Trwa ładowanie...
Opowieść o kosmicie 5-6 lat Czytanie 13 min.

Klucz z niebieskim błyskiem i skoki jak na Księżycu

Cztery dziewczynki i dziadek pomagają małemu kosmicie Piko odnaleźć zgubiony klucz na spokojnej farmie, ucząc się przy tym współpracy i doświadczając lekkiej grawitacji.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Na ilustracji sześć postaci: cztery dziewczynki — Hania (6 lat, brązowe włosy w kitkach, kwiecista sukienka) klęczy po lewej na trawie i trzyma poważnie rękę Mai; Maja (6 lat, krótkie blond włosy, zielony sweter) stoi środkowo-po lewej, uśmiecha się i trzyma ręce Hani i Zosi; Zosia (6 lat, kasztanowe włosy w warkoczach, żółta sukienka) stoi środkowo-po prawej, śmieje się i trzyma ręce Mai i Leny; Lena (6 lat, rude włosy, niebieskie ogrodniczki) po prawej lekko podskakuje z błyszczącymi oczami; Piko — mały kosmita wielkości 5‑latka, bladozielona skóra, przezroczysty okrągły hełm, miętowy kombinezon i świecące buty — klęczy przed srebrnym, kopułowym statkiem i wkłada błękitno-srebrną śrubokluczowatą kluczyk do zamka; oraz dziadek Staszek (ok. 70 lat, krótka biała broda, znoszona czapka) stoi z tyłu przy stajni i przygląda się im z życzliwym uśmiechem. Scena na wiejskiej farmie o zmierzchu: zielony dziedziniec z kwiatami, stara czerwona stodoła z otwartymi drzwiami, kamienny okap studni po lewej, bele siana w tle, sad jabłoni po prawej i kilka kur dziobiących ziemię. Główna sytuacja: radosne odkrycie — Piko kręci błękitnawą kluczy spiralną w zamku statku, cztery dziewczynki mają cienkie przezroczyste świecące bransoletki na kostkach i trzymając się za ręce są gotowe do lekkiego wspólnego skoku; ciepła atmosfera, długie cienie, niebieskie światła statku odbijają się na trawie, centralna kompozycja, łagodne, zachwycone i uspokajające wyrazy twarzy. zgłoś problem z tym obrazem

Część 1: Opowieść o lekkiej grawitacji

W wiosce było cicho jak w kocu z waty. Farma państwa Kwiatkowskich odpoczywała po żniwach. Stodoła stała z zamkniętymi drzwiami, na podwórku spały traktory, a kury chodziły wolno, jakby liczyły kroki.

Cztery dziewczynki miały po sześć lat i uwielbiały tu przychodzić: Hania, Maja, Zosia i Lena. Usiadły na belach siana, które pachniały słońcem.

— Dzisiaj opowiem wam coś kosmicznego — powiedział dziadek Staszek, który pilnował farmy, kiedy wszyscy odpoczywali. Miał czapkę z daszkiem i kieszenie pełne śrubek.

— O kosmitach? — zapytała Maja, a jej oczy zrobiły się okrągłe.

— O Księżycu! — uśmiechnął się dziadek. — Wiecie, że grawitacja na Księżycu jest lżejsza?

— Gra… wi… ta… cja? — powtórzyła Zosia, wolno i ostrożnie.

— To taka siła, która trzyma nas na ziemi — wyjaśnił dziadek, stukając butem o klepisko. — Dzięki niej nie latamy jak balony. A na Księżycu jest jej mniej. Tam można skakać wysoko, jak żabka na trampolinie.

Lena zachichotała.

— To ja bym skoczyła aż na dach stodoły!

— Tylko uważaj, bo dach nie lubi stóp — mruknęła Hania, poważna jak mała pani nauczycielka.

Dziadek wyjął z kieszeni małą metalową kulkę na sznurku.

— To mój stary wahadełek. Widzicie? Jak puszczę, spada. Bo grawitacja. A gdybyśmy byli na Księżycu… spadałoby wolniej.

— A kosmici też mają grawitację? — spytała Maja.

— Nie wiem — odpowiedział dziadek szczerze. — Ale w kosmosie jest dużo niespodzianek.

W tej samej chwili z daleka, zza sadu, dobiegło ciche: „biiip… biiip… biiip”.

Dziewczynki zamarły.

— To mój zegarek? — zdziwił się dziadek i spojrzał na nadgarstek. — Nie, ja nie mam takiego.

„Biiip… biiip…” było coraz bliżej. A potem, jakby ktoś szeptem dmuchnął w powietrze, usłyszały: „fiuuu”.

Zosia złapała Maję za rękę.

— Dziadku, to… to chyba nie kura.

— Na pewno nie kura — mruknęła Lena. — Kury mówią „ko-ko”, a nie „biiip”.

Wyszli powoli z stodoły. Na trawie, obok starej studni, świeciło małe, srebrne coś. Wyglądało jak miska odwrócona do góry dnem. Z boku miało okienko jak oczko.

— To… latający talerz? — szepnęła Maja, tak cicho, jakby bała się obudzić księżyc.

— To wygląda jak pokrywka od garnka — oceniła Hania. — Tylko błyszczy.

Dziadek przyklęknął.

— Spokojnie. Nie dotykamy. Najpierw patrzymy.

W okienku mignęło światło. A potem coś, co przypominało zielony paluszek, zapukało w szybkę: puk, puk.

Dziewczynki cofnęły się o krok.

— Halo? — powiedziała Lena. — Czy… ktoś tam jest?

Okienko otworzyło się z cichym „klik”. I wysunęła się mała głowa w hełmie. Hełm miał przezroczystą szybkę, a za nią widać było wielkie, błyszczące oczy.

— Dzień… do… bry… — powiedziała głowa, trochę jak robot i trochę jak dziecko.

Zosia aż klasnęła z radości, ale szybko przypomniała sobie o ciszy i przytuliła dłonie do policzków.

— On mówi po polsku!

— Uczę… się… — odpowiedział przybysz. — Ja… Piko.

— Ja jestem Maja! — wypaliła Maja. — A to Hania, Zosia i Lena. A to dziadek Staszek. To jest farma. Ona teraz odpoczywa.

Piko mrugnął.

— Farma… odpoczywa. Dobrze.

Dziadek odchrząknął delikatnie.

— Witaj, Piko. Czy potrzebujesz pomocy?

Piko poruszył czułkami, które wysunęły się spod hełmu jak dwie cienkie sprężynki.

— Tak. Zgubiłem… klucz.

Część 2: Tajemnica na spokojnej farmie

Piko wyszedł ostrożnie. Był malutki, prawie jak pięcioletnie dziecko. Miał kombinezon w kolorze mięty i buty, które świeciły jak latarki.

— Klucz? — powtórzyła Hania. — Do czego?

— Do… domu — powiedział Piko i wskazał na swój srebrny statek. — Bez klucza nie zamknę. Bez zamknięcia… nie wolno lecieć. Bezpiecznie musi być.

— To bardzo mądre — pochwaliła Zosia.

Piko wziął głęboki oddech, jakby przypominał sobie trudne słowa.

— Ja przyleciałem z… Księżyca Pasku. Tam grawitacja… lekka. Skaczę tak! — I podskoczył.

Podskoczył wysoko. Naprawdę wysoko. Dziewczynki aż uniosły głowy. Piko zawisł przez chwilę, jak piórko, i opadł miękko na trawę.

— Wow! — westchnęła Lena. — Jak bańka mydlana!

— U nas ciężej — powiedziała Maja. — Ale możemy spróbować skakać razem.

Hania zmarszczyła brwi.

— Najpierw klucz. Gdzie go zgubiłeś?

Piko pokazał na podwórko.

— Tutaj. Szukałem miejsca cichego. Widzę… dużą stodołę. Wchodzę… oglądam. I „brzdęk”! Klucz spadł. Potem kura mnie przestraszyła. Uciekłem. Teraz nie wiem.

— Kura kosmitów przestraszyła! — Lena parsknęła śmiechem. — Nasze kury są odważne.

— To była kura w kropki — dodała Maja poważnie. — Ona nawet psa potrafi pogonić.

Dziadek Staszek podrapał się po brodzie.

— Dobrze, dzieci. Szukamy razem. Ale uważnie. Farma odpoczywa, nie robimy hałasu.

Dziewczynki przytaknęły. To była misja, jak w prawdziwym kosmosie.

Podzielili się zadaniami.

— Ja szukam przy studni — powiedziała Hania.

— Ja przy sianie! — zawołała Lena.

— Ja przy kurniku — powiedziała Zosia.

— A ja będę z Piko i będę pytać, jak wygląda klucz — dodała Maja.

Piko wyciągnął z kieszonki mały obrazek. Narysowany był klucz jak spiralka z gwiazdką na końcu.

— Klucz jest srebrny, ale ma niebieski błysk. Jak woda nocą.

Maja kiwnęła głową.

— Dobrze. Niebieski błysk. Pamiętajmy.

Zosia zajrzała pod drewnianą ławkę obok kurnika. Kury patrzyły na nią, przechylając głowy.

— Przepraszam, panie kury, szukamy klucza. Nie zjadłyście? — spytała grzecznie.

Kury odpowiedziały „ko-ko”, co mogło znaczyć wszystko: „nie” albo „może” albo „daj ziarenko”.

Lena weszła na palce i zaglądała między bele siana.

— Kluczu, kluczu, gdzie jesteś? — szeptała, jakby klucz mógł się zawstydzić i wyjść sam.

Hania obchodziła studnię dookoła. W pewnym miejscu zauważyła ślady w trawie, jakby coś okrągłego się przetoczyło.

— Tu coś było — zawołała cicho. — Piko, stąd startowałeś?

Piko podbiegł i przytaknął.

— Tak. Tu… lądowałem. A klucz… może spadł, gdy wysiadałem.

Maja kucnęła i zobaczyła coś błyszczącego pod wiadrem.

— O! Niebieski błysk!

Wszyscy podbiegli. Ale to był tylko kapsel od butelki po oranżadzie, który ktoś zostawił dawno temu.

— To fałszywy kosmiczny klucz — jęknęła Lena dramatycznie.

Piko wyglądał na smutnego. Jego czułki opadły.

— Bez klucza… ja zostanę tutaj. A ja mam w domu… małą roślinę. Ona lubi, gdy ją podlewam.

Zosia podeszła i delikatnie dotknęła jego rękawa.

— Pomożemy. Razem łatwiej.

Hania klasnęła w dłonie, jakby dawała sygnał startu.

— Zrobimy plan. Piko, pokaż nam dokładnie, gdzie uciekłeś przed kurą.

Piko wskazał ścieżkę obok stodoły, potem pod płotem, a potem w stronę sadu.

— Kura goniła? — spytała Maja.

— Tak. Ona miała spojrzenie… jak laser — powiedział Piko.

Lena zachichotała.

— To na pewno kropkowana Krysia.

Ruszyli wzdłuż płotu. W trawie leżały jabłka. Jedno było lekko nadgryzione.

— Może klucz jest w sadzie — powiedziała Zosia. — Jak spadł, mógł się potoczyć.

— Potoczyć jak kulka — dodała Hania.

Piko nagle podskoczył.

— Ja mam magnes! — wykrzyknął, dumny jak odkrywca. — Magnes łapie metal.

Z kieszeni wyjął mały krążek z rączką. Maja od razu zrozumiała.

— To jak w zabawie w skarby! Przeciągamy po trawie!

Dziadek Staszek uśmiechnął się.

— Sprytne. Ale powoli. Nie chcemy złapać gwoździa z płotu.

Chodzili krok po kroku. Piko prowadził magnes tuż nad ziemią. Dziewczynki patrzyły uważnie, jak cztery pary reflektorów.

Nagle magnes „kliknął”.

— Mam coś! — zawołał Piko.

Wszyscy wstrzymali oddech.

Piko uniósł magnes. Wisiał na nim… stary gwóźdź.

Lena opadła na trawę jak aktorka w teatrze.

— O nie. Gwóźdź. To nie klucz.

Piko westchnął, ale potem spojrzał na gwóźdź z ciekawością.

— Gwóźdź… też metal. Dobrze działa magnes.

Hania nie dała za wygraną.

— Skoro działa, to dalej. Razem.

I wtedy Zosia zauważyła coś pod małym kamieniem przy płocie. Coś srebrnego z niebieskim błyskiem, jak woda nocą.

— Tu! — pisnęła. — Tu jest!

Piko podbiegł. Delikatnie odsunął kamień. Rzeczywiście, leżał tam mały klucz-spiralka z gwiazdką.

— Mój! — zawołał Piko. Czułki podskoczyły mu jak sprężynki. — Dziękuję!

Maja klasnęła.

— Udało się! Bo szukaliśmy razem!

Dziadek Staszek skinął głową.

— Współpraca. Najlepsza technologia na świecie.

Część 3: Skok jak na Księżycu i klucz, który się przekręca

Piko zaprowadził ich do statku. Z boku była mała klapka, a przy niej okrągła dziurka jak do zamka.

— Teraz… chwila prawdy — powiedział Piko uroczyście. — Mogę spróbować?

— Spróbuj! — powiedziały dziewczynki chórem.

Piko wsunął klucz. Pasował idealnie. Zrobiło się cicho. Nawet kury, jakby z ciekawości, przestały gdakać.

— Uwaga — szepnęła Lena. — Najważniejszy moment.

Piko złapał klucz i powoli go przekręcił.

Klucz obrócił się z miękkim „klik”.

W tej samej chwili statek zamrugał niebieskimi światełkami, jakby mrugał do nich okiem. Z wnętrza popłynął ciepły dźwięk, jak kołysanka: „pi-pi-pi”.

— Jest! — zawołał Piko. — Zamknięte. Bezpieczne.

Maja odetchnęła.

— Czyli możesz wrócić do domu i podlać swoją roślinę.

— Tak — powiedział Piko. — Ale… ja chcę zostawić wam coś.

Wyjął z kieszeni mały woreczek. W środku były cztery lekkie, przezroczyste opaski.

— To opaski skokowe — wyjaśnił. — Dają trochę… lekkiej grawitacji. Tylko na chwilę. Żebyście poczuły Księżyc Pasku. Ale ostrożnie. I razem.

Hania spojrzała na dziadka.

— Możemy?

Dziadek zaśmiał się cicho.

— Jeśli będziecie trzymać się za ręce. I skakać na miękkiej trawie. Wspólnie.

Dziewczynki założyły opaski na kostki. Piko ustawił je w kółku.

— Trzymajcie się. Raz, dwa, trzy… skok!

Skoczyły.

Nagle świat stał się lżejszy. Ich stopy oderwały się od ziemi wyżej niż zwykle. Sukienki i kurtki zafalowały. Lena pisnęła z radości. Zosia śmiała się jak dzwoneczek. Maja patrzyła w niebo, jakby mogła dotknąć chmur. Hania, choć zawsze ostrożna, też uśmiechnęła się szeroko.

— Jestem rakietą! — zawołała Lena.

— Jesteśmy drużyną rakiet! — poprawiła Hania.

Piko klaskał w swoje małe ręce.

— Pięknie! Widzicie? Razem łatwiej. Razem bezpieczniej.

Po kilku skokach opaski przestały świecić. Dziewczynki wylądowały miękko i usiadły na trawie, trochę zdyszane, ale szczęśliwe.

— Piko — powiedziała Zosia. — Czy kosmos jest straszny?

Piko pokręcił głową.

— Kosmos jest… duży. Czasem ciemny. Ale gdy masz przyjaciół… robi się jasny.

Maja podniosła kapsel od oranżady i podała go dziadkowi.

— Posprzątamy. Żeby farma też miała dobrze.

— Dziękuję — powiedział dziadek. — Farma odpoczywa, ale lubi porządek.

Piko wszedł do statku i stanął w okienku.

— Przyślę wam wiadomość. Może… obrazek mojej rośliny.

— A my narysujemy ci naszą kurę Krysię! — zawołała Lena.

— Tylko niech nie ma spojrzenia jak laser — dodała Maja i wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Statek zabuczał cicho, jak mruczący kot. Niebieskie światełka zatańczyły po trawie. Wiatr poruszył liście jabłoni.

Piko pomachał.

— Do zobaczenia!

— Do zobaczenia! — odpowiedziały dziewczynki.

Srebrny statek uniósł się powoli, spokojnie, jakby nie chciał przestraszyć żadnej kury. Potem poleciał w górę, w jasne popołudniowe niebo, aż stał się małą kropką.

Dziewczynki patrzyły jeszcze chwilę w ciszy.

— Wiecie co? — powiedziała Hania. — Dzisiaj nauczyłam się, że klucz jest ważny.

— I że współpraca jest jeszcze ważniejsza — dodała Zosia.

— I że kury mogą być kosmiczne — mruknęła Lena.

Maja uśmiechnęła się do dziadka.

— A grawitacja? Teraz już wiem. Trzyma nas tu. Ale czasem można ją poczuć inaczej. Dzięki przyjacielowi.

Dziadek Staszek poklepał je po ramionach.

— A teraz wracamy do domu. I pamiętamy: gdy coś się zgubi, nie panikujemy. Robimy plan. I działamy razem.

Wrócili przez podwórko. Farma nadal odpoczywała, spokojna i ciepła. A w pamięci dziewczynek został dźwięk „klik”, kiedy klucz się przekręcił, i myśl, że gdzieś daleko, na lekkim Księżycu Pasku, mały przyjaciel podlewa swoją roślinę — dzięki nim.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Grawitacja
Siła, która przyciąga rzeczy do ziemi i sprawia, że nie latamy.
Stodoła
Duży budynek na farmie, gdzie przechowuje się siano i narzędzia.
Wahadełek
Mała kulka na sznurku, która buja się i pokazuje ruch.
Kombinezon
Cały strój, który nosi ktoś, by być bezpiecznym lub ciepłym.
Czułki
Cienkie części przy głowie Piko, które pomagają mu czuć rzeczy.
Magnes
Przedmiot, który przyciąga metalowe rzeczy jak gwoździe.
Gwóźdź
Mały metalowy pręt, którego używa się do mocowania drewna.
Kapsel
Metalowy kawałek z butelki, który zakrywa napój.
Kołysanka
Cicha piosenka, którą śpiewa się, żeby dziecko zasnęło.
„klik"
Krótki dźwięk, jaki robią zamki lub przyciski przy przekręcaniu.
„pi-pi-pi"
Delikatny dźwięk lub melodyjka wydawana przez statek Piko.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o kosmitach dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.