Trwa ładowanie...
Opowieść o podróży kosmicznej 11-12 lat Czytanie 16 min.

Warta na krawędzi wszechświata

Lena, młoda strateg eksploratorka, odkrywa na granicy obserwacji tajemnicze pole i uszkodzoną bojkę nadającą SOS, i musi podjąć odpowiedzialne decyzje, by ją zbadać i ostrzec innych.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Główna postać: Lena, dziewczyna o zdeterminowanej i pełnej zachwytu twarzy, błyszczących oczach i brązowych włosach związanych w kucyk, w srebrnym kombinezonie z niebieskimi znakami, trzyma małego drona i patrzy na ciemne „okno” w kosmicznej masie cienia; postacie drugoplanowe: Jaro, około 35 lat, jasna broda, poplamiony tłustą plamą szary kombinezon, uśmiechnięty, oparty o kadłub statku z ramionami skrzyżowanymi po lewej stronie Leny, oraz Nika, około 40 lat, o spokojnej i życzliwej twarzy, pojawiająca się na unoszącym się holograficznym ekranie za Leną i dająca instrukcje; ważny obiekt: dron „Kropla”, małe metaliczne urządzenie w kształcie kropli z rozłożonymi skrzydłami, zielonymi światłami i cienkimi kablami, wystrzeliwany z otwartej włazowej klapy statku w stronę anomalii; miejsce: otwarty hangar statku kosmicznego z białą metalową ścianą i świetlnymi panelami, głębokie czarne pole gwiazd w tle oraz przed statkiem półprzezroczysta ciemna powłoka wydająca się pochłaniać światło; sytuacja: Lena wysyła drona z małą kapsułą energetyczną wzdłuż cienkiej świetlnej linii ku zniszczonej latarni widocznej przez „okno” w powłoce cienia — scena ukazuje napięcie i nadzieję, kontrastowe oświetlenie (ciepły blask latarni, chłodne refleksy na kombinezonie), kompozycja skupiona na Lenie i trajektorii drona. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Kurs na krawędź

Lena Gajda miała dwanaście lat i ręce, które zawsze coś sprawdzały: zatrzask w skafandrze treningowym, pasek w fotelu, pieczątkę na przepustce. Nazywano ją „młodą strateg od przestrzeni”, bo potrafiła planować trasy jak inni układają puzzle — spokojnie, cierpliwie, bez zgadywania.

W hangarze stacji „Rysa” jej statek, Smukły Wicher, wyglądał jak srebrny ołówek z ciemnymi skrzydłami. Na burcie migotał napis: MISJA OBSERWACYJNA – STREFA GRANICZNA.

— To naprawdę aż tam? — zapytał mechanik Jaro, który miał wieczny uśmiech i wiecznie ubrudzone rękawice.

Lena przyłożyła dłoń do chłodnej burty, jakby chciała uspokoić statek.

— Do linii, za którą już niewiele widać. Na skraj obserwowalnego. Zbieramy dane, nie robimy sztuczek.

— Szkoda — Jaro westchnął teatralnie. — Myślałem, że przynajmniej zrobisz koziołka w próżni.

— Zrobię. W myślach. Dwa razy. A teraz: lista kontrolna.

W kabinie było jasno i czysto. Ekrany miały kolor głębokiej wody. Lena usiadła, wpięła pasy, a sztuczna inteligencja statku odezwała się miękkim głosem:

— Wicher gotowy. Paliwo: pełne. Osłony: aktywne. Twoje tętno: zbyt szybkie jak na stratega.

— To nie strach — mruknęła Lena. — To… ekscytacja, tylko udająca strach.

— W takim razie pozwól jej potrwać krótko — odpowiedziała SI. — Odpowiedzialność woli spokój.

Gdy wrota hangaru się rozsunęły, kosmos wlał się do środka jak czarna rzeka. Smukły Wicher wysunął się w ciszę, a Lena poczuła znajome ukłucie: jesteś mała, ale masz zadanie.

— Kontrola, tu Wicher. Start zgodnie z planem. — Jej głos brzmiał pewniej, niż się czuła.

— Wicher, przyjęliśmy. Powodzenia, Lena. I pamiętaj: wróć z danymi, nie z legendą — odpowiedziała kontrolerka Nika.

Lena uśmiechnęła się krótko.

— Obiecuję. Wolę dane od legend. Legenda nie mieści się w tabelce.

Smukły Wicher przyspieszył, a gwiazdy zamieniły się w długie kreski. Kurs na krawędź zaczął się naprawdę.

Rozdział 2: Cisza, która mówi

Po skoku międzygwiezdnym wnętrze statku na chwilę pachniało ozonem i… jakby świeżo przeciętą folią. To była normalna, dziwna normalność.

Lena unosiła się w kabinie, ćwicząc ruchy powoli, żeby nie uderzyć kolanem w panel.

— Wicher, raport. Jak daleko do strefy granicznej?

— Trzy dni lotu przy obecnym ciągu. Zmiany grawitacyjne: minimalne. Tło promieniowania: rośnie zgodnie z przewidywaniem.

Za oknem kosmos był mniej „kolorowy” niż na plakatach. Zamiast tęczowych mgławic: czarne połacie i pojedyncze, ostre punkty światła. A jednak Lena czuła, że to miejsce jest pełne rzeczy, tylko większość z nich nie świeci.

W połowie drugiego dnia czujniki zapiszczały cicho. Na ekranie pojawiła się nieregularna plama, jakby ktoś zamazał fragment mapy.

— Co to? — Lena zbliżyła twarz do monitora.

Anomalia w rozkładzie fal mikro — powiedział Wicher. — Niewielka, ale powtarzalna. Jak echo, którego nie powinno być.

Lena przełączyła widok na warstwy danych. Echo miało rytm: krótkie impulsy, przerwa, znów impulsy.

— Może to śmieć? Stary nadajnik? — zaproponowała, bardziej do siebie niż do SI.

— Możliwe. Ale w tej strefie śmieci są rzadkie. Nikt tu nie lata dla zabawy.

Lena poczuła, jak ekscytacja znów próbuje przebrać się za strach. Wzięła wolny wdech.

— Dobra. Procedura. Zwolnić. Zabezpieczyć osłony. I… przygotować drona kartograficznego.

— Zatwierdzam. — Wicher brzmiał, jakby kiwał głową. — Odpowiedzialność: włączona.

Lena parsknęła.

— A to niby kiedy była wyłączona?

— Gdy próbowałaś kiedyś otworzyć batonik w rękawicach ciśnieniowych.

— To był eksperyment naukowy — obroniła się Lena. — Wynik: batoniki wygrywają.

Zwolnili. Statek przestał „ciągnąć” do przodu, a kosmos znów stał się spokojny. Plama na ekranie nie znikała. Wręcz przeciwnie: nabierała kształtu, jak cień, który ma własną wolę.

Rozdział 3: Dron kartograf na wolności

Lena podtoczyła się do komory wypuszczania. Dron kartograficzny „Kropla” — był wielkości dużego plecaka. Miał składane skrzydła z czujnikami i kamerę, która potrafiła widzieć nie tylko światło, ale i temperaturę, i fale radiowe.

Lena przyczepiła drona do szyny.

— Kropla, test połączenia.

Na ekranie zapaliły się zielone kropki.

— Połączenie stabilne — powiedział Wicher. — Proponuję lot spiralny wokół anomalii, z zachowaniem bezpiecznej odległości.

— Dokładnie to planowałam — odparła Lena. — Mówią, że strateg zawsze ma plan, nawet gdy idzie do kuchni po wodę.

— W kuchni jest dystrybutor. Plan niepotrzebny.

— W kosmosie też jest dystrybutor, tylko nazywa się „procedura”.

Lena nacisnęła przycisk. Komora otworzyła się bez dźwięku, a „Kropla” wysunęła się w próżnię. Jej skrzydła rozłożyły się jak delikatne płatki metalowego kwiatu.

— Lot rozpoczęty — zameldował Wicher.

Na monitorze pojawił się obraz z kamery drona: czarna przestrzeń, dalekie gwiazdy i… coś, co wyglądało jak cienka zasłona. Nie błyszczało. Raczej pochłaniało światło.

— Wygląda jak… zasłona z dymu, ale bez dymu — szepnęła Lena.

— Różnica jest istotna — zauważył Wicher. — Dym ma cząstki. To ma geometrię.

„Kropla” zatoczyła pierwszy krąg. Dane spływały w liczbach i kolorowych wykresach. Lena odczytywała je powoli, bo odpowiedzialność nie lubi pośpiechu.

Wtedy zasłona poruszyła się. Nie jak falująca tkanina, raczej jak powierzchnia wody, gdy ktoś zanurzy palec. Po środku pojawiło się jaśniejsze miejsce — „okno” — a w nim błysnęła krótka linia, zbyt prosta, żeby była przypadkiem.

— Wicher… to przypomina sygnał. Jak znak.

— Potwierdzam. Wzór powtarzalny. Bardzo prosty: trzy krótkie impulsy, jeden długi, trzy krótkie.

— Jak SOS — powiedziała Lena, a serce uderzyło jej mocniej. — Tylko… kto może wołać o pomoc na krawędzi wszystkiego?

— Ktoś, kto wziął ze sobą nadzieję. Albo ktoś, kto jej potrzebuje.

Lena zacisnęła palce na poręczy.

— Nie zbliżamy się bez planu. Kropla — przybliżenie o dziesięć procent. Tylko dziesięć.

„Kropla” posłuchała, przesuwając się ostrożnie. Zasłona rozsunęła się minimalnie, jakby reagowała na obecność drona. Przez „okno” widać było ciemny kształt — nie asteroidę. Coś o regularnych krawędziach.

— Obiekt sztuczny — stwierdził Wicher. — Bardzo stary albo bardzo… ukryty.

Lena przełknęła ślinę.

— Dobra. Zapisujemy wszystko. I trzymamy dystans.

— Zatwierdzam. Twoje tętno znów szybkie.

— To… ekscytacja, tylko teraz już nie udaje.

Rozdział 4: Rysa na mapie wszechświata

Dane układały się w obraz: zasłona była czymś w rodzaju pola, które zakrzywiało fale. Jakby ktoś rozciągnął cienką folię na przestrzeni i zrobił w niej małą fałdę.

— To nie jest „koniec” wszechświata — powiedziała Lena, mówiąc na głos, żeby uporządkować myśli. — To jest… granica obserwacji. Tam dalej światło jeszcze do nas nie dotarło albo jest za słabe. A to pole jeszcze bardziej je tłumi.

— Dlatego na mapach jest pusto — dodał Wicher. — Pusto nie znaczy „nic”. Pusto znaczy „nie wiemy”.

Lena poczuła nagłe ciepło w brzuchu. To było uczucie, jakie ma się, gdy rozwiąże się trudne zadanie domowe, tylko zamiast zeszytu miała cały kosmos.

— A ten obiekt? — zapytała.

„Kropla” przesłała wyraźniejszy obraz. W „oknie” widać było fragment konstrukcji: coś jak pierścień, częściowo zniszczony, z wystającymi prętami. W środku pierścienia migało słabe światło, jak latarka na wyczerpanych bateriach.

— Możliwa boja lub stacja — ocenił Wicher. — Sygnał SOS może pochodzić stamtąd. Ale pole ochronne utrudnia podejście.

Lena spojrzała na listę ryzyk, którą miała zawsze w pamięci: uszkodzenie osłon, utrata łączności, wciągnięcie w niestabilność pola. A obok: możliwość pomocy komuś.

— Nie jestem ratowniczką — powiedziała cicho. — Jestem eksploratorką. Strategiem.

— Strateg rozumie, kiedy plan musi uwzględniać innych — odpowiedział Wicher. — Pytanie brzmi: jak pomóc, nie narażając siebie bez sensu.

Lena zamknęła oczy na moment. Widziała twarz kontrolerki Niki: „Wróć z danymi, nie z legendą.” Ale była też inna myśl, prostsza: jeśli ktoś woła, a ty możesz odpowiedzieć… to też jest odpowiedzialność.

— Zrobimy to mądrze — zdecydowała. — Kropla zostaje na dystansie i robi mapę pola. My nie wchodzimy. Spróbujemy odpowiedzieć sygnałem.

— Jakim?

Lena uśmiechnęła się krzywo.

— Takim samym. Trzy krótkie, jeden długi, trzy krótkie. I dodamy: „Tu Wicher. Odbieramy. Analizujemy. Nie zbliżamy się bezpiecznie. Prosimy o identyfikację.”

— Język?

— Uniwersalny: rytm i przerwy. A potem modulacja podstawowa. Może ktoś zrozumie. Jeśli to maszyna, też.

Wicher wysłał odpowiedź: światło na nadajniku mrugnęło w kabinie, jakby statek mrugał okiem. Lena patrzyła w ekran, gdzie zasłona drgała.

Po chwili „okno” rozjaśniło się i pojawił się inny wzór: dwa długie impulsy, przerwa, jeden krótki. Potem znów. Jakby ktoś mówił z trudem.

— To nie jest standard — mruknęła Lena. — Ale to odpowiedź.

— Interpretacja: niepewna — przyznał Wicher. — Jednak reakcja pola sugeruje, że ktoś kontroluje to „okno”.

Lena pochyliła się bliżej.

— Kropla, spróbuj odczytać strukturę sygnału. Szukaj powtarzalności. Jak w muzyce.

Dron wykonał kolejne okrążenie, a dane zaczęły tworzyć coś jak „podpis”. Wzór miał w sobie symetrię, jak rysunek złożony z lustrzanych odbić.

— To może być identyfikator — powiedziała Lena. — „Jestem tutaj. Jestem uszkodzony. Mam mało energii.”

— Zaskakująco empatyczna interpretacja.

— Bo ja też mam mało energii, gdy nie śpię. Wtedy mówię tylko „mmm” i „hmm”. To prawie kod.

Wicher wydał dźwięk, który brzmiał jak poważne „przyjęto żart”.

Lena spojrzała na wskaźniki własnego statku. Mogła zostać w bezpiecznej odległości i przekazać dane stacji. Mogła też spróbować czegoś jeszcze: wysłać „Kroplę” z pakietem energii, małym akumulatorem, bez wprowadzania statku w pole.

— Mamy kapsułę zasilającą do drona — powiedziała. — Mały „batonik”, tylko tym razem wygra.

— Ryzyko: Kropla może nie wrócić.

Lena skinęła głową.

— Ale jeśli ktoś tam jest i zgaśnie… wtedy my wrócimy z danymi i poczuciem, że mogliśmy zrobić więcej.

Przez chwilę w kabinie panowała cisza, ciężka jak koc.

— Proponuję kompromis — powiedział Wicher. — Wyślij kapsułę na lince, z automatycznym odcięciem. Kropla podepnie ją do obiektu tylko, jeśli pole nie przyspieszy jej powyżej bezpiecznej wartości.

Lena poczuła ulgę. To brzmiało jak plan, a plan był jej poręczą.

— Zrobione.

Rozdział 5: Mały gest w wielkiej ciemności

Przygotowanie trwało godzinę. Lena działała spokojnie, jak w laboratorium: sprawdziła zaczepy, napięcie linki, awaryjne odcięcie. Każdy krok potwierdzała na głos.

— Krok trzeci: blokada. Krok czwarty: test odcięcia. Krok piąty: „nie panikować”.

— Krok piąty jest najczęściej pomijany — zauważył Wicher.

— Ja go dopisuję dużymi literami.

„Kropla” ruszyła z kapsułą. Lina była cienka jak włos, ale mocna. Na ekranie widać było, jak dron zbliża się do „okna”, a zasłona znów drga. Pole próbowało „pociągnąć” kapsułę, jakby ciekawiło się, co to.

— Prędkość rośnie — ostrzegł Wicher. — Nadal w normie.

Lena poczuła, że wstrzymuje oddech. Zmuszała się do równych wdechów. Odpowiedzialność to nie tylko zasady, ale i własne ciało.

„Kropla” dotarła do krawędzi „okna”. W środku pierścienia światło zamigotało słabiej, jakby ktoś mrugał zmęczonym okiem.

— Podłącz — szepnęła Lena.

Dron wysunął mały chwytak i przyłożył kapsułę do metalowej powierzchni. Na chwilę nic się nie stało. Potem pierścień rozbłysnął jasnym, ciepłym światłem. Nie oślepiającym, raczej takim jak lampka nad biurkiem.

— Transfer energii: potwierdzony — powiedział Wicher. — Pole stabilne.

Lena wypuściła powietrze.

— Dobrze. Teraz… może będą w stanie mówić wyraźniej.

Na ekranie pojawił się nowy sygnał, tym razem bardziej uporządkowany. Rytm przypominał proste zdanie: początek, środek, koniec. Wicher spróbował automatycznej analizy.

— Możliwa treść: „Dziękuję. Jestem boją graniczną. Zadanie: ostrzec.”

Lena zmarszczyła brwi.

— Ostrzec przed czym?

Sygnał znów się powtórzył, a potem dołączył prosty obraz, przesłany w paczkach: mapa z zaznaczoną strefą pola i strzałką, która mówiła „nie wchodź głębiej”. Na samym brzegu pola widniał znak przypominający pęknięcie.

— To… rysa — powiedziała Lena. — Jak w szybie. Jeśli wejdziemy, może nas „rozciągnąć” albo… rozerwać.

— Boja spełniała funkcję ostrzegawczą, ale straciła energię i nie mogła nadawać — podsumował Wicher. — Ty przywróciłaś jej głos.

Lena poczuła dumę, ale też ciężar: gdyby postąpiła impulsywnie i wleciała w pole, mogłaby nie wrócić.

— Czyli nasza odpowiedzialność była… podwójna — powiedziała. — Pomóc i jednocześnie posłuchać ostrzeżenia.

— Dokładnie. Bohaterstwo bez rozsądku jest krótkie — odparł Wicher. — A misja wymaga długiego oddechu.

Lena spojrzała na „Kroplę”. Dron zaczął wracać, lina zwijała się równo. Zasłona uspokoiła się, „okno” przygasło, ale sygnał ostrzegawczy pozostał stabilny.

— Zrobimy pełną mapę pola i przekażemy ją stacji — zdecydowała Lena. — Niech inni wiedzą. I niech nikt nie pomyli pustki z bezpieczeństwem.

— Plan zaakceptowany. A potem?

Lena uśmiechnęła się zmęczona.

— A potem wracamy. I ja w końcu zjem batonik. Bez rękawic.

Rozdział 6: Zorganizowana warta

Powrót trwał dwa dni. Smukły Wicher leciał spokojniej, jakby i on odczuwał ulgę. Lena przesyłała pakiety danych: mapę pola, zapis sygnałów, parametry „rysy”. Dodała też własny komentarz, krótki i konkretny: „Boja graniczna odzyskała zasilanie. Ostrzeżenie aktywne. Zalecany dystans: duży.”

Gdy dotarła do stacji „Rysa”, kontrolerka Nika czekała na połączeniu wideo. Miała poważną twarz, ale w oczach błyszczało coś jak ciepło.

— Wróciłaś z danymi — powiedziała. — I bez legendy.

— Trochę jednak z legendą — przyznała Lena. — Tylko że legenda była… pożyteczna. Boja, ostrzeżenie, mapa. I „Kropla” wróciła cała.

— Słyszałam. Dobra robota. — Nika zawahała się chwilę. — W raporcie dopisałaś „wartę”.

Lena kiwnęła głową.

— Boja jest stara. Może znów osłabnie. A pole jest jak ruchome morze. Trzeba pilnować, żeby nikt nie wpłynął w złą pogodę.

— I proponujesz…?

— Zorganizowaną wieżę obserwacyjną. Zmiany, procedury, szkolenia dla młodych pilotów. Nawet proste dyżury: ktoś patrzy na dane, ktoś sprawdza sygnały. Nie jeden bohater, tylko zespół.

Nika uśmiechnęła się, tym razem wyraźnie.

— Właśnie tak brzmi odpowiedzialność w praktyce. Zgoda. Ty poprowadzisz pierwszą zmianę?

Lena poczuła, że robi się trochę czerwona, choć w próżni nikt by tego nie zauważył.

— Poprowadzę. Ale proszę: ktoś niech przyniesie herbatę. Strateg też jest człowiekiem.

— Zapisuję w procedurach: „Herbata obowiązkowa” — zażartowała Nika.

Wieczorem Lena siedziała w małej sali obserwacyjnej. Przed nią świeciły ekrany z wykresami i dalekim punktem, gdzie zaczynała się strefa graniczna. Obok stał kubek z herbatą i miseczka z… batonikiem.

Na ścianie wisiał harmonogram: WARTA – ZMIANA 1, ZMIANA 2, ZMIANA 3. Przy jej nazwisku widniało: „Dowódca zmiany – młodsza eksploratorka”.

Lena włączyła nasłuch. W tle szumiał kosmiczny „śnieg” danych, a gdzieś bardzo daleko boja mrugała stałym, spokojnym rytmem. Ostrzegała. I czuwała.

Lena odgryzła kawałek batonika i mruknęła do Wichra, który teraz był podłączony do stacyjnej sieci:

— Widzisz? Tym razem ja wygrywam.

— Z zastrzeżeniem — odpowiedział Wicher. — Wygrałaś, bo postępowałaś odpowiedzialnie. I zdjęłaś rękawice.

Lena uśmiechnęła się i spojrzała w „pustkę” na ekranie.

— No to czuwamy — powiedziała cicho. — Nie po to, żeby się bać. Po to, żeby wiedzieć. I żeby inni mogli wracać do domu.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Hangarze
Duże pomieszczenie, gdzie trzyma się i naprawia statki kosmiczne.
Skafandrze treningowym,
Specjalny kombinezon do ćwiczeń w środowisku podobnym do kosmosu.
Osłony
Urządzenia chroniące statek przed szkodliwymi warunkami kosmicznymi.
Anomalia
Coś dziwnego w danych lub w przestrzeni, co wymaga sprawdzenia.
Dron kartograficzny
Mały robot latający, który robi mapy i zbiera informacje.
Impulsy
Krótki sygnał lub błysk, powtarzający się w rytmie.
Pole
Niewidzialna strefa, która wpływa na ruch i fale wokół siebie.
Modulacja podstawowa
Prosty sposób zmieniania sygnału, aby go przesłać lub odczytać.
Kapsułę zasilającą
Mały pojemnik z energią, używany do zasilenia innych urządzeń.
Lina
Cienki, ale mocny sznur używany do łączenia i holowania sprzętu.
Boja
Pływająca lub unosząca się instalacja, która daje ostrzeżenie lub sygnał.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o podróżach kosmicznych dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.