Rozstaje wiatrów
Był wiatr, co śpiewał jak stara lutnia. Wieczna Landa rozciągała się daleko. Trawy falowały jak morze zielono-srebrne. Kamienie miały imiona. Niebo zmieniało kolor jak bawełniane chmurki w filiżance herbaty.
Na skraju tej landy mieszkał mały listonosz imieniem Milo. Milo był niski jak koszyk jabłek i miał włosy, które zawsze stały na sztorc od wiatru. Nosił na plecach sakiewkę. W sakiewce był święty list. List był zrobiony z cienkiego papieru gwiazdowego. Na list spadło kiedyś światło księżyca i odtąd szepty drzew słyszały jego słowa.
Milo był bardzo szanujący. Mówił "dzień dobry" do kamieni i kłaniał się trawom. Wiedział, że las woła. Drzewa w oddali stały blade. Liście były ciche. Ptaszki śpiewały tylko w połowie. List w sakiewce miał moc. Miał przywrócić życie lasowi, jeśli dotrze do starożytnego Dębu, który spał pod mchem.
Milo ruszył. Wiatr bawił mu się szalikiem. Każdy krok był rytmem bębna. Droga była prosta, lecz pełna drobnych tajemnic. Na ścieżce znalazł kamyk, który mrugał jak małe oczko. Kamyk poprosił: "Zabierz mnie do fontanny". Milo uśmiechnął się i zaniósł go do źródła. Kamyk podziękował cichutkim dzwonkiem. Tak zaczęła się długa podróż.
Przyjaciele z landy
Na polanie spotkał Ogromnego Ogra o imieniu Burek. Burek miał zielone włosy i dłonie jak dynie. Nie był straszny. Jego brzuch grzechotał od śmiechu. Burek lubił śpiewać prastare piosenki o jabłoniach. Milo kłaniał się uprzejmie.
"Ogrze, czy pomożesz mi nieść list?" — zapytał Milo.
Burek zaskrzeczał jak gałąź i odpowiedział: "Ja mogę nieść dom, a list? Proszę bardzo." Jego głos brzmiał jak grzmot, ale oczy były miękkie jak chmurki.
Razem przeszli przez pole rumianku. Rumianki szeptały im proste rymowanki. Potem natknęli się na jezioro, które pamiętało deszcze sprzed stu lat. Woda była szklista jak lustro i pokazywała drobne wspomnienia. Nad brzegiem siedziała wróżka o włosach z pajęczynek. Była smutna. Jej latarnia nie świeciła. "Bez światła nie mogę odnaleźć swoich skrzydeł" — wyszeptała.
Milo wyjął z sakiewki chusteczkę papirusu i przykrył nią delikatnie latarnię. Chusteczka zawibrowała. Kropelki rosy zebrały się i zatańczyły. Latarnia zapłonęła maleńkim, cichym światłem. Wróżka zatańczyła i odzyskała skrzydła.
"Pomogłaś, bo delikatnie trzymałaś latarnię" — powiedziała wróżka. "Teraz ja pomogę tobie."
Wróżka wyciągnęła nitkę z tęczy i wiązała ją wokół sakiewki Milowego. "Ta nitka poprowadzi was przez mgłę" — powiedziała. Burek dmuchnął ze śmiechem i przygarnął ciepło, które niosło nitka.
Na swojej drodze spotkali grupkę małych grzybków, które tworzyły orkiestrę. Grzybki zagrały melodię prowadzenia. Melodia otworzyła tajne przejście w pagórku. Tam leżał stary kamień z rysunkiem dębu. Milo położył święty list na rysunku. List zabłysnął niczym gwiazda i wyszeptał: "Pomóżcie lasowi ożyć. Razem."
Burek podniósł kamień. Grzybki tańczyły. Wróżka posłała przed nimi świetlne iskierki. Wspólnie poszli dalej, im dalej, tym wiatr nucił łagodniej.
Serce lasu
Gdy dotarli do skraju lasu, ziemia była sucha jak stary chleb. Drzewa stały w ciszy. Dąb — stary jak czas — spał pod mchem i gubił senne liście. Milo poczuł, jak serce mu bije jak bębenek. Włożył święty list pod korzenie dębu i ukląkł. Burek położył swój wielki palec na pniu. Grzybki ułożyły krąg. Wróżka rozpostarła skrzydła i zaplotła wokół pnia nitkę tęczy.
"Musimy zrobić to razem" — powiedział Milo cicho. "Nie możemy go obudzić sami."
Wtedy zjawiły się małe zwierzęta landy: zajączek z mchem na uszach, lis z piórkiem w futrze, ptaszek z dwiema nutkami w dziobie. Każde przyniosło coś: łyk rosy, kroplę miodu, porcję nasion. Ułożyli dary wokół pnia jak mozaikę.
Milo zaśpiewał prostą piosenkę, którą nauczył go dziadek. Burek dołączył niskim hummmm. Grzybki dodały trylemiskowe dzwonki. Wróżka rozpraszała iskiery. Śpiew wzrósł i rozlał się po korzeniach. Ziemia drgnęła jak ciało budzone ze snu.
Dąb otworzył jedno oko, potem drugie. Liście ziewnęły i napiły się rosy. Z pnia wypłynęła słodka woń żywicy, jakby las wzdychał z ulgą. Ruch liści stworzył wiatr, który polizał im twarze. Ptaki od razu zaśpiewały pieśń radości.
Dąb porozmawiał głosem, który brzmiał jak echo dawnych deszczy: "Dziękuję. Wróciliście z dobrocią. Las odetchnie teraz. Ale pamiętajcie, że życie rośnie, gdy się o nie dba. Razem jesteście jego pieśnią."
Milo przytulił się do kory. Burek zsunął się i ziewnął. Wróżka odpłynęła w blasku. Grzybki pogwizdały. Wszystkie stworzenia zatańczyły mały taniec wokół dębu.
Noc nadeszła miękka jak koc. Gwiazdy świeciły jak guziki na płaszczu nieba. Milo podał list Dębowi. List wchłonął światło i zniknął w pniu. To był koniec zadania. Ale także początek.
Dąb podarował im gałązkę, która zawsze będzie pachnieć lasem. "Dzielcie się opieką" — powiedział. "Bo las, tak samo jak przyjaźń, rośnie dzięki współpracy."
Milo spojrzał na swoich przyjaciół. Uśmiech był jak małe słońce. Burek ułożył głowę na trawie i mruczał, żeby nie przeszkadzać mieszkańcom nocy. Wróżka zaplątała w nitkę jedwabną pocałunek na szczęście. Grzybki opowiedziały wieczór zabawnych dowcipów, a zwierzęta ułożyły się do snu.
Milo poczuł ciepło w sercu. Wiedział, że landa znów żyje. Wiedział też, że nie zrobił tego sam. Wiedział, że najpiękniejsze czynności to te, które robi się razem.
I tak, w świetle księżyca, cała plejada stworzeń zasnęła spokojnie. Wiatr nucił im do ucha: "Razem, razem, razem..." aż do rana, które obiecało nowe śpiewy.