Trwa ładowanie...
Opowieść o podróży kosmicznej 11-12 lat Czytanie 20 min.

Lustro słońca i tajemnica Helios-Delta

Trójka badaczy — archeolog Leon, inżynierka Mira i pilot Kamil — wyrusza na ogromne lustro słoneczne Helios‑Delta, by zbadać tajemniczą awarię i odkryć, co zakłóca jego pracę.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Leonardo Radecki, dorosły mężczyzna o skoncentrowanym, uśmiechniętym obliczu i szaroczarnych krótkich włosach, w niebieskoszarej roboczej kurtce pokrytej kosmicznym pyłem, klęczy na pierwszym planie i trzyma małą latarkę rzucającą ciepły stożek światła; po lewej Mira (ok. 32 lata), zdeterminowana, krótkie brązowe włosy, zielony kombinezon techniczny, pracuje przy oświetlonym panelu; po prawej Kamil (ok. 29 lat), z figlarnym lecz ostrożnym wyrazem, czarne włosy, lekko przekrzywiony kask, mocuje linę i patrzy na drona; na ramieniu Leonardo stoi mały dynamiczny dron-robot z szczotkowanego metalu wielkości kota, z cienkimi nogami i pulsującą złotą lampką na grzbiecie, emitujący mały błysk światła; scena rozgrywa się we wnętrzu dużego segmentu stacji kosmicznej z zakrzywionymi srebrnoszarymi ścianami, przewodami i resztkami przewodzącego żelu na podłodze, w tle widoczna jasna technologiczna sfera z pulsującymi złotymi filamentami; zespół rozbraja przytwierdzony do ściany cylindryczny generator energetyczny, atmosfera napięta lecz współpracująca, ciepłe reflektory kontrastują z chłodnymi odbiciami metalu, kompozycja skupiona na Leonardzie i dronie, faktura malarska przypominająca gwasz z szerokimi pociągnięciami pędzla i ziarnistą strukturą. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Archeolog wśród gwiazd

Doktor Leon Radecki miał dłonie, które umiały być cierpliwe. Potrafiły przez godzinę odkurzać pędzelkiem ziarnko po ziarnku pyłu z tabliczki znalezionej na księżycu Saturna, a potem w sekundę złapać poręcz, kiedy statek lekko zadrżał.

Tym razem Leon stał w śluzie „Mewy-7” i przyglądał się swojej ekipie w odbiciu polerowanej szyby. Był archeologiem kosmicznym — takim, który zamiast ruin zamków badał porzucone stacje, zagubione sondy i ślady dawnych wypraw. Lubił myśleć, że historia w kosmosie też zostawia odciski palców.

— Sprawdzamy skafandry jeszcze raz — powiedział spokojnie.

— Jeszcze raz? — westchnęła Mira, inżynierka pokładowa. Miała krótko obcięte włosy i spojrzenie kogoś, kto potrafi naprawić wszystko, nawet gdyby to „wszystko” było bardzo uparte. — Leon, sprawdzałam je wczoraj, dziś i pięć minut temu.

— I dzięki temu żyjemy — odparł Leon z lekkim uśmiechem. — Rutyna to nudna bohaterka, ale ratuje skórę.

Obok Miro stał Kamil, pilot, który w każdej sytuacji wyglądał, jakby zaraz miał opowiedzieć żart. Trzymał tablet z mapą orbity.

— Dobra wiadomość — oznajmił. — Nasz cel świeci jak latarnia. Zła wiadomość: to latarnia wielkości miasta.

Na ekranie widać było cienki, jasny łuk rozpięty w przestrzeni. Ogromna konstrukcja — lustro słoneczne „Helios-Delta” — krążyła na granicy układu, łapiąc światło gwiazdy i odbijając je wąską wiązką w stronę odległych kolonii. Kiedyś było symbolem współpracy kilku światów. Teraz było milczące.

Leon od dawna chciał tam polecieć. Nie tylko dlatego, że lubił zagadki. Lustro zostało zbudowane przez ludzi i ich sojuszników, ale pewnego dnia przestało odpowiadać. Oficjalnie: awaria. Nieoficjalnie: „coś” się stało.

— Pamiętajcie — powiedział Leon, gdy śluza syknęła, gotowa do zamknięcia. — To nie jest wyścig. To jest badanie. I… wspólna praca.

— Wspólna praca? — Kamil uniósł brwi. — Czyli nie mogę bohatersko wskoczyć pierwszy i uratować wszystkich?

— Możesz bohatersko podać mi torbę z narzędziami — odparła Mira. — To też się liczy.

Kamil zrobił poważną minę.

— Bohaterstwo ma wiele twarzy.

„Mewa-7” ruszyła. Za iluminatorem przesuwała się czerń, przetykana iskrami gwiazd. A gdzieś przed nimi lustro słoneczne czekało, wielkie i ciche jak niedokończone zdanie.

Rozdział 2: Blask, który nie mruga

Z bliska „Helios-Delta” wyglądało inaczej niż na schematach. Na planach było eleganckie: gładkie segmenty, równe połączenia, idealny łuk. W rzeczywistości przypominało rozłożone skrzydło ogromnego metalowego ptaka, na którym ktoś zostawił rysy i wgniecenia.

— Mikrometeoryty — mruknęła Mira, analizując obraz z kamer. — Tysiące drobnych uderzeń. Jak grad.

— A jednak powinno działać — dodał Leon. — Jest zbudowane z samonaprawiającej powłoki.

Kamil zmniejszył prędkość i manewrował ostrożnie, jakby prowadził statek przez pole niewidzialnych kolców.

— Nie lubię rzeczy, które są większe ode mnie i milczą — stwierdził. — Wolę rzeczy większe ode mnie, które mówią „dzień dobry”.

— Możesz powiedzieć „dzień dobry” pierwszy — Mira wskazała na panel komunikacyjny.

Kamil przycisnął przycisk.

— Helios-Delta, tu statek badawczy „Mewa-7”. Przybyliśmy w pokoju i z dobrymi intencjami. Jeśli macie ochotę na rozmowę… to my też.

Odpowiedziała cisza. Taka, która nie była zwyczajnym brakiem sygnału, tylko czymś cięższym — jakby sama przestrzeń wstrzymała oddech.

Leon spojrzał na czujniki.

— Jest ślad energii w centralnym węźle. Coś działa, ale nie tak, jak powinno. Musimy podejść i wejść.

— Wejść do środka lustra? — Kamil przetarł czoło. — Wiesz, że to brzmi jak „wejść do środka wielkiego, ciemnego bębna, który zbiera światło”?

— Dokładnie tak — potwierdziła Mira. — I dlatego bierzemy linki zabezpieczające, latarki i… — spojrzała na Leona — twoją cierpliwość.

Leon skinął głową.

— A także uważność. To miejsce było budowane przez wiele załóg. Każda zostawiła tu coś po sobie.

Zbliżyli się do jednego z doków serwisowych. Klapa, pokryta pyłem i śladami spalenizny, nie otworzyła się automatycznie. Mira westchnęła, wyjęła z kieszeni mały moduł i przyłożyła go do panelu.

— Daj mi minutę. — Jej palce poruszały się szybko. — Kto w ogóle wymyślił, że panel ma mieć trzy różne standardy złącz?

— Współpraca — powiedział Kamil z udawanym entuzjazmem.

— Współpraca to nie to samo co bałagan — odparła Mira.

Panel zamigotał. Klapa drgnęła i powoli się rozsunęła, odsłaniając korytarz. Wnętrze było ciemne, ale w oddali widać było delikatne, złote światło, jakby ktoś zapalił lampę za cienką zasłoną.

— To nie powinno świecić — szepnął Leon.

— A jednak świeci — Kamil pochylił się do mikrofonu. — No to… dzień dobry?

Weszli. Drzwi za nimi zamknęły się z cichym kliknięciem.

Rozdział 3: Korytarz pełen śladów

Powietrze w korytarzu było zaskakująco czyste. Systemy podtrzymania życia musiały działać przynajmniej częściowo. Ściany pokrywały panele z wypłowiałymi oznaczeniami: strzałki, numery sekcji, piktogramy w trzech językach. Leon poczuł znajome ukłucie ekscytacji. To były ślady ludzi, którzy tu pracowali, śmiali się, kłócili o śruby i o harmonogramy.

— Spójrz — powiedział, wskazując na ścianę.

Ktoś dawno temu narysował tam małego ptaka w skafandrze, a obok dopisał: „Nie dotykaj lustra brudnymi rękawicami! — Szefowa”.

Mira parsknęła.

— To musiała być moja duchowa prababcia.

Szli wolno, skanując otoczenie. W pewnym miejscu podłoga była zarysowana, jakby coś ciężkiego przesunięto w pośpiechu. Dalej leżała metalowa opaska narzędziowa. Leon podniósł ją ostrożnie, jakby była cenną relikwią.

— Ktoś tu pracował podczas awarii — stwierdził. — I zostawił sprzęt. To nie wygląda na planowaną ewakuację.

Kamil dotknął palcem małej plamki na ścianie.

— A to? — zapytał.

Mira przybliżyła skaner.

— Stopiony materiał. Krótkie, gorące wyładowanie. Może przeciążenie.

Złote światło w oddali stawało się jaśniejsze. W końcu dotarli do dużej, okrągłej komory. Pośrodku unosił się rdzeń sterujący — kula złożona z pierścieni i przezroczystych płyt, w których pulsowały nitki światła. Wyglądało to jak zamknięta w szkle burza.

— To centralny węzeł — powiedział Leon. — Serce całego lustra.

— Serce, które ma… fosforyzujące żyłki — zauważył Kamil. — Bardzo artystyczne.

Mira podeszła do konsoli. Ekrany były ciemne, ale rdzeń świecił, jakby uparcie trzymał się przy życiu. Mira podłączyła swój moduł diagnostyczny.

— Dziwne — mruknęła. — System jest w trybie ochronnym. Jakby… bał się czegoś.

— Maszyna, która się boi? — Kamil skrzywił się. — To brzmi jak początek kiepskiego horroru.

Leon nie śmiał się. Patrzył na rdzeń, a w głowie układał pytania jak narzędzia w skrzynce.

— Nie „boi się” jak człowiek — powiedział. — Ale może wykryła zagrożenie i zamknęła się, żeby chronić wiązkę energii. Lustro odbija światło. Jeśli coś je rozreguluje, może wysłać wiązkę w złą stronę. To mogłoby oślepić satelity albo przegrzać stacje.

Mira skinęła głową.

— I dlatego odcięło komunikację. Żeby nikt nie próbował go sterować zdalnie.

Kamil wskazał na cienkie pęknięcie w jednej z przezroczystych płyt.

— A to? To też „ochrona”?

Leon poczuł chłód. Pęknięcie było świeższe niż reszta uszkodzeń. Jakby coś od środka próbowało się wydostać… albo coś weszło do środka.

Nagle rdzeń zadrżał. Światło w nim przygasło, po czym rozbłysło mocniej. W komorze rozległ się niski dźwięk, przypominający odległy gong.

— Mira… — zaczął Kamil.

— Wiem — przerwała mu. — Nie dotykaj niczego bez pytania. Już i tak czuję, że to miejsce ma humory.

Leon uniósł dłoń, prosząc o ciszę. Nasłuchiwał. W dźwięku było coś jak rytm. Jak wiadomość, która próbuje znaleźć drogę.

— To sygnał — powiedział cicho. — Rdzeń próbuje się z nami komunikować.

Rozdział 4: Język światła i chwila ciszy

Mira przełączyła moduł na tryb analizy.

— To nie jest zwykły alarm. To… sekwencja. Powtarza się co dwadzieścia sekund.

Leon patrzył na pulsujące nitki światła w rdzeniu. Przypominały mu starożytne zapisy na kamieniu: znaki, które najpierw wydają się przypadkowe, a potem nagle układają się w sens.

— Spróbujmy odpowiedzieć — zaproponował.

— Jak? — Kamil rozłożył ręce. — Mam zamrugać latarką w odpowiednim rytmie?

— Właśnie tak — odparł Leon. — Najprostsze rzeczy czasem działają najlepiej.

Ustawili się wokół rdzenia. Mira dyktowała rytm, Kamil migał latarką, a Leon obserwował reakcję. Po trzeciej próbie rdzeń zmienił pulsowanie. Światło zaczęło układać się w krótsze, wyraźniejsze błyski.

— Okej… to jest odpowiedź — Mira przełknęła ślinę. — To wygląda jak kod potwierdzenia. Ktoś… albo coś… rozumie.

Kamil spojrzał na Leona.

— Czy to znaczy, że lustro ma osobowość? Bo jeśli tak, to chciałbym, żeby wiedziało, że mam alergię na dramat.

Leon nie odpowiedział od razu. Poczuł, że napięcie w nim rośnie jak zbyt mocno naciągnięta linka. W takich chwilach zwykle pchał się do przodu, bo ciekawość była jego paliwem. Ale paliwo bez hamulców bywa niebezpieczne.

— Zanim pójdziemy dalej — powiedział — potrzebuję chwili.

Usiadł na metalowej podłodze, opierając plecy o ścianę. Mira i Kamil spojrzeli na niego zaskoczeni.

— Teraz? — szepnął Kamil. — W środku świecącej kuli, która do nas mruga?

— Właśnie teraz. — Leon zamknął oczy. — Dwie minuty. Oddychamy.

Mira uniosła brwi, ale usiadła obok. Kamil westchnął teatralnie, po czym też przykucnął.

Leon skupił się na oddechu. Wdech — chłodne powietrze. Wydech — ciepło z płuc. Wdech — dźwięk urządzeń. Wydech — własne myśli, które powoli przestawały biec jak rozszalałe małe roboty.

Po chwili poczuł, że jego serce zwalnia. Napięcie zmienia się w uważność. W tej ciszy wyraźniej usłyszał nie tylko rdzeń, ale i swoich towarzyszy: ciche stukanie palców Miry o kolano, spokojniejszy oddech Kamila.

Otworzył oczy.

— Dzięki — powiedział krótko. — Teraz działamy.

Mira podłączyła moduł do rdzenia przez port serwisowy. Na jej ekranie pojawiły się proste symbole: strzałki, liczby, a potem… mapa segmentów lustra.

— Rdzeń pokazuje nam problem — powiedziała. — Segment 12B. Jest tam zakłócenie. Coś pobiera energię i zmusza system do ochrony.

— Czyli ktoś podpiął się do lustra jak do gniazdka? — Kamil zmarszczył czoło. — Kto robi coś takiego?

Leon poczuł, jak w nim odzywa się archeolog: nie tylko „kto”, ale „dlaczego”.

— Sprawdźmy segment — zdecydował. — Razem. I ostrożnie.

Rdzeń rozbłysnął łagodniej, jakby… zgadzał się na plan.

Rozdział 5: Segment 12B i nieproszony gość

Droga do segmentu prowadziła wąskimi korytarzami serwisowymi. Co jakiś czas mijali okna techniczne, przez które widać było zewnętrzne panele lustra. Czasem błyskały, odbijając odległe słońce, a czasem były matowe, jakby pokryte cieniem.

W końcu dotarli do włazu z napisem „12B”. Był przekrzywiony, a jego uszczelka wyglądała, jakby ktoś ją przeciął.

— To nie jest zużycie — powiedziała Mira. — To ingerencja.

W środku panował półmrok. Podłoga była lepka od zastygłej substancji, która przypominała przezroczysty żel.

— Fuj. — Kamil cofnął się. — Kto zostawia galaretę w instalacjach?

Leon przyklęknął i przyjrzał się żelowi. W żelu tkwiły drobne metaliczne drobinki.

— To przewodzące — powiedział. — Jakby ktoś stworzył… most energetyczny.

Z głębi segmentu dobiegło ciche kliknięcie. Potem kolejne. Rytmiczne, jak pazurki na metalu.

Mira zgasiła na moment latarkę, a potem zapaliła ją z powrotem, oświetlając kąt pomieszczenia.

Coś tam było.

Nie potwór. Nie kosmiczna bestia. Raczej mały, zwinny dron, wielkości kota, z sześcioma cienkimi nogami i głową przypominającą kamerę. Na jego „grzbiecie” pulsowały te same złote nitki światła, co w rdzeniu.

— Oho — szepnął Kamil. — Mamy zwiedzającego.

Dron poruszył się szybko, ale nie zaatakował. Cofnął się i wydał dźwięk podobny do krótkiego gwizdu. Na jego boku zamigotał znak: trójkąt w okręgu.

Leon znał ten symbol. Był używany przez dawne ekipy jako znak „łącznik” — urządzenie do utrzymania komunikacji między segmentami.

— To nie jest obcy — powiedział Leon. — To część systemu. Ale… zmodyfikowana.

Mira przysunęła się ostrożnie.

— Ktoś przerobił łącznika na… pasożyta energetycznego?

Dron wykonał ruch, jakby próbował zasłonić coś za sobą. Leon skierował latarkę dalej i zobaczył przytwierdzony do panelu mały cylinder. Był oblepiony żelem i podłączony do instalacji.

— Nie podoba mi się to — stwierdziła Mira. — To wygląda jak nielegalny zbiornik energii. Ktoś chciał kraść moc lustra.

Kamil gwizdnął.

— Czyli lustro przestało działać, bo ktoś zrobił sobie z niego powerbank?

Leon poczuł gniew, ale trzymał go na krótkiej smyczy. W takich sytuacjach łatwo popełnić błąd.

— Najpierw odłączymy cylinder — powiedział. — Ale dron może bronić tego połączenia, bo myśli, że to ważne dla systemu.

Mira skinęła.

— Musimy go przekonać.

— Jak przekonuje się robota? — Kamil zapytał półszeptem. — Opowiada mu się o sensie życia?

Leon popatrzył na drona uważnie.

— Pokazujemy mu prawdę. Że to szkodzi lustru. Że rdzeń jest w trybie ochronnym. Jeśli dron jest częścią systemu, powinien to zrozumieć.

Mira wysłała do drona prosty pakiet danych: sygnał z rdzenia, ostrzeżenia o przeciążeniu, mapę spadków mocy. Dron zamarł. Światło na jego grzbiecie przygasło, potem rozbłysło inaczej — spokojniej.

Klik. Klik. Dwa szybkie dźwięki, jak „rozumiem”.

— No proszę — szepnął Kamil. — Ma lepsze maniery niż niektórzy ludzie.

Dron odsunął się od cylindra.

Mira wzięła narzędzie odłączające.

— Leon, trzymaj latarkę. Kamil, zabezpiecz linkę.

— Zrobię to bohatersko — mruknął Kamil, zapinając karabińczyk z przesadną powagą.

Mira pracowała precyzyjnie. Najpierw odcięła żelowy „most”, potem odłączyła przewód zasilający. Cylinder wydał cichy jęk, jakby powietrze uciekło z balonu, i zgasł.

W tej samej chwili światła w segmencie zapaliły się jaśniej. Gdzieś daleko w konstrukcji coś zadrżało, ale tym razem nie groźnie — raczej jak rozprostowanie pleców po długim siedzeniu.

Dron wydał krótkie, radosne piknięcie. A potem… przyczepił się do ramienia Leona jak zadowolony kot.

— Chyba cię polubił — zauważył Kamil.

Leon uniósł rękę ostrożnie.

— Albo postanowił mnie nadzorować.

Rozdział 6: Naprawa i wspólna wiązka

Wrócili do centralnego węzła. Rdzeń świecił teraz równiej, bez nerwowych błysków. Mira połączyła się z systemem i zaczęła uruchamiać procedury testowe. Na ekranie pojawiły się kolejne zielone linie: „Stabilizacja segmentów… wyrównanie osi… kontrola temperatury…”.

Kamil, który zwykle nie mógł usiedzieć spokojnie, tym razem stał cicho i patrzył, jak lustro „wraca do siebie”.

— Wiesz — powiedział po chwili — zawsze myślałem, że wielkie konstrukcje to tylko metal i śruby. A tu proszę. Jakbyśmy opatrywali rannego olbrzyma.

Leon skinął.

— Bo technologia to też opowieść o ludziach. Ktoś to medalował, ktoś testował, ktoś zostawiał rysunki ptaków na ścianie. I ktoś próbował to ukraść.

Mira skrzywiła się.

— O kradzieży powiadomimy administrację. Ale teraz ważniejsze: ustawić wiązkę z powrotem na cel. Jeśli pomylimy kąt, możemy narobić szkód.

Leon podszedł do okna technicznego. W oddali widać było punkt — stację przekaźnikową, która czekała na energię.

— Mamy tylko jedną szansę na czysty strzał — powiedział.

Mira popatrzyła na niego.

— Nie jedną. Trzy. Każde z nas sprawdzi obliczenia. Współpraca, pamiętasz?

Leon poczuł, jak jego twarz łagodnieje.

— Masz rację.

Przez następne minuty pracowali jak dobrze zgrany zespół. Mira liczyła parametry i kontrolowała temperatury. Leon porównywał mapy i stare zapisy konstrukcyjne, szukając punktów odniesienia. Kamil, choć był pilotem, znał się na trajektoriach jak mało kto — sprawdzał ustawienie względem orbity i poprawiał drobne błędy.

— Mira, masz odchylenie o 0,03 stopnia — powiedział Kamil.

— To ty masz odchylenie o 0,03 stopnia — odparła, ale po chwili dodała: — Dobra, poprawiam.

Leon uśmiechnął się pod nosem. Nawet sprzeczki tu były rodzajem troski.

Dron-łącznik siedział na ramieniu Leona i co jakiś czas wydawał krótkie piknięcia, jakby potwierdzał: „tak, dobrze”.

Wreszcie Mira uniosła dłoń.

— Gotowe. Wysyłam komendę.

Rdzeń zamrugał. W całym „Helios-Delta” rozległ się niski, harmonijny dźwięk. Jakby konstrukcja śpiewała jednym tonem.

Za oknem panel lustra rozjarzył się. Odbite światło złożyło się w wąską, jasną wiązkę, która popłynęła przez próżnię prosto do stacji przekaźnikowej. Punkt w oddali zabłysnął, jakby ktoś włączył tam tysiąc lamp naraz.

Kamil odetchnął.

— No i proszę. Udało się. Bez bohaterstwa w stylu „skaczę w płomienie”.

— Było bohaterstwo — poprawił go Leon. — Tylko spokojne.

Mira spojrzała na ekran.

— Lustro wraca do pełnej pracy. A rdzeń… — zmrużyła oczy — wysyła nam wiadomość.

Na ekranie pojawił się prosty znak: trzy połączone kółka. Pod spodem: „DZIĘKUJĘ”.

Kamil gwizdnął.

— Lustro mówi „dziękuję”. Czy możemy to oprawić w ramkę?

Leon spojrzał na drona na swoim ramieniu.

— Myślę, że już mamy pamiątkę.

Dron piknął, jakby zgadzał się z dumą.

Rozdział 7: Medal z odbitego światła

Kilka dni później „Mewa-7” zadokowała przy stacji administracyjnej. Korytarze były pełne ludzi w mundurach i cywilach, a także kilku przedstawicieli innych światów, których stroje mieniły się jak tkaniny zrobione z mgły.

Leon nie przepadał za ceremoniami. Wolał ciszę archiwów i szelest starych danych. Ale tym razem czuł, że to nie jest tylko dla niego.

W sali spotkań, skromnej jak na kosmiczną stację, czekała komisarz Lian. Miała krótko ostrzyżone siwe włosy i spojrzenie kogoś, kto widział zbyt wiele awarii, by panikować.

— Doktorze Radecki — zaczęła. — Pani Mira Nowak. Panie Kamilu Wysocki. Przywróciliście do pracy „Helios-Delta” i zabezpieczyliście dowody kradzieży energii. Ale ważniejsze… zrobiliście to bez pośpiechu i bez ryzyka dla innych. To jest wzór współpracy.

Kamil pochylił się do Miry i szepnął:

— Teraz będzie moment, kiedy dostaniemy po torcie?

Mira odszepnęła:

— Jeśli dostaniesz tort, nie mów nic. Po prostu jedz.

Komisarz wyciągnęła małe pudełko. W środku leżała medalion — nie złoty, nie srebrny, tylko wykonany z cienkiej warstwy materiału, który wyglądał jak zatrzymane światło. W jego powierzchni widać było delikatny wzór trzech połączonych kółek.

— To medal symboliczny — powiedziała komisarz. — Zrobiony z fragmentu odbijającej powłoki, który wymieniono podczas serwisu. Nosi znak współdziałania. Nie dla jednego bohatera, tylko dla zespołu.

Leon poczuł ciepło w gardle, takie, które nie miało nic wspólnego z temperaturą. Spojrzał na Mirę i Kamila. Mira wyglądała na zadowoloną, choć próbowała udawać, że to tylko kolejny raport do podpisania. Kamil miał minę tak poważną, jakby medal był kluczem do całej galaktyki.

Komisarz podała medal Leonowi, ale on od razu przełożył go na dłoń Miry, potem na dłoń Kamila, a na końcu trzymali go wszyscy razem, palce obok palców.

— To pasuje — powiedział Leon cicho. — Lustro działa, bo wiele segmentów trzyma jeden kształt. My też.

Kamil chrząknął.

— Czyli jednak jestem segmentem? Brzmi dumnie.

Mira uśmiechnęła się.

— Jesteś segmentem, który dużo gada, ale czasem trafia w punkt.

Leon roześmiał się krótko. Potem spojrzał przez okno sali na daleką przestrzeń. Gdzieś tam „Helios-Delta” znów odbijało światło, karmiąc energią stacje i statki. A w jego pamięci — w pamięci maszyn i ludzi — została prosta lekcja: kiedy coś wielkiego zaczyna milczeć, najlepiej podejść do tego razem, uważnie, z oddechem i z ręką gotową nie do walki, tylko do pomocy.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Archeolog
Osoba, która bada stare rzeczy, by dowiedzieć się, co się kiedyś działo.
śluza
Małe pomieszczenie z drzwiami, które oddziela wnętrze statku od przestrzeni zewnętrznej.
Skafandry
Specjalne ubrania kosmiczne, które pozwalają ludziom oddychać i być bezpiecznym w kosmosie.
Panel komunikacyjny
Miejsce z przyciskami i ekranami do wysyłania wiadomości i rozmów.
Rdzeń sterujący
Główna część maszyny, która kieruje działaniem całego urządzenia.
Centralny węzeł
Główne miejsce połączeń i kontroli w dużym systemie technicznym.
Systemy podtrzymania życia
Urządzenia, które utrzymują powietrze, temperaturę i warunki do życia.
Tryb ochronny
Stan maszyny, gdy ogranicza działanie, by zapobiec większej szkodzie.
Segment 12B
Konkretna część dużej konstrukcji oznaczona numerem, tutaj problematyczny odcinek.
Dron
Małe, zdalnie sterowane urządzenie, które może się poruszać i badać miejsca.
Moduł diagnostyczny
Narzędzie do sprawdzania, co jest zepsute lub działa nieprawidłowo.
Most energetyczny
Połączenie przewodzące prąd lub energię między dwoma częściami urządzenia.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o podróżach kosmicznych dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.