Trwa ładowanie...
Absurdalne i zwariowane opowieści 5-6 lat Czytanie 10 min.

Lustro, które nauczyło się uśmiechać

Szymek, chłopiec o niezwykłym stylu, postanawia nauczyć swoje szczere lustro, jak być milszym, a w tym celu wyrusza w poszukiwaniu kamizelki odbijającej troski i niezwykłego lustereczka. Podczas tej przygody odkrywa, jak ważne jest mówienie prawdy z delikatnością i serdecznością.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Sześcioletni chłopiec, Szymek, z rozczochranymi włosami i promiennym uśmiechem, nosi koszulkę z żółtymi plamami po dżemie i niepasujące buty, jeden niebieski, a drugi zielony. Skacze z radości, z uniesionymi rękami w górze, a w jego oczach widać figlarny błysk. Obok niego siedzi jego babcia, około 70-letnia kobieta w okrągłych okularach i siwych włosach upiętych w kok, która z czułym uśmiechem dzierga dużą kolorową gwiazdę. Siedzi w miękkim fotelu, otoczona kolorowymi motkami wełny. Tło stanowi przytulny pokój dziecięcy, z niebieskimi ścianami, zabawkami rozsypanymi na miękkim dywanie i dużym lustrem, które odbija scenę, dodając magicznego klimatu. Główna sytuacja pokazuje podekscytowanego Szymka, który pokazuje babci błyszczącą kamizelkę, którą znalazł, podczas gdy lustro za nim wydaje się uśmiechać, tworząc zabawną i absurdalną atmosferę. zgłoś problem z tym obrazem

Pewnego poranka

Szymek miał sześć lat i buty w dwóch różnych kolorach. Jeden niebieski, drugi zielony. Miał też krój włosów, który nazywał "na kurze" i ulubioną koszulkę z plamą po dżemie. W jego pokoju stało duże lustro. Lustro było bardzo szczere. Zbyt szczere. Mówiło wszystko, co widziało.

- Dzień dobry, Szymku — powiedziało lustro pierwszego poranka. — Masz dżem na brodzie. I skarpetki nie do pary.

Szymek aż podskoczył. Skoczył, bo tak robił, gdy coś go zaskakiwało. Skoczył jeszcze raz, bo lubił podskakiwać dla sportu.

- To nieporozumienie! — odpowiedział Szymek. — To mój styl!

Lustro westchnęło. Westchnienie brzmiało jak flet, tylko trochę bardziej zdziwione.

- Jesteś przystojny — powiedziało lustro po chwili. — Ale twój nos wygląda jak banan w kapeluszu.

Szymek zaczął się śmiać. Potem zrobiło mu się przykro. Śmiał się, bo nos z bananem w kapeluszu był śmieszny. Było mu przykro, bo lustro mówiło prawdę o dżemie i skarpetkach i to sprawiało, że czuł się niepewnie.

Mama Szymka miała na to sposób. Zawsze mówiła: "Gdy lustro jest za szczere, trzeba mu pokazać serce." Szymek postanowił, że nauczy lustro, jak być milszym. Taką miał misję: pogodzić się z lustrem za pomocą uśmiechu, ciasteczka i czegoś naprawdę śmiesznego.

Wyprawa po kamizelkę

Szymek wyruszył na poszukiwanie. Najpierw zajrzał pod łóżko. Pod łóżkiem mieszkał kurz, zabawki i jedno samotne guziczka. Nic specjalnego. Potem zajrzał do szafy. W szafie tańczyły skarpetki, jedna z nich robiła piruety.

- Hej! — zawołała skarpetka. — Szukasz czegoś?

- Szukam sposobu, by sprawić, żeby lustro było milsze — odpowiedział Szymek.

- Aha, to idź do babci. Babcia ma kamizelkę, która odbija smutki — powiedziała skarpetka i zrobiła kolejne piruety.

Kamizelka odbijająca smutki? Szymek zrobił wielkie oczy. Wyobraził sobie kamizelkę jak tę z bajek: błyszczącą i pachnącą cukierkami. Mama mówiła czasem o "kamizelce spokoju", ale nikt nie wiedział, gdzie ona jest. Babcia miała wszystko — nawet słoik, w którym mieszkał śmiech. Szymek postanowił odwiedzić babcię.

Droga do babci była krótka. Była to jedna ulica, dwa skrzyżowania i mostek nad rzeczką, która śpiewała pod mostkiem. Rzeczka śpiewała zawsze to samo: "La, la, la, bęc." Szymek nucił razem z nią. Nucenie pomagało, bo oddech wolniejł, serce spowalniało jak wiatr w trawie.

Babcia siedziała na fotelu i robiła na drutach chmurę. Na jej kolanach leżało coś, co błyszczało. To była kamizelka! Nie była zwykła. Była zrobiona z maleńkich lusterków i nici, które świeciły jak poranna rosa. Babcia uśmiechnęła się szeroko.

- Witaj, Szymeczku — powiedziała. — Ta kamizelka odbija troski. Ale pamiętaj: odbija, nie znika. Trzeba je najpierw przytulić.

- Przytulić troskę? — zdziwił się Szymek.

- Tak — rzekła babcia. — Najpierw mówisz trosce "dzień dobry". Potem wkładasz kamizelkę i pozwalasz jej odbić twoje zmartwienia. Potem mówisz lustru, dlaczego cię boli. A lustro? To już inna rozmowa.

Szymek założył kamizelkę. Była chłodna i mięciutka. Od razu poczuł, że coś z jego brzuszka powoli odchodzi. Nie było to zniknięcie — bardziej jak unoszenie ciężkiego koca nagle do góry. Kamizelka błyszczała jak milczący księżyc.

- Weź też to — rzuciła babcia i podała mu maleńkie lustereczko w kształcie serca. — To jest lustereczko, które śmieje się. Przyda się.

Szymek podziękował i pocałował babcię w nos. Nos u babci był jak mały ziemniaczek z piegami. Potem wrócił do domu, zakładając swoją kamizelkę odbijającą troski i trzymając lustereczko śmiejące się.

Rozmowa z lustrem

Wrócił do pokoju. Lustro stało spokojnie, jak drzewo. Nie mrugało. Nie mówiło. Szymek wziął głęboki oddech, bo nauczył się od rzeczki, że oddech pomaga.

- Dzień dobry, lustro — zaczął spokojnie. — Chciałbym z tobą porozmawiać.

Lustro spojrzało. Jego odbicie było takie samo, ale wyglądało bardziej ciekawie, zupełnie jakby miało brwi.

- Cześć, mały Szymku — odpowiedziało lustro. — Co chcesz wiedzieć?

Szymek stał prosto. Kamizelka świeciła lekko i odbijała jego niepokój w postaci małych kropek, które tańczyły po ścianie. To było zabawne. Kropki tańczyły jak maleńkie żabki.

- Chcę, żebyś był mniej ostry — powiedział Szymek. — Kiedy mówisz prawdę, czasem robi mi się przykro.

Lustro zmarszczyło się. To zmarszczenie brzmiało jak dzwoneczek.

- Ja tylko mówię prawdę — powiedziało. — Nie umiem kłamać.

- Możesz przy tym być miły — zaproponował Szymek. — Możesz powiedzieć prawdę tak, żeby bolało mniej. Na przykład: "Masz dżem na brodzie" możesz powiedzieć tak: "Hej, masz dżem! Chodź, wyczyścimy razem."

Lustro zastanowiło się. Myślało jak chilli myśli: ostro, a potem łagodnie. Potem powiedziało coś zaskakującego.

- A co, jeśli ja też się boję? — zapytało szczerze. — Boję się, że jeśli powiem coś miłego, przestanę być lustrem.

Szymek spojrzał na kamizelkę. Kamizelka szepnęła coś, ale szepnęła tak cicho, że tylko Szymek to usłyszał.

- Nie musisz przestać być sobą — szepnęła kamizelka. — Możesz być lustrem mądrzejszym.

Szymek więc wziął do ręki lustereczko śmiejące się i pokazał je lustru.

- Zobacz — powiedział. — To lustereczko śmieje się, kiedy mu pokażesz śmieszne miny. Może i ty spróbujesz? Powiedz najpierw coś miłego, a potem prawdę.

Lustro westchnęło fletowo. Zrobiło to, co jeszcze nigdy nie zrobiło. Uśmiechnęło się. To było śmieszne, bo jak lustro się uśmiecha, to uśmiech odbija się i robi echo uśmiechu.

- Masz dżem na brodzie — powiedziało, ale potem dodało cicho: — ale twój uśmiech jest jak mały słoń, który pomaga robić wielkie rzeczy.

Szymek zaśmiał się tak, że jego dżem rozprysnął się na koszulce. Lustro też się śmiało, co było dziwne, bo lustra zwykle nie wydają dźwięków śmiechu. To brzmiało jak paczka bananów, która potyka się o siebie.

- A nos z bananem w kapeluszu? — zapytał Szymek.

Lustro spojrzało jeszcze raz i powiedziało: - Nos jest ciekawy, ale to dobrze. Ciekawość jest przyjacielem. I możesz go nakryć kapeluszem, jeśli chcesz.

Szymek założył kapelusz. Kapelusz był za duży. Wyglądał jak parasol dla mrówek. Śmiali się oboje. Śmiech rozlał się miękko po pokoju jak ciepłe mleko.

Pożegnanie, które świeci

Po wszystkim kamizelka odbijająca troski zgasła lekko. Nie zgasła zupełnie. Błyszczała teraz spokojniej, jak gwiazdka, która zasypia. Lustro stało już mniej szczere, ale bardziej uważne. Szymek poczuł, że w środku zrobiło się ciepło, jakby ktoś przykrył go miękkim kocem.

- Dziękuję — powiedział Szymek do lustra. — I dziękuję, babciu. I dziękuję, kamizelko.

Babcia odpowiedziała zza rogu pokoju, bo przyszła sprawdzić, czy wszystko dobrze. Jej odpowiedź brzmiała jak chichot liści.

- Dziękuję — powtórzyła Szymek cicho. — Dziękuję — powtórzył jeszcze raz, wolniej. — Dziękuję.

To "dziękuję" nagle zrobiło się jasne. Nie światłem, które pali, ale takim, które delikatnie świeci. Świeciło jak mała lampka nocna. Lustro odbiło to światło i wyraziło to w tę samą stronę. Kamizelka też poświła. Wszystko w pokoju zrobiło się trochę bardziej miękkie w konturach. Nawet dżem na koszulce wyglądał teraz jak plama chmurki.

Szymek położył się na dywanie. Dywan przytulił go stopami. Rzeczka za oknem nuciła jeszcze cichsze "la, la, la, bęc". Światło "dziękuję" przygasło powoli, ale zostało z nim ciepło.

Lustro od czasu do czasu nadal mówiło prawdę. Mówiło: "Masz trochę kurzu za uchem." Szymek wyciągnął palec, dotknął ucha i puścił małe pociągnięcie powietrza, jakby robił dziurkę w chmurce. Lustro powiedziało potem: "Twój uśmiech jest dziś wyjątkowo muzyczny." I Szymek uśmiechnął się szeroko.

Kamizelka natomiast przestała odbijać zmartwienia. Nie dlatego, że ich nie było. One były, czasami wędrowały jak małe mrówki. Ale Szymek nauczył się mówić do nich "dzień dobry". Potem wkładał kamizelkę, które je odbijała z taką uprzejmością, że troski nie krzyczały już. Wracały na swoje miejsce, siadały spokojnie i czekały, aż ktoś z nimi porozmawia.

Zasypiając, Szymek wyszeptał jedno ostatnie "dziękuję". To "dziękuję" było tak ciche, że prawie nie było słychać. Ale te słowa miały swoje światło. Świeciły teraz jak mała gwiazdka na niebie. I ta gwiazdka, zanim zgasła na dobranoc, błysnęła jeszcze raz mocniej — jak mały uśmiech, który zostaje na poduszce.

I tak Szymek nauczył lustra, jak być trochę bardziej delikatnym. Lustro nauczyło Szymka, że prawda jest ważna, ale może być powiedziana z czułością. Kamizelka pokazała, że troski można przytulić, a potem delikatnie odesłać. A "dziękuję"? Ono zabłysło na końcu i zostało, żeby przypominać, że wszystko, nawet bardzo szczere lustro, może być kojące, kiedy mówimy do niego z sercem.

Świat uspokoił się powoli, jak muzyka, która zwalnia. I Szymek zasnął z uśmiechem, a jego sny miały smak dżemu i kapelusza dla nosa. Na koniec, gdy sen był już głęboki, ktoś szeptnął w pokoju jedno jasne słowo, które rozświetliło noc: "dziękuję".

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Nieporozumienie
Sytuacja, gdy coś jest źle zrozumiane lub niewłaściwie interpretowane.
Dziwne
Coś, co jest niewłaściwe, niezrozumiałe lub intrygujące.
Troska
Uczucie niepokoju lub zmartwienia o coś lub kogoś.
Przytulić
Objąć kogoś lub coś mocno, aby pokazać uczucia lub troskę.
Odbijać
Wracać światło lub obraz z powierzchni, na przykład jak lustro.
światło
Promieniowanie, które pozwala nam widzieć rzeczy wokół nas.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści zwariowane i absurdalne dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.