Trwa ładowanie...
Opowieść o fantastycznej istocie 5-6 lat Czytanie 12 min.

Szept stawu i zapomniana mądrość z błękitnych lodowców

Niko spotyka syrenę Mirę i Echo Lodowe w Dolinie Błękitnych Lodowców. Razem odkrywają Staw Szeptów, który uczy, jak słuchać i rozumieć innych.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Syrena Mira, szczęśliwa i ciekawa, siedzi nad małym zamarzniętym stawem: perłowa, lekko niebieskawa skóra, długie indygo włosy falujące jak wodorosty, duży iryzujący ogon z srebrno-purpurowymi łuskami, dłonie na topniejącym lodzie; obok klęczy uśmiechnięty chłopiec Niko (~10 lat) w ciepłym futrze z lupą przy pasie i otwartym notesem, patrzący na syrenę z zachwytem; na ramieniu Niko siedzi puchaty biały ptak Piórko z morelowym dziobem, ciekawie przechylający głowę; na pobliskiej ścianie lodowej spoczywa przezroczysta, kryształowa istota echa lodu o świecących oczach, nieśmiała i zaskoczona. Miejsce: dolina niebieskich lodowców ze gładkimi, przejrzystymi ścianami, cienkimi jak palce stalaktytami, złotoherbacianym stawem z krążącymi płatkami lodu, kryształowymi roślinami i delikatną parą unoszącą się w powietrzu. Scena: cichy, czuły moment nad „Stawem Szeptów”, ciepłe popołudniowe światło barwiące lód na różowo-liliowe, migotliwe odbicia na wodzie, spokojna, magiczna atmosfera ukazująca początkowe porozumienie między syreną a mieszkańcami doliny; styl: 3D film animowany dla dzieci, nasycone lecz łagodne kolory, miękkie zaokrąglone formy i szczegółowe tekstury. zgłoś problem z tym obrazem

Część 1: Dolina Błękitnych Lodowców

W dolinie, gdzie lodowce były nie białe, lecz niebieskie jak cukierki miętowe, mieszkał chłopiec o imieniu Niko. Lód błyszczał tam w słońcu jak szkło, a gdy wiatr przechodził między szczelinami, grał cichutką melodię: fiu-fiu, tiu-tiu, jakby ktoś dmuchał w kryształowy flet.

Niko był wierny jak mały piesek, tylko że jego serce było wierne ciekawości. Zawsze nosił przy pasku małą lupę i kieszonkowy notes. W notesie miał zapisane pytania, bo uważał, że pytania są jak klucze. Nie otwierają drzwi siłą. Otwierają je grzecznie.

Tego dnia Niko szedł wzdłuż lodowca o nazwie Błękitny Grzbiet. Na ramieniu siedział mu puchaty ptak śnieżny, biały jak mleko, z dziobem w kolorze moreli.

– Jestem Piórko – przedstawił się ptak, poprawiając skrzydło. – A ty znów patrzysz na wszystko, jakbyś chciał to policzyć.

– Bo może w lodzie coś się ukrywa – odparł Niko. – Coś, o czym zapomnieliśmy.

W dolinie opowiadano legendę o „Zapomnianym Wiedzeniu”. To miała być wiedza prosta, ale ważna: jak słuchać świata tak, by rozumieć innych, nawet gdy mówią inaczej. Nikt nie pamiętał dokładnie, jak to robić. Dorośli wzruszali ramionami, dzieci biegały dalej, a Niko… Niko nie potrafił przejść obok zagadki.

Nagle spod lodu dobiegło ciche: „plum… plum…”.

– Słyszałeś? – szepnął Niko.

– Jeśli lód mówi „plum”, to znaczy, że coś mokrego chce wyjść – stwierdził Piórko z powagą, jakby był profesorem od kałuż.

W szczelinie lodowca połyskiwała mała, srebrna łuska. Niko przykucnął i ostrożnie dotknął lodu. Był zimny, ale nie wrogi. Jak śnieg, który prosi, by go nie deptać.

– Halo? – zawołał Niko do szczeliny. – Jest tam ktoś?

Z dołu odpowiedział dźwięk, jakby ktoś zaklaskał ogonem w wodzie.

– Jestem! Tylko… utknęłam.

Niko odsunął kawałek miękkiego lodu, który wyglądał jak zamrożona galaretka. W szczelinie zobaczył błyszczące oczy i włosy długie jak wodorosty, tylko że w kolorze granatu.

– Jestem Mira – powiedziała dziewczynka-syrena. – A ty nie krzyczysz i nie uciekasz. To miłe.

– Jestem Niko. Też miło. Jak syrena znalazła się w lodowcu?

Mira westchnęła, a jej oddech zrobił małą mgiełkę.

– Szukałam Stawu Szeptów. Woda tu jest jak lustro, a lodowe tunele… no cóż, pomyliłam skręty.

Piórko nachylił się i szepnął Niko do ucha:

– Syrena w lodowcu! To jak ryba w szafie. Ciekawe, ale troszkę nie na miejscu.

Mira usłyszała i prychnęła śmiechem.

– Ja wszystko słyszę, puchaty panie.

Niko pomógł Mirze wydostać się na brzeg. Jej ogon mienił się jak tęcza w kostce lodu. Gdy dotknęła śniegu, pojawiła się pod nią cienka warstwa wody, żeby mogła się poruszać.

– Dziękuję – powiedziała. – W zamian pokażę ci coś, co tylko woda pamięta.

Niko aż podskoczył.

– Woda pamięta?

– Tak. A lód pamięta jeszcze dłużej – odparła Mira tajemniczo. – Chodź. Staw Szeptów jest blisko, jeśli idzie się z sercem otwartym i z oczami dookoła głowy. Najlepiej z dwiema parami oczu… – spojrzała na Piórko.

– Moje oczy są bardzo dookoła głowy! – oburzył się ptak, a potem sam się roześmiał.

Część 2: Staw Szeptów i Zapomniane Wiedzenie

Szli w trójkę przez dolinę. Lodowce tworzyły łuki jak zamki. Z niebieskich ścian zwisały sopelki, cienkie jak palce wróżek. Na śniegu rosły kryształowe kwiaty, które zamykały płatki, gdy ktoś mówił zbyt głośno.

– Ciii – przypomniała Mira. – To miejsce lubi spokój.

W końcu dotarli do małego stawu. Nie był zwyczajny. Woda miała kolor herbaty z miodem, a na powierzchni pływały okrągłe listki lodu jak talerzyki. Nad stawem unosił się zapach mięty i malin.

– To Staw Szeptów – powiedziała Mira. – On nie krzyczy. On opowiada, jeśli umiesz słuchać.

Niko uklęknął przy brzegu.

– Co mam zrobić?

– Zadaj pytanie, ale takie, które nie ma jednego twardego „tak” albo „nie” – poradziła Mira. – Pytanie, które robi miejsce w głowie. Jak okno.

Niko pomyślał o Zapomnianym Wiedzeniu.

– Stawie – wyszeptał – jak mamy rozumieć innych, gdy są inni niż my?

Woda zadrżała. Zrobiły się na niej kręgi, jakby ktoś położył na niej niewidzialny palec. Z kręgów ułożyły się obrazy: ludzie z różnych krain, jedni w futrach, inni w piórach, ktoś mówił szybko, ktoś wolno, a ktoś wcale, tylko tańczył.

I wtedy Niko usłyszał szept. Nie był to głos straszny. Był miękki, jak kocyk.

„Słuchaj… patrz… pytaj… nie śmiej się z tego, czego nie znasz… spróbuj…”.

– To wszystko? – szepnął Niko.

Mira uśmiechnęła się.

– To aż wszystko. Zapomniane Wiedzenie to nie czarodziejski guzik. To sposób. Najpierw słuchasz, potem pytasz, potem próbujesz zrozumieć. I zostawiasz miejsce na niespodziankę.

Piórko kiwnął głową.

– Ja zostawiam miejsce na niespodziankę zawsze, gdy jem. Bo nie wiem, czy w śniegu nie ma przypadkiem okruszka.

Niko zaśmiał się cicho, żeby nie spłoszyć kryształowych kwiatów.

– Chcę to zanieść do naszej wioski – powiedział. – Ludzie się czasem kłócą, bo ktoś mówi inaczej. Albo boi się, że nie pasuje.

– Zaniesiesz, ale uważaj – ostrzegła Mira. – W dolinie jest jeszcze Echo Lodowe. Ono lubi powtarzać tylko jedno słowo i udaje, że to cała prawda.

– Gdzie jest to Echo? – zapytał Niko.

Z góry spadł mały kawałek lodu i potoczył się jak kulka.

– O, tam – mruknął Piórko. – Gdzie lodowiec robi minę, jakby się obraził.

Nad stawem pojawił się cienki głosik:

– Jedno! Jedno! Jedno!

Niko rozejrzał się. Na lodowej półce stała istotka zrobiona z przejrzystego lodu. Miała nos jak sopel i brwi jak dwa pęknięcia.

– Ja jestem Echo Lodowe – zawołała. – Wszyscy muszą robić tak samo! Jedno jest najlepsze!

Mira uniosła brwi.

– A skąd to wiesz?

– Bo tak mówię! – pisnęło Echo. – A jak mówię, to dźwięk wraca i mnie popiera!

Niko poczuł, że to właśnie moment na jego misję: ciekawość prowadzoną delikatnie, jak lampka w ręku w ciemniejszym korytarzu.

– Echo – powiedział spokojnie – a czy próbowałeś kiedyś usłyszeć coś, co nie jest twoim własnym głosem?

Echo zmarszczyło lodowy nos.

– Po co?

– Żeby wiedzieć więcej niż jedno – odparł Niko. – Jedno słowo to mało. Świat ma dużo smaków. Nawet śnieg ma różne chrupnięcia.

Piórko chrupnął demonstracyjnie odrobinę śniegu.

– Ten jest „krr”. A tamten, pod drzewkiem, jest „kryk”. Prawda, Niko?

Echo Lodowe zawahało się. W jego brwiach pojawiła się mała rysa, jakby myśl próbowała się przebić.

– Nie umiem… – szepnęło. – Ja tylko powtarzam.

– To nauczymy cię – powiedziała Mira. – Zaczniemy od pytania.

Niko uśmiechnął się i pochylił.

– Echo, co lubisz najbardziej? Naprawdę. Nie to, co powtarzasz.

Echo zamilkło. To było niezwykłe, bo ono prawie nigdy nie milczało. Wreszcie powiedziało:

– Lubię… gdy ktoś mnie słucha. Bo wtedy nie czuję się puste.

Niko poczuł ciepło w środku, mimo lodowców dookoła.

– To ja cię słucham – powiedział. – I proszę, posłuchaj też Miry. Ona ma inny głos niż ty. I to jest w porządku.

Echo spojrzało na Mirę. Mira zaśpiewała krótko, miękko, jak falka:

– Laa… lii… luu…

Dźwięk wpadł w lodowe ściany, odbił się i wrócił… ale tym razem wrócił trochę inny. Jakby lód dodał do niego własną nutę.

Echo otworzyło szeroko oczy.

– To… to nowe! To nie jestem ja!

– I właśnie dlatego piękne – powiedziała Mira.

Część 3: Przyniesiona mądrość

Droga do wioski prowadziła przez most z lodu, pod którym płynęła woda jak srebrna wstążka. Echo Lodowe szło z nimi, ostrożnie stawiając kroki.

– Mogę iść? – spytało cicho.

– Jasne – odparł Niko. – Tylko nie musisz już krzyczeć „jedno”.

– To co mam mówić? – zmartwiło się Echo.

Piórko podskoczył.

– Możesz mówić „dwa”, jeśli chcesz. Albo „naleśnik”. Ja lubię „naleśnik”.

Niko parsknął śmiechem.

– Możesz mówić: „opowiedz mi” – zaproponował. – To dobre zdanie.

W wiosce, między domkami z drewna i lodowych cegieł, ludzie przygotowywali się do Święta Zimowego Światła. Wieszali lampiony zrobione z zamrożonych bąbelków powietrza. Każdy lampion świecił inaczej: jeden był blady jak księżyc, drugi złoty jak ciastko.

Niko stanął na małym podwyższeniu z pniaka. Serce mu biło, ale pamiętał szept stawu: słuchaj, pytaj, spróbuj.

– Mam coś do opowiedzenia – powiedział. – Woda i lód pamiętają, jak rozumieć innych.

Dorośli i dzieci zbliżyli się. Ktoś mruknął:

– Znowu Niko z zagadkami.

Ale Niko nie obraził się. Zadał pytanie:

– A czy wy też czasem nie rozumiecie kogoś, kto mówi inaczej?

Kilka osób skinęło głową. Nawet najbardziej surowy pan Kord, który zawsze mówił „hm”, powiedział:

– Hm… tak.

Wtedy Mira wysunęła się zza Nika. W wiosce zrobiło się „ooo!”, ale nie ze strachu, tylko ze zdziwienia, jak przy pojawieniu się tęczy.

– Jestem Mira – powiedziała uprzejmie. – I nie przyszłam zabrać wam śledzi. Przyszłam przynieść piosenkę i pomóc Niko przypomnieć wam coś prostego.

Niko opowiedział o Stawie Szeptów. Powtórzył cztery kroki, powoli, jakby układał klocki:

– Słuchaj. Patrz. Pytaj. Spróbuj.

Echo Lodowe wystąpiło do przodu i, ku zdumieniu wszystkich, nie krzyknęło. Powiedziało cichutko:

– Opowiedz mi.

Zapadła chwila ciszy. A potem mała dziewczynka z warkoczami powiedziała:

– Ja opowiem! Lubię rysować, ale mój brat mówi, że to głupie.

Niko uklęknął przy niej.

– A ty co czujesz?

– Że moje rysunki są jak okna – szepnęła.

– Opowiedz mi – powtórzyło Echo, patrząc na nią.

Dziewczynka uśmiechnęła się, jakby ktoś zapalił lampkę w jej kieszeni.

Pan Kord podrapał się po brodzie.

– A ja… ja nie rozumiem tych, co śpiewają zamiast mówić – mruknął.

Mira zaśmiała się delikatnie.

– To posłuchaj. Śpiew to też mowa, tylko z falą.

Zaśpiewała, a Piórko przytupał do rytmu. Nawet lampiony zdawały się świecić w takt. Pan Kord słuchał, a potem powiedział:

– Hm… to jest… nawet miłe.

Niko poczuł dumę, ale taką spokojną, nie nadętą. Jak ciepła herbata w zimny wieczór.

Podszedł do Echa.

– Widzisz? Gdy pytasz, robi się miejsce na nowe.

Echo Lodowe skinęło głową, a w jego lodowych policzkach pojawił się delikatny róż, jakby w środku zapaliła się iskierka.

– Nie jestem już puste – szepnęło. – Mam w sobie cudze historie. I to jest… ciężkie, ale dobre.

Wieczorem, gdy nad doliną błękitnych lodowców wzeszedł księżyc jak srebrna moneta, Niko odprowadził Mirę do strumienia, który prowadził do jej wodnego świata.

– Wrócisz? – zapytał.

– Jeśli zostawisz w głowie okno, zawsze znajdę drogę – odpowiedziała.

Piórko ziewnął.

– A ja wrócę, jeśli będzie naleśnik.

Niko pomachał Mirze. Potem spojrzał na lodowce. Nie były już tylko piękne. Były jak wielka księga, w której można czytać, jeśli się chce.

I Niko obiecał sobie, że będzie dalej dzielić się tym, co przypomniała mu woda i lód: że różnice nie są murami, tylko drzwiami. Trzeba tylko zapukać pytaniem.

W wiosce lampiony świeciły długo. A w dolinie wiatr grał cichutko: fiu-fiu, tiu-tiu, jakby mówił:

– Opowiedz mi.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Dolina
Miejsce między wzgórzami, takie jak mała miska w ziemi, gdzie mogą być rzeki i domy.
Lodowce
Bardzo duże góry zrobione z lodu, które poruszają się bardzo powoli.
Szczelinie
Wąska, długa szczelina lub pęknięcie w skale albo w lodzie.
Lupę
Małe szkło, przez które patrzy się, żeby zobaczyć coś bardzo małego.
Notesie
Mały zeszyt, gdzie można pisać swoje pytania i rysunki.
Wodorosty
Miękkie rośliny rosnące w wodzie, podobne do długich włosów.
Mgiełkę
Bardzo cienka, delikatna chmurka powietrza, która trochę zasłania widok.
Sopel
Długi kawałek lodu, który zwisa z dachu lub ze skały.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o fantastycznych stworzeniach dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.