Rozpoczęcie nocnej przygody
Była ciepła październikowa noc. W całej wiosce świeciły kolorowe lampiony, a zapach pieczonych jabłek unosił się w powietrzu. Maja miała na sobie długą, fioletową pelerynę i wysoki kapelusz – była czarodziejką. Zosia przebrała się za nietoperza: miała skrzydełka z miękkiego materiału i uśmiech, który wyglądał trochę psotnie. Dołączył do nich Kuba, w przebraniu małego marynarza, z latarką przy pasku. Wszyscy mieli po osiem lat i byli najlepszymi przyjaciółmi.
– Gotowi na poszukiwania? – zapytała Maja, kręcąc różdżką, która w rzeczywistości była gałązką ozdobioną brokatem.
– Zgromadzimy cukierki i może znajdziemy coś jeszcze ciekawszego! – zawołał Kuba.
– Ja mam nadzieję, że nie będzie za strasznie – dodała Zosia z udawanym dreszczykiem.
Niedaleko stała straganowa wróżka Mrs. Kalinka. Zosia pobiegła do niej, bo wiedziała, że pani Kalinka zawsze miała coś dobrego do powiedzenia.
– Ach, moje małe nietoperzy i czarodziejko – uśmiechnęła się Mrs. Kalinka. – Kto poszukuje przygody, niech pamięta o słowie „proszę” i „dziękuję”. Dobre słowa świecą jaśniej niż najjaśniejsza latarka.
Dzieci przytaknęły i podziękowały. To był ich pierwszy krok w stronę czegoś niespodziewanego.
Nagle ktoś podbiegł z krótkim oddechem. Był to pan Buraczek, który rozdawał emblematy za odwagę – małe, błyszczące odznaki w kształcie gwiazdki. Gdy spojrzał na Maję, stłumił westchnienie:
– Ojej, moja ostatnia gwiazdka właśnie zniknęła! – powiedział. – Zgubiła się w labiryncie lampionów na końcu alejki. Ktoś musi ją odnaleźć, bo bez niej nie rozbłyśnie światło odwagi.
Maja, Zosia i Kuba spojrzeli po sobie. To brzmiało jak idealna misja halloweenowa.
– Weźmiemy ją! – zawołała Maja.
Pan Buraczek podziękował i wskazał drogę. Zew przygody brzmiał tak miło, że dzieci poczuły, jak serca im biją nieco szybciej, ale w przyjaznym rytmie.
Labirynt lampionów
Alechka prowadziła wąską ścieżką, którą wypełniały dziesiątki wiszących lampionów: dyniowych buziek, kolorowych kulek i papierowych gwiazd. Każdy lampion delikatnie się kołysał i śpiewał cichutki szmer, jakby opowiadał własne historie. W środku labiryntu zrobiło się trochę chłodniej, ale dzieci trzymały się blisko siebie.
– Słyszycie to? – zapytała Zosia.
– To lampiony rozmawiają – odpowiedział Kuba z półuśmiechem. – Albo to moje serce.
Maja przedstawiła plan: „Krok pierwszy: szukać śladów. Krok drugi: mówić ładnie do wszystkich, kogo spotkamy. Krok trzeci: nie bać się pytać.”
Pierwszą postacią, którą spotkali, był stary kot w kapeluszu, który siedział na skrzyni obok lampionu w kształcie księżyca.
– Cześć, panie Kocie. Czy widziałeś może gwiazdkę? – zapytała Maja grzecznie.
Kot mruknął i wskazał ogonem ścieżkę, a potem powiedział: „Gwiazdki lubią się bawić w chowanego, ale nie cierpią krzyków. Pamiętajcie, aby podzielić się uśmiechem.” Dzieci podziękowały i poczuły, jak ich krok staje się lżejszy.
Z czasem labirynt stawał się coraz bardziej zagadkowy. Niektóre alejki skręcały w koło, inne prowadziły do małych krateczek z kolorowymi światełkami. Na skrzyżowaniu zobaczyli dziwną, małą postać – Duszka Kłopotka, który płakał, bo nie mógł znaleźć swojej ulubionej tkaniny.
– Możemy pomóc? – zapytał Kuba.
– Tak, proszę – szepnął Duszek.
Zosia uśmiechnęła się i podała mu kawałek swojej pelerynki nietoperza. Duszek poczerwieniał z radości.
– Dziękuję! – zawołał. – W zamian dam wam radę: czasem trzeba iść dwa razy tą samą drogą, żeby odnaleźć właściwą.
Dzieci zapamiętały radę i ruszyły dalej.
Zagadki i przyjaciele
W głębi labiryntu znaleźli małą polanę z trzema kamieniami, a na każdym kamieniu była litera. Litery układały się w słowa, które trzeba było odgadnąć.
– To jak łamigłówka – szepnęła Maja. – „P-R-O-S-Z-Ę”?
Kuba i Zosia uśmiechnęli się, bo przypomnieli sobie słowa pani Kalinki. Kiedy wypowiedzieli je razem, kamienie rozbłysły i otworzyła się ukryta ścieżka. Na jej końcu stała mała sowa z okularami.
– Witajcie, młodzi poszukiwacze – zamruczała sowa. – Kto używa dobrych słów, nie zgubi się w ciemności serca. Pomogę wam dalej, jeżeli podacie mi przykład miłego uczynku.
Zosia powiedziała o podzieleniu się pelerynką z Duszkiem, Maja opowiedziała o podziękowaniu dla pana Buraczka, a Kuba dodał, że wysłuchali kogoś, kto był smutny. Sowa uśmiechnęła się i przekazała im mapkę z rysunkiem gwiazdy.
– Pamiętajcie, że prawdziwy blask gwiazdy to dobre słowa – powiedziała sowa. – Nie zapomnijcie ich używać.
Dzieci czuły się coraz pewniej. Mapka prowadziła ich do centralnej części labiryntu, gdzie światła lampionów były najjaśniejsze.
Na środku polany stał wielki lampion w kształcie latarni. U jego podstawy tkwiła mała, srebrna gwiazdka! Ale była otoczona cienistą mgiełką i nikt nie mógł się do niej zbliżyć bez rozwiązania ostatniej zagadki: trzeba było wymienić trzy słowa, które sprawią, że mgiełka zniknie.
– Co powiemy? – szeptała Zosia.
– Może „proszę”, „dziękuję”, „przepraszam”? – zaproponował Kuba.
– To brzmi jak dobry zestaw – zgodziła się Maja.
Stanęli razem, chwycili się za ręce i głośno, ale spokojnie wypowiedzieli trzy słowa:
– „Proszę… dziękuję… przepraszam.”
Mgiełka zawirowała jak maleńki obłoczek i powoli zniknęła, odsłaniając gwiazdkę. Kiedy Maja podniosła ją, gwiazdka delikatnie rozświetliła ich twarze i rozrzuciła maleńkie świetliste punkciki po całym labiryncie.
– Udało się! – zawołała Zosia.
Latarnia zaświeciła jasnym, ciepłym blaskiem. Wokół nich pojawiły się postacie, które wcześniej spotkali: kot, sowa, Duszek, a nawet pani Kalinka. Wszyscy bili brawo i kręcili się w radosnym tańcu.
Powrót i nauka
Pan Buraczek przybył natychmiast, widząc rozświetlony lampion. Z wdzięcznością ucałował gwiazdkę i zawiesił ją dumnie na swojej torbie.
– Jakże pięknie! – powiedział. – Dziękuję wam, dzielni poszukiwacze. Bez waszego dobrego słowa i otwartych serc nie udałoby się tego uczynić.
Dzieci uśmiechały się szeroko. Wiedziały, że ich odwaga to nie tylko latarki i przebrania, ale przede wszystkim uprzejmość wobec innych.
Maja przytuliła gwiazdkę do siebie na chwilę, potem postanowiła podarować pamiątkę: mały kawałeczek brokatu, który przylepił się do jej kapelusza, zostawiła u pana Buraczka jako znak, że dobro można przekazywać dalej. Zosia obiecała Duszkowi nową pelerynkę, kiedy wrócą do domu uszyje mu ją babcia, a Kuba zaprosił sowę na herbatę z miodem.
Gdy wracali alejką, wszyscy mówili „proszę”, „dziękuję” i „przepraszam” z uśmiechami, bo każdy zauważył, że te słowa rzeczywiście rozświetlają dzień jak maleńkie lampiony.
Na końcu wioski czekały ich domy pachnące kolacją i cukierkami. Mama Mai znalazła na jej kapeluszu brokat i podała małą paczuszkę z ciasteczkami.
– Opowiesz mi o swojej przygodzie? – zapytała.
Maja przytaknęła i usiadła na kolanach mamy. Zosia wcisnęła do kieszeni świecącą światełkę nietoperza, a Kuba pokazał rodzicom mapkę.
Przed snem usiedli razem na progu domów i spojrzeli w niebo, gdzie księżyc uśmiechał się jak wielka, biała dynia.
– To była najlepsza noc – powiedziała Zosia.
– I nauczyliśmy się, że dobry uczynek i miłe słowo mają moc – dodał Kuba.
Maja przytuliła przyjaciół i zasnęła z myślą, że w jej czarodziejskim sercu mieszka teraz nie jedna, ale wiele gwiazd.
A labirynt lampionów? Wciąż cicho śpiewał swoje historie, czekając na kolejnych odważnych, którzy odwiedzą go z uśmiechem i dobrym słowem.