Trwa ładowanie...
Opowieść o ukrytym skarbie 7-8 lat Czytanie 11 min.

Mapa pachnąca miętą i skarb, który trzeba było oddać

Basia, młoda wydra, i jej przyjaciel Franek odnajdują miętową mapę prowadzącą do ukrytego skarbu, który wywołuje tajemniczą, marudzącą klątwę w ich miasteczku. Wyruszają przez most z szyszek, łąki i jaskinię, rozwiązując zagadki, by dowiedzieć się, gdzie powinien wrócić skarb.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Basia, młoda antropomorficzna wydra o wyrazistej twarzy i błyszczących oczach, pewna siebie, o gładkim jasnobrązowym futrze i w jasnopistacjowym płaszczyku, delikatnie wkłada perłowo połyskujący kielich z muszli w okrągłą niszę w skale; po lewej Franek, psotna wiewiórka o rudej sierści i puszystym ogonie, stoi na mchu, uśmiechnięty i wyciąga łapkę jak do oklasków; obok źródła siedzi mądra stara żółwica z mapowymi wzorami na skorupie, łagodna i uśmiechnięta, obserwująca z życzliwością. Miejsce: jasna polana otoczona wysokimi trawami i miętą, krystaliczne źródło lśniące jak szkło, porośnięte mchem skały i błyszczące kamyczki tworzące ścieżkę, słoneczne promienie przebijające przez cienkie gałęzie. Główna chwila: kielich z muszli wraca na miejsce przy źródle, woda iskrzy, wznoszą się świetliste bąbelki, atmosfera ulgi i łagodnej magii, pastelowa paleta (miętowe zielenie, delikatne błękity, ciepłe brązy), retro kreskówkowy styl z grubymi czarnymi konturami i przesadzonymi wyrazami twarzy. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Mapa, która pachniała miętą

W miasteczku zwanym Szyszkowe Łąki wszystko było ułożone jak w pudełku na kredki: żółte kredki obok żółtych, czerwone obok czerwonych. Tak lubiła Basia, młoda wydra o błyszczących oczach i jeszcze błyszczącym notesie. Basia miała plan na każdą rzecz: plan na śniadanie, plan na zabawę, a nawet plan na zgubienie i odnalezienie skarpetek.

Pewnego ranka, kiedy słońce miziało wodę po grzbiecie jak ciepła dłoń, Basia porządkowała półkę w bibliotece pana Borsuka.

„Trzy książki o muszlach, dwie o mostach, jedna o… hm, o legendach” — mruczała.

Z jednej starej księgi wypadła cienka kartka. Zawirowała w powietrzu jak liść i opadła Basi na nos. Pachniała miętą i kurzem. Basia kichnęła.

„A psik! Co to było?”

Na kartce była mapa narysowana zielonym atramentem. W rogu ktoś dopisał: „Skarb musi wrócić, inaczej klątwa będzie marudzić”.

„Klątwa marudzić?” — Basia zmarszczyła pyszczek. — „Klątwy podobno straszą, a ta… marudzi?”

Zza regału wyskoczyła wiewiórka Franek, jej najlepszy kolega, mistrz żartów i skoków.

„Słyszałem ‘skar-b'!” — zawołał. — „Czy to słowo na ‘s' jak ‘słodycze'?”

„Prawie” — Basia rozłożyła mapę na stole. Papier był chropowaty, a linie kręciły się jak strumienie. — „To mapa do ukrytego skarbu. I jest tam coś o klątwie.”

W tej samej chwili za oknem rozległo się: „Aaa-psik!” Potem kolejne: „Aaa-psik!”

Na rynku zwierzęta kichały po kolei, jakby ktoś prowadził orkiestrę kichnięć.

Pan Borsuk wsunął łapę przez okienko i powiedział ciężkim głosem:

„Od tygodnia mamy to samo. Kiedy ktoś chce zaśpiewać, wychodzi tylko ‘psik'. Kiedy ktoś piecze chleb, chleb robi się płaski jak naleśnik bez humoru. To chyba ta klątwa, o której mówią legendy.”

Basia poczuła, jak w brzuchu robi jej się mały supełek. Ale była zorganizowana, więc supełek też od razu dostał plan.

„Plan A: odnaleźć skarb. Plan B: oddać go tam, gdzie powinien być. Plan C: przestać kichać.”

Franek podrapał się za uchem.

„A plan D: po drodze zjeść coś chrupiącego?”

„Może” — uśmiechnęła się Basia. — „Ale najpierw pakowanie.”

Włożyła do plecaka kompas, sznurek, plasterki, małą latarkę, ołówek i pieczątkę z biblioteki, bo zawsze lubiła kończyć sprawy porządnym „stuk!”.

„Po co pieczątka?” — zdziwił się Franek.

„Żeby na końcu było wiadomo, że wszystko jest dopięte” — odpowiedziała Basia. — „No chodź. Mapa pachnie miętą. To dobry znak!”

I ruszyli w drogę, a wiatr szumiał w trawie jak szept: „Skarb… skarb…”

Rozdział 2: Most z szyszek i zagadka w trawie

Szli przez łąki, gdzie trawa łaskotała w łapy, a kwiaty pachniały jak miód rozlany na słońcu. Z daleka słychać było bulgot strumienia i śmiech kaczek, które udawały, że są statkami.

Mapa prowadziła do „Mostu Szyszkowego”. I rzeczywiście — na strumieniu leżał most zrobiony z wielkich szyszek połączonych gałązkami. Trochę skrzypiał, ale wyglądał przyjaźnie, jakby mówił: „Uważaj na palce!”

Przy moście stała sowa bibliotekarka, pani Zofia, z okularami tak dużymi, że mogła nimi łapać księżyc.

„Dokąd to, młodzi odkrywcy?” — zapytała.

Basia pokazała mapę.

„Chcemy zdjąć klątwę. Musimy oddać skarb.”

Pani Zofia przytaknęła.

„Słusznie. Ale most przepuści tylko tych, którzy rozwiążą zagadkę. Bez strachu, zagadka jest łagodna jak puch.”

Sowa chrząknęła i przeczytała:

„Jestem zielony, lecz nie trawa.

Jestem w ustach, lecz nie mowa.

Chłodzę w upale, w domu rosnę.

Co to jest?”

Franek wyszeptał:

„Ogórek?”

Basia zamknęła oczy i powąchała mapę.

„Mięta” — powiedziała pewnie. — „To mięta. Pachnie jak ta kartka!”

„Brawo!” — zawołała pani Zofia. — „Przechodźcie.”

Most z szyszek zaskrzypiał wesoło, jakby klaskał. Franek przeszedł pierwszy, ale na środku stanął i udawał, że jest kapitanem.

„Uwaga! Statek Szyszka-1 wpływa do Krainy Tajemnic!”

Basia roześmiała się, choć serce biło jej szybciej. Lubiła, gdy Franek żartuje, bo wtedy nawet tajemnica jest mniej ciężka.

Za mostem mapa kazała iść do „Łąki Szeptów”. Tam źdźbła trawy były wysokie jak pióra, a kiedy wiatr przechodził, brzmiało to jak ciche: „szszsz…”.

Pośrodku łąki stał kamień z wyrytą strzałką i kolejną wiadomością:

„Skarb nie jest do brania, skarb jest do oddania.”

Basia dotknęła kamienia. Był chłodny i gładki.

„To ważne” — powiedziała. — „To nie jest wyprawa po to, żeby mieć. Tylko po to, żeby naprawić.”

Franek spoważniał na chwilę.

„To trochę jak wtedy, gdy oddałem twoją gumkę, którą przypadkiem… hm… pożyczyłem na rok.”

„Na trzy dni” — poprawiła Basia, ale uśmiechnęła się. — „Właśnie tak.”

W trawie znaleźli ścieżkę z błyszczących kamyków. Śmierdziało… nie, raczej pachniało… mokrą ziemią i grzybami, bo niedaleko był las. Ptaki ćwierkały tak szybko, jakby też chciały zdjąć klątwę.

Nagle Franek zatrzymał się.

„Słyszysz?”

Z oddali dobiegało: „Aaa-psik!” i zaraz: „Oj, znowu! To ta marudna klątwa!”

Basia poczuła odwagę jak ciepły szalik.

„Nie martw się” — powiedziała do Frania. — „Mamy mapę. I mamy mój notes. A w notesie zawsze jest miejsce na rozwiązanie.”

Rozdział 3: Jaskinia Mchu i skrzynia, która chichotała

Las przywitał ich zapachem żywicy i wilgotnego mchu. Pod łapami chrupały szyszki, a w powietrzu unosił się cichy „plum, plum” kropel spadających z liści.

Mapa prowadziła do małej jaskini przy wzgórzu. Wejście było obrośnięte miękkim mchem, jak zielony dywan. W środku nie było strasznie, tylko przytulnie i chłodno, jak w spiżarni z malinami.

Basia włączyła latarkę. Światło zatańczyło po ścianach, gdzie błyszczały kryształki jak rozsypany cukier.

„Wow” — szepnął Franek. — „To wygląda jak tort urodzinowy dla kamieni!”

Głębiej znaleźli drewnianą skrzynię. Była mała, ale porządnie zamknięta. Na wieczku ktoś namalował uśmiechniętą buzię. I, co dziwne, skrzynia wydała cichutkie: „hihihi”.

Franek cofnął się o krok.

„Ona… chichocze.”

Basia przykucnęła i obejrzała zamek. Był zrobiony z trzech obracanych kółek z obrazkami: liść, kropla, gwiazda.

„To nie jest groźne” — powiedziała spokojnie. — „To zagadka. Widzisz? Zamek obrazkowy. Klątwa może być marudna, ale tu jest… żart.”

Na ścianie obok wisiała tabliczka:

„Ułóż znaki w kolejności: co rośnie, co płynie, co świeci.”

Franek podrapał się po głowie.

„Co rośnie… liść! Co płynie… kropla. Co świeci… gwiazda.”

Basia przekręciła kółka: liść, kropla, gwiazda. Zamek kliknął jak dobrze zamknięty segregator, tylko odwrotnie — otworzył się!

Skrzynia przestała chichotać i westchnęła z ulgą, jakby mówiła: „Nareszcie ktoś użył mózgu.”

W środku leżał nie złoty łańcuch ani korona, tylko mały, błyszczący kielich z muszli i kamyk, który w środku miał spiralę. Pachniało miętą, tak jak mapa.

Był też list:

„Ten skarb został zabrany z Źródła Zgody. Kto go zatrzyma, temu wszystko będzie się psuć i marudzić. Oddaj skarb do źródła, a klątwa zniknie jak bąbelek w wodzie.”

Basia przytuliła skrzynię na moment, bo wyobraziła sobie, że ktoś dawno temu też się bał i schował to byle gdzie.

„Nie martw się” — szepnęła. — „Zrobimy to dobrze.”

Franek zajrzał do kielicha.

„To jest skarb? Taki… spokojny?”

„Najcenniejsze rzeczy często są spokojne” — odpowiedziała Basia. — „Chodźmy do Źródła Zgody.”

Wyszli z jaskini, a słońce od razu połaskotało ich po nosach. Basia niosła kielich ostrożnie, owinięty w miękki liść, a Franek skakał obok, udając strażnika.

„Nikt nie przejdzie! Ja pilnuję skarbu i… i Basi!”

Basia zaśmiała się.

„Dobrze, strażniku. Ale bez krzyczenia, bo obudzisz komary.”

Rozdział 4: Źródło Zgody i pieczęć na końcu

Źródło było ukryte w małej polanie. Woda wypływała spod kamienia i śpiewała cichutko „plim-plim”, jakby grała na szklanych dzwoneczkach. Powietrze było świeże, a wokół rosła mięta — właśnie ta, której zapach znała już Basia.

Na brzegu siedziała stara żółwica Klara, opiekunka źródła. Miała na skorupie wzory jak mapy.

„Witam, wędrowcy” — powiedziała łagodnie. — „Czy przynosicie to, co powinno wrócić?”

Basia ukłoniła się, jak w bibliotece.

„Tak. Chcemy zakończyć klątwę. Jesteśmy gotowi.”

Franek dodał szeptem:

„I gotowi na chrupiące.”

Żółwica uśmiechnęła się.

„Najpierw odwaga, potem chrupiące.”

Basia podeszła do wody. Jej łapy drżały troszkę, ale przypomniała sobie swój plan. Wzięła głęboki oddech, poczuła miętę, usłyszała śpiew wody i delikatny szelest liści.

„Oddaję skarb tam, gdzie jego miejsce” — powiedziała wyraźnie.

Ostrożnie położyła kielich z muszli na kamieniu przy źródle i wsunęła spiralny kamyk do małej wnęki w skale, dokładnie tak, jak pokazywała mapa. W tej samej chwili woda zabłysła, jakby ktoś wrzucił do niej garść gwiazd.

Z daleka, jak echo przez łąki, rozległo się jedno ostatnie:

„Aaa-psik!”

A potem cisza. Taka dobra cisza.

Franek przechylił głowę.

„To… działa?”

Na polanę wpadł zając listonosz, zziajany, ale uśmiechnięty.

„Nie kicham!” — krzyknął. — „I mój chleb w piecu urósł jak prawdziwy chleb! Klątwa zniknęła!”

Basia poczuła, jak supełek w brzuchu rozwiązuje się i robi miejsce na dumę.

„Udało się” — powiedziała cicho.

Żółwica Klara skinęła.

„Zrobiliście to mądrze. Skarb nie był po to, by go mieć, lecz by przywrócić zgodę. A teraz czas na znak, że sprawa jest zamknięta.”

Basia aż podskoczyła.

„Mam pieczątkę!” — wyciągnęła z plecaka bibliotekarską pieczęć. Była czerwona i miała napis: „ZATWIERDZONE”.

Żółwica podała im pergamin z krótkim zdaniem: „Skarb zwrócony, klątwa zakończona, zgoda wróciła.”

Basia przyłożyła pieczątkę i zrobiła mocne „STUK!”

„Ha!” — zawołał Franek. — „To był najlepszy ‘stuk' w historii stuków!”

Woda w źródle zabulgotała wesoło, jakby się śmiała. Z krzaków wysunęła się myszka z koszykiem.

„Za odwagę i kreatywność!” — powiedziała. — „Miętowe ciasteczka!”

Franek aż zamrugał z zachwytu.

„Plan D!”

Basia ugryzła ciasteczko. Było chrupiące, słodkie i pachniało dokładnie tak jak mapa. Spojrzała na Frania i na spokojne źródło.

„Wiesz co?” — powiedziała. — „Najbardziej lubię, że rozwiązaliśmy to nie siłą, tylko głową. I że po drodze było tyle pięknych rzeczy do zobaczenia.”

Franek kiwnął.

„A ja lubię, że tajemnice mogą być miłe. I że skrzynie czasem chichoczą.”

Wrócili do Szyszkowych Łąk, a po drodze zwierzęta śmiały się, śpiewały i… nikt już nie kichał. A w notesie Basi, pod listą „Plan A, Plan B, Plan C”, dopisała jeszcze jedno:

„Plan E: kiedy znajdziesz coś zagubionego, oddaj to z sercem.”

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Klątwa
Złe zaklęcie, które powoduje nieszczęścia lub problemy dla ludzi i zwierząt
Marudzić
Narzekać lub być niezadowolonym przez długi czas, ględzić o drobiazgach
Spiżarni
Mniejsze pomieszczenie w domu, gdzie trzyma się jedzenie i zapasy
Wnęki
Małe zagłębienie w ścianie lub skale, gdzie można coś schować
Chrząknęła
Krótkie, ciche dźwiękowe odkaszlnięcie, które robi ktoś przed mówieniem
Westchnęła
Długi, spokojny oddech wypuszczony głośniej, zwykle z ulgą lub smutkiem
Pergamin
Stary rodzaj papieru, zrobiony z cienkiej skóry, używany do pisania
ZATWIERDZONE
Oznaczenie, że coś jest oficjalnie zgłoszone lub uznane za prawdziwe
Odwaga
Siła w środku, która pozwala robić rzeczy mimo strachu

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o ukrytych skarbach dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.