Trwa ładowanie...
Opowieść o kosmicie 11-12 lat Czytanie 14 min.

Krąg światła Felka i Mimi

Felek, rudy lis, znajduje tajemniczą migającą lampkę i nawiązuje dzięki niej kontakt z przyjaznym kosmitą Mimi; wspólnie odkrywają, że światło i nadzieja potrafią połączyć różne światy.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Rudy lis antropomorficzny o błyszczącym futrze i ciepłym, zdeterminowanym wyrazie twarzy trzyma małą okrągłą lampę z gwiazdkowym przyciskiem i kładzie łapę na małym statku, pomagając mu się obudzić; obok stoi mały, przyjazny, zielono-niebieski, błyszczący kosmita z czapką-antenną i wielkimi czarnymi oczami, gestykulujący świetlistą dłonią; statek w kształcie połyskującego „ormea” z miękkiej stalowej barwy i różowo-złotymi żyłkami otwiera się jak muszla, wewnętrzne świetlne nici unoszą się jak świetliki; scena w nocnej polanie porośniętej mchem i drobnymi białymi kamieniami przy starej pni i sosnach, pod gwiaździstym niebem; główna sytuacja: lis i kosmita delikatnie budzą statek za pomocą pulsującego, ciepłego koła światła, tworząc czułą, magiczną i pełną nadziei atmosferę. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1

Rudy lis nazywał się Felek i mieszkał na skraju miasteczka, tam gdzie kończyły się latarnie, a zaczynały cienie traw i krzaków. W dzień udawał, że jest zwyczajnym lisem: polował na chrząszcze, słuchał kosów i omijał psy z podwórek. W nocy jednak był kimś jeszcze — strażnikiem światełek.

To nie brzmiało poważnie, dopóki nie zobaczyło się jego skarbu: małej nocnej lampki, znalezionej na wysypisku. Wyglądała jak stara, okrągła latarenka dla dzieci, z porysowaną obudową i przyciskiem w kształcie gwiazdy. Felek przynosił ją do swojej nory i stawiał na płaskim kamieniu. Kiedy wciskał gwiazdę, lampka zapalała się ciepłym, miodowym światłem i rysowała na ziemi idealny krąg.

Najdziwniejsze było to, że lampka umiała migać.

Felek odkrył to przypadkiem, gdy raz przycisk zaciął się pod jego pazurem. Światło mrugnęło: krótko, krótko, długo. Potem znów. Brzmiało to jak stukanie w drzwi, tylko że zrobione z blasku.

Lis nie znał się na kodach. Ale w jego głowie mieszkała ciekawość, duża jak księżyc. Zaczął więc odpowiadać, jakby rozmawiał z kimś, kogo nie widzi.

— Dobra… — mruknął do lampki. — Jak ty mrugasz, to ja też.

Wcisnął: krótko, krótko, długo. Potem, dla pewności: długo, krótko. Jeszcze raz: krótko, długo, krótko.

Lampka zamrugała w odpowiedzi, tym samym rytmem. Jak echo, które nie powinno istnieć.

Felek zamarł. Uszy stanęły mu jak dwa anteny. Na zewnątrz nory wiatr szeleścił w suchych liściach, ale poza tym panowała cisza.

— Halo? — szepnął lis, czując, że brzuch ma lżejszy, jakby połknął bańkę mydlaną.

Światło zamigotało: krótko, długo, długo. I jeszcze raz.

Felek nie wiedział, co to znaczy. Wiedział tylko jedno: ktoś jest po drugiej stronie. I nie gryzie. Przynajmniej nie przez światło.

Rozdział 2

Następnej nocy Felek wyniósł lampkę na polanę za starym wiaduktem. Tam, gdzie trawa była krótka, a ziemia gładka jak stół. Kiedy wcisnął gwiazdę, krąg światła rozlał się po ziemi. Wyglądał jak małe, domowe słońce, które ktoś postawił na łące i zapomniał zabrać.

Lis stanął na brzegu kręgu. Ciepło pod łapami było przyjemne, prawie jak latem na rozgrzanym kamieniu.

— Jeśli ktoś mnie słyszy… — powiedział głośniej. — To… nie jestem bardzo straszny. Tylko trochę.

Lampka mrugnęła. Rytmicznie. A potem zdarzyło się coś, co sprawiło, że Felek aż cofnął ogonem w trawę.

Powietrze w środku kręgu zadrżało. Jak nad gorącą drogą w południe. Tyle że była noc i pachniało miętą, jakby ktoś otworzył ogromną pastylkę do ssania.

— O-o… — Felek przełknął ślinę.

Z drżenia wyłonił się kształt, najpierw rozmazany, potem wyraźny. Niski. Okrągły. I… w paski.

Postać była mniej więcej wielkości dużego borsuka, ale zupełnie nie borsukowata. Miała cztery cienkie nogi, dwie ręce, a na głowie coś, co przypominało czapkę z robioną na drutach antenką. Skóra mieniła się jak mokry kamień, a oczy… oczy były wielkie i ciemne, jak dwie śliwki w cieście.

Stworzenie podniosło rękę. Z jej palców wysunął się mały, świecący języczek światła, który zamigał tak samo jak lampka.

— Krótko-krótko-długo — zamigało.

Felek zrozumiał jedno: to nie był przypadek. To była rozmowa.

— Ty… ty jesteś… — zaczął, a potem zabrakło mu słów, więc powiedział to najprościej, jak się dało: — Ty jesteś kosmitą?

Stworzenie przechyliło głowę. Z jego brzucha wysunęła się przezroczysta płytka, na której pojawiły się znaki, jakby ktoś pisał wodą po szkle. Po chwili znaki ułożyły się w litery.

„TAK. JA: MIMI.”

Felek mrugnął. Raz. Drugi.

— Mimi? — powtórzył, bo to brzmiało bardziej jak imię pluszaka niż groźnego najeźdźcy.

Stworzenie kiwnęło głową. Potem na płytce pojawiło się kolejne zdanie.

„TY: FELEK?”

Lis aż się wyprostował.

— Tak! — ucieszył się. — Felek. A to… to jest moja lampka.

Mimi dotknęła brzegu kręgu światła. Zapiszczało cicho, jakby światło miało własny śmiech.

„DOBRE ŚWIATŁO. BEZPIECZNE KOŁO.”

Felek spojrzał na krąg pod łapami. Bezpieczne koło. Brzmiało jak coś, co chciałby mieć każdy, nawet lis.

— Skąd jesteś? — spytał. — I czemu… czemu akurat ja?

Mimi zamrugała oczami. Płytka pokazała:

„SŁYSZAŁAM KOD. KTOŚ ODPOWIADAŁ. MYŚLAŁAM: PRZYJAZNY.”

Felek poczuł, jak w piersi robi mu się ciepło. Cieplej nawet niż od lampki.

— No… — mruknął, próbując wyglądać poważnie. — Jestem przyjazny. Czasem. Zależy, czy ktoś nie kradnie mi jagód.

Mimi wydała z siebie dźwięk przypominający kichnięcie i chichot jednocześnie. Felek uznał, że to śmiech.

Rozdział 3

Gdy oswoili się z tym, że stoją w jednym kręgu światła, rozmowa potoczyła się szybciej. Mimi nie mówiła jak ludzie, ale jej płytka tłumaczyła myśli na słowa, a dodatkowo mrugała palcami, jakby wolała, żeby rozmowa była trochę zabawą.

Felek usiadł, ogon owinął wokół łap, ale był gotowy do skoku. Na wszelki wypadek. Kosmita czy nie, zasady bezpieczeństwa działały zawsze.

— A twoja planeta? — dopytywał. — Jest… zimna? Gorąca? Ma drzewa?

Mimi spojrzała w górę, jakby widziała coś, czego Felek nie umiał sobie wyobrazić.

„PLANETA: KŁEBEK. DUŻO WIATRU. MAŁO CIEPŁA. DRZEWA? NIE. MAMY… SKŁADANE ZIELONE RURY.”

— Składane… rury? — Felek skrzywił pysk. — To brzmi jak coś, co mógłby wymyślić borsuk, gdyby miał za dużo czasu.

Mimi znów „kichnęła-zaśmiała się”. Potem na płytce pojawiło się:

„ZIEMIA ŁADNA. PACHNIE BŁOTEM. I… CIASTEM?”

Felek zmrużył oczy.

— Ciastem? Skąd znasz ciasto?

Mimi wsunęła rękę pod tę swoją „czapkę” i wyciągnęła mały przedmiot. Wyglądał jak okruszek metalu, ale gdy go dotknęła, rozłożył się jak wachlarz i pokazał miniaturowy obraz: kuchnia, ludzkie ręce, blacha i coś, co wypełniało cały ekran złotym kolorem.

„OBSERWACJA. PRZEZ… OKO.”

— Podglądasz ludzi? — Felek poczuł oburzenie, ale też ciekawość. — Oni nie lubią, jak się ich podgląda.

Mimi spuściła głowę.

„PRZEPRASZAM. MYŚLAŁAM: NAUKA. NIE: ZŁE.”

Lis westchnął. Zobaczył, że kosmita wygląda teraz jak ktoś, komu właśnie wypadła ulubiona piłka do rowu.

— Dobra. — Felek zmiękł. — Skoro umiesz mówić „przepraszam”, to jest w tobie coś porządnego. A po co tu jesteś? Zgubiłaś się?

Mimi zawahała się. Krąg światła zrobił się jakby jaśniejszy, jakby lampka też słuchała.

„TAK. MÓJ STATEK: MAŁY. MIAŁ WRÓCIĆ. A TERAZ… ŚPI. POTRZEBUJĘ ISKRY.”

— Iskry? — Felek przechylił łeb. — Jak z krzemienia?

Mimi pokazała na lampkę.

„TWOJE ŚWIATŁO MA KOD. KOD MOŻE OBUDZIĆ.”

Felek spojrzał na swoją lampkę, nagle dumny, jakby to była rakieta, a nie znalezisko z wysypiska.

— Czyli… jeśli dobrze zamrugam, to twój statek się obudzi?

Mimi kiwnęła głową energicznie. Antenka na jej „czapce” zadrżała jak źdźbło trawy.

„TAK. ALE POTRZEBUJĘ TEŻ… NADZIEI.”

Felek zamrugał.

— Nadziei?

Mimi dotknęła własnej piersi.

„U NAS, GDY CIEMNO, ZAPALAMY KOŁO. KOŁO MÓWI: DA SIĘ.”

Lis poczuł, że to zdanie zostanie z nim na długo.

— To… to brzmi mądrze. — Wstał. — Pokaż mi, gdzie jest twój statek. Zrobimy mu pobudkę. Tylko bez wrzasków, bo sarny mają lekkie serca.

Rozdział 4

Statek Mimi okazał się… rozczarowująco mały. Nie był wielką srebrną igłą ani krążkiem, który zasłania pół nieba. Leżał w zagłębieniu między korzeniami starej sosny, jak gładki kamień po deszczu. Miał kształt orzecha, tylko większego, i delikatnie pulsował, jakby oddychał przez sen.

— To jest statek? — Felek obszedł go dookoła. — Myślałem, że będą przynajmniej schody. Albo dramatyczna para.

Mimi poruszyła palcami, a płytka odpowiedziała:

„MAŁY, BO JA MAŁA. SCHODY… ZBĘDNE. PARA… BRZYDKA.”

Lis parsknął.

— No dobra, masz rację. Para jest trochę jak gorący oddech borsuka.

Przyniósł lampkę i postawił ją przy statku. Krąg światła rozlał się po ziemi, objął korzenie sosny i kawałek mchu. W środku kręgu wszystko wyglądało inaczej: kolory były wyraźniejsze, a cienie miękkie, jakby ktoś je wygładził dłonią.

— No to jaki kod? — zapytał Felek. — Mów, a ja będę wciskał.

Mimi przyłożyła palce do gładkiej powierzchni statku. Na jego skorupie pojawiły się linie, jak jasne żyłki. Mimi mrugnęła palcami: krótko, krótko, długo, długo, krótko.

Felek powtórzył na lampce. Światło zadrżało, a krąg zaczął pulsować, jakby miał własne serce.

Statek nie zareagował.

— Może śpi twardo — mruknął lis. — Ja też czasem nie słyszę, jak sowa krzyczy.

Mimi pokazała następny rytm: długo, krótko, krótko, krótko, długo. Felek nacisnął. Lampka zamrugała posłusznie.

Tym razem statek wydał cichy dźwięk, jak westchnienie.

— O! — Felek aż podskoczył. — Słyszałeś, sosno? Mamy postępy!

Sosna nic nie odpowiedziała, ale jej igły zaszeleściły, jakby też chciały kibicować.

Mimi spojrzała na Felka i na płytce pojawiło się:

„TERAZ: NADZIEJA.”

Felek poczuł lekką panikę.

— Ja mam… nadzieję. — Próbował. — Że… się uda.

Mimi potrząsnęła głową.

„NIE SŁOWO. UCZUCIE. W KOLE.”

Felek wziął głęboki oddech. Spojrzał na krąg światła. Na Mimi. Na statek, który wyglądał jak samotny orzech w lesie, daleko od domu.

I wtedy przypomniał sobie coś prostego: każdą noc, kiedy siedział w ciemności, a ta mała lampka sprawiała, że noc nie była taka straszna. Przypomniał sobie, jak myślał: „Jutro też będzie, nawet jeśli dziś jest chłodno.”

Wszedł w krąg, stanął bardzo blisko statku i położył na nim łapę.

— Hej — powiedział cicho, jakby mówił do śpiącego młodszego brata. — Obudź się. Ktoś na ciebie czeka. Nie musisz być idealny. Wystarczy, że spróbujesz.

Lampka mrugnęła sama z siebie. Jedno, długie mrugnięcie, jak spokojny oddech.

Statek rozświetlił się od środka. Jego skorupa stała się półprzezroczysta, a w środku zamigotały małe punkty, jak stado świetlików.

Mimi wydała radosny dźwięk i aż zakręciła się w miejscu.

„DZIAŁA!”

— Działa! — Felek uśmiechnął się szeroko. — A ja nawet nie musiałem udawać, że jestem bohaterem. Chociaż… trochę byłem.

Rozdział 5

Statek otworzył się bez huku. Skorupa rozsunęła się jak płatki kwiatu, cicho i płynnie. W środku nie było przycisków ani ekranów jak w ludzkich filmach. Były za to miękkie, świecące nici, które wiły się w powietrzu, tworząc coś w rodzaju hamaka i steru naraz.

Mimi wskoczyła do środka i dotknęła jednej z nici. Ta zaświeciła jaśniej i ułożyła się w strzałkę.

„DOM” — pokazała płytka.

Felek poczuł, jak serce mu lekko opada, choć przecież to była dobra wiadomość.

— Czyli… wracasz.

Mimi wysunęła się ze statku i stanęła z nim w kręgu światła. Przez chwilę oboje milczeli. W lesie coś chrupnęło — pewnie jeż, który uważał, że jest niewidzialny.

„TAK. ALE…” — zaczęła płytka.

— Ale? — Felek podniósł uszy.

Mimi dotknęła lampki.

„TWOJE ŚWIATŁO. TO BYŁ MOST. NIE ZAPOMNĘ.”

Felek próbował ukryć, że zrobiło mu się miękko w gardle, więc odchrząknął i powiedział:

— Też nie zapomnę. Wiesz, przez większość życia myślałem, że niebo jest tylko do patrzenia. A teraz… okazało się, że ktoś tam patrzy z powrotem.

Mimi wyciągnęła mały woreczek, który wyglądał jak kropla wody zamieniona w materiał. Rozwiązała go i wysypała na łapę Felka trzy drobne rzeczy: przezroczysty guzik, który w środku miał wirujący pyłek, małą sprężynkę, która sama układała się w kształt gwiazdy, i pasek folii, na którym pojawiały się krótkie, świecące słowa.

„DLA CIEBIE” — pokazała płytka. — „PREZENTY: PAMIĘĆ. ŚMIECH. KOD.”

Felek aż cmoknął z wrażenia.

— To… to jest świetne. Ja… ja nie mam statku ani świecących nici. — Rozejrzał się gorączkowo po polanie. — Ale mam…

Pobiegł do krzaków i wrócił z dwoma skarbami: gładkim, białym kamykiem, w którym była czarna kreska jak uśmiech, i piórem sójki, błękitnym i ostrym jak strzałka.

— Kamyk jest szczęśliwy — powiedział poważnie. — Znalazłem go w dzień, kiedy przestałem bać się burzy. A pióro… jest z nieba, ale da się je dotknąć. To… żebyś pamiętała, że tutaj też jest kawałek twojego „domu”, bo niebo mamy wspólne.

Mimi wzięła kamyk i pióro bardzo ostrożnie, jakby były kruche. Antenka na jej głowie zadrżała.

„DZIĘKUJĘ, FELEK.”

Felek spojrzał na krąg światła. Nadal świecił, ciepły i spokojny.

— Mimi? — zapytał. — Jak wrócisz… to co powiesz u siebie? O Ziemi?

Mimi spojrzała na las, na trawę, na niego.

„POWIEM: TU JEST KOŁO. I LIS. I NADZIEJA, KTÓRA BUDZI.”

Lis uśmiechnął się, a potem zrobił coś, co zdziwiło nawet jego samego: podniósł łapę i pomachał.

— No to leć. I… jeśli kiedyś usłyszysz miganie… odpowiedz.

Mimi weszła do statku. Płatki skorupy zamknęły się cicho. Statek uniósł się od ziemi, ale nie zostawił po sobie spalonej trawy ani smrodu. Tylko delikatny zapach mięty i ciepły podmuch, jak od kołdry wyjętej z słońca.

Zanim zniknął między drzewami i gwiazdami, na powierzchni statku pojawiło się jedno, ostatnie mrugnięcie: krótko, krótko, długo.

Felek nacisnął gwiazdę na lampce i odpowiedział tym samym.

Krąg światła na ziemi świecił jeszcze chwilę, a potem powoli przygasł. Noc wróciła na swoje miejsce, ale nie była już taka sama.

Lis zebrał prezenty, schował je w norze i zasnął z myślą, że gdzieś daleko, na planecie-kłębku, ktoś może trzymać biały kamyk i błękitne pióro.

A jeśli kiedyś znów zrobi się ciemno — wystarczy zapalić małe koło światła i pamiętać: da się.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Latarenka
Mała lampka, którą można trzymać w ręku, daje światło w nocy.
Porysowaną
Z licznymi zarysowaniami na powierzchni, z delikatnymi śladami uszkodzeń.
Obudową
Zewnętrzna część urządzenia, która osłania jego wnętrze.
Przyciskiem
Część, którą naciskasz, żeby coś włączyć lub zmienić.
Wysypisku
Miejsce, gdzie ludzie wyrzucają stare rzeczy i śmieci.
Migać
Świecić krótko i przerywanie, to znaczy robić błyski światła.
Kodach
Zestaw znaków lub sygnałów, które mają znaczenie i trzeba je odczytać.
Anteny
Cienkie elementy, które odbierają lub wysyłają sygnały.
Półprzezroczysta
Częściowo przez którą można widzieć, ale nie całkiem jasno.
Pulsował
Bił rytmicznie, jak serce, świecił i słabł w stałym tempie.
Skorupa
Twarda zewnętrzna część jak powłoka ochronna przedmiotów.
Hamaka
Zawieszony mebel z tkaniny do leżenia, przypomina huśtawkę.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o kosmitach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.