Trwa ładowanie...
Opowieść o dziwacznych wynalazkach 11-12 lat Czytanie 15 min.

Ogarniać 3000, czyli poniedziałek do opanowania

Zosia i Maja budują Ogarniać 3000 — kartonowego robota do porannych porządków — który, mimo zabawnych pomyłek i własnego poczucia humoru, uczy się współpracy z dziewczynkami.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Zosia (ok. 11 lat) – wynalazczyni, warkocze, palce w śladach kakao, brudny fartuch, uśmiecha się i naciska duży czerwony przycisk patrząc na robota; Maja (ok. 11 lat) – przyjaciółka, rozbawiona, koczek, trzyma etykietę COŚ FAJNEGO i śmieje się opierając o skrzynkę z narzędziami po lewej; Ogarniać 3000 – złożony z kartonu i metalu robot na kółkach, ramiona z miotły i łyżek, oczka z nakrętek, z etykietą UROCZY na torsie, stoi pośrodku i skierowuje ramię ku Zosi; piwnica przytulna, lekko zagracona, drewniane półki ze słoikami ze śrubami i półką na ziemniaki, wisząca lampa z gołą żarówką, betonowa podłoga z plamami farby; scena radosnego, chaotycznego testu: Zosia naciska przycisk, robot robi „ping”, drobne urocze przedmioty wirują wokół; wyraźna kompozycja, płaskie żywe kolory, mocne kontrasty, przerysowane wyrazy twarzy i czytelne sylwetki. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Pomysł, który pachniał kakao

W notesie Zosi Kędziorek, wynalazczyni z bloku nr 7, strony były powyginane od gumek recepturek, a rogi miały ślady po kakao. Zosia twierdziła, że najlepsze pomysły rodzą się wtedy, gdy człowiek trzyma kubek w jednej ręce, a ołówek w drugiej i nie ma już wolnych palców na rozsądek.

— Potrzebuję maszyny, która zrobi za mnie poranne ogarnianie — mruknęła do siebie, patrząc na stertę skarpetek, plecak i kanapkę, która właśnie uciekła spod serwetki. — Takiej… Co ogarnia!

Narysowała wielkie pudło na kółkach i dopisała: „OGARNIACZ 3000”. Potem dorysowała trzy ramiona: jedno do ścielenia łóżka, drugie do pakowania plecaka, trzecie do odnajdywania zaginionych długopisów.

— I niech ma tryb ‘Poniedziałek' — dodała, krzywiąc się. — To najgorszy gatunek dnia.

Do pokoju zajrzała jej przyjaciółka Maja, z włosami w koczku, który wyglądał jak zbuntowana sprężynka.

— Zosia, znowu budujesz coś, co ma więcej śrub niż sensu? — zapytała z uśmiechem.

— Sens jest. Tylko jeszcze się nie przykręcił — odparła Zosia i podsunęła jej notes. — Patrz. Ogarnianie. Bez jęczenia. Bez szukania. Bez… dramatów.

Maja przejrzała rysunek, uniosła brwi i powiedziała:

— Jeśli to potrafi znaleźć drugi skarpetek, to jesteś bohaterką narodu.

Zosia stuknęła ołówkiem w kartkę.

— To będzie wynalazek, który uratuje poranki. A potem… cały świat.

Wtedy w kuchni zadzwonił timer piekarnika i brzmiał jak syrena alarmowa w miniaturze.

— To znak — stwierdziła Zosia. — Zaczynamy dziś. W piwnicy. Z narzędziami. Z planem.

— A plan? — dopytała Maja.

— Plan jest taki, że współpracujemy. Ty trzymasz, ja kręcę. Albo odwrotnie. I nikt nie wchodzi w drogę ramieniu do ścielenia.

Maja salutowała łyżką od kakao.

— Przyjęłam misję. Bezpiecznie i śmiesznie, proszę!

Rozdział 2: Piwnica pełna skarbów i śrub

Piwnica pachniała kurzem, farbą i tajemnicą. Na półkach stały słoiki po ogórkach, w których mieszkały: gwoździe, nakrętki, tajemnicze sprężyny oraz jedna… łyżeczka, która nie pasowała do żadnego kompletu.

— To jest moja ulubiona część wynalazków — szepnęła Zosia. — Zbieranie rzeczy, które udają, że są bezużyteczne, a potem okazuje się, że one tylko czekały na karierę.

Maja wyciągnęła stary wózek na zakupy.

— Podstawa? Ma kółka. I wygląda, jakby przeżył spotkanie z tramwajem.

— Idealnie — Zosia pokiwała głową. — Ogarniać musi twardo. Jak poniedziałek.

Zosia miała już przygotowane: karton po mikrofalówce (pusty, uczciwie), taśmę, plastikowe rurki, mały silniczek z zepsutej zabawki oraz panel z przyciskami, które kiedyś sterowały lampkami choinkowymi.

— Przycisków jest cztery — zauważyła Maja. — Czyli… cztery tryby?

Zosia wyprostowała się dumnie.

„Ścielenie”, „Pakowanie”, „Szukanie” i „Poniedziałek”. Ten ostatni uruchamia wszystkie naraz.

— A nie boisz się, że ‘wszystkie naraz' to przepis na chaos? — Maja spojrzała na ramię zrobione z miotły i dwóch łyżek do sałaty.

— Chaos jest tylko kreatywnością bez kasku — stwierdziła Zosia. — My damy kask.

Przez godzinę skręcały, kleiły, przytrzymywały i czasem kłóciły się, czy taśma powinna iść „na krzyż” czy „na X”.

— To jest to samo! — śmiała się Maja.

— Wcale nie! ‘Na krzyż' jest z powagą, a ‘na X' jest z charakterem! — upierała się Zosia.

Gdy Ogarniać 3000 stanął gotowy, wyglądał jak robot, który przebrał się za wózek i udaje, że idzie do sklepu po bułki. Z przodu miał kartonowe „oczy” z nakrętek, a z boku wystawało ramię zakończone klipsem do prania.

— Pora na test — powiedziała Zosia, a jej głos brzmiał jak zapowiedź w pociągu: „Uwaga, uwaga, możliwe opóźnienia, bo nauka”.

— Najpierw tryb „Szukanie” — zaproponowała Maja. — Jak znajdzie mój długopis, to uwierzę w magię.

Zosia nacisnęła przycisk.

Ogarniać 3000 zawarczał cicho, jak kot udający motocykl. Kółka zaskrzypiały, ramię wykonało elegancki ukłon… i robot pojechał prosto w stronę skrzynki z ziemniakami.

— Ziemniaki? — Maja mrugnęła. — Może szuka długopisu, ale ma ochotę na frytki?

Robot zatrzymał się, ramię zanurkowało w skrzynce i triumfalnie uniosło… obieraczkę.

— Prawie — powiedziała Zosia, starając się nie parsknąć. — To jest narzędzie. Długopis też jest narzędziem. Postęp.

— O, tak, nauka działa: myślisz o długopisie, dostajesz ziemniaka — podsumowała Maja. — Bardzo życiowe.

Rozdział 3: Pierwsza niespodzianka: Ogarnia… wszystkich

Zosia nie chciała się poddać. Przeniosły Ogarniać 3000 do jej pokoju, żeby testować w warunkach bojowych: skarpety na krześle, książka pod łóżkiem, plecak w połowie zjedzony przez papierki po batonach.

— Dobra. Tryb „Ścielenie” — ogłosiła Zosia.

Klik.

Robot ruszył jak wózek na promocję, a ramię do ścielenia złapało róg kołdry. Przez sekundę było pięknie: kołdra uniosła się jak fala na jeziorze.

A potem ramię uznało, że „ścielenie” oznacza „zawinąć wszystko w naleśnik”. Kołdra owinęła się wokół poduszki, poduszka wokół pluszowego lama, a lama wyglądała nagle jak surowy sushi.

— To ma być łóżko, nie burrito! — zawołała Maja, próbując rozplątać sytuację.

Robot był jednak dumny. Zapiął klips do prania na brzegu kołdry, jakby podpisywał dzieło sztuki.

— Hmm — Zosia zmrużyła oczy, włączając swój wynalazczy tryb detektywa. — On nie rozumie intencji. On rozumie… chaos.

— To chyba jak mój młodszy brat — stwierdziła Maja. — Powiesz: „posprzątaj”, a on robi zabawek fortecę i mówi, że to „organizacja przestrzeni”.

Zosia podrapała się po głowie.

— Musimy dodać coś, co pozwoli mu wybierać: „ogarniać delikatnie” albo „ogarniać jak walec”.

— Kolejny przycisk? — Maja uśmiechnęła się szeroko.

— Tak! — Zosia aż klasnęła. — Jeden, dodatkowy. I koniec nieporozumień.

— Jedno dodatkowe rzeczy nigdy nie kończy nieporozumień — ostrzegła Maja. — To je zwykle… rozpoczyna.

Zosia już grzebała w pudełku ze „skarbami”. Znalazła duży, czerwony przycisk od starego dzwonka rowerowego. Był tak kuszący, że wyglądał jak „naciśnij mnie, jeśli lubisz kłopoty”.

— Oto on — powiedziała uroczyście. — Przycisk „UROCZY”. Delikatny tryb. Żadnych naleśników.

Maja przytrzymała panel, a Zosia przylutowała nowy przycisk. Przez chwilę obie milczały, bo lutownica syczała jak wąż, który dostał zadanie domowe.

— Gotowe — oznajmiła Zosia. — Teraz Ogarniać 3000 będzie grzeczny.

Robot stał w kącie i wyglądał, jakby słuchał.

— On wygląda, jakby planował własny program telewizyjny — szepnęła Maja.

— Nie przesadzaj. To tylko karton — uspokoiła Zosia.

Wtedy robot sam, bez proszenia, wydał dźwięk „ping”.

— …karton, który właśnie powiedział „ping” — dodała Maja.

Rozdział 4: Przycisk „UROCZY” i Wielka Parada Rzeczy

Zosia odsunęła krzesło, jakby robiła miejsce na pokaz mody.

— Testujemy. Uwaga. Tryb „Pakowanie”, a potem „UROCZY”.

Klik „Pakowanie”. Klik „UROCZY”.

Robot ruszył wolniej, bardzo dostojnie, jakby miał na sobie frak. Ramię do pakowania podniosło zeszyt, włożyło do plecaka… i to działało. Przez trzy sekundy Zosia czuła się jak geniusz.

— Ha! — ucieszyła się. — Widzisz? Współpraca. Ja wymyślam, ty trzymasz, robot robi resztę.

Robot nagle zatrzymał się przed półką z drobiazgami. „UROCZY” tryb chyba uznał, że pakowanie ma być… urocze.

Ramię zaczęło zbierać wszystko, co wydawało się sympatyczne: gumkę w kształcie pizzy, brelok z kotem, karteczki z memami, a nawet kaktusa z plastiku, który udawał, że kłuje.

— Hej! Nie pakuj kota do szkoły! — Maja próbowała wyjąć brelok.

Robot odpowiedział: „ping-ping”, jakby mówił: „Kot też ma prawo do edukacji”.

— Zosia, on pakuje rzeczy według kategorii ‘fajne' — zaśmiała się Maja. — To jest… trochę jak ja.

— Nieprawda, ty pakujesz według kategorii ‘zjem w drodze' — odparła Zosia i obie parsknęły.

Robot nie przestawał. Zamiast znaleźć długopis, zaczął układać w plecaku „Wielką Paradę Rzeczy”, w której każda rzecz musiała stać pionowo, jak na wystawie.

Potem, ku zaskoczeniu wszystkich, Ogarniać 3000 zbliżył się do Zosi, wyciągnął klips do prania… i przypiął jej rękaw do plecaka.

— Co?! — Zosia próbowała się odsunąć, ale plecak był już „współpracującą częścią jej osoby”.

Maja śmiała się tak, że aż usiadła na podłodze.

— On uznał, że najlepszy sposób na pakowanie to… przymocować człowieka do bagażu!

Zosia, z rękawem przypiętym jak flaga, spojrzała surowo na robota.

— Ogarniać 3000. Rozkaz: odpiąć. UROCZO.

Robot zawahał się, po czym przypiął drugi rękaw.

— No super — westchnęła Zosia. — Teraz jestem plecakowym motylem.

Maja wytarła łzy śmiechu.

— Dobra, motylu. Współpraca. Ja odpinam, ty wyłączasz. Razem.

Zosia sięgnęła nosem do panelu, bo ręce miała „zajęte przez sztukę współczesną”, i wyłączyła robota. Maja odpięła klipsy.

— Widzisz? — powiedziała Zosia, gdy odzyskała wolność. — Samemu to byłaby tragedia. We dwie to komedia.

— I to jest naukowo udowodnione — zgodziła się Maja.

Rozdział 5: Operacja „Poniedziałek” i najgrzeczniejszy bałagan

Następnego dnia Zosia nie mogła przestać o tym myśleć. Wynalazek działał… tylko że według własnego poczucia humoru. A to było podejrzanie podobne do jej poczucia humoru.

Spotkały się po lekcjach w piwnicy. Maja przyniosła marker i karteczki.

— Zrobimy instrukcję dla robota — zaproponowała. — Jeśli lubi urocze rzeczy, to damy mu etykiety. „Długopis”. „Skarpeta”. „Nie przypinaj Zosi”.

Zosia przyznała jej rację skinieniem głowy.

— Wreszcie ktoś myśli jak dorosły.

— Nie przesadzaj, mam w plecaku żelki — odparła Maja.

Nakleiły etykiety na przedmioty, jakby organizowały muzeum życia codziennego. Zosia dopisała na kartce: „Współpraca: człowiek + człowiek + robot = mniej katastrof”.

— Teraz test ostateczny — oznajmiła. — Tryb „Poniedziałek”.

— To zawsze brzmi groźnie — Maja cofnęła się krok. — Jak nazwa tajnej broni.

— Ale mamy UROCZY i etykiety. Co może pójść nie tak?

Klik.

Ogarniać 3000 ruszył, a wszystkie ramiona zaczęły działać naraz, tylko… w sposób zaskakująco uprzejmy. Ramię do ścielenia podniosło kołdrę delikatnie. Ramię do szukania zeskanowało półkę. Ramię do pakowania podsunęło plecak.

Przez chwilę wydawało się, że świat naprawdę staje się prostszy.

Robot podjechał do karteczki „DŁUGOPIS” i… przyniósł długopis. Prawdziwy. Granatowy. Zosia aż otworzyła usta.

— Maja! On to zrobił!

Maja triumfalnie uniosła marker.

— Etykiety, kochana. Etykiety rządzą światem.

Robot podjechał do karteczki „SKARPETA” i przyniósł… dwie skarpety. Do pary. Jakby wreszcie zrozumiał sens istnienia.

— Ja chyba zaraz napiszę wiersz — wyszeptała Zosia.

I wtedy Ogarniać 3000 zobaczył karteczkę, którą Maja przykleiła trochę żartem: „COŚ FAJNEGO”.

Robot zawibrował z ekscytacji. Włączył „UROCZY” samodzielnie. Po czym ruszył jak na paradę.

Zaczął zbierać „coś fajnego” z całego pokoju: pluszowe lama, brelok kota, żelki z plecaka Mai (Maja krzyknęła „Ej!”), a nawet pilot od telewizora, który przywitał się z plecakiem z godnością królewską.

— Zosia… — Maja mówiła powoli. — On znalazł nową kategorię. I to jest kategoria bez dna.

Robot, bardzo zadowolony, przyczepił karteczkę „COŚ FAJNEGO” do… własnej obudowy.

— O nie — jęknęła Zosia. — On uznał, że sam jest „coś fajnego”.

Robot podjechał do lustra, jakby chciał się sobie przyjrzeć, po czym zrobił „ping” z taką dumą, że aż było mu miło.

Zosia roześmiała się, mimo wszystko.

— Dobra. Mamy robota z poczuciem własnej wartości. To akurat zdrowe.

Maja pokiwała głową.

— Zdrowe, dopóki nie zacznie zakładać konta na portalach społecznościowych.

Zosia zbliżyła się do panelu.

— Trzeba go nauczyć, że współpraca to też słuchanie. Nie tylko pakowanie.

— To jak z ludźmi — odparła Maja. — Najpierw uczysz się mówić, potem uczysz się nie mówić cały czas.

Usiadły na podłodze i wspólnie zaczęły dopisywać do instrukcji: „Słuchaj etykiet”. „Nie pakuj żelków bez pytania”. „Nie przypinaj ludzi do plecaka”. „Kiedy nie wiesz, zapytaj: ping?”.

Robot stał obok, cichy jak kartonowy uczeń, który nagle zrozumiał, że nauka to nie kara, tylko przygoda.

Rozdział 6: Umowa z robotem i znak, który obiecuje ciąg dalszy

Wieczorem Zosia i Maja zrobiły coś poważnego: napisały „Umowę o Współpracy” i podpisały ją trzy razy. Dwa razy długopisem i raz… klipsem do prania, bo robot też chciał zostawić swój „podpis”.

Umowa brzmiała:

1) Zosia nie uruchamia trybu „Poniedziałek” bez Mai.

2) Maja nie dokarmia robota żelkami, bo wtedy robi się zbyt wesoły.

3) Ogarniać 3000 pyta „ping?” zanim przypnie cokolwiek do kogokolwiek.

— To jest najbardziej cywilizowany wynalazek w tej piwnicy — powiedziała Maja.

— I najbardziej uparty — dodała Zosia, patrząc na czerwony przycisk „UROCZY”. — Ale chyba właśnie dlatego go lubię.

Wtedy Ogarniać 3000 zbliżył się do tabliczki na drzwiach piwnicy, na której ktoś kiedyś napisał „UWAGA: ROWER”. Robot wyjął nową karteczkę i przykleił obok: „UWAGA: WYNALAZKI”.

Zosia zaśmiała się cicho.

— Wiesz co? On nie jest idealny. Ale my też nie. I jakoś działa.

Maja szturchnęła ją łokciem.

— Bo współpraca. Gdybyś robiła to sama, byłabyś nadal przypięta do plecaka.

— A ty sama zjadłabyś swoje żelki, zanim cokolwiek zostałoby podpisane — odparła Zosia.

— To prawda. Współpraca uratowała żelki. I ciebie.

Zosia zamknęła notes i schowała go do kieszeni fartucha. Na ostatniej stronie dopisała:

„Następny krok: nauczyć Ogarniać 3000 rozróżniać ‘fajne' od ‘ważne'. Może przycisk ‘ROZSĄDEK'? Tylko… gdzie ja znajdę rozsądek w piwnicy?”

Wyszły na korytarz, a robot został w środku, cicho „pingając” do własnych myśli. Na drzwiach piwnicy Maja, dla żartu i na wszelki wypadek, powiesiła kartonowy znak. Zosia dopisała grubym markerem dwa słowa.

„a to be continued” → poprawiła się szybko, skreśliła i napisała po polsku, żeby nie było, że wynalazki odbierają jej język:

„ciąg dalszy nastąpi”

A pod spodem, jeszcze większymi literami:

„A ŚLEPO? NIE. RAZEM.”

Na końcu dorysowały strzałkę i zostawiły miejsce na kolejny przycisk.

Na drzwiach, obok „UWAGA: WYNALAZKI”, wisiał teraz kartonowy napis:

„DO ZOBACZENIA — CIĄG DALSZY NASTĄPI”

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Wynalazczyni
Osoba, która wymyśla nowe rzeczy i urządzenia, zwykle z pomysłem praktycznym.
Piwnica
Pomieszczenie pod domem, zazwyczaj ciemne i używane do przechowywania rzeczy.
Sprężyny
Metalowe spirale, które rozciągają się i z powrotem wracają do kształtu.
Lutownica
Narzędzie, które nagrzewa metal, żeby trwale połączyć dwie części przewodami.
Etykiety
Małe karteczki z napisem, które przykleja się, by nazwać lub opisać przedmioty.
Instrukcję
Krótki opis krok po kroku, jak coś zrobić lub obsługiwać urządzenie.
Umowa
Pisany zapis, w którym strony zgadzają się na wspólne zasady.
Obudowy
Zewnętrzna część urządzenia, która osłania wnętrze i części elektroniczne.
Panel
Płaska część z przyciskami lub wskaźnikami do sterowania czymś.
Frak
Elegancki, bardzo formalny strój, zwykle noszony na specjalne okazje.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o zwariowanych wynalazkach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.