Rozpoczęcie dnia
Mały zając o imieniu Lulek miał autyzm. Mieszkał w zielonym lesie, gdzie drzewa szumiały jak daleki chór. Lulek lubił porządek. Lubił, gdy wszystko było przewidywalne. Rankiem liczył kroki między norą a polaną. Liczył trzy skoki do sosny. Cztery skoki do brzozy. Zawsze wiedział, co będzie dalej. To dawało mu spokój.
Inne zwierzęta biegały wkoło. Coś ich rozpraszało. Niedźwiedź miał nowe pomysły. Lis skrobał wzory w ziemi. Wiewiórka układała orzechy w rządku. Lulek patrzył i uśmiechał się cicho. Jego świat miał własne zasady. Czasami trudno było zmienić plan. Czasami trzeba było spróbować.
Lulek miał specjalne pudełko z miękką chusteczką i małym kamykiem. Kamyk był gładki i ciepły. Chusteczka pachniała babciną herbatą z miodem. Kiedy serce szybciej biło, Lulek brał kamyk i głaskał go. Oddychał powoli. To pomagało mu wrócić do spokoju. Jego mama mówiła, że to jego mały ratunek. Później Lulek nazwał go swoim kolorowym kompasem.
Rano wszyscy zbierali się na polanie. Dzień miał plan. Najpierw zabawa, potem nauka, potem podwieczorek. Lulek wiedział, ile czasu trwa każda część. Miał zegarek z obrazkami. Na tarczy były rysunki: piłka, książka, kubek herbaty. Zegarek mówił mu, kiedy zmieniać aktywność. Dzięki niemu Lulek nie czuł się zagubiony.
Nowa zabawa
Pewnego dnia do lasu przyjechała pani Sowa z koszem pełnym klocków. Klocki były kolorowe i błyszczały w słońcu. Zwierzątka miały zbudować wieżę razem. To był pomysł, który wywołał szmer radości. Lulek lubił układać. Lubił dopasowywać kształty. Ale nie lubił nagłych zmian. Nie lubił, gdy ktoś przerywał i zabierał jego klocek.
Na polanie pojawił się plan. Pani Sowa narysowała duży prostokąt na ziemi. W prostokącie były miejsca dla każdej istoty. Każde zwierzę miało swoją przestrzeń. To było pomocne. Lulek spojrzał na rysunek. Uśmiechnął się. Wiedział gdzie usiąść.
Zaczęli budować. Na początku była cisza. Klocki stukały o siebie. Lulek stawiał klocek na klocku. Jego wieża rosła równo. Obok niego lis stawiał wieżę krzywą i wesołą. Wiewiórka robiła małe mosty. Wszystko było różne, ale razem wyglądało pięknie.
Nagle mały jeż potknął się i klocki poleciały. Wieże zaczęły się chwiać. Kilka zwierząt pisnęło z zaskoczenia. Lulek poczuł, że serce mu przyspiesza. Dźwięk upadających klocków był głośny. Wszystkie plany zmieniły się w sekundę. Lulek odsunął się. Poczuł niepokój.
Pani Sowa pochyliła się i pokazała znak. To był prosty gest: weź oddech. Lulek przypomniał sobie o kamyku. Włożył go do kieszeni. Zamknął oczy na chwilę. Oddychał powoli. Jeż podniósł klocki powoli. Niedźwiedź podał Lulkowi swój klocek. To było delikatne. Przyjaciele pomogli bez pośpiechu.
Lulek postanowił spróbować jeszcze raz. Tym razem mówił sobie w myśli: najpierw wezmę jeden klocek, postawię na podłodze, potem drugi. Krok po kroku. Jego ręka była pewniejsza. Budował wolniej niż inni. Ale budował. Wieża Lulka była prosta i wysoka. Kiedy skończył, uśmiechnął się szeroko. Przyjaciele oklaskali go cicho.
Pomoc i dzielenie
Po zabawie nadszedł czas na naukę. Pani Sowa przyniosła plansze z obrazkami i zadaniami. Były tam liczbki, kształty i rysunki zwierząt. Lulek lubił zadania z kształtami. Potrafił układać figury tak, że tworzyły rysunek. Czasami zostawał dłużej przy jednym obrazku. Inne zwierzęta już szły dalej. To było w porządku.
Pani Sowa zaproponowała pracę w parach. Lulek miał pracować z małą żabką. Żabka była ciekawa i trochę nerwowa. Na początku żabka chciała robić wszystko sama. Lulek zaproponował prosty plan. Najpierw zrobimy jedną część razem, potem drugą część oddzielnie, a na końcu pokażemy sobie nawzajem. Żabka skinęła głową. Umowa była jasna. To dało poczucie bezpieczeństwa.
Praca w parach poszła dobrze. Lulek pokazywał żabce swoje ruchy. Wyjaśniał, jak ułożyć kształty. Żabka dawała Lulkowi swoje pomysły. Razem zrobili ładny obrazek kaczki. Lulek poczuł ciepło w sercu. Dzielili się materiałami i pomysłami. To było ważne.
Po nauce był podwieczorek. Każde zwierzę miało przynieść coś małego. Lulek przyniósł marchewki pokrojone w plasterki. Ułożył je na talerzu w kółko. Kiedy nadszedł moment częstowania, Lulek czuł, że chce dać wszystkim po plasterku. Uśmiechnął się i podał talerz. Inne zwierzęta poczuły radość z dzielenia. Żabka położyła kawałek truskawki na talerzu niedźwiedzia. Lis pościł swój orzech, żeby pomóc wiewiórce. Dzielili się bez słów.
Powrót do domu
Po całym dniu Lulek był zmęczony, ale szczęśliwy. Słońce zaczynało zachodzić. Cienie drzew robiły długie pasy na ziemi. Lulek zbierał swoje rzeczy. Klocek, chusteczka, kamyk. Zegarek z obrazkami wskazywał dom. Mama czekała w norze przy ciepłym świetle. Lulek opowiadał w myślach o całym dniu.
W drodze do domu spotkał jeża. Jeż podziękował mu za pomoc przy klockach. Lulek uśmiechnął się i skinął głową. To było miłe. Potem spotkał wiewiórkę, która dała mu mały orzeszek na drogę. Lulek poczuł, że jest częścią lasu. Jego sposób bycia pasował tu dobrze.
W norze mama przytuliła Lulka. Była dumna. Powiedziała, że jego kolorowy kompas pomaga mu znaleźć drogę. Lulek wyobraził sobie, że kompas świeci w różnych barwach. Czasem jasno, gdy jest spokój. Czasem migocze, gdy pojawia się nowa rzecz. Był to przyjazny przewodnik.
Przytulony, Lulek pomyślał o dniu. Zrozumiał coś ważnego. Jego sposób widzenia świata — autyzm — dawał mu siłę. Dawał też wyzwania. Ale miał przyjaciół, którzy rozumieli. Miał też swoje strategie. Zegarek z obrazkami, kamyk, plany krok po kroku. Były to małe narzędzia, które pomagały mu dzielić się tym, co potrafi najlepiej.
Mama przyniosła mu ciepłe mleko z miodem. Lulek wypił łyk i ułożył klocki obok łóżka. Na ścianie nora miała rysunki wszystkich przyjaciół. Lulek spojrzał i pomyślał, że każdy w lesie ma swoje wyjątkowe talenty. Niedźwiedź był silny. Lis miał pomysły. Wiewiórka była szybka. Żabka była odważna. A on? On potrafił układać spójne wzory i patrzeć uważnie.
Na koniec dnia Lulek wyszedł jeszcze raz na próg. Niebo było usiane gwiazdami. Jedna gwiazda mrugnęła do niego. Lulek wyobraził sobie, że to jego kolorowy kompas wysyła znak. Uśmiechnął się i popatrzył na noc. Wiedział, że jutro też znajdzie sposób, żeby dzielić się tym, co ma najlepszego. I że przyjaciele będą obok — czasem blisko, czasem daleko, ale zawsze gotowi pomóc.
Na poduszce Lulek przyłożył dłoń do kamyka. Pomyślał o dniu. O klockach, o pracy w parach, o dzieleniu się marchewką. Czuł się ciepło. Wiedział, że jego kolorowy kompas poprowadzi go dalej. I jeszcze raz spojrzał na gwiazdę, która mrugnęła z ukosa.