Trwa ładowanie...
Mali poszukiwacze przygód 11-12 lat Czytanie 19 min.

Most przyjaźni i osiedlowa zagadka trzech kropek

Trzy dziewczyny tworzą drużynę i podążają za tajemniczymi wskazówkami, rozwiązując zagadki i ucząc się odwagi, ostrożności oraz znaczenia przyjaźni.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Cztery dziewczynki (12 lat): Maja — kasztanowe włosy związane w kucyk, czerwona kurtka, pewne spojrzenie, stoi na środku trzymając oboma rękami miniaturowy drewniany mostek położony na desce kładki; Lena — krótkie blond włosy, ostry cięcie, khaki kurtka, psotny wyraz, stoi po lewej, trzyma długi prowizoryczny kij z zszywką na końcu; Zosia — brązowe włosy w warkoczu, niebieska bluza, mały otwarty plecak z rękawiczkami i latarką widoczny, klęczy po prawej przygotowując sznurek do ściągnięcia małej butelki z rzeki; Iga — długie czarne włosy, musztardowy płaszcz, nieśmiała lecz uśmiechnięta, stoi nieco w tyle po prawej delikatnie dotykając miniaturowego mostku; miejsce: szeroka drewniana kładka nad wąskim kanałem z wyślizganymi listwami i solidnymi poręczami, niskie konary tworzą zielony daszek, lekko błyszcząca woda z srebrnymi refleksami, trawiaste brzegi z mokrymi kamykami, w oddali zabudowania podmiejskie i ławka pod jarzębiną z czerwonymi jagodami; sytuacja: spokojny, uroczysty moment gdy dziewczynki wspólnie ustawiają mini mostek w centrum kładki, blisko siebie, w postawach współpomocy, skupione i radosne, miękkie światło późnego popołudnia, ciepłe kolory, długie cienie, atmosfera bezpiecznej, wspólnej przygody; dodać małego szarego, zabłoconego kota siedzącego na brzegu z ciekawym spojrzeniem. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Trzy dziewczyny i plan na drużynę

W sobotę rano osiedle pachniało mokrym betonem i świeżymi bułkami. Po nocnym deszczu kałuże błyszczały jak małe jeziora, a rowy przy chodnikach mruczały cicho, jakby rozmawiały ze sobą.

Maja stała przy wejściu do bloku i kręciła w palcach sznurek od bluzy. Miała dwanaście lat, oczy uważne jak latarki i jedną zasadę: nikt nie zostaje z tyłu. Zawsze mówiła „sprawiedliwie”, nawet gdy chodziło o ostatniego cukierka.

— Dzisiaj zbieram ekipę — oznajmiła, kiedy podeszły Lena i Zosia.

Lena była szybka jak myśl. Potrafiła wymyślić trzy rozwiązania, zanim ktoś zdążył powiedzieć „hmm”. Zosia natomiast miała w plecaku wszystko: plaster, latarkę, gumki, notatnik, a nawet małą rolkę taśmy.

— Ekipa do czego? — Lena uniosła brwi.

— Do przygody, ale takiej mądrej — odpowiedziała Maja. — Bez głupich skoków. Z planem. I z zasadami.

Zosia kiwnęła poważnie.

— Zasadę numer jeden już znam: patrzymy pod nogi.

— I numer dwa — dodała Maja. — Gdy coś wygląda niebezpiecznie, zatrzymujemy się i myślimy.

Lena prychnęła, ale z uśmiechem.

— Brzmi jak przygoda dla ludzi z mózgiem.

— Dokładnie. Dzisiaj odkryjemy tajemnicę zwykłego miejsca. Kto jest za?

Trzy ręce podskoczyły w górę. I wtedy usłyszały dźwięk, który wcale nie brzmiał zwyczajnie: metaliczny dzwonek, jakby ktoś delikatnie uderzył łyżeczką o szklankę. Dzwonek dochodził z mostku nad kanałkiem, tym obok śmietników i małego skweru.

— Słyszycie? — szepnęła Zosia.

— Słyszę. I już mam teorię — Lena wysunęła palec. — To jakiś… sygnał.

Maja spojrzała w stronę mostku. Zwykły betonowy mostek, a jednak nagle wyglądał jak brama do czegoś większego.

— Sprawdzamy. Razem — powiedziała. — I bez biegania.

Rozdział 2: Mostek, który szepcze

Mostek był mokry i śliski. Maja przeszła pierwsza, ostrożnie, jak po lodzie. Zosia trzymała w ręce małą latarkę, chociaż było jasno. Lena niosła patyk, nie po to, by nim machać, tylko by sprawdzać, czy w kałużach nie kryje się dziura.

Pod mostkiem płynęła wąska woda. Normalnie wyglądała jak brudna wstążka. Dziś jednak migała srebrnie, jakby ktoś wrzucił do niej garść błyszczących drobinek.

— To pewnie przez deszcz — mruknęła Zosia. — Światło inaczej się odbija.

— Albo przez tajemnicę — szepnęła Lena i nachyliła się. — Patrzcie.

Na betonowej balustradzie, od wewnętrznej strony, ktoś narysował kredą małą mapę. Była prosta: strzałka, trzy kropki i znak przypominający most. Obok napis: „TRZY”.

— To jak… dla nas — powiedziała Maja. Poczuła, jak serce robi fikołek, ale nie pozwoliła mu skakać za wysoko. — Może ktoś robi sobie żart.

Lena dotknęła kredy.

— Świeże. Nie rozmazało się od deszczu. Ktoś to narysował po ulewie.

Zosia otworzyła notatnik.

— Trzy kropki mogą oznaczać trzy przystanki. Albo trzy osoby. Albo trzy… wskazówki.

Maja przygryzła wargę.

— Dobra. Zasada numer trzy: nie dotykamy niczego, co może być czyjeś. Patrzymy, notujemy, nie niszczymy.

— Sprawiedliwa kapitan — zażartowała Lena.

— Nie kapitan. Po prostu Maja — ucięła, ale uśmiechnęła się. — Idziemy według strzałki.

Strzałka wskazywała na skwer. Na skwerze stały trzy rzeczy: huśtawka, stary kosz na śmieci i tablica ogłoszeń. Wszystko zwykłe. A jednak…

— Trzy — Zosia wskazała. — Huśtawka ma trzy łańcuchy? Nie. Dwa. Kosz ma trzy naklejki? Też nie. Tablica ma trzy gwoździe…?

Lena zbliżyła twarz do tablicy.

— Ej, tu jest coś przyklejone od spodu.

Maja podniosła dłoń.

— Ostrożnie. Najpierw sprawdź, czy to nie gniazdo os.

Lena odsunęła się.

— Dobra, pani Ostrożna.

Zosia wyjęła z plecaka cienkie rękawiczki.

— Mam. Możemy użyć tego, żeby nic nie pobrudzić ani nie podrzeć.

Maja skinęła. Sprawiedliwie: Zosia znalazła rękawiczki, więc Zosia podniesie karteczkę. Lena świeciła latarką, żeby widziały dokładnie.

Zosia odgięła róg papieru. Na odwrocie było napisane: „Zbierz drużynę. Weź tylko to, co potrzebne. Most przyjaźni czeka.”

— Most przyjaźni? — Lena parsknęła. — Brzmi jak tytuł książki.

Maja poczuła cień niepokoju. Nie lubiła, gdy ktoś wiedział o jej planach. A tu ktoś napisał „zbierz drużynę”, jakby czytał jej myśli.

— Jeśli to gra, to musi mieć zasady — powiedziała spokojnie. — A my mamy swoje. Bez wchodzenia na prywatne tereny. Bez ryzyka.

— I bez samotnych bohaterów — dodała Zosia.

— No to co? — Lena spojrzała na niebo. — Idziemy czy wracamy po bułki?

Maja schowała karteczkę do kieszeni.

— Idziemy. Ale najpierw wyposażenie: woda, telefon, odblaski, i informujemy kogoś, gdzie jesteśmy.

Zosia już pisała SMS do mamy: „Jesteśmy na skwerze, idziemy w stronę kanałku i biblioteki. Wrócimy na obiad.”

Lena przewróciła oczami, ale też wysłała wiadomość. A Maja? Maja poczuła, że to jest właśnie odwaga: robić rzeczy ciekawe, ale mądrze.

Rozdział 3: Biblioteka i zagadka z półki

Strzałka na mapie prowadziła w stronę biblioteki. To miejsce było tak zwyczajne, że aż śmieszne, by zaczynać tam przygodę. A jednak drzwi biblioteki skrzypnęły dziś jak w starym zamku.

W środku pachniało papierem i spokojem. Pani bibliotekarka, pani Ewa, siedziała za ladą i układała stemple.

— Dzień dobry, dziewczyny — powiedziała. — Jakieś poszukiwania?

Maja przełknęła ślinę.

— Tak… znaczy… szukamy… czegoś o mostach.

Lena dodała szybko:

— I o przyjaźni!

Pani Ewa uśmiechnęła się, jakby to był całkiem normalny zestaw.

— Mosty są w dziale technicznym, a przyjaźń w sercach i w powieściach. Ale pokażę wam coś.

Poprowadziła je do półki z atlasami. Wysunęła jeden gruby tom. Z niego wypadła zakładka zrobiona z kartonu. Na zakładce było narysowane to samo: trzy kropki. I dopisek: „Przejdź przez zwykłe. Szukaj pod ławką”.

— To już trochę przesada — mruknęła Lena, ale jej oczy błyszczały. — Kto to robi? Pani?

Pani Ewa uniosła ręce.

— Ja? Ja tylko walczę z kurzem. Ale… — spoważniała. — Jeśli to zabawa, pamiętajcie o zasadach. Bez wchodzenia do kanałów. Bez wspinania się na barierki. I zawsze razem.

Maja poczuła wdzięczność. Ktoś dorosły nie wyśmiewał, tylko pomagał trzymać rozum na smyczy.

— Obiecujemy — powiedziała.

Wyszły przed bibliotekę. Na placu stały ławki, zwykłe jak wszystkie. Pod jedną z nich Lena przykucnęła i zajrzała.

— Widzę… pudełko po cukierkach! — szepnęła.

Maja zatrzymała ją gestem.

— Najpierw sprawdzamy, czy nie ma szkła.

Zosia podała rękawiczki. Lena, już spokojniej, wyciągnęła metalowe pudełko. W środku leżał mały magnes w kształcie kładki i kartka: „Nie wszystko, co błyszczy, jest złotem. Czasem to folia po batoniku. Prawdziwy skarb to drużyna. Idźcie do starego ogrodu, gdzie rośnie jarzębina.

— Jarzębina… — Zosia zmarszczyła nos. — To tam, gdzie jest plac zabaw i ten krzywy płot?

— Tak — Maja już widziała to miejsce w głowie. — Ogród za szkołą. Tylko że jest tam błoto.

Lena podskoczyła.

— Błoto to nie problem. Problem to nuda. A tej nie ma.

Maja popatrzyła na magnes. Kładka miała na spodzie mały napis: „ŁĄCZ”.

— To wszystko brzmi jak… budowanie czegoś — powiedziała cicho.

— Mostu przyjaźni — dokończyła Zosia.

Maja wzięła głęboki oddech.

— Dobra. Idziemy do ogrodu. Ale omijamy dziury i nie wchodzimy na teren budowy przy szkole. Zrobimy bezpieczną trasę, nawet jeśli dłuższą.

Lena zasalutowała patykiem.

— Kapitan Maja prowadzi.

— Powiedziałam: nie kapitan — odparła Maja, ale tym razem pozwoliła sobie na śmiech.

Rozdział 4: Stary ogród i próba odwagi

Stary ogród wyglądał jak miejsce, które zapomniało, że ludzie mają szczotki. Ścieżka była zasypana liśćmi, a krzywy płot skrzypiał przy każdym podmuchu wiatru. Jarzębina stała na środku jak latarnia z czerwonych koralików.

— To tu — szepnęła Zosia.

Pod jarzębiną była ławka. A pod ławką… coś większego niż pudełko po cukierkach. Mały worek z płótna, przywiązany sznurkiem do nogi ławki.

— Zobaczę — Lena zrobiła krok do przodu.

— Stop — powiedziała Maja ostro. — Najpierw sprawdzamy teren. Czy nie ma szkła, gwoździ, czy ławka stoi pewnie.

Lena westchnęła, ale posłuchała. Zosia latarką zajrzała w trawę. Maja patykiem sprawdziła ziemię przy ławce. Była miękka, ale bez niespodzianek.

— Dobra. Możemy — zdecydowała Maja.

Lena uklękła i odwiązała worek. W środku były… trzy drewniane deseczki, gładkie i lekkie. Każda miała wycięty inny kształt: serce, gwiazdę i mały mostek. Do tego mała instrukcja, napisana drukowanymi literami: „Złóżcie to razem. Ale nie tu. Potrzebujecie wody, która płynie, i miejsca, gdzie można przejść bezpiecznie.”

— Czyli z powrotem do kanałku — powiedziała Zosia.

— Tylko nie pod most — odparła Maja od razu. — Tam jest ślisko.

Lena przewróciła oczami.

— Ty i twoje „ślisko”.

— To nie „moje”. To grawitacja — Maja uniosła brwi. — Ona nie żartuje.

Zosia zachichotała.

— Prawda. Grawitacja to najpoważniejsza pani na osiedlu.

Nagle wiatr szarpnął płotem. Deseczki zadźwięczały w worku, jakby chciały coś powiedzieć. A wtedy usłyszały ciche „miau”.

Z krzaków wyszedł mały, brudny kot. Miał mokre wąsy i spojrzenie, które mówiło: „No i co teraz?”

— Ojej — Zosia przykucnęła. — On jest przestraszony.

Kot cofnął się, ale nie uciekł. Maja rozejrzała się. W pobliżu leżała stara miska. Ktoś kiedyś ją zostawił.

— Nie dotykamy kota na siłę — powiedziała Maja. — I nie bierzemy go, jeśli nie wiemy, czyj jest. Zosia, masz wodę?

Zosia podała butelkę. Wlały trochę do miski, ostrożnie. Kot podszedł i zaczął pić. Uspokoił się.

— Może to część zagadki? — Lena szepnęła.

Maja pokręciła głową.

— To część życia. Też trzeba odwagi, żeby pomóc i nie zrobić głupoty.

Zosia spojrzała na kota.

— Możemy zgłosić go do schroniska albo napisać ogłoszenie. Ale później. Najpierw… most.

Maja wsunęła worek do plecaka Zosi.

— Idziemy. Najbezpieczniejszą trasą.

Kiedy ruszyły, kot podążył za nimi kilka kroków, jakby chciał sprawdzić, czy drużyna naprawdę jest drużyną.

Rozdział 5: Kanałek, który chce rozdzielić

Przy kanałku woda płynęła szybciej niż rano. Deszcz musiał spłynąć z całego osiedla. Betonowe brzegi wyglądały jak śliskie rampy.

— O nie — Lena stanęła jak wryta. — Nasz zwykły mostek…

Mostek nad kanałkiem był częściowo zastawiony taśmą ostrzegawczą. Obok stała tabliczka: „Uwaga! Ślisko. Naprawa poręczy w toku.”

— No i super — powiedziała Maja. — Nie przechodzimy.

— Ale zagadka! — Lena zacisnęła pięści. — Przecież tam jest „most przyjaźni”.

Zosia spojrzała na instrukcję.

„Miejsce, gdzie można przejść bezpiecznie.” To może nie ten mostek. Może inny.

Maja przyklękła przy brzegu, ale daleko od krawędzi.

— Kanałek biegnie aż do parku. Tam jest kładka z drewna. Szersza i z poręczami. Zawsze suchsza, bo ma daszek z gałęzi.

Lena kopnęła kamyk.

— To daleko.

— Daleko to nie niebezpiecznie — odpowiedziała Maja. — Nie skracamy drogi przez taśmę. Taśma to nie ozdoba.

Zosia przytaknęła.

— A jeśli ktoś nas widzi i pomyśli, że też może? Lepiej dać dobry przykład.

Lena spojrzała na niebo, jakby chciała się poskarżyć chmurom.

— Dobra. Idziemy do parku. Tylko szybciej, bo mam wrażenie, że ta przygoda ma zegarek.

Szły wzdłuż kanałku. Po drodze mijały znajome rzeczy: kiosk, przystanek, sklep z farbami. Ale dziś wszystko miało w sobie coś nowego. Każdy szelest wydawał się szeptem mapy, a każda kałuża wyglądała jak portal do innego świata, chociaż była tylko kałużą.

— Wiecie co? — powiedziała Zosia. — To śmieszne, ale… czuję się jak odkrywczyni.

— Bo jesteś — odparła Maja. — Odkrywasz, jak być uważną.

Lena skrzywiła się.

— Ja odkrywam, że cierpliwość ma długie nogi.

— A ty masz krótką pamięć — Maja uśmiechnęła się. — Wczoraj mówiłaś, że „myślenie jest szybsze niż bieganie”.

Lena parsknęła.

— Dobra, dobra. Idę. Myślę. Oddycham. Jestem przykładem.

W parku znalazły drewnianą kładkę. Była szeroka, z poręczami, i rzeczywiście mniej śliska. Nad nią pochylały się gałęzie jak zielone brwi.

— Tu — Maja położyła dłoń na poręczy. — Tu zrobimy to razem.

Rozdział 6: Składanie i prawdziwy skarb

Usiadły na ławce przy kładce. Zosia wyjęła worek z deseczkami. Maja rozłożyła je na kolanach. Lena przysunęła się tak blisko, że prawie dotykały się ramionami.

Deseczki miały z tyłu małe rowki. Kiedy je złożyły, okazało się, że tworzą miniaturowy mostek. Serce było jednym końcem, gwiazda drugim, a mostek pośrodku. Pasowały idealnie, jakby od dawna czekały na te same dłonie.

— To… piękne — szepnęła Zosia.

Lena stuknęła palcem w gwiazdę.

— I działa. Nie chwieje się. Kto to zrobił?

Maja odwróciła miniaturowy mostek. Na spodzie był kolejny napis: „Zanieście go na kładkę. Postawcie na środku. Potem spójrzcie w dół.”

Zosia spojrzała na Maję.

— Bezpiecznie?

Maja obejrzała kładkę, sprawdziła, czy nie ma mokrych liści. Poręcze były solidne. Woda płynęła, ale kładka stała pewnie.

— Bezpiecznie, jeśli nie wychylamy się i trzymamy poręcz — powiedziała.

Weszły na kładkę. Maja niosła mini-mostek oburącz. Postawiła go na środku, dokładnie między deskami.

— Teraz… w dół — Lena podeszła do poręczy.

— Tylko nie wychylaj się — przypomniała Maja.

Lena przewróciła oczami, ale chwyciła poręcz obiema rękami i spojrzała ostrożnie. Zosia i Maja zrobiły to samo.

W wodzie, tuż pod kładką, coś połyskiwało. Nie złoto. Nie skarb z filmu. Tylko… mała butelka z korkiem, zaczepiona o gałązkę.

— Widzę wiadomość! — szepnęła Zosia.

Maja rozejrzała się. Brzeg był stromy. Nie dało się bezpiecznie zejść.

— Nie schodzimy — powiedziała stanowczo. — To jest kanał. Ślisko. Możemy to wyciągnąć inaczej.

Lena rozejrzała się i uśmiechnęła jak ktoś, kto właśnie znalazł swoją supermoc.

— Patyk! Mój patyk ma dziś pracę.

Zosia dodała taśmę z plecaka.

— Możemy przykleić do patyka haczyk z agrafki.

— Masz agrafkę? — Lena spojrzała na nią z szacunkiem.

— Zawsze — odparła Zosia.

Zrobiły prosty haczyk. Maja trzymała patyk stabilnie, Lena sterowała, a Zosia asekurowała, żeby nic nie wpadło. Po kilku próbach butelka była na brzegu, bez wchodzenia do wody.

W środku był zwinięty papier. Maja rozwinęła go ostrożnie. Litery były duże i równe.

„Jeśli to czytasz, potrafisz być ciekawa i ostrożna. To rzadkie połączenie. Zbudowałaś most z trzech rzeczy: serca, marzenia i odwagi. Teraz zbuduj most między ludźmi. Zaproś kogoś, kto stoi z boku.”

Dziewczyny spojrzały po sobie. Cisza była krótka, ale pełna myśli.

— Kto stoi z boku? — zapytała Lena ciszej niż zwykle.

Maja od razu zobaczyła twarz. Dziewczynę z ich klasy, Igę. Zawsze siadała sama. Nikt jej nie dokuczał, ale też nikt jej nie zapraszał. Jakby była przezroczysta.

— Iga — powiedziała Maja. — Sprawiedliwie: każdy powinien mieć miejsce w drużynie.

Zosia kiwnęła.

— Możemy ją zaprosić na spacer po osiedlu. Pokażemy jej nasze bezpieczne trasy. I ten mini-mostek.

Lena uśmiechnęła się krzywo.

— Tylko nie mówmy jej, że moja cierpliwość była dziś na diecie.

Maja schowała list do kieszeni.

— To nie koniec przygody. To dopiero początek.

Rozdział 7: Most przyjaźni

W poniedziałek po lekcjach Maja podeszła do Igi przy szatni. Iga zapinała kurtkę, jakby chciała zniknąć w zamku błyskawicznym.

— Hej — powiedziała Maja. — Masz chwilę?

Iga spojrzała niepewnie.

— Tak… chyba.

Lena i Zosia stały obok. Nie jak straż, tylko jak wsparcie.

— W sobotę miałyśmy… taką osiedlową wyprawę — zaczęła Zosia. — Bezpieczną. Z mapą i zagadkami.

— I z grawitacją, która nie żartuje — dodała Lena, a Maja szturchnęła ją łokciem.

Iga uśmiechnęła się lekko. To był mały uśmiech, ale prawdziwy.

Maja wyjęła z plecaka miniaturowy mostek.

— Zbudowałyśmy to razem. I pomyślałyśmy… że fajnie byłoby zbudować coś jeszcze. Drużynę. Chcesz dołączyć?

Iga dotknęła palcem drewnianego serca.

— Ja? Ale… ja nie jestem dobra w przygody.

— My też nie jesteśmy dobre w głupoty — powiedziała Lena. — A w przygody… uczymy się.

Zosia dodała:

— Każdy ma swoją rolę. Ty możesz być… kronikarką. Albo obserwatorką. Albo kim chcesz.

Maja spojrzała na Igę poważnie.

— U nas jest sprawiedliwie. Jeśli ktoś mówi „stop”, to wszyscy się zatrzymują. Jeśli ktoś się boi, to go nie pchamy. I zawsze wracamy razem.

Iga przełknęła ślinę, jakby to było coś ważnego.

— To… brzmi bezpiecznie.

— Bo ma być bezpiecznie — odpowiedziała Maja. — Przygoda nie musi boleć, żeby była prawdziwa.

Poszły razem do parku. Pokazały Idze kładkę z poręczami, miejsce, gdzie można stanąć stabilnie, i trasę omijającą śliski mostek w remoncie. Iga słuchała uważnie, zadawała pytania, a potem sama zauważyła coś ciekawego: na drzewie wisiała budka dla ptaków z namalowaną małą gwiazdą.

— Ktoś tu zostawia znaki — szepnęła.

— Może ktoś chce, żebyśmy patrzyły uważniej na świat — odpowiedziała Zosia.

Stanęły na środku kładki. Maja postawiła mini-mostek na desce, tak jak wtedy. Cztery osoby tym razem. Cztery pary butów. Cztery oddechy.

— Most przyjaźni — powiedziała cicho Maja.

Lena oparła się o poręcz.

— I działa. Nikt nie spadł. Nawet moja cierpliwość.

Zosia zachichotała.

— A to już cud.

Iga roześmiała się głośniej, niż chyba planowała. Potem zarumieniła się, ale nie odwróciła wzroku. Została.

Woda płynęła pod nimi, a zwykły park wyglądał jak wielka mapa. Nie trzeba było smoków ani skarbów ze złota. Wystarczył most, który łączył brzegi. I drużyna, która umiała iść razem, patrzeć pod nogi, myśleć, pomagać i śmiać się po drodze.

A kiedy wracały do domu, Maja poczuła, że jej pragnienie się spełniło. Zebrała ekipę. Sprawiedliwie. Bezpiecznie. Odważnie.

I to była ich najprawdziwsza przygoda.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pachniało
Mieć zapach; coś wydaje zapach, który można poczuć nosem.
Kałuże
Zbierające się na ziemi płytkie miejsca z deszczową wodą.
Balustradzie
Ozdobny lub ochronny pasek przy moście lub schodach, po którym można się oprzeć.
Kredą
Pisak zrobiony z miękkiego białego proszku, używany do rysowania na chodniku lub tablicy.
Jarzębina
Drzewo lub krzew z czerwonymi owocami, często widoczne jesienią.
Poręczami
Boczne poprzeczki przy moście lub schodach, których można się trzymać dla bezpieczeństwa.
Grawitacja
Siła, która przyciąga wszystko do ziemi i powoduje, że rzeczy spadają.
Asekurowała
Pomagała komuś tak, by ta osoba nie zrobiła sobie krzywdy.
Zaczepiona
Przymocowana lub uchwycona za coś, tak że nie spada lub nie odpada.
Agrafki
Małe metalowe spinki, które można zginać, by coś zawiesić lub przymocować.
Haczyk
Mały wygięty kawałek metalu lub patyka, służący do chwytania rzeczy.
Kronikarką
Osoba, która zapisuje wydarzenia i pamięta, co się stało.
Zasypana
Pokryta warstwą czegoś, na przykład liśćmi lub ziemią.
Skrzypnęły
Wydobyły ostry, piskliwy dźwięk przy poruszeniu, jak stare drzwi lub deski.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Mali poszukiwacze dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.