Trwa ładowanie...
Mali poszukiwacze przygód 11-12 lat Czytanie 21 min.

Przejście między głazami i zagadka kotki Pestki

Troje przyjaciół odkrywa tajemnicze przejście między głazami przy „Skałkach” i wyrusza na wyprawę, by sprawdzić, co się tam kryje. Po drodze napotykają ślady zaginionego kota i niebezpieczne pułapki, które zmuszają ich do współpracy.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są trzy postacie: Tymon, 11 lat, rozczochrane brązowe włosy, nieco brudna niebieska kurtka, zadarte kolana, klęczy przed wąską szczeliną między dwoma dużymi porośniętymi mchem skałami i trzyma rękę Mai, by ją ustabilizować; Maja, 12 lat, związane kasztanowe włosy w kucyk, jasny zielony sweter, skoncentrowana, pochyla się i przecina małymi srebrnymi nożyczkami stare liny przy wejściu do skalnego tunelu; Olek, prawie 12 lat, krótkie blond włosy, czerwona kurtka, siedzi na prostym wózku inwalidzkim po lewej i kieruje małą latarką LED w szczelinę, oświetlając scenę. Jest też kot Pestka: mały czarny kot z białą plamką na nosie, lśniące, lekko zakurzone futerko, stoi między szczeliną a Tymonem, wahający się, przyciągnięty kawałkiem kiełbasy, który trzyma Tymon. Miejsce: przy skraju małego zagajnika, między dwoma ogromnymi mchem porośniętymi skałami, wilgotna ziemia z brązowymi liśćmi, trawą i paprocią; w tle widać działki i bloki mieszkalne, jasne niebo i ciepłe popołudniowe światło. Główna sytuacja: intymna scena ratunkowa — Maja przecina zniszczoną linę, która mogła uwięzić kota; Tymon ją stabilizuje, Olek oświetla; delikatne napięcie, wysiłek i ulga na twarzach, krople ziemi na rękach, chropowata faktura skał, ciepłe światło kontrastujące z chłodnym cieniem szczeliny. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1

W sobotę rano osiedle wyglądało jak zawsze: trzepak, zapach naleśników z okna pani Krysi i rowery oparte o ławki. A jednak coś wisiało w powietrzu, jakby ktoś ukrył przygodę w kieszeni kurtki.

Tymon wypadł z klatki schodowej tak szybko, że prawie zapomniał o butach. Miał jedenaście lat i pomysły, które lubiły wyskakiwać bez zapowiedzi.

— Idziemy dziś na „Skałki”? — rzucił do Mai, która już czekała z plecakiem. — Muszę znaleźć przejście między dwoma wielkimi głazami. Na sto procent tam jest!

Maja miała dwanaście lat, czujne oczy i głowę pełną planów. Potrafiła słuchać świata tak, jak inni słuchają muzyki.

„Muszę”, powiadasz? — uśmiechnęła się. — To brzmi jak kłopoty. A kłopoty zwykle mają ciekawe zakończenia.

Za nimi nadjechał Olek, niemal dwanaście, w wózku. Pchał się sprawnie, jakby ulice osiedla były jego własnym torem. Na kolanach miał mapę narysowaną na kartce z zeszytu.

— Zrobiłem wersję roboczą planu — oznajmił. — Wersja robocza znaczy: można się zgubić, ale z klasą.

Tymon parsknął.

— Najpierw podwórko, potem ścieżka przy działkach, potem „Skałki”. A tam... — zrobił dramatyczną pauzę — tajne przejście!

— I co za nim? — zapytała Maja.

— Może skrót do innej dzielnicy. Może jaskinia. Może... sklep z darmowymi lodami.

— Najbardziej prawdopodobne są komary — wtrącił Olek poważnie. — Ale dobra. Ruszajmy, zanim lody się rozmyślą.

Na „Skałkach” byli już nieraz. To był niewielki skraj lasu za działkami, z kilkoma wielkimi głazami, jakby ktoś rozsypał kamienne bułki. Dorośli mówili: „Nie wchodźcie w szczeliny, bo utkniecie”. Dla Tymona to brzmiało jak zaproszenie.

Wyszli z osiedla. Ulica pachniała mokrym asfaltem po nocnym deszczu. W gałęziach wróble kłóciły się, kto ma rację, a kto tylko głośno ćwierka.

— Słyszeliście? — Maja zwolniła. — Jakby coś stukało.

— To moje serce, gdy myślę o darmowych lodach — szepnął Tymon.

Olek wskazał na słupek przy działkach. Wisiała na nim zmięta kartka, przyczepiona taśmą.

„UWAGA! ZAGINĄŁ KOT: PESTKA. Czarna, biała plamka na nosie. Proszę dzwonić...”

Maja przeczytała na głos i zamilkła.

— To kot pani Basi z parteru — powiedziała cicho. — Ona zawsze daje nam cukierki w papierkach.

Tymon spojrzał na ścieżkę prowadzącą w stronę „Skałek”. Nagle przygoda zrobiła się trochę poważniejsza.

— Jak znajdziemy przejście, może znajdziemy też Pestkę — rzucił. — Koty lubią szczeliny. To prawie ich hobby.

Olek pokiwał głową.

— Dwa cele. To już ekspedycja. Przyda się solidarność i... — uniósł mapę — ta kartka, która udaje, że jest profesjonalna.

Ruszyli dalej, a zwykła sobota zaczęła się rozciągać jak guma od żucia — coraz bardziej, coraz bardziej, aż zrobiło się w niej miejsce na coś niezwykłego.

Rozdział 2

Ścieżka przy działkach była wąska. Z jednej strony płot z siatki, z drugiej mokre krzaki, które lubiły ocierać się o rękawy. Tymon szedł pierwszy, bo nie umiał nie iść pierwszy. Maja trzymała tempo równe jak metronom. Olek jechał środkiem, uważnie, omijając kałuże.

— Gdybyśmy mieli prawdziwą mapę, zaznaczyłbym tu „Strefa Krzaków Wrednych” — mruknął.

— Wredne krzaki są po to, żeby sprawdzać odwagę — stwierdził Tymon i zaraz wsadził kij w największy, jakby testował jego cierpliwość.

Z krzaków wyleciał ptak. Tymon podskoczył.

— No dobra, sprawdziły.

Po kilku minutach dotarli do miejsca, gdzie zaczynał się las. Drzewa stały blisko siebie, a powietrze pachniało igłami i ziemią. Głazy widać było już z daleka. Dwa największe leżały obok siebie jak uśpione wieloryby.

— To tam — wyszeptał Tymon, jakby bał się je obudzić.

Przy głazach było chłodniej. Mech był miękki i zielony, jak dywan dla mrówek. Między kamieniami ciągnęła się szczelina. Wąska, ciemna. Tymon przykucnął.

— Widzicie? Tam musi być przejście. Czuję to w kolanach.

— Kolana nie są wiarygodnym narzędziem — odpowiedziała Maja. — Ale... szczelina wygląda ciekawie.

Olek wyciągnął z plecaka latarkę. Małą, ale dzielną.

— Proszę, świecimy. Bez dramatów.

Tymon wsunął głowę bliżej. Z wnętrza powiało chłodem, jak z lodówki. Z daleka dobiegł ich cichy dźwięk. Coś jak „miau”, ale nie do końca.

— Słyszeliście?! — Tymon aż się wyprostował. — To było...

— Albo kot, albo twoja wyobraźnia, która ćwiczy — powiedziała Maja, ale jej oczy błysnęły. — Sprawdźmy mądrze.

Uklękła, dotknęła ziemi przy szczelinie. Błoto było rozmazane.

— Tu są ślady. Małe łapki. I... — zmarszczyła nos — rybia puszka?

Olek nachylił się.

— Ktoś dokarmia. Albo kot dokarmia się sam. Pestka?

Tymon przełknął ślinę. Otwór między głazami był za wąski na to, by ktoś dorosły wszedł bez narzekania. Dla dzieci też nie był wygodny.

— Wejdę — oznajmił. — Tylko zajrzę kawałek.

— Sam nie — ucięła Maja. — Wchodzimy w trójkę, w sensie: działamy razem. Ty zaglądasz, ja trzymam cię za nogę, Olek świeci. Jak w filmach, tylko bez muzyki grozy.

Olek podniósł latarkę jak mikrofon.

— Mogę zrobić „tu-duum”, ale tylko raz.

Tymon parsknął nerwowo. Potem położył się na brzuchu i wsunął ramiona do szczeliny. Kamień był zimny. Mech łaskotał go w policzek. Ciemność połknęła jego ręce.

— Widzę... coś błyszczy — wyszeptał. — Jak folia. I... o, jest tunelik. Dalej jest trochę szerzej!

— Nie wciskaj się za bardzo — ostrzegła Maja, mocno trzymając go za kostkę. — Pamiętaj, że masz wrócić na kolację.

Z głębi znów dobiegło „miau”, tym razem wyraźniejsze. Tymon zamarł.

— To kot. Jest tam kot!

Olek przesunął snop światła.

— Widzę czarne futro. Jest! I ma białą plamkę na nosie.

Tymon aż zapomniał o chłodzie.

— Pestka! Hej, Pestka! Kici, kici!

Kot cofnął się, a potem... zniknął głębiej.

— Ucieka! — syknął Tymon.

— Koty robią tak, gdy się boją — powiedziała Maja spokojnie. — Musimy go przekonać, że jesteśmy bezpieczni. I że nie jesteśmy... wrednymi krzakami.

Olek otworzył swój plecak.

— Mam kabanosa. To nie jest plan, ale bywa argumentem.

Tymon spojrzał w ciemność. Przejście istniało. A za nim był kot i coś jeszcze: poczucie, że zwykłe „idziemy na spacer” zamieniło się w prawdziwą misję.

Rozdział 3

Zrobili naradę, jakby byli ekipą ratunkową, tylko w bluzach i z plecakami.

— Nie będziemy wciskać się wszyscy do szczeliny — zdecydowała Maja. — To zbyt ryzykowne. Ale możemy sprawdzić, czy jest inne wyjście po drugiej stronie głazów. Może to przejście łączy się z drugą szczeliną.

Olek przytaknął.

— Ja zostanę tu, będę świecił i pilnował, żeby nikt nam nie zajął kamieni. Na przykład tajna organizacja ślimaków.

— A ja i Maja obejdziemy głazy — powiedział Tymon. — Poszukamy drugiego wejścia. Pestka może wyjść z tamtej strony.

Maja spojrzała na Olka.

— Jeśli coś się wydarzy, gwizdnij. Masz gwizdek?

Olek wyciągnął z kieszeni plastikowy gwizdek z napisem „WESOŁE URODZINY”.

— Nie pytaj, skąd go mam. Działa.

Tymon i Maja ruszyli wzdłuż głazów. Po drugiej stronie teren opadał lekko w dół. Rosły tam paprocie, a między nimi leżały mniejsze kamienie. Jeden z nich był odsunięty, jakby ktoś go przestawił. Pod nim ziała druga szczelina, trochę szersza.

— O — szepnęła Maja. — To wygląda jak wyjście.

Tymon uklęknął i zajrzał. W środku widać było ślady łapek i... coś kolorowego.

— To... to kawałek sznurka? — zmrużył oczy. — A może wstążka.

Nagle z głębi dobiegło szuranie. Coś poruszyło się w cieniu. Tymon odruchowo cofnął rękę.

— Spokojnie — powiedziała Maja. — Mów łagodnie.

Tymon wziął oddech.

— Pestka... to my. Nie złapiemy cię siłą. Mamy kabanosa. W sumie Olek ma kabanosa, ale to prawie jakbyśmy wszyscy mieli.

W szczelinie pojawiły się dwa zielone oczy. Kot wysunął pyszczek z białą plamką i zamiauczał tak, jakby narzekał na obsługę.

— Jest! — Tymon uśmiechnął się szeroko.

Kot jednak nie wyszedł. Obejrzał ich i znów się cofnął. Wtedy Maja zauważyła coś jeszcze. W głębi tunelu leżał stary, zardzewiały koszyk rowerowy. A przy nim... cienka żyłka albo sznurek, który znikał w ciemności.

— Tymon — szepnęła. — To może być pułapka. Ktoś mógł zostawić tu coś, co kota przestraszyło. Albo coś, w co mógł się zaplątać.

Tymon spoważniał. Zwykła zabawa w odkrywców nagle zamieniła się w zadanie, które wymagało rozumu, nie tylko odwagi.

— Nie wchodzimy — powiedział. — Weźmiemy latarkę od Olka. I coś do przecięcia, ale bezpiecznie.

Maja skinęła głową.

— Najpierw wracamy. Razem.

Pobiegli z powrotem, omijając mech i korzenie. Olek siedział przy pierwszej szczelinie jak strażnik zamku.

— No i? — zapytał.

— Jest drugie wyjście — wyrzucił z siebie Tymon. — Pestka jest w środku. I chyba jest tam sznurek, jakby pułapka.

Olek zmarszczył brwi.

— To już nie jest tylko ekspedycja. To akcja ratunkowa. Mam w plecaku małe nożyczki do papieru. Nie są bohaterami, ale potrafią ciąć.

Maja ułożyła plan szybko, jakby układała puzzle.

— Olek, zostajesz przy pierwszej szczelinie. Świecisz, żebyśmy widzieli, co jest w tunelu. Ja i Tymon podchodzimy od drugiej strony. Tymon będzie kusił Pestkę jedzeniem, a ja spróbuję przeciąć sznurek, jeśli będzie w zasięgu.

Tymon przełknął ślinę.

— A jeśli kot ucieknie?

— To pobiegnie — powiedziała Maja. — Najważniejsze, żeby nie było w pułapce.

Olek podał im nożyczki.

— Uważajcie na palce. Palce są potrzebne do pisania, jedzenia i do... trzymania się przyjaciół.

Tymon uśmiechnął się krótko.

— Dobra. Jedziemy. Znaczy... idziemy.

Olek chrząknął teatralnie.

— Ja tu też „jadę”. Każdy swoim stylem.

I to było w tym najlepsze: nikt nie musiał być taki sam, żeby działać razem.

Rozdział 4

Przy drugim wyjściu było cicho. Tylko liście szeptały pod butami. Maja uklękła, Tymon trzymał kawałek kabanosa jak łapówkę dla kota. Olek świecił z drugiej strony, a snop światła w tunelu wyglądał jak wąska, jasna rzeka.

— Pestka — zawołał Tymon miękko. — Masz tu coś pysznego. Nie musisz być dzielna sama.

Z ciemności wysunął się kot. Ostrożnie, krok po kroku. Wąsy drżały. Gdy tylko zobaczył kabanosa, zrobił minę: „No wreszcie ktoś myśli”.

Maja wypatrzyła sznurek. Był przywiązany do koszyka rowerowego i do czegoś dalej, poza zasięgiem. Jakby ktoś chciał, żeby coś się zatrzasnęło lub zaciągnęło. Na szczęście sznurek był luźny i przetarty.

— Widzę go — szepnęła. — Jest tuż obok kota. Muszę podejść bliżej.

— Ostrożnie — powiedział Olek z drugiej strony. — Jeśli coś się ruszy, gwizdnę. W sensie... nie, to bez sensu. Po prostu powiem głośno.

Tymon przesunął kabanosa jeszcze bliżej wyjścia.

— Chodź, Pestka. Jeszcze kawałek. Tak, właśnie tak.

Kot zrobił dwa kroki i nagle zahaczył łapką o sznurek. Sznurek drgnął, koszyk zachrzęścił. Pestka zamarła. W jej oczach pojawił się błysk paniki.

— Teraz! — syknęła Maja.

Wsunęła rękę z nożyczkami, ale kamień był śliski od wilgoci. Ostrza niemal jej się wyślizgnęły.

— Trzymam! — Tymon położył dłoń na jej nadgarstku, stabilizując go. — Dawaj, dasz radę!

Maja wzięła krótki oddech, przysunęła nożyczki i ciach — przecięła sznurek. Napięcie zniknęło jak pęknięta gumka. Koszyk opadł bez siły, a Pestka odskoczyła, po czym... zamiast uciekać, zrobiła jeszcze jeden krok do przodu i chwyciła kabanosa.

— Ha! — Tymon aż zachichotał z ulgi. — Przekupstwo działa.

— To nie przekupstwo — poprawiła go Maja, ocierając mokrą dłoń o spodnie. — To dyplomacja.

Kot jadł, mrucząc jak mały silniczek. Potem rozejrzał się i wyszedł na zewnątrz. Prosto między nich. Tymon delikatnie wyciągnął rękę. Pestka powąchała jego palce i pozwoliła się pogłaskać.

— Udało się — powiedział Olek, gdy do nich dojechał, objeżdżając głazy dłuższą drogą. — Widziałem z drugiej strony, jakbyście rozbroili bombę z kabanosa.

Maja roześmiała się.

— Teraz trzeba ją odprowadzić do domu.

Pestka miała jednak własne zdanie. Zamiast iść w stronę osiedla, ruszyła ścieżką w głąb lasu, oglądając się, jakby mówiła: „No chodźcie, pokażę wam coś”.

Tymon spojrzał na Maję.

— Ona nas prowadzi. Może ma kocią mapę.

Olek uniósł brwi.

— Kot przewodnik. To brzmi jak rozdział, którego nie planowaliśmy.

Maja popatrzyła na niebo między gałęziami. Słońce było jeszcze wysoko.

— Pójdziemy kawałek — zdecydowała. — Ale bez brawury. Trzymamy się razem. Jeśli coś nam się nie spodoba, wracamy.

Tymon przytaknął. W środku czuł dreszcz. Przejście między głazami okazało się prawdziwe. A za nim było coś więcej niż skały: małe „miau”, które potrafiło prowadzić do tajemnic.

Rozdział 5

Pestka szła pewnie, jakby miała w łapach kompas. Przemykała między paprociami, zatrzymywała się na chwilę, czekała na nich, po czym ruszała dalej. Dzieci szły za nią, uważając, by nie zgubić ścieżki.

— Jeśli kot nas wkręca, to będzie najbardziej kocia rzecz na świecie — mruknął Olek.

— Koty nie wkręcają — powiedział Tymon. — One po prostu... testują ludzi.

— To właśnie znaczy wkręcają — odparła Maja, ale w jej głosie było rozbawienie.

Po kilku minutach dotarli do małej polanki. Na środku stał stary, drewniany barak po narzędziach, pewnie kiedyś działkowy. Drzwi wisiały krzywo. W środku pachniało kurzem i sosnową żywicą.

Pestka wślizgnęła się pod próg i zniknęła. Tymon nachylił się.

— Może tu mieszkała? Albo się chowała.

Maja weszła ostrożnie, stawiając stopy tak, jakby podłoga mogła opowiadać sekrety. W kącie stała skrzynka, a na niej coś, co wyglądało jak metalowa puszka po herbacie. Obok leżała kolejna kartka. Tym razem nie ogłoszenie, tylko rysunek. Ktoś narysował dwa głazy i strzałkę: „PRZEJŚCIE”.

— To… ktoś już o tym wiedział — szepnęła Maja.

Olek podjechał bliżej wejścia, zaglądając do środka.

— I ktoś zostawił tu sznurek i koszyk. To nie było przypadkowe.

Tymon poczuł, jak jego odwaga dostaje zadanie domowe.

— Może ktoś chciał złapać kota.

Maja otworzyła puszkę po herbacie. W środku były drobiazgi: kilka kolorowych guzików, komiks bez okładki, sznurek (na szczęście już nie ten), i… pocztówka. Stara, trochę wyblakła. Na niej był rysunek gór i napis: „Pozdrowienia ze Szlaku”.

Na odwrocie ktoś napisał:

„Jeśli to znalazłeś, pamiętaj: przygoda jest fajna tylko wtedy, gdy nikt nie cierpi. Dbaj o słabszych. Zostaw świat odrobinę lepszym. — K.”

— Kto to „K.”? — zapytał Tymon.

— Może ktoś, kto tu kiedyś bawił się tak jak my — odpowiedziała Maja. — I chciał, żeby inni też mogli. Bez pułapek.

Olek spojrzał na rysunek przejścia.

— A sznurek? To nie pasuje do tej wiadomości.

Z zewnątrz dobiegł trzask gałązki. Dzieci znieruchomiały. Pestka mruknęła ostrzegawczo i wskoczyła na skrzynkę, jakby chciała być wyżej.

— Ktoś idzie — szepnął Tymon.

Maja zgasiła latarkę, choć w baraku i tak było półmrocznie. Wszyscy wstrzymali oddech. Kroki zatrzymały się tuż przy drzwiach. Ktoś chrząknął.

— Halo? Jest tu kto? — odezwał się chłopięcy głos, trochę starszy. — Szukam kota.

Tymon wymienił spojrzenie z Mają. To mogło być dobre. Albo bardzo złe.

Maja wyszła pierwsza, spokojnie, z rękami widocznymi.

— Jesteśmy. A ty kim jesteś?

Przy drzwiach stał chłopak w zielonej kurtce. Mógł mieć trzynaście, może czternaście lat. W rękach trzymał reklamówkę z karmą.

— Nazywam się Kacper — powiedział. — Widziałem ogłoszenie o kocie. Przyniosłem jedzenie. Ale… — zmarszczył brwi, zauważając Olka — co wy tu robicie?

Tymon poczuł, że serce znowu mu przyspiesza, ale tym razem nie z ekscytacji, tylko z niepewności.

— Ratowaliśmy Pestkę — powiedział szybko. — Była w szczelinie. Był tam sznurek, jakby pułapka. Przecięliśmy go.

Kacper pobladł.

— Pułapka? To nie ja. Ja tylko zostawiam karmę. Próbowałem ją zwabić, bo… — urwał, zawstydzony — bo koty mnie lubią. Czasem.

Olek parsknął.

— Koty lubią tylko siebie. Reszta to negocjacje.

Kacper spojrzał w stronę baraku.

— Ten koszyk i sznurek widziałem tu wcześniej. Myślałem, że to śmieci. Nie dotykałem. Ktoś mógł to ustawić.

Maja skinęła głową.

— W takim razie sprzątniemy to. Razem. I odprowadzimy Pestkę do domu. Zgoda?

Kacper odetchnął, jakby ktoś zdjął mu z pleców plecak pełen kamieni.

— Zgoda. Dzięki, że nie uciekliście.

Tymon wzruszył ramionami.

— Przygodę się zaczyna i kończy porządnie. Tak mówi… moje kolano.

Maja przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się.

— Twoje kolano może i jest niewiarygodne, ale dziś miało rację co do przejścia.

Wyszli razem na polankę. Pestka otarła się o nogę Tymona, potem podeszła do Kacpra, obwąchała reklamówkę i zamruczała, jakby dawała mu drugą szansę.

Rozdział 6

W drodze powrotnej czuli się inaczej. Jakby ścieżka, którą tyle razy przeszli, miała teraz dodatkową warstwę: „tu zrobiliśmy coś dobrego”.

Kacper niósł koszyk i resztki sznurka w reklamówce.

— Wyrzucę to do śmietnika przy działkach — powiedział. — I zgłoszę to do pana, co pilnuje terenu. Niech ktoś dorosły też ma zadanie.

— Dorośli lubią zadania — mruknął Olek. — Tylko udają, że nie.

Pestka szła obok nich, czasem biegła do przodu, czasem wracała, jak pies, który udaje kota. Pod koniec ścieżki, przy pierwszych blokach, nagle przyspieszyła i pobiegła znajomo, prosto pod klatkę pani Basi.

— Pestka! — usłyszeli z daleka głos kobiety. — O, ty łobuzico!

Pani Basia stała przed wejściem z mokrą ściereczką w ręku, jakby właśnie sprzątała i nagle życie postanowiło dać jej prezent. Gdy zobaczyła kota, aż usiadła na schodku.

— Już myślałam… — głos jej zadrżał. — Gdzie byłaś?

Pestka odpowiedziała głośnym „miau”, które brzmiało jak: „To długa historia, poproszę kolację”.

Tymon podszedł, trochę nieśmiało.

— Znaleźliśmy ją przy „Skałkach”. Była w przejściu między dwoma głazami. Był tam sznurek, ale przecięliśmy go.

Pani Basia spojrzała na nich, na Olka, na Maję, na Kacpra z reklamówką.

— Dziękuję — powiedziała powoli. — Dziękuję wam wszystkim. Nie wiem, jak to… odwdzięczyć się.

Olek odchrząknął.

— Można nas odwdzięczyć się informacją. Czy Pestka lubi pocztówki?

Maja uniosła brwi.

— Olek…

— Co? — obruszył się. — Każda przygoda powinna mieć dokumentację.

Pani Basia roześmiała się przez łzy.

— Mam w domu kartki pocztowe. Mój brat kiedyś przysyłał z podróży. Mogę wam jedną dać. A wy mi… — spojrzała na dzieci — wy mi opowiecie wszystko spokojnie. Przy herbacie. I może… znajdzie się coś słodkiego.

Tymon spojrzał na Maję i Olka. W ich oczach było to samo: zmęczenie, ulga i cicha duma.

— Tylko bez darmowych lodów? — jęknął teatralnie.

— Lody są sezonowe, bohaterstwo całoroczne — powiedziała Maja.

Olek dodał:

— A pocztówka jest wieczna. No, prawie.

Wieczorem, gdy już umyli ręce i usiedli przy stole u pani Basi, dostali jedną czystą pocztówkę. Na przodzie były narysowane góry i szlak. Pani Basia położyła obok długopis.

— Napiszcie — poprosiła. — Żebym miała pamiątkę. I żebym pamiętała, że są na świecie dzieci, które potrafią działać razem.

Usiedli we troje: Tymon, Maja i Olek. Kacper stał z boku, trochę zawstydzony, ale pani Basia podała mu herbatę, jakby od dawna był częścią tej historii.

Tymon zaczął pisać, Maja podpowiadała słowa, a Olek pilnował, żeby litery się mieściły. Potem przeczytali na głos, zanim oddali kartkę pani Basi.

„Droga Pani Basi!

Pozdrowienia z naszej małej wyprawy. Dziś zwykła sobota zamieniła się w przygodę, bo szukaliśmy przejścia między dwoma głazami na ‘Skałkach'. Przejście naprawdę było. W środku znalazła się Pestka i trochę niebezpieczny sznurek, więc działaliśmy razem: latarka, plan i odwaga na zmianę. Pestka wróciła do domu, a my sprzątnęliśmy to, co mogło komuś zaszkodzić.

Najważniejsze odkrycie: kiedy trzymamy się razem, strach robi się mniejszy, a świat trochę większy.

Serdeczne pozdrowienia:

Tymon, Maja i Olek (oraz Kacper, pomocnik od karmy)”

Pani Basia przycisnęła pocztówkę do piersi, jakby była talizmanem.

A Pestka, najedzona i zadowolona, wskoczyła na parapet i spojrzała na nich z miną: „Dobrze. Możecie jutro znów być bohaterami. Ale dziś już śpijcie.”

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Trzepak
Metalowa konstrukcja na podwórku do trzepania dywanów i ubrań, czasem do zabawy.
Ekspedycja
Grupa osób wybierająca się na dłuższą wyprawę w celu odkrycia czegoś.
Szczelina
Wąska, długa przerwa między dwoma przedmiotami, np. między skałami.
Mech
Miękka zielona roślina, która porasta kamienie i ziemię w cieniu.
Paprocie
Rodzaj roślin z delikatnymi, podłużnymi liśćmi, często w cienistych miejscach.
Pułapka
Urządzenie lub sposób, by coś lub kogoś złapać lub unieruchomić.
Przekupstwo
Dawanie czegoś wartościowego, żeby ktoś zrobił to, czego chcemy.
Dyplomacja
Sposób rozwiązywania spraw rozmową i uprzejmością, bez kłótni i siły.
Talizman
Przedmiot, który ktoś nosi, wierząc że przynosi szczęście lub chroni.
Reklamówka
Lekka torba z tworzywa używana do noszenia zakupów.
Pocztówka
Mała kartka z obrazkiem, którą wysyła się z pozdrowieniami przez pocztę.
Solidarność
Wspieranie innych i działania razem, by pomóc lub osiągnąć cel.
Mrucząc
Dźwięk, który kot robi z zadowolenia, niski i ciągły, gdy jest spokojny.
Snop światła
Wąski, silny promień światła przecinający ciemne miejsce.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Mali poszukiwacze dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.