Wieczór u Jasia
Na podłodze w pokoju Jasia leżą cztery śpiwory jak kolorowe łódki. Pachnie świeżością po kąpieli. Za oknem niebo robi się granatowe. W rogu stoi kosz na pluszaki, a na krześle wisi bluza. Wygląda jak ktoś, kto macha ręką.
Jaś, Michał, Olek i Franek mają po sześć lat. Są przyjaciółmi. Dziś śpią razem u Jasia. To pierwsza wspólna noc bez rodziców w tym pokoju. Mama Jasia jest w kuchni, ale za chwilę idzie spać. – Jesteśmy już duzi, damy radę – mówi Jaś, trochę dumny, trochę cichy.
Chłopcy sprzątają klocki. Odkładają książki na półkę. Zęby umyte, piżamy miękkie. – Ale super, nocna przygoda! – śmieje się Olek i skacze do śpiwora jak żabka. Śpiwór zaszeleści. Michał kładzie obok niego poduszkę z rakietą. Franek głaszcze swojego misia w paski.
Za oknem światła na ulicy migocą jak małe rybki. Cienie w pokoju są dłuższe niż w dzień. Świat nagle robi się spokojny. I trochę inny. – Ej… a jak będzie całkiem ciemno? – pyta cicho Franek. – Jak zamkniemy światło, to nic nie widać.
Jaś przytula misia Franka. – Ja też czasem boję się ciemności – szepcze. – W nocy wszystko wygląda inaczej. Ale możemy sprawdzić, co nam pomaga.
Michał wzdycha. – Ja lubię małe światło. Takie malutkie. Nie za jasne. To mi pomaga. – Podnosi małą lampkę w kształcie gwiazdki. – Mogę ją włączyć.
– Najpierw zgaśmy duże światło – mówi Olek. – Zobaczymy, co się zmieni. – Uśmiecha się, ale trzyma koc trochę mocniej.
Mama Jasia zagląda do pokoju. – Potrzebujecie czegoś? – pyta łagodnie. – Jestem w sypialni obok. Drzwi mogą być trochę otwarte.
– Dziękujemy – mówią chłopcy. To miłe wiedzieć, że mama jest blisko. Ale to ich noc. Ich próba.
Duże światło gaśnie. Pokój robi się miękki i granatowy. Okno świeci wstążką księżyca. – Ojej – mówi Franek. – Krzesło to potwór! – Wszyscy zerkają. Krzesło ma na sobie bluzę. Wygląda śmiesznie. Jaś sięga po latarkę i na chwilę świeci. – To tylko bluza – śmieje się. – Bluza, nie potwór.
Chłopcy oddychają. Raz. Dwa. Trzy. – Ciemność jest jak miękki koc nocy – mówi Jaś. – Ogrzewa i spokojnie okrywa pokój. – Lubi tę myśl. Powtarza ją jeszcze raz, trochę ciszej. – Ciemność jest jak miękki koc nocy.
Co kryje noc
Za oknem wiatr porusza drzewem. Liście szepczą. Daleko słychać cichy tramwaj. Gdzieś kapie kran w łazience. Chłopcy słuchają. – To dom mruczy – mówi Michał. – Dom też śpi.
– A księżyc to nocna lampka nieba – dodaje Olek. – Taka ogromna. – Kładzie dłonie pod głowę. – Ciekawe, czy nietoperze robią cichą gimnastykę.
Franek się uśmiecha, choć jeszcze ma duże oczy. – A gwiazdy to posypka do nieba – mówi. – Posypka, która nie spada, tylko świeci. – Śmiech go trochę rozluźnia.
Jaś patrzy na sufit. – W dzień wszystko jest głośne. W nocy wszystko jest miękkie. Cienie to tylko zwykłe rzeczy, które patrzą inaczej. Krzesło to krzesło. Szafa to szafa. A bluza na krześle to bluza.
– A jednak nie lubię, gdy jest całkiem czarno – mówi Michał. – Lubię widzieć trochę, choć odrobinkę. – Pokazuje palcami maleńkie okienko. – Takie o.
– Możemy spróbować z lampką – odpowiada Jaś. – Ale mądrze. Nie za jasno. W sam raz. – Podłącza małą gwiazdkę. – Ma trzy poziomy. Zobaczymy, który lubimy.
Zanim włączają, biorą jeszcze głęboki oddech. Jaś szepcze jak trener oddechów: – Oddychamy spokojnie. Tak, jak fale na jeziorze: wdech jak fala, wydech jak fala. – Chłopcy próbują. Fale w brzuchach kołyszą się.
– Słyszycie świerszcza? – pyta Olek. – Chyba śpiewa. – Wszyscy milkną. Chwilę słychać skrzypce świerszcza za oknem. To ładna nocna muzyka.
– Aha – mówi Franek. – To nie jest straszna muzyka. To muzyka na dobranoc. – Przytula misia mocniej. Misio wygląda, jakby też słuchał.
– Ciemność jest jak miękki koc nocy – powtarza Jaś po raz trzeci i ostatni, jak zaklęcie, które jest przytulne. – Możemy się pod nim schować. I możemy sobie w nim robić miejsce.
– Hej, a co z tą maską do spania? – przypomina sobie Olek. – Ta czarna, miękka. Można ją przetestować. – Wyciąga z półki maseczkę w kropki. – Dostałeś ją od cioci, prawda?
– Tak – kiwa głową Jaś. – Ciocia mówiła, że pomaga, gdy jest światło, a ktoś chce ciemniej. Możemy zobaczyć, jak to jest.
Franek marszczy nos. – A jak założę i nic nie będę widzieć? – pyta niepewnie. – To może być dziwne.
– Spróbuj na chwilę – mówi łagodnie Michał. – Jak nie spodoba się, zdejmiesz. Tu nikt niczego nie musi. Tylko próbujemy, bo szukamy tego, co działa.
– Nikt niczego nie musi – powtarza Jaś. To ważne. Wszyscy to czują.
Próby: lampka, maska, drzwi
Jaś włącza lampkę na pierwszy, najmniejszy stopień. Gwiazdka świeci delikatnie. Niebo na suficie robi się trochę jaśniejsze, ale nie za bardzo. Chłopcy patrzą. – O, tak jest miło – mówi Michał. – Widzę misia. Widzę ścianę. Ale nadal jest noc.
– Pokażmy sobie ręce – proponuje Olek. – Jak bardzo widać dłonie? – Wszyscy wyciągają ręce. Widać palce, ale nie widać dokładnie paznokci. – Czyli nie za jasno – mówi Olek. – W sam raz.
Franek próbuje maskę. Miękka guma kładzie się na jego włosy. – Uuu, jak mały namiot – śmieje się. – Ciepły namiot na oczy. – Leży chwilę cicho. – Słyszę oddechy. Nie widzę nic, ale to nie boli. Trochę jak zabawa w chowanego ze światłem.
– Chcesz ją zostawić? – pyta Jaś.
– Spróbuję bez – decyduje Franek i zdejmuje maskę. – Ale fajnie wiedzieć, że mogę ją mieć. – Odkłada ją w zasięgu ręki. – Teraz ją przetestowałem.
Michał patrzy na lampkę. – A może sprawdźmy drugi stopień? – sugeruje. – Czasem bywa za ciemno dla mnie.
Jaś podkręca na drugi poziom. Pokój robi się wyraźniejszy. – Uff – mówi Olek i chichocze. – Teraz bluza na krześle wygląda jak pirat z jednym okiem. – Wszyscy śmieją się cicho. Humor rozprasza napięcie.
Franek mruży oczy. – Trochę za jasno – ocenia. – Widzę cienie na suficie jak balony. Wolę mniej. – Jego głos jest pewniejszy. Wie, co czuje.
– No to wracamy na pierwszy – decyduje Jaś. – Lampka ma działać. Ale w sam raz. – Przekręca pokrętło. Znowu miękko.
– A co z drzwiami? – pyta Olek. – Mama mówiła, że mogą być uchylone. Spróbujmy najpierw uchylone, a potem zamknięte. Test: drzwi trochę, a potem drzwi zero.
Chłopcy ustawiają drzwi. Jaś zostawia wąską szczelinę. Z korytarza wpada wstążka światła. – Ojej, teraz na podłodze jest pasek – mówi Michał. – Lśniący i długi. – Dla niego to jak ścieżka do łazienki, bezpieczna.
Franek patrzy na pasek i się wierci. – Ten pasek wygląda jak język smoka – przyznaje. – Taki jasny język. Śmieszne, ale trochę dziwne. – Chowa nogi w śpiwór.
– To teraz krok drugi: drzwi zamknięte – mówi Jaś. – Zobaczymy, czy jest lepiej. – Delikatnie domyka. Pokój robi się bardziej spokojny. Zostaje tylko lampka na najniższym. I księżyc.
– O! – mówi Olek. – Lubię tak. Słyszę dom i słyszę was. Czuję się jak w namiocie. – Uśmiecha się do sufitowych cieni, które już go nie straszą.
– A ja… – Michał się zastanawia. – Gdy drzwi były uchylone, czułem, że mama jest bliżej. To było miłe. Ale teraz też jest ok, gdy jest lampka. Może możemy spróbować tak pięć minut. Jeżeli będę chciał, to zrobimy pasek światła znowu.
– Umowa – mówi Jaś. – Każdy mówi, co czuje. I razem szukamy rozwiązania.
Chłopcy robią jeszcze jedną próbę. – Jeszcze raz drzwi otwarte – prosi Michał. – Tylko ciut-ciut. – Jaś uchyla mniej niż wcześniej. Pasek światła jest teraz cienki jak nitka. – Tak jest dobrze – mówi Michał. – Prawie jak zamknięte, ale ja wiem, że korytarz jest.
Franek bierze maskę i kładzie obok poduszki. – Jak będę chciał ciemniej, założę – mówi. – Fajnie, że mamy narzędzia. – Oczy mu świecą dumą.
– Narzędzia do spania! – śmieje się Olek. – Lampka w sam raz, maska na próbę, drzwi uchylone albo zamknięte. – Pokazuje trzy palce. – I jeszcze jedno narzędzie: oddech-fala.
– Oddech-fala – powtarza Jaś. – Wdech… i wydech. – Chłopcy oddychają razem. Powoli i miękko. Tak jak jezioro, które zna noc.
Nagle coś stuka w rurach. Franek podskakuje. – Co to było?
– Grzejnik mówi „kluk” – tłumaczy Jaś. – Zawsze tak robi, gdy robi się chłodniej. – Podchodzi, dotyka ręką rury. – Ciepłe. – Wszyscy się uspokajają. Uczą się języka domu.
Michał nagle wzdycha. – Mogę coś powiedzieć? – pyta, trochę czerwony. – Zawsze udaję, że się nie boję. Że jestem najodważniejszy. Ale wiecie co? Czasem boję się tak samo jak wy. Boję się nagłego „kluk”.
Olek siada i kładzie mu dłoń na ramieniu. – Dziękujemy, że mówisz. To jest odważne. – Franek kiwa głową. – Jak mówisz, co czujesz, możemy ci pomóc. A ty nam. Wtedy jest łatwiej.
– Dokładnie tak – mówi Jaś. – Jesteśmy drużyną. Sprawdzamy. Słuchamy. Ustalamy, co w sam raz. – Wyciąga ciastko emocji z pudełka na słowa. – I jak komuś będzie trudno, mówimy: „Jestem tu”.
– Jestem tu – mówią na zmianę. To ich małe hasło. Śmieszne i poważne jednocześnie. W pokoju robi się jeszcze jaśniej od środka, choć lampka świeci cicho.
Spokojna noc
Już prawie wszyscy leżą. Lampka na najniższym. Drzwi uchylone na cieniutką nitkę. Maska czeka obok Franka. Oddechy płyną jak fale. – Jeszcze siku – przypomina sobie Olek. – Pójdę z nitką światła. – Wstaje, idzie powoli, stopy stąpają cicho. Zaraz wraca. – Nitka jest super. Nie wpadłem na misia – chichocze.
Ktoś z ulicy zamyka furtkę. Stuknięcie brzmi jak krótkie „pa”. Franek zamyka oczy. Otwiera jeszcze na chwilkę. – Jasiu? – szepcze. – A jak się obudzę w nocy i będzie mi smutno?
– Wtedy zrobisz trzy rzeczy – szepcze Jaś. – Raz: oddech-fala. Dwa: popatrzysz na naszą gwiazdkę. Trzy: jeśli będziesz chciał, zawołasz: „Jestem tu” i ja powiem: „Jestem tu”. Albo założysz maskę, jeśli chcesz więcej ciemności. Możesz też zerknąć na drzwi. Nitka światła cię znajdzie.
Franek uśmiecha się w ciemności. – Dobrze – mówi cichutko. – To brzmi jak plan.
Michał przewraca się na bok. – A ja jak się obudzę, powiem sobie: „Ciemność nie straszy, tylko okrywa”. – Jego głos jest prawie szeptem. – I pomyślę o świerszczu.
W pokoju pachnie drewnem i szamponem. Księżyc zagląda na sekundę, potem chowa się za chmurkę, jakby bawił się w chowanego. Niebo jest spokojne. Dom też.
W pewnej chwili z salonu dobiega ciche „klik”. Mama wyłącza lampkę w kuchni. Drzwi wciąż mają swoją niteczkę, bo uchylenie wystarcza. Michał porusza się i pyta szeptem: – Zrobimy malutkie zamknięcie? – Oznacza to: sprawdźmy, czy damy radę bez tej nitki.
– Mogę spróbować na minutę – odpowiada Franek. – Tylko minutę. – Głos mu nie drży. Czuje, że może wybierać. To daje siłę.
Jaś powoli domyka drzwi. Palce robią to tak, by nie trzaskały. Pokój jest teraz tylko z lampką i księżycem. Noc ma miękkie brzegi. Chłopcy leżą cicho. Minuta płynie jak długa głęboka fala. Nikt nie płacze. Nikt nie sztywnieje. W środku jest spokojnie.
– Jak? – szepcze Jaś. – U mnie dobrze.
– U mnie też – mówi Olek, który już prawie śpi.
– U mnie prawie dobrze – mówi Michał. – Ale poproszę znów nitkę. – Nie wstydzi się. Wie, że może prosić.
Jaś wraca do drzwi. Uchyla je na nitkę. – Gotowe – mówi. – Dla każdego coś dobrego. – I to jest właśnie to „w sam raz”.
Franek ziewa. Oczy mu się same zamykają. Maska czeka, ale nie jest potrzebna. Miś leży przy policzku. Słychać spokojny oddech czterech chłopców. Fale, fale.
Noc w pokoju nie jest już obca. Jest jak ogród, w którym rosną ciche dźwięki. Jak ogród, w którym cienie to tylko liście. Jak ogród, do którego ma się kluczyk: lampkę w sam raz, oddech-falę i drzwi, które można uchylić albo domknąć. A gdy czasem serce zadrży, jest jeszcze słowo: „Jestem tu”.
Jaś spogląda na przyjaciół. Czuje dumę. Nie dlatego, że byli twardzi. Ale dlatego, że byli dla siebie łagodni. Słuchali się. Mówili o tym, co czują. Próbowali. Znaleźli sposób.
– Dobranoc, Michał – szepcze.
– Dobranoc, Olek – dodaje.
– Dobranoc, Franek – mówi najciszej.
– Dobranoc, Jaś – odpowiadają mu z półsnu trzy głosy.
W pokoju jest ciepło i bezpiecznie. Lampka świeci jak mała gwiazdka na jeziorze. Gdzieś daleko trawa kołysze się w wietrze. Świerszcz jeszcze raz gra swoją nutę, jakby mówił: „Jest dobrze”.
A potem wszystko uspokaja się zupełnie. Zostaje oddech. Zostaje miękki koc nocy. I ciche, pewne dobranoc.