magnesem.

— Hałas wchodzi tu, a cisza wychodzi tam — tłumaczyła Mai, rysując strzałki jak na mapie skarbów. — To jak odkurzacz, tylko zamiast kurzu zbiera „Wrrr” i „Bum”.

— A jak się zapełni?

— Wypuszczę hałas do… do słoika. I podpiszę: „Nie otwierać w bibliotece”.

Przyszedł czas na test w terenie, bo w domu wszyscy zaczęli podejrzewać, że ich sprzęty próbują nawiązać relacje. Ala i Maja wyszły na podwórko, gdzie pan Zbyszek z parteru lubił naprawiać skuter. Skuter brzmiał jak rozdrażniony trzmiel z megafonem.

— Dziewczynki, uważajcie, bo to potrafi kichnąć spalinami — powiedział pan Zbyszek, wycierając ręce w szmatę.

— Idealnie! — odparła Ala z entuzjazmem, który w innych okolicznościach brzmiałby jak groźba.

Ustawiła Uciszator 2.0 na murku i nacisnęła przycisk. Tym razem „PIP!” udało się zminimalizować: brzmiało jak ciche „pyk”, jak spadająca okruszyna.

Skuter zawarczał… i nagle przestał warczeć. Silnik nadal działał, koła się kręciły, ale dźwięk zniknął tak, jakby ktoś przykrył go grubą kołdrą.

Pan Zbyszek otworzył szeroko oczy.

— Ja… ja ogłuchłem?

— Nie, proszę pana, to tylko tryb cichy — powiedziała Maja, po czym dodała szybko: — Taki… eksperymentalny.

Ala już podskakiwała z radości.

— Działa! Hałas jest w kieszon… — urwała, bo pudełko po herbacie zaczęło drżeć.

Klapka z magnesem podskoczyła i z wnętrza wydobyło się stłumione „WRRRR”, takie, jakby hałas próbował uciec, ale utknął w piżamie.

— Eee… — Ala przełknęła ślinę. — To normalne. Hałas się… przewraca w środku.

— Hałas ma nogi? — zapytał pan Zbyszek.

— Metaforyczne — odparła Ala szybko.

Pudełko zadrżało mocniej.

— Ala — szepnęła Maja. — Twoja kieszonka na hałas zaraz zrobi z siebie popcorn.

Ala chwyciła urządzenie i odskoczyła.

— Plan B! Zmniejszyć moc!

Przekręciła pokrętło zrobione z kapsla od napoju. Skuter nadal był cichy, ale pudełko przestało skakać. Z wnętrza dobiegało tylko cichutkie „mrrr”, jak kocie mruczenie.

Rurka, która przyszła za nimi na podwórko z czystej ciekawości, podeszła i prychnęła oburzona, jakby ktoś ukradł jej ulubiony dźwięk.

— Spokojnie, kotku, oddam ci hałas w ratach — obiecała Ala.

Rozdział 5: Cicha katastrofka i wielka próba

Wieczorem Ala wpadła na pomysł, żeby zaprezentować wynalazek na szkolnym korytarzu podczas przerwy. Korytarz był miejscem, gdzie cisza umierała szybciej niż lód na kaloryferze. Idealny poligon.

— Jak to zrobimy? — spytała Maja.

— Szybko, sprytnie i bez ofiar — odpowiedziała Ala, zakładając na szyję Uciszator 2.0 jak medal.

Na przerwie było głośno: ktoś odbijał piłkę, ktoś śmiał się jak syrena alarmowa, ktoś recytował na głos definicję fotosyntezy, choć nikt go o to nie prosił.

Ala stanęła przy ścianie i szepnęła:

— Tryb cichy… aktywuj.

Klik.

I stało się coś niespodziewanego: hałas nie zniknął całkiem. Zamiast tego wszystkie dźwięki zamieniły się w ciche wersje siebie, ale też… w rytm.

Piłka robiła „puf… puf… puf…”, śmiech brzmiał „hihi… hihi…”, a definicja fotosyntezy zamieniła się w rap szeptany:

„Fooo-to-syn-te-za… roś-lin-ki… pro-szą… słoń-ce…”

Ludzie nagle zaczęli poruszać się jak w zwolnionym filmie, bo każdy próbował dopasować się do dziwnego, szeptanego beat'u. Korytarz wyglądał jak tajne, szkolne disco dla bibliotekarzy.

— Ala! — Maja złapała ją za rękaw. — To jest genialne. I bardzo głupie.

— Dziękuję! — Ala uśmiechnęła się szeroko, ale w tym momencie poczuła, że urządzenie znów drży.

Pudełko po herbacie było już prawie pełne. Zaczęło wydawać z siebie przytłumione „BUM-BUM”, jakby hałas w środku ćwiczył na perkusji.

— O nie. Hałas ma koncert — jęknęła Ala.

Wtedy podszedł do nich woźny, pan Marian, człowiek o wąsach tak poważnych, że same w sobie wyglądały jak regulamin.

— Co tu się dzieje? — zapytał cicho. Bo… wszyscy byli cicho.

A to było podejrzane.

Ala schowała urządzenie za plecy.

— Nic, panie Marianie. Tylko… kolektywna potrzeba spokoju.

— W szkole? — Pan Marian zmrużył oczy. — Niemożliwe.

Pudełko zadrżało tak, że taśma zaskrzypiała.

Maja pochyliła się i szepnęła:

— Jeśli to wybuchnie hałasem, to będzie najgłośniejsze „ups” w historii.

Ala wzięła głęboki oddech. Wynalazczyni czy nie, trzeba było działać.

— Dobra. Prosta rzecz. Zamiast łapać wszystko naraz… muszę nauczyć urządzenie wybierać.

I wtedy przypomniała sobie najzwyklejszą funkcję świata: suwak głośności. Nie cud, nie magia. Zwykły regulator.

— Potrzebuję… trybu cichego z pokrętłem, a nie z workiem na cały hałas — powiedziała. — O rany, ja próbowałam upchnąć cały korytarz do pudełka po herbacie.

Maja zachichotała.

— W sumie ambitnie.

Ala, czerwieniąc się, wyłączyła urządzenie. Dźwięki wróciły natychmiast, jakby ktoś odkręcił kran z wrzawą. Ktoś krzyknął:

— Ej, czemu nagle znowu jest normalnie?!

Pan Marian spojrzał na Alę jeszcze raz, ale zamiast ją zbesztać, tylko chrząknął.

— Jeśli ktoś wymyśli sposób na cichsze trzaskanie drzwiami, to ma u mnie plusa.

— Zanotowane — odpowiedziała Ala, jakby to była misja państwowa.

Rozdział 6: Odkrycie i duma na głos

Po powrocie do domu Ala usiadła przy biurku i napisała w notesie wielkimi literami:

„ODKRYCIE: NIE TRZEBA ŁAPAĆ HAŁASU. WYSTARCZY GO PRZYGASIĆ.”

Wzięła stary pilot, z którego zaczęła, i dołożyła do niego najprostszy element: mały suwak z lampki biurkowej, który płynnie regulował jasność. Tylko że ona podłączyła go do dźwięku. Zamiast kieszonki na hałas zrobiła „ściemniacz głośności”.

Uciszator 3.0 wyglądał mniej jak dziwna kanapka, a bardziej jak prawdziwe urządzenie. Nadal miał trochę taśmy, bo Ala uważała, że taśma to rodzaj wiary w to, co się trzyma.

Przyszła Maja, a za nią mama Ali, ciekawa, czy tym razem blender nie zacznie flirtować.

— Gotowe? — spytała Maja.

— Gotowe. Tym razem cisza nie będzie udawać ptaszka ani telefonu — obiecała Ala.

Włączyła odkurzacz w salonie. Zawył jak zawsze.

Ala przesunęła suwak.

Warkot zaczął się zmniejszać płynnie, aż zamienił się w miękkie „fuuuu”, jak wiatr w kapturze. Wciąż było słychać, że odkurzacz działa, ale dało się normalnie rozmawiać.

Mama usiadła na kanapie i westchnęła z ulgą.

— Ala… to jest cudowne. Wreszcie nie będę krzyczeć do garnków, żeby mnie usłyszały.

— Garnki i tak cię słyszą — mruknęła Maja.

— Nie psuj jej radości — odparła mama i uśmiechnęła się szeroko.

Ala spojrzała na swoje urządzenie, potem na Maję i mamę.

— Wiecie co? Jestem dumna. Ale nie sama. — Wyciągnęła notes. — To jest duma w trójkę. Ja, wy i… cisza.

Maja klepnęła ją w ramię.

— Duma dzielona to duma, którą słychać, nawet jak jest cicho.

— O, patrz, poetka — parsknęła Ala.

Wieczorem pokazały Uciszator 3.0 tacie, a tata, który zwykle mówił o śrubkach jak o rodzinie, przyjrzał się uważnie i powiedział:

— Najlepsze wynalazki są proste. I dają ludziom oddech.

Ala poczuła ciepło w klatce piersiowej, takie jak wtedy, gdy wreszcie uda się odkręcić śrubę, która udawała, że jest przyspawana.

Następnego dnia w szkole Ala nie robiła już szeptanego disco. Zamiast tego podeszła do pana Mariana i wręczyła mu małe pudełeczko z suwakiem.

— To prototyp do drzwi — powiedziała. — Tryb cichy, ale z głową.

Pan Marian uniósł brew, przesunął suwak i zamknął drzwi od schowka. Zamiast „TRZASK!” było tylko przyjemne „tup”.

— No proszę — mruknął, a jego wąsy jakby złagodniały o pół milimetra. — To jest… bardzo ładne.

Ala spojrzała na Maję, a Maja na Alę. Obydwie miały miny, jakby właśnie wspólnie wygrały konkurs na „Najbardziej pożyteczną głupotę roku”.

I wtedy Ala zrozumiała coś jeszcze prostszego niż suwak:

Najfajniej jest być dumną, kiedy można tę dumę komuś podać dalej — jak śrubkę, którą znalazło się na chodniku, i nagle okazuje się, że pasuje dokładnie tam, gdzie coś się chwiało.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Wynalazczynią
Osoba, która wymyśla nowe rzeczy i buduje urządzenia.
MODEM CISZY
Nazwa wymyślonego urządzenia mającego wprowadzić ciszę w domu.
Skrzyżowanie
Miejsce, gdzie spotykają się dwie różne rzeczy lub drogi.
Sprężyny
Metalowe zwoje, które mogą się ściskać i potem wracają do kształtu.
Przylutowała
Połączyła części metalowe za pomocą stopionego metalu, by trzymały się razem.
Stłumione
Dźwięk słaby i przytłumiony, jakby coś go osłaniało.
Kieszonka na hałas
Wymyślone miejsce w urządzeniu, gdzie zbiera się hałas.
Pokrętło
Mały element, który kręcisz, żeby coś zmienić, na przykład głośność.
ściemniacz głośności
Urządzenie lub część, która płynnie zmniejsza lub zwiększa hałas.
Prototyp
Pierwsza wersja wynalazku, którą testuje się przed poprawkami.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o zwariowanych wynalazkach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.