Trwa ładowanie...
Mali poszukiwacze przygód 11-12 lat Czytanie 16 min.

Lis Rdzawy i dyżur od pogody

Lis Rdzawy zostaje Słuchaczem Pogody i wraz z przyjaciółmi nasłuchuje znaków pogody, aby ostrzegać sąsiadów i zabezpieczać niebezpieczne miejsca podczas nadciągającej burzy.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Chibi lis o rudo-jasnobrązowym futrze, dużych zaokrąglonych uszach i wyrazistych oczach, zdeterminowany i lekko zaniepokojony, z mokrym niebieskim szalikiem i błotnymi łapkami trzyma linę, by przymocować plandekę do rusztowania; obok robusty jeż (Hektor) z błyszczącymi od deszczu kolcami, skupiony, pcha przekrzywioną metalową barierę, kotka (Pusia) o jedwabistej szarej sierści stoi na stosie cegieł, trzyma zgnieciony karton i podkłada deskę, a mały wróbelek (Wróbelek) z jasnobrązowym upierzeniem leci nad sceną i wskazuje dziobem uciekającego psa; miejsce: błotnisty plac budowy między kamienicami z kałużami, żółtą taśmą ostrzegawczą, przewróconymi wiadrami i stalowym rusztowaniem z trzepoczącą szarą plandeką, niebo ciężkie od ciemnych chmur; sytuacja: mała ekipa bohaterów zabezpiecza plac budowy w deszczu, szybkie skoordynowane ruchy, napięcie przeobrażone we współpracę, błyszczące krople i rozbryzgi. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Dyżur od pogody

Lis o imieniu Rdzawy mieszkał na skraju osiedla, tam gdzie trawa spotykała chodnik, a latarnie świeciły jak spokojne, żółte księżyce. Był hojny z natury. Gdy ktoś gubił guzik, oddawał swój. Gdy komuś było zimno, potrafił okryć go własnym szalikiem z miękkich liści.

Tego ranka pani Wiewiórka z Domku Administracji tupnęła łapką i podała mu mały notes.

— Rdzawy, jesteś naszym nowym Słuchaczem Pogody. Masz misję: słuchać, co mówi pogoda, i ostrzegać wszystkich na czas.

— Słuchać pogody? — Lis przekrzywił łeb. — To ona mówi?

— Oczywiście! Tylko trzeba umieć słyszeć. Szum w rynnach, stuk w szyby, jęk drzewa. A czasem… — Wiewiórka ściszyła głos — czasem pogoda szepcze prosto do ucha.

Rdzawy poczuł dreszcz. Trochę ze strachu, trochę z ekscytacji.

— Dobrze. Zrobię to. Dla wszystkich.

Wziął notes, ołówek i niewielki gwizdek, który brzmiał jak ptasi śmiech. Pani Wiewiórka podała mu jeszcze mały materiałowy trójkąt.

— To fanion. Na koniec misji go posadzisz. Tam, gdzie będzie trzeba.

— Posadzę… fanion? Jak marchewkę?

— Prawie — parsknęła Wiewiórka. — Tylko nie podlewaj.

Rdzawy wyszedł na podwórko. Zwykłe blokowisko wyglądało jak zawsze: trzepak, ławki, śmietniki i piaskownica. Ale teraz wszystko wydawało się sceną do wielkiej wyprawy. Nawet kałuża błyszczała jak małe jezioro, w którym można utonąć… w odbiciu chmur.

— No to słucham — mruknął do siebie i nastawił uszy.

Rozdział 2: Szept w rynnie

Rdzawy zaczął od najbardziej hałaśliwego miejsca: pod rynną przy sklepie spożywczym. Krople z porannej mgły spływały w dół, robiąc „plip, plip”, jakby ktoś ćwiczył na miniaturowym bębnie.

Przykucnął. Zbliżył pysk do blachy.

— Co ty tam mruczysz? — szepnął.

W odpowiedzi usłyszał coś dziwnego. Nie słowa, raczej rytm: wolno, szybko, wolno. Jak ostrzeżenie zapisane kroplami.

Z notatnika powstał pierwszy wpis: „Mgła rano. Rynna gra nierówno. Może wiatr zmieni zdanie”.

Nagle zza rogu wyskoczył Jeż Hektor, w sportowych butach, które znalazł kiedyś na śmietniku i uważał za „legendarny sprzęt”.

— Hej, lis! Podsłuchujesz rynnę? — zaśmiał się.

— Słucham pogody. Taka misja.

Hektor gwizdnął.

— Brzmi poważnie. Mogę iść z tobą? Jestem dobry w sprawach terenowych. Umiałem kiedyś przejść przez pokrzywy bez marudzenia.

— Przyda mi się ktoś odważny — przyznał Rdzawy. — Ale ostrzegam: pogoda bywa kapryśna.

— Ja też! — odparł jeż i ruszył obok niego.

Przeszli przez podwórko. W krzakach poruszyło się coś cicho. Kotka Pusia, miejscowa ekspertka od obserwacji, patrzyła na nich jak na serial.

— Dokąd idziecie? — ziewnęła.

— Na wyprawę. Słuchamy pogody — powiedział Rdzawy.

— Pogoda? — Pusia uniosła brwi. — Ona jest głośna, jak się zdenerwuje. Dobrze, pójdę. Ktoś musi pilnować, żebyście nie weszli w kałużę po sam brzuch.

— A ja? — zapiszczał mały Wróbelek, który siedział na poręczy ławki. — Ja umiem latać na rekonesans!

Rdzawy uśmiechnął się. Zwykły dyżur zamieniał się w drużynę.

— W porządku. Ale słuchamy uważnie i pomagamy sobie nawzajem.

Wtedy wiatr przeciągnął między blokami jak ktoś, kto biegnie spóźniony na autobus. Liście zakręciły się w wir.

— Słyszeliście? — Rdzawy zatrzymał się.

Wszyscy zamilkli. Wiatr nie tylko wiał. On… sapał. Jakby mówił: „Nie zdążysz. Nie zdążysz”.

Rdzawy zacisnął łapy na notesie.

— Musimy sprawdzić plac budowy za boiskiem. Tam pogoda lubi robić psikusy.

Rozdział 3: Mapy, pudła i pomysł

Plac budowy wyglądał jak kraina z klocków: stosy cegieł, metalowe rury, żółta taśma ostrzegawcza i wielka dziura, która pachniała mokrą ziemią.

— Tu wieje inaczej — mruknęła Pusia. — Wiatr odbija się od blachy i udaje bohatera.

Rdzawy przyłożył ucho do metalowej barierki. Zabrzmiała jak ogromny instrument. Drżała cicho, ale uparcie.

— To nie jest zwykły wiatr — powiedział. — On się zbiera. Jakby coś planował.

Hektor podrapał się kolcem po brodzie.

— Plan? Wiatr? Chyba raczej brak planu.

— Czasem brak planu jest najgroźniejszy — odparł Rdzawy.

Wróbelek wzbił się w górę i zakręcił kółko.

— Z chmur idzie szara łata! Jak wielki koc! I ma brzegi jak poszarpane firanki!

Rdzawy zanotował: „Szare chmury od zachodu. Wiatr przyspiesza. Możliwy deszcz i… coś więcej”.

Nagle usłyszeli trzask. To nie była gałąź. To była cienka deska, która odczepiła się od sterty i potoczyła w stronę dziury.

— Uważajcie! — krzyknął Rdzawy.

Deska uderzyła w krawędź wykopu i zsunęła się w dół, jakby chciała zniknąć.

— Jeśli spadnie tam coś większego, ktoś może wpaść! — Pusia cofnęła się. — A ja lubię mieć wszystkie łapy w komplecie.

Wiatr szarpnął taśmą ostrzegawczą. Taśma zakwiliła jak przestraszony ptak i poleciała w bok, otwierając wejście na teren budowy.

— Pogoda robi bałagan — stwierdził Hektor. — Trzeba to ogarnąć.

Rdzawy spojrzał na barierki. Były ciężkie, ale ustawione krzywo. Widział też kartony po kafelkach i kilka pustych wiader.

— Zrobimy z tego zaporę — zdecydował. — Zasłonimy wejście i zabezpieczymy krawędź wykopu.

— Jak? — zapytała Pusia, choć już oglądała kartony jak strateg.

— Kartony włożymy do wiader, żeby je dociążyć. W środku piasek. Potem ustawimy wzdłuż taśmy. A barierkę przesuniemy tak, żeby nie było przejścia.

— To brzmi jak praca — jęknął Hektor.

— Przygoda też jest pracą — przypomniał Rdzawy. — Tylko bardziej się o niej opowiada.

Zabrali się do roboty. Hektor, silniejszy niż wyglądał, pchał barierkę z wysiłkiem i miną bohatera, który udaje, że wcale nie dyszy. Pusia skakała zwinne między stertami i wybierała najlepsze kartony, te najmniej rozmokłe. Wróbelek przynosił wieści: gdzie wiatr dmucha najmocniej i skąd nadciąga ciemniejsza chmura.

Rdzawy sypał piasek do wiader, łapami i ogonem. Ogon przy tym wyglądał jak miotła, która sama postanowiła sprzątać.

— Uwaga, ogon ci ucieka! — zaśmiał się Hektor, gdy ogon Rdzawego wpadł do wiadra.

— Mój ogon ma własne pomysły! — prychnął lis, wyciągając go z godnością.

Kiedy zapora stanęła, wiatr uderzył w nią jak w drzwi.

— Trzyma — powiedziała Pusia z uznaniem.

Rdzawy słuchał dalej. Tym razem pogoda nie sapała. Ona warczała nisko, gdzieś w chmurach.

— To dopiero początek — wyszeptał. — Musimy ostrzec resztę. I znaleźć miejsce, gdzie fanion będzie widoczny dla wszystkich.

Rozdział 4: Burza w zwykłym miejscu

Wrócili na osiedle, gdy niebo zrobiło się ołowiane. Powietrze pachniało jak mokry beton i zgniecione liście. Na boisku dzieci jeszcze grały, ale piłka toczyła się dziwnie, jakby wiatr próbował ją przejąć.

Rdzawy wbiegł na środek placu i zagwizdał. Jego gwizdek zabrzmiał jak wesoły ptak, ale tym razem brzmiał też jak alarm.

— Hej! Słuchajcie! — zawołał. — Nadchodzi burza. Proszę, schowajcie się do klatek albo pod zadaszenie. I nie chodźcie na plac budowy!

Dzieci spojrzały na siebie. Jeden chłopak, największy, prychnął:

— Lis będzie nam mówił, co robić?

Rdzawy poczuł, jak w środku rośnie mu gorący kamyk. To był strach. Ale obok niego stanęli Hektor i Pusia.

— On ma rację — powiedziała Pusia spokojnie. — A ja zwykle mam rację. To mój talent.

— A ja widziałem chmury! — zapiszczał Wróbelek, siadając chłopakowi na ramieniu. — Są jak wielkie szare naleśniki. I wcale nie pachną!

Chłopak parsknął śmiechem, ale wtedy grzmot przetoczył się nad blokami. Nie głośny jak wybuch, raczej jak ktoś przesuwa wielką szafę po niebie.

Piłka podskoczyła, porwana podmuchem, i poleciała prosto w stronę kałuży przy schodach. Dwie dziewczynki pobiegły za nią, a wiatr dmuchnął tak mocno, że jedna poślizgnęła się na mokrych płytkach.

Rdzawy ruszył bez zastanowienia. Złapał ją za kurtkę tuż przed tym, jak uderzyłaby kolanem o krawężnik.

— Mam cię! — powiedział.

Dziewczynka mrugnęła, przestraszona.

— Dzięki… — wyszeptała.

W tej chwili spadły pierwsze grube krople. Uderzały w kaptury jak małe kamyczki. Z okien ktoś krzyknął, żeby wracać do domu.

— Wszyscy pod daszek! — zawołał Rdzawy.

Wszyscy ruszyli do klatek. Ale na ławce została starsza pani z siatkami. Wiatr szarpał jej parasol tak, jakby chciał go wyrwać i zabrać na wycieczkę.

Rdzawy podbiegł i chwycił za rączkę parasola.

— Trzymam! Proszę iść wolno. Ja pomogę.

— Ojej, jaki uprzejmy lis — sapnęła pani. — Kiedyś to psy pomagały, a teraz proszę!

— Czasy się zmieniają, ale grzeczność nie — odpowiedział, próbując nie dać się obrócić w chorągiewkę.

Hektor wziął jedną siatkę, Pusia drugą. Wróbelek krążył nad nimi jak mały pilot.

Gdy dotarli pod zadaszenie, wiatr na moment ucichł, jakby nabrał powietrza.

Rdzawy zamknął oczy i słuchał. Krople bębniły, rynny śpiewały, a w oddali coś zgrzytnęło metalicznie.

— Plac budowy — powiedział cicho. — Coś się tam dzieje.

— Przecież zabezpieczyliśmy — mruknął Hektor, ale w jego głosie zabrzmiała wątpliwość.

Rdzawy uniósł łeb.

— Zabezpieczyliśmy wejście. Ale nie wszystko przewidzieliśmy. Pogoda potrafi być sprytniejsza. Idziemy.

— W taką ulewę? — Pusia spojrzała na swoje łapy z miną „to nie jest dzień na moczenie futra”.

— Właśnie w taką — odparł Rdzawy. — Odwaga nie czeka na słoneczko.

Pusia westchnęła.

— No dobrze. Ale po wszystkim chcę suchy ręcznik i dobre słowo.

— Dostaniesz dwa — obiecał Rdzawy.

Rozdział 5: Próba pod żółtą taśmą

Biegli w deszczu. Krople ścinały powietrze na ukośne kreski. Kałuże rosły, jakby ktoś je pompował. Rdzawy czuł, jak jego łapy ślizgają się na błocie, ale nie zwalniał.

Na placu budowy zobaczyli problem od razu. Wiatr przewrócił jedno z wiader, karton nasiąkł i rozpadł się jak ciastko w herbacie. Taśma ostrzegawcza zaplątała się w barierkę i teraz trzepotała dziko, tworząc przejście. A przy krawędzi wykopu leżała kolejna deska, tym razem większa. Kołysała się niebezpiecznie.

— Jeśli spadnie, może ściągnąć za sobą barierkę! — krzyknął Hektor.

W tym momencie zza zakrętu wybiegł mały pies z obrożą, najwyraźniej wystraszony grzmotem. Pędził prosto na teren budowy.

— Hej! Stój! — zawołała Pusia.

Pies nie słuchał. Uszy miał przyklejone do głowy, oczy wielkie jak monety.

Rdzawy poczuł, że czas się kurczy. Musiał myśleć szybko.

— Wróbelku! — krzyknął. — Lecisz nad nim i kierujesz go w lewo, do tej sterty rur! Hektor, zablokuj przejście barierką. Pusia, ze mną po deskę!

— Ja? Po deskę? — Pusia zrobiła minę, jakby ktoś zaproponował jej kąpiel w zupie.

— Jesteś najszybsza — powiedział Rdzawy. — I najzwiniejsza.

— Pochlebstwa w deszczu działają gorzej… ale dobra! — Pusia ruszyła.

Rdzawy i Pusia dopadli deski. Była ciężka i śliska. Wiatr próbował ją przetoczyć.

— Na trzy! — zawołał Rdzawy. — Raz, dwa, trzy!

Pchnęli. Deska drgnęła, ale nie poszła.

— Jeszcze raz! — syknęła Pusia, zaciskając zęby.

Rdzawy wsunął łapę pod spód, znalazł lepszy chwyt. Tym razem podnieśli jej koniec i przesunęli ją o krok, potem o drugi. Błoto chlupnęło, jakby biło brawo.

Hektor w tym czasie z całej siły przesuwał barierkę. Deszcz spływał mu po kolcach jak po dachu.

— No rusz się, ty metalowy klocu! — warczał.

Wróbelek krążył nad psem i ćwierkał ostro, jak gwizdek trenera.

— W lewo! W lewo! Tam sucho! No, prawie sucho!

Pies, trochę zdezorientowany, skręcił. Wpadł między rury i zatrzymał się, dysząc.

Rdzawy wreszcie odciągnął deskę na bezpieczne miejsce i oparł ją o stertę cegieł.

— Udało się — powiedział, a jego głos zabrzmiał bardziej jak ulga niż triumf.

Ale wiatr nie odpuścił. Uderzył w wykop i uniósł kurz z mokrej ziemi. Coś zagrzechotało. Na szczycie rusztowania poluzował się kawałek folii. Łopotał jak wielkie skrzydło.

— Jeśli to poleci, może kogoś uderzyć — zauważyła Pusia.

Rdzawy rozejrzał się. W pobliżu leżał długi sznur, pewnie do wiązania materiałów. Chwycił go.

— Hektor! Pomożesz mi przywiązać folię do rusztowania? — zawołał.

— Jasne, ale nie wspinam się po drabinie, bo mam kolce i ona tego nie lubi — odkrzyknął jeż.

— Nie trzeba się wspinać. Rzucimy pętlę.

Ustawili się jak drużyna od zadań specjalnych. Rdzawy zrobił pętlę, Hektor przytrzymał koniec. Pusia, precyzyjna jak laser, wskazywała, gdzie celować.

— Trochę w prawo… teraz! — krzyknęła.

Rdzawy rzucił. Pętla poleciała i zaczepiła się o wystający pręt rusztowania. Folia zatrzepotała, ale sznur ją przyciągnął.

— Ciągnij! — zawołał Hektor.

Razem napinali sznur i wiązali go wokół stabilnego słupka. Folia przestała latać. Zamiast tego przylgnęła do konstrukcji, obrażona, ale posłuszna.

Pies zaszczekał, jakby chciał powiedzieć „dzięki”. Wróbelek usiadł mu na głowie, a pies tylko mrugnął.

— Dobra robota — powiedziała Pusia, ocierając mokre wąsy. — Nadal nie lubię deszczu, ale lubię, jak się coś udaje.

Rdzawy spojrzał na niebo. Grzmoty oddalały się. Deszcz wciąż padał, ale już równiej, spokojniej.

— Pogoda mówi, że burza odchodzi — stwierdził. — Słyszę to w rynnach. Już nie krzyczą. Teraz tylko opowiadają.

— Co opowiadają? — zapytał Hektor.

Rdzawy uśmiechnął się lekko.

— Że ktoś był dziś odważny. I że warto było słuchać.

Rozdział 6: Fanion na zakończenie

Wieczorem chmury rozsunęły się jak zasłony po przedstawieniu. Powietrze było czyste, a kałuże odbijały różowe światło zachodu. Osiedle pachniało mokrą ziemią i spokojem.

Rdzawy, Hektor, Pusia i Wróbelek wrócili na podwórko. Ludzie już wiedzieli, że to oni zabezpieczyli plac budowy. Ktoś zostawił pod krzakiem miskę z wodą i kilka suchych ciastek. Hektor twierdził, że to „nagroda za bohaterstwo”, a Pusia, że „należna danina”.

Pani Wiewiórka czekała przy Domku Administracji.

— I jak dyżur, Słuchaczu Pogody? — zapytała.

Rdzawy podał jej notes. Kartki były pomarszczone od deszczu, ale zapiski czytelne.

— Pogoda mówiła głośno. Trzeba było jej wysłuchać. I działać szybko.

Wiewiórka przekartkowała notes i kiwnęła głową.

— Dobrze. Misja prawie zakończona. Został fanion.

Rdzawy wyjął materiałowy trójkąt. Był niebieski z białym paskiem, jak fragment nieba, które wróciło na swoje miejsce.

— Gdzie go posadzić? — zapytał.

Pusia rozejrzała się.

— Tam, gdzie wszyscy będą widzieć. I gdzie przypomni, że ostrożność to nie nuda.

Hektor wskazał palcem na niewielki kopczyk przy ścieżce, obok boiska i w pobliżu wejścia na plac budowy. W samym środku codziennego ruchu.

— Tu. Każdy przechodzi. Każdy spojrzy.

Wróbelek przysiadł na znaku „Uwaga” i ćwierknął:

— I ja też będę patrzył!

Rdzawy wbił cienki patyk w ziemię. Zrobił to powoli, z namysłem, jakby wbijał obietnicę. Potem przywiązał fanion. Materiał zafalował lekko na wieczornym wietrze.

Wiatr tym razem nie sapał ani nie warczał. Zabrzmiał jak cichy śmiech, jak „dobrze, dobrze”.

— To dla wszystkich — powiedział Rdzawy. — Żeby pamiętać, że nawet zwykłe miejsce może stać się przygodą. Ale wtedy trzeba mieć odwagę i głowę na karku. I przyjaciół obok.

— I trochę ciastek — dodał Hektor, chrupiąc.

Pusia szturchnęła Rdzawego łapą.

— Byłeś dziś naprawdę dzielny. I hojny. Najpierw dla dziewczynki, potem dla tej pani, potem dla psa… Masz chyba serce większe niż twoje uszy.

— A moje uszy są całkiem spore — odparł Rdzawy z udawaną dumą.

Wszyscy się zaśmiali. Fanion trzepotał nad nimi jak mały znak: „Tu mieszkają ci, którzy potrafią słuchać i pomagać”.

Gdy nadeszła noc, osiedle ucichło. A Rdzawy, zanim zasnął, wsłuchał się jeszcze raz.

Pogoda mówiła szeptem.

I ten szept brzmiał jak spokojne: „Do jutra.”

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Dyżur od pogody
Okres, kiedy ktoś pilnuje i obserwuje pogodę, by ostrzegać innych.
Słuchaczem Pogody
Osoba, która uważnie nasłuchuje znaków pogody i informuje innych.
Fanion
Mały, trójkątny kawałek materiału, używany jako znak lub oznaczenie.
Rynna
Metalowy lub plastikowy kanał przy dachu, którym spływa deszcz.
Mgła
Gęstsze powietrze z bardzo małymi kroplami wody, które ogranicza widoczność.
Rekonesans
Szybkie rozpoznanie miejsca z góry, by sprawdzić sytuację.
Taśma ostrzegawcza
Pasma plastycznego materiału używane do oznaczania niebezpiecznych miejsc.
Zapora
Przeszkoda ustawiona, by zablokować wejście lub drogę.
Rusztowania
Tymczasowa konstrukcja z desek i rur, służąca przy pracach na wysokości.
Pętlę
Zagięty koniec liny, tworzący okrąg, którym coś można zaczepić lub obwiązać.
Kapryśna
Zmienna i nieprzewidywalna, co może nagle się zmienić.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Mali poszukiwacze dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.