Rozdział 1: Kostium i pomysł, który świeci w głowie
Maja miała siedem lat i głowę pełną pomysłów. Tego wieczoru w jej pokoju pachniało papierem, kredkami i… odrobiną dyni, bo na parapecie stała mała lampka w kształcie uśmiechniętej dyni.
„Halloween już jutro!” – powiedziała Maja, kręcąc się przed lustrem. Na sobie miała pelerynę czarownicy, ale czapka była trochę za duża i ciągle zsuwała jej się na nos.
„Wyglądasz jak czarownica, która zgubiła drogę do własnej miotły” – zaśmiał się tata, zaglądając do pokoju.
„To nawet pasuje!” – Maja zachichotała. „Bo ja będę czarownicą… od map!”
Mama weszła z miską jabłek i uśmiechnęła się ciepło. „Od map? To nowy rodzaj czarów.”
Maja usiadła przy biurku i rozłożyła kartkę. „Chcę narysować mapę naszej trasy: ‘cukierek albo psikus'. Żebyśmy nie kręcili się jak duchy w kółko. I żebyśmy trafili do domów, gdzie są najlepsze cukierki.”
„To bardzo sprytne” – przyznała mama. „Ciekawość i planowanie. Idealna mieszanka.”
Maja wzięła zieloną kredkę i narysowała ich blok jak wielki prostokąt. Potem dorysowała ulicę, park z huśtawką i sklepik pana Janka, gdzie zawsze pachniało drożdżówkami.
„Tu jest dom pani Zosi, tej co ma kotka…” – mruczała do siebie. „A tu… tu jest domek z niebieskimi okiennicami. Tam czasem świeci taka dziwna lampka.”
Tata oparł się o framugę. „Dziwna lampka? Wiesz, że w Halloween wszystko wydaje się trochę dziwniejsze.”
Maja podniosła brwi, ale nie ze strachu, tylko z zaciekawienia. „To może dodam na mapie znak: ‘tajemnica'!”
Narysowała małą gwiazdkę i obok napisała krzywo: „Tajemn.” Potem poprawiła: „Tajemnica!” – bo nie lubiła, gdy słowa były niedokończone.
„A kogo weźmiesz na wyprawę?” – zapytała mama.
„Kacpra!” – Maja wskazała pluszowego nietoperza, który wisiał na lampie. „To mój pomocnik. On umie latać… przynajmniej w mojej wyobraźni.”
Tata udawał, że rozmawia z nietoperzem. „Panie Kacprze, czy jest pan gotów do misji?”
Maja poruszyła nietoperzem i powiedziała cienkim głosem: „Jestem gotów! Proszę tylko nie mylić cukierków z mydłem.”
„Obiecuję” – tata ukłonił się bardzo poważnie, aż czapka Mai spadła jej na oczy.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. A Maja poczuła, że to będzie najlepsze Halloween – bo zaczynało się od jej własnej mapy.
Rozdział 2: Pierwsze domy, miękkie dreszcze i śmiejące się dynie
Następnego wieczoru Maja stała już w przedpokoju. Peleryna falowała, czapka była przypięta spinką, a na policzku miała narysowaną małą gwiazdkę.
„Mapa?” – zapytała mama.
Maja przycisnęła kartkę do piersi. „Jest! I jest też plan awaryjny: jeśli się zgubimy, idziemy za zapachem cukierków.”
„Sprytnie” – uśmiechnął się tata.
Na dworze było chłodno, ale nie zimno. Latarnie świeciły jak żółte cukierki w papierkach, a liście szeleściły pod butami: szszsz, szszsz – jakby coś opowiadały.
„Słyszysz?” – Maja nachyliła się do Kacpra, który wystawał z kieszeni peleryny. „Liście gadają.”
„Na pewno mówią: ‘Nie depcz mnie, jestem ważnym liściem!'” – odpowiedziała sama sobie głosem nietoperza i znów się uśmiechnęła.
Pierwszy był dom pani Zosi. Na ganku stała dynia z wyciętym uśmiechem, a w środku migotała świeczka.
Maja zapukała i zawołała: „Cukierek albo psikus!”
Drzwi otworzyły się powoli, skrzyp… a potem w szczelinie pojawiła się… wielka pajęcza noga!
Maja zamarła na pół sekundy. Tylko pół. Bo po chwili usłyszała śmiech pani Zosi.
„To tylko moja rękawiczka!” – powiedziała, pokazując dłoń w rękawicy z czarnymi palcami jak pająk. „Na Halloween lubię żartować.”
„Uff!” – Maja wypuściła powietrze. „Prawie zrobiłabym ‘psikus' z zaskoczenia!”
„Na szczęście mam cukierki z karmelu i jedno ciasteczko w kształcie kota” – pani Zosia mrugnęła. „Dla czarownicy od map.”
Maja wzięła łupy i od razu zaznaczyła na mapie mały kotek przy domu pani Zosi. „To ważny punkt.”
Potem przeszli do następnego domu, gdzie na płocie wisiał napis: „Uwaga! Duchy wesołe.” Pod nim ktoś przyczepił rysunek ducha w okularach.
„Ciekawe, czy duchy też jedzą cukierki” – zastanowiła się Maja.
„Duchy wolą cukierki… przezroczyste” – szepnął tata, udając, że jest bardzo tajemniczy.
Maja parsknęła. „Przezroczyste cukierki? To chyba powietrze.”
W kolejnym domu otworzył im chłopiec przebrany za rycerza. Miał hełm z kartonu, trochę krzywy.
„Cukierek albo psikus!” – powiedziała Maja.
„Cukierek!” – rycerz podał jej garść żelków. „A jakby był psikus, to mam tarczę!”
Maja pokazała mu mapę. „Ja mam tarczę w głowie. To się nazywa plan.”
Rycerz zrobił wielkie oczy. „Ale super! Ja mam mapę tylko do lodówki.”
Maja ruszyła dalej z poczuciem, że jej mapa naprawdę działa. Każdy dom był jak nowa zagadka, ale w każdej zagadce czekał uśmiech albo cukierek.
Rozdział 3: Dom z niebieskimi okiennicami i zagadka cichej lampki
Kiedy dotarli do miejsca z gwiazdką „Tajemnica!”, Maja zwolniła krok. Domek z niebieskimi okiennicami wyglądał spokojnie. W oknie świeciło delikatne światło – nie żółte jak latarnia, tylko takie jak księżyc ukryty w lampce.
„To tu” – szepnęła Maja. „Zawsze się zastanawiałam, co to za lampka.”
„Ciekawość to dobra latarka” – powiedziała mama cicho. „Świeci, ale nie straszy.”
Maja stanęła na ganku. Była odrobinę podekscytowana, jak przed otwarciem pudełka z niespodzianką. Zapukała.
Cisza.
Zapukała drugi raz, nieco szybciej. „Cukierek albo psikus!”
Wciąż cisza.
„Może nikogo nie ma” – zasugerował tata.
Ale wtedy Maja zauważyła coś dziwnego: na wycieraczce leżała mała koperta. A na niej narysowana była… miniaturowa mapa! Kręta ścieżka, trzy kropki i serduszko.
„Ooo!” – Maja przykucnęła. „To do mnie? Kacper, widzisz? Ktoś też lubi mapy!”
Podniosła kopertę. Nie było na niej imienia, ale była naklejka z uśmiechniętym duchem w okularach.
„Może to zaproszenie do cukierków?” – zgadywała Maja.
Mama skinęła głową. „Otwórz. Jeśli to niespodzianka, zrobimy to spokojnie.”
W środku był mały bilecik napisany prostymi literami:
„Jeśli lubisz zagadki, idź za trzema kropkami. Pierwsza: skrzynka na listy. Druga: dzwonek. Trzecia: doniczka. A potem… zapukaj raz jeszcze. – Sąsiad”
Maja aż podskoczyła. „To jest gra! Tajemnica, ale taka… miła!”
„Tylko pamiętaj: żadnego wchodzenia gdzieś bez pytania” – przypomniał tata. „Zagadki mogą być zabawne, ale zasady są ważne.”
„Jasne!” – Maja przytaknęła. „My tylko sprawdzamy kropki.”
Pierwsza kropka była łatwa: skrzynka na listy miała naklejkę z nietoperzem. Maja dotknęła jej palcem.
„Druga: dzwonek!” – powiedziała i zobaczyła, że dzwonek ma małą dynię zamiast guzika. Nacisnęła delikatnie: ding!
„Trzecia: doniczka.” W doniczce stała roślina, a obok niej mały kamyk w kształcie serca.
Maja spojrzała na rodziców. „No to… zapukam raz jeszcze.”
Zapukała. Tym razem drzwi otworzyły się od razu, a w progu stała starsza pani w swetrze w paski, z przypiętą świecącą broszką.
„Witajcie, mali odkrywcy!” – powiedziała. „Jestem pani Irena. Przepraszam, że wcześniej nie otworzyłam. Szukałam odpowiedniej… tajemniczej chwili.”
Maja nie mogła przestać się uśmiechać. „To pani zostawiła mapkę?”
„Tak” – pani Irena skinęła głową. „Widziałam, jak czasem rysujesz kredą na chodniku. Pomyślałam, że lubisz trasy. A ja lubię, kiedy dzieci są ciekawe świata.”
„Ja lubię!” – Maja podniosła swoją wielką mapę. „To moja trasa na cukierki.”
Pani Irena zaśmiała się cicho. „W takim razie mam dla ciebie coś specjalnego.”
Podała Mai mały woreczek cukierków, a do niego dołączony był cienki flamaster.
„Flamaster?” – zdziwiła się Maja.
„Tak. Świeci w ciemności. Możesz nim dorysować na mapie znaki, które widzisz tylko wieczorem” – wyjaśniła pani Irena. „To nie magia straszna. To magia… praktyczna.”
„Ojej, to najlepszy wynalazek!” – Maja spojrzała na mamę i tatę. „Mogę?”
„Możesz” – powiedziała mama. „Ale w domu, przy stoliku.”
Maja podziękowała grzecznie. „Dziękuję! I dziękuję za zagadkę. Była jak łaskotanie w brzuchu, nie jak strach.”
„O to chodzi w dobrych tajemnicach” – mrugnęła pani Irena. „Miłego Halloween!”
Rozdział 4: Mapa pełna skarbów i fosforyzujący mrugnięcie na dobranoc
Wracali już spokojnie, a torba z cukierkami była ciężka jak mały arbuz. Maja co chwilę zerkała na mapę, na której roiło się od rysunków: kotek, dynia, tarcza rycerza, trzy kropki i serduszko.
W domu rozłożyła mapę na stole. Tata zgasił górne światło, zostawił tylko lampkę w kształcie dyni. W jej blasku wszystko wyglądało ciepło i przytulnie.
„Czas na superflamaster!” – ogłosiła Maja.
Wyjęła świecący flamaster i ostrożnie narysowała na mapie mały znak przy domku pani Ireny: uśmiechniętego ducha w okularach. Potem dorysowała cienką linię, która łączyła wszystkie miejsca jak nitkę od latawca.
„To jest moja trasa” – powiedziała z dumą. „I moja ciekawość. Bo gdyby nie ciekawość, nie zapukałabym tam drugi raz.”
„I gdyby nie twoja mapa, pewnie zapomnielibyśmy o połowie domów” – dodał tata. „A ja na pewno zgubiłbym się koło sklepu pana Janka. Tam drożdżówki robią zamieszanie w głowie.”
Maja zachichotała. „To prawda. Drożdżówki są podejrzanie dobre.”
Mama przyniosła kubek ciepłego kakao. „Za odwagę, która jest spokojna. I za ciekawość, która pyta: ‘co to jest?' zamiast ‘o nie!'”
Maja wzięła łyk. „Czasem miałam małe dreszcze. Ale takie… miękkie. Jak koc.”
„Właśnie takie powinno być Halloween” – powiedziała mama.
Kiedy Maja poszła do łóżka, położyła mapę na szafce nocnej. Zgasiła światło. W ciemności nagle pojawiły się na kartce delikatne, zielonkawe linie i znaki. Jakby mapa sama mówiła: „Jestem gotowa na kolejne przygody.”
Maja szepnęła do Kacpra: „Widzisz? Świeci! To jak tajny plan.”
„Tajny plan na cukierki” – odpowiedziała nietoperzem. „I na dobre humory.”
Maja przytuliła poduszkę. Już prawie zasypiała, gdy zauważyła coś jeszcze: dorysowany duch w okularach wyglądał, jakby mrugał. To pewnie przez to fosforyzujące światło, które raz przygasało, raz jaśniało.
„Dobranoc, mapo” – szepnęła Maja. „Dobranoc, tajemnice.”
A zielonkawy duch na mapie, zupełnie jak na pożegnanie, mrugnął jeszcze raz – cichutko, fosforyzująco, jak wesoły sekret na koniec halloweenowej nocy.