Trwa ładowanie...
Opowieść o ukrytym skarbie 7-8 lat Czytanie 17 min.

Skarb, który uczy patrzeć, słuchać i dotykać

Miś Bruno i jego przyjaciele wyruszają za tajemniczą mapą przez Szeptającą Polanę, rozwiązując zagadki i ucząc się uważnie patrzeć, słuchać i dotykać, by odkryć ukryty sekret.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Główny bohater: duży, miękki brązowy niedźwiedź (realistyczny plusz) o prostych kształtach, fakturowym futrze, błyszczących okrągłych oczach i łagodnym uśmiechu, klęczy trzymając lupę w jednej ręce i pognieciony papier z pojawiającym się symbolem w drugiej; postacie drugorzędne: mała ruda wiewiórka z puszystym spiralnym ogonem, energicznymi oczami, stoi po lewej na kamieniu trzymając kolorowy ołówek nad notesem; jeżyk okrągły, kolczasty, ciemnobrązowy z kremowym pyszczkiem, nieśmiały lecz skupiony, przytrzymuje papier brzuchem po prawej; miejsce: leśna polana otoczona sosnami i paprociami, płaska mszysta skała w środku, złote światło słoneczne, małe drewniane drzwi w skale, kwiaty i krople wody; sytuacja: odkrycie — na papierze widoczna czarna spirala odsłonięta węglem, ślady proszku węgla, wyraz zachwytu i współpracy, zrównoważona kompozycja, ciepłe kolory i miękkie zielenie, proste formy i czyste kontury. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Szeleszcząca mapa i zadanie Misia

Miś o imieniu Bruno mieszkał na skraju pachnącego lasu, gdzie rano powietrze smakowało jak mięta, a wieczorem świerki mruczały cicho na wietrze. Bruno był dużym, miękkim niedźwiedziem o łapach jak poduszki, ale miał oczy bystre jak dwa błyszczące orzechy.

Pewnego dnia, gdy słońce wchodziło między gałęzie i robiło na mchu złote plamki, Bruno zamiatał przed swoją chatką. Nagle coś zaszeleściło pod kamieniem przy progu.

„Co tam tak szeleści? Liść? A może… naleśnik?” zażartował do siebie, bo Bruno lubił myśleć o jedzeniu.

Wsadził pazur pod kamień i wyciągnął… zwinięty kawałek pergaminu. Pachniał kurzem i malinami, jakby ktoś trzymał go w kieszeni podczas zbierania owoców.

„Oho! To nie naleśnik. To mapa!” Bruno uniósł brwi.

Na pergaminie były narysowane proste linie, kilka drzew, wielkie X i dziwny znak — jakby spirala w kształcie łapy.

W tym momencie zza krzaka wyskoczyła Wiewiórka Lusia, jego sąsiadka, szybka i ciekawska.

„Bruno! Co masz? Coś chrupiącego?” zapytała i od razu powąchała pergamin.

„Mapa. I wygląda na to, że prowadzi do skarbu.”

Lusia aż podskoczyła. „Skarb? Jak w opowieściach! Złote żołędzie? Słoik dżemu? Korona dla wiewiórek?”

Bruno roześmiał się nisko. „Nie wiem. Ale zobacz, jest tu symbol. Taki… nieczytelny.”

Wiewiórka przechyliła głowę. „Może trzeba go jakoś odczytać.”

„Właśnie.” Bruno mówił powoli, jak zawsze, gdy myślał. „Pamiętam, że stary Bóbr opowiadał o frotażu. To takie… pocieranie kartką, żeby pojawił się znak z kamienia. Trzeba znaleźć miejsce z symbolem i zrobić frotaż.

„Fro… co?” Lusia zmarszczyła nos.

„Frotaż.” Bruno uśmiechnął się. „Pocieranie. Zrobimy odbitkę, żeby przeczytać symbol. Bez tego mapa może być zagadką.”

„Zagadki są super!” Lusia zatarła łapki. „Ale musimy mieć ołówek. I papier. I… coś do chrupania. Zagadki robią głód.”

Bruno wszedł do chatki i wrócił z torbą. Włożył do niej gruby papier, miękki ołówek, kawałek węgla z ogniska i małą ściereczkę.

„Po co ściereczka?” zapytała Lusia.

„Do wycierania kamienia. Trzeba dobrze obserwować.” Bruno stuknął palcem w swoje czoło. „Skarby lubią porządek.”

Z krzaków wychylił się jeszcze ktoś — Jeżyk Tolek, okrągły jak kasztan w kolcach, ale z bardzo miłym uśmiechem.

„Słyszałem słowo ‘skarby'!” pisnął. „Mogę iść? Jestem dobry w węszeniu… i w toczeniu się z górki.”

„Przyda się ktoś od węszenia.” Bruno skinął głową. „Ale pamiętajcie: najważniejsze są oczy i uszy. Trzeba obserwować.”

„Moje uszy obserwują świetnie!” zażartował Tolek i poruszył nimi, aż Lusia parsknęła śmiechem.

Wyruszyli ścieżką, która pachniała igliwiem. Pod łapami cicho chrupały szyszki. Mapa wskazywała na miejsce zwane Szeptającą Polaną, tam, gdzie stary dąb miał dziuplę jak wielkie ucho.

„Czuję przygodę w nosie!” oznajmił Tolek.

„Ja czuję… że ktoś ma w torbie orzechy.” Lusia spojrzała znacząco na Bruna.

Bruno udawał zdziwienie. „Niemożliwe. To pewnie powietrze.”

A las, jakby słyszał żart, zaszumiał wesoło.

Rozdział 2: Szeptająca Polana i znak na kamieniu

Gdy dotarli na Szeptającą Polanę, zrobiło się trochę ciszej, jakby drzewa słuchały. Wysoka trawa łaskotała ich łapy. Pachniało miodem, choć w pobliżu nie było ani jednej pasieki.

Na środku polany leżał płaski kamień, gładki jak stół. Obok stał dąb z korą pomarszczoną jak twarz mądrego dziadka.

„To tu!” zawołała Lusia, pokazując na mapę. „X jest przy… kamieniu i dębie!”

Bruno uklęknął przy kamieniu. Dotknął go łapą. Był chłodny i lekko wilgotny.

„Słyszycie?” zapytał.

„Co?” Tolek zamilkł.

Z kamienia dochodził bardzo cichy dźwięk, jak „tik… tik…”, jakby w środku ktoś stukał maleńką łyżeczką.

„Może to serce skarbu!” szepnęła Lusia.

„Albo żuk w kapciach,” mruknął Tolek.

Bruno roześmiał się i przyłożył ucho do kamienia. Dźwięk był spokojny, nie straszny — raczej jak zegar w przytulnym domu.

„Najpierw symbol.” Bruno wyjął ściereczkę. „Musimy go znaleźć.”

„Ja!” Lusia wskoczyła na kamień i zaczęła szukać. „O! Tu jest coś! Jakby kreski.”

Bruno podszedł bliżej. W słońcu widać było delikatnie wyryty znak — spiralę i trzy małe kropki. Był prawie niewidoczny, jakby ktoś narysował go pazurem i potem wygładził.

„Widzisz, Bruno? Obserwacja!” Lusia była dumna.

„Brawo.” Bruno mówił ciepło. „Teraz frotaż.”

Położył papier na kamieniu. Lusia przytrzymała róg papieru, a Tolek przycisnął drugi róg swoim małym brzuszkiem, co było bardzo zabawne, bo wyglądał jak ciężarek z kolcami.

„Jestem profesjonalnym przyciskaczem!” oznajmił.

Bruno wziął węgiel i zaczął delikatnie pocierać papier. Słychać było szszsz… szszsz…, a papier łaskotał kamień. Powoli na białej kartce zaczęła się pojawiać spirala.

„Ooo!” Lusia wstrzymała oddech. „To działa!”

Bruno pocierał dokładnie, nie za mocno, żeby nie rozerwać kartki. Czuł pod palcami chropowatość znaku, jakby kamień miał sekretne piegi.

„Gotowe.” Podniósł papier.

Na kartce był wyraźny symbol: spirala, trzy kropki i… strzałka schowana przy brzegu.

„Strzałka!” krzyknął Tolek. „Wskazuje na… tam!”

Wszyscy spojrzeli w stronę krzaków jeżyn. Słychać było bzyczenie pszczół i delikatne plaskanie wody gdzieś dalej.

„Idziemy.” Bruno wstał. „Ale spokojnie. Nie biegniemy na oślep. Obserwujemy.”

Lusia przyłożyła łapkę do czoła jak żołnierz. „Rozkaz! Patrzę, słucham, wącham!”

Tolek dodał: „I w razie czego… toczę się!”

Za jeżynami odkryli wąską ścieżkę, której wcześniej nie było widać. Była ukryta pod paprociami jak zielony dywan. Kiedy weszli, liście muskały im futro i kolce, a w powietrzu czuć było wilgoć i coś słodkiego, jak karmel.

„To pachnie jak… ukryty dżem,” mruknęła Lusia z nadzieją.

„Albo jak tajemnica,” powiedział Bruno.

Ścieżka prowadziła do małego wąwozu. Nie był straszny, tylko trochę wąski. Po bokach rosły miękkie mchy, a z góry kapały krople wody: plip… plip… plip…

Na ziemi leżały trzy płaskie kamienie, ułożone jak schodki.

„Trzy kamienie… trzy kropki!” Lusia aż klasnęła.

Bruno przyjrzał się uważnie. „Dobre spostrzeżenie. Jeśli to wskazówka, musimy przejść po nich w odpowiedniej kolejności.”

„Pierwszy, drugi, trzeci!” Tolek ruszył od razu.

Bruno delikatnie go zatrzymał. „Poczekaj. Spójrz: na każdym kamieniu jest inny wzorek. Ten ma jedną kreskę, ten ma dwie, a ten ma spiralę.”

Lusia nachyliła się. „Spirala to pewnie ostatni, bo symbol był spiralą.”

„Tak myślę.” Bruno uśmiechnął się. „Najpierw jedna kreska, potem dwie, potem spirala.”

Tolek kiwnął głową. „Zwykle skaczę, ale dziś będę mądry.”

Przeszli ostrożnie. Kamienie były stabilne. Wąwóz tylko cicho szeptał kroplami wody, jakby kibicował.

Po drugiej stronie, w cieniu, zobaczyli drewniane drzwi w skale. Nie były prawdziwymi drzwiami jak w domu, tylko małą klapką z desek, z okrągłą klamką.

„Kto tu mieszka?” Lusia szepnęła.

„Może skarb,” odpowiedział Bruno. „Albo wiadomość.”

Na klapce była metalowa płytka z kolejnym znakiem, ale była cała w błocie.

„Tu ściereczka!” Bruno podał ją Lusi.

Lusia wytarła płytkę, mrucząc: „Skarby lubią porządek, pamiętam.”

Pod błotem ukazał się ten sam symbol. Bruno przyłożył ucho do drzwi. Znowu ten spokojny dźwięk: tik… tik…

„To brzmi jak… mały mechanizm, powiedział.

„Albo jak ktoś kroi marchewkę bardzo równo,” dodał Tolek.

Bruno zaśmiał się. „Spróbujemy otworzyć, ale najpierw obserwacja: czy nie ma haczyka, sznurka, nic groźnego.”

Tolek spojrzał bardzo poważnie. „Widzę… pajęczynę. Ale pająk śpi. I nie wygląda na zły.”

„To dobrze.” Bruno wziął głęboki oddech. „Otwieramy.”

Rozdział 3: Sekretna komnata i test odwagi

Bruno przekręcił klamkę. Drzwi skrzypnęły lekko: iiiik… po czym uchyliły się na szerokość niedźwiedziej łapy.

Z środka popłynął zapach starego drewna i czegoś przyjemnego, jak suszone jabłka. W środku było ciemniej, ale nie całkiem — z sufitu zwisał mały kamień, który świecił miękkim, zielonkawym światłem, jak świetlik w słoiku.

„Ooo…” Lusia weszła pierwsza, ale zaraz się zatrzymała. „Bruno, tu są… znaki na ścianach.”

Ściany były gładkie i miały wyryte wzory: liście, fale, kropki i strzałki. Na środku stał niski stół z kamienia. Na nim leżała… kolejna metalowa płytka z symbolem, a obok pudełko z ołówkami i czystymi kartkami, jakby ktoś czekał.

„Kto zostawia ołówki w jaskini?” zdziwił się Tolek.

Bruno dotknął pudełka. „Ktoś, kto chce, żebyśmy coś odczytali. Nasz frotaż był ważny.”

Lusia podskoczyła. „Czyli to jest… przygoda z zadaniem! Jak w szkole, tylko lepiej, bo pachnie jabłkami.”

Bruno podszedł do płytki. Była zimna i gładka, a symbol na niej wyglądał jak ta sama spirala, ale z małą przerwą, jakby brakowało kawałka.

„Może trzeba dorysować?” zastanowiła się Lusia.

Bruno pokręcił głową. „Nie dorysujemy na ślepo. Zrobimy frotaż, żeby zobaczyć dokładnie.”

Ułożyli papier. Bruno pocierał ołówkiem. Na kartce pojawił się symbol… i pod nim trzy słowa, bardzo proste, wydrapane płytko, ale czytelne po frotażu:

„PATRZ. SŁUCHAJ. DOTKNIJ.”

„To jak przepis!” ucieszył się Tolek. „Na… skarb!”

Bruno przeczytał na głos, spokojnie. „Patrz. Słuchaj. Dotknij. To wskazówki, jak przejść dalej. Czyli musimy użyć obserwacji.”

W rogu komnaty były trzy przedmioty: małe okienko z widokiem na polanę, dzwoneczek wiszący na sznurku i kamienna płyta z trzema wgłębieniami na łapy.

„Patrz!” Lusia pobiegła do okienka. Zobaczyła coś na zewnątrz: trzy krzaki ułożone w linię, a za nimi wielki kamień z rysą.

„Widzę kamień z rysą! Wygląda jak strzałka!” zawołała.

„Słuchaj!” Tolek podszedł do dzwoneczka, ale nie dotknął go od razu. Nachylił ucho. W komnacie było cicho, tylko tik… tik… gdzieś pod spodem.

„Słyszę… tik… tik… ale dzwoneczek milczy,” powiedział.

Bruno podszedł do kamiennej płyty. „Dotknij… ale ostrożnie. Najpierw sprawdźmy, czy to nie jest pułapka.”

Lusia zrobiła wielkie oczy. „Pułapka?!”

Bruno od razu zmiękczył głos. „Spokojnie. To może być tylko gra. Tak jak gdy ktoś ukrywa prezent i daje zagadki. My po prostu sprawdzamy, żeby czuć się bezpiecznie.”

Tolek odetchnął. „Lubię gry. Pułapki mniej.”

Bruno położył łapę na płycie. Była chłodna, ale nic się nie stało. Potem Lusia dotknęła drugiego wgłębienia, a Tolek trzeciego.

Wtedy tik… tik… ucichło na chwilę, jakby ktoś przestał stukać, a potem zabrzmiało inaczej: tik-tik… tik-tik… równiutko, wesoło.

„O! To jak muzyka!” Lusia zaśmiała się.

Na ścianie pojawiła się cienka szczelina. Z sunącym szmerem odsunęła się kamienna płytka, odsłaniając niski tunel.

„Mamy przejście!” Tolek aż podskoczył, po czym przypomniał sobie o ostrożności i… tylko podskoczył malutko.

Tunel nie był długi. Pachniał ziemią po deszczu. Pod łapami był miękki piasek, który szeptał: szu-szu, szu-szu. Na końcu tunelu widzieli małe drzwi z drewna, a na nich… dziurka jak od klucza, ale w kształcie niedźwiedziej łapy.

Lusia spojrzała na Bruna z zachwytem. „To dla ciebie! Tylko ty masz taką łapę!”

Bruno poczuł, jak w brzuchu robi mu się ciepło. „Czyli jestem głównym kluczem.”

„Główny miś!” Tolek zachichotał.

Bruno wsunął łapę w wgłębienie. Drewno było gładkie i ciepłe, jakby ktoś często je dotykał. Drzwi nie otworzyły się od razu.

„Co teraz?” Lusia szepnęła.

Bruno przypomniał sobie: „Patrz. Słuchaj. Dotknij.”

Zatrzymał się, nie szarpał. Najpierw popatrzył. Nad drzwiami wisiały trzy małe tabliczki z obrazkami: oko, ucho i łapa.

„Kolejność!” powiedział. „Musimy zrobić to w kolejności: patrz, słuchaj, dotknij.”

Lusia przyłożyła oko do małej dziurki w drzwiach. „Widzę… pudełko! I coś błyszczącego!”

Tolek przyłożył ucho do drewna. „Słyszę… bardzo ciche brzęknięcie, jak mały dzwonek.”

Bruno dotknął dłonią miejsca pod tabliczkami — znalazł trzy małe guziki, każdy z inną fakturą: gładki, pofalowany i chropowaty.

„Dotyk!” powiedział i nacisnął je po kolei, uważnie, tak jak wskazówka: najpierw gładki (patrz), potem pofalowany (słuchaj), potem chropowaty (dotknij).

Na moment zapadła cisza. A potem… coś w środku poruszyło się miękko, jak szuflada z kocami.

Rozdział 4: Skarb, który uczy patrzeć

Drzwi otworzyły się powoli. W środku była mała komnata, jasna od zielonego światła. Na środku stała skrzynia — nie ogromna, raczej taka, jaką można by postawić w pokoju pod łóżkiem. Była zrobiona z jasnego drewna i miała metalowe rogi.

„Skarb!” wyszeptała Lusia, jakby bała się, że krzyk spłoszy tajemnicę.

Bruno podszedł i dotknął skrzyni. Była gładka, pachniała żywicą i cytryną. Na wieczku miała ten sam symbol spirali, ale teraz Bruno rozumiał: to była droga, nie tylko znak.

„Otwieramy?” zapytał Bruno.

„Tak!” Lusia i Tolek powiedzieli razem.

Bruno uniósł wieczko. W środku nie było złota ani koron. Były za to rzeczy, które błyszczały inaczej: mała lupa w drewnianej ramce, szkatułka z kolorowymi kredkami, notes z grubymi kartkami, kilka gładkich kamyków, a na samym wierzchu — list napisany dużymi literami.

Bruno przeczytał na głos, sylabując powoli, żeby wszystkim było łatwo:

„DLA ODKRYWCÓW. SKARBEM JEST TO, CO ZAUWAŻASZ. PATRZ UWAŻNIE, SŁUCHAJ CIEKAWIE, DOTYKAJ DELIKATNIE. WTEDY ŚWIAT POKAŻE CI WIĘCEJ.”

Lusia zrobiła minę, jakby właśnie znalazła największego orzecha życia. „Czyli skarb to… obserwacja?”

„I narzędzia do niej,” dodał Bruno, podnosząc lupę. Szkło było chłodne, a przez nie widać było wszystko większe: małe żyłki na liściu, drobinki piasku jak gwiazdki.

Tolek wziął jeden z gładkich kamyków i potarł go łapką. „Ten kamyk jest jak mydło, taki śliski! I ma plamkę jak uśmiech.”

„A ja narysuję mapę naszej wyprawy!” Lusia otworzyła notes. Kartki pachniały świeżym papierem.

Bruno zajrzał jeszcze raz do skrzyni. Na dnie była mała metalowa płytka, taka jak wcześniej, ale tym razem miała wyraźny napis: „ZABIERZ I PODAJ DALEJ”.

„To znaczy, że mamy się dzielić,” powiedział Bruno. „Możemy używać tego skarbu, a potem pomóc innym odkrywać.”

„Na przykład pokażemy Zającowi, jak znaleźć ślady!” ucieszyła się Lusia.

„I Krecikowi, że można słuchać ziemi,” dodał Tolek. „On i tak to robi, ale będzie dumny, że my też.”

Bruno poczuł w sercu coś miękkiego, jak ciepły koc. „To jest piękny skarb.”

Nagle usłyszeli znów ten znajomy dźwięk, ale teraz był bliżej. Tik… tik… jakby skrzynia miała w sobie mały, grzeczny zegarek.

„Może to znak, że czas wracać?” zapytała Lusia.

„Albo że skarb mówi: ‘Dobra robota',” odpowiedział Tolek.

Zanim wyszli, Bruno wyjął jeszcze jedną kartkę i zrobił ostatni frotaż z symbolu na wieczku skrzyni. Chciał go zachować, żeby pamiętać, jak ważne jest uważne patrzenie.

„Teraz mamy dowód,” powiedział, wkładając kartkę do notesu. „I wspomnienie.”

Wrócili tym samym tunelem. Świetlisty kamień migotał przyjaźnie, a krople wody w wąwozie grały im rytm: plip, plip, plip. Na polanie słońce było ciepłe, a trawa łaskotała jeszcze bardziej, jakby gratulowała.

„Bruno,” zaczęła Lusia, „na początku myślałam, że skarb musi być błyszczący jak moneta.”

„A jest,” powiedział Bruno i podniósł lupę, przez którą słońce rozbłysło małym kółkiem światła. „Tylko inaczej.”

Tolek rozejrzał się. „Wiecie co? Widzę mrówkę, która niesie okruszek większy od niej. To jest odwaga!”

Lusia przytaknęła. „A ja słyszę, że wiatr śmieje się w liściach.”

Bruno zamknął oczy na chwilę i dotknął kory dębu. Była szorstka i ciepła. „A ja czuję, że las jest naszym przyjacielem.”

Gdy dotarli do chatki Bruna, słońce zaczynało już lekko opadać, a powietrze pachniało kolacją. Bruno położył skrzynię w bezpiecznym miejscu, ale narzędzia do obserwacji zostawił na stole — żeby były gotowe na kolejne odkrycia.

„Jutro idziemy szukać… czegoś zwykłego, co jest niezwykłe,” zaproponowała Lusia.

„Na przykład: gdzie znika echo,” powiedział Tolek.

Bruno uśmiechnął się szeroko. „Zgoda. I pamiętajcie: patrz, słuchaj, dotknij.”

Wtedy, jakby na pożegnanie, skrzynia wydała cichy, spokojny dźwięk zamka — małe, serdeczne kliknięcie, które brzmiało jak obietnica, że wszystko jest na swoim miejscu: klik.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pergaminu
Stary rodzaj papieru, na którym dawniej pisano, cienki i szorstki.
Na pergaminie
Fraza mówiąca, że coś jest narysowane lub napisane właśnie na tym papierze.
Frotaż
Sposób odkrywania wzorów na kamieniu przez pocieranie papierem i ołówkiem.
Chropowatość
Rzecz, która jest nierówna i trochę szorstka pod palcem.
Komnata
Duże, często stare lub specjalne pomieszczenie w środku skały lub domu.
Mechanizm
Zestaw części, które poruszają się razem i robią jakąś pracę.
Niski tunel
Wąskie, płytkie przejście pod ziemią, w którym nie trzeba stać prosto.
Dziuplę
Dziura w pniu drzewa, gdzie często mieszkają zwierzęta.
Wgłębieniami
Miejsca, które są trochę niżej niż reszta powierzchni, jak małe miseczki.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o ukrytych skarbach dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.